Polityka

Turcja angażując się w konflikt o Górski Karabach stopniowo usuwa się sama z NATO

 Niestety znowu rozpętał się dramat pomiędzy zwaśnionymi narodami Kaukazu. Górski Karabach, to ormiańska enklawa wyzwolona spod władzy Azerbejdżanu. Niestety na nowo rozgorzał konflikt, zginęli żołnierze, ucierpiała ludność cywilna i wiele obiektów cywilnych. Obie strony obarczają się odpowiedzialnością za eskalację zdarzeń, w konflikcie zamrożonym od 1994 roku.

Niestety w ciąg zdarzeń wmieszał się prezydent Turcji – pan Recep Tayyip Erdoğan, przebywając w USA miał powiedzieć m.in.: „Modlimy się, aby nasi bracia z Azerbejdżanu zatriumfowali przy najmniejszych możliwych stratach. [oraz:] Będziemy wspierać Azerbejdżan do końca.” To coś przerażającego, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że słowa pana prezydenta zawierają poparcie dla wojny. Po prezydencie państwa NATO raczej spodziewalibyśmy się natychmiastowego wezwania do zawieszenia broni, nawet zaoferowania pomocy w zorganizowaniu rozmów. Natomiast mówienie o zatriumfowaniu, bez względu na to, kto ma w tym konflikcie rację – to zagrzewanie do walki, popieranie konfliktu zamiast dążenia do pokoju. Jeszcze to – „do końca”? Niby, co to ma oznaczać? Wojna się kończy jak się zajmuje terytorium nieprzyjaciela i zabija jego siłę żywą, czy o to chodzi panu prezydentowi?

Ta wypowiedź nie jest wypowiedzią, o jakiej można mówić w przypadku kraju sojuszniczego NATO. W ogóle dążenie do jakiejkolwiek wojny z kimkolwiek, gdziekolwiek – poza mandatem ONZ – może być zbrodnią, jeżeli nie jest wojną obronną. NATO musi dbać o standardy polityczne, a to na pewno nie jest wypowiedź, na jaką można się zgodzić na łonie Sojuszu.

Nikt na poważnie nie skrytykował Turków, albowiem w takich tematach trzeba być jednoznacznym, a jak tu być jednoznacznym w dobie kryzysu migracyjnego? Dupowatość starej zachodniej Europy i podwójne standardy porażają. Żadnej wojny, żadnego zabijania się, żadnej przemocy – rozmowy, negocjacje, ustalenia, konsensus. Nie ma mowy o tym, żeby popierać przemoc. Nawet przy pełnej świadomości, co do faktu, że Turcja i Azerbejdżan to w zasadzie kraje tego samego kręgu kulturowo-cywilizacyjnego, to jednak Turcja ma do wyboru – albo standardy NATO, albo samodzielność.

W tym drugim przypadku pan Erdogan może mieć problem z Rosją, która nie tylko nie zgodzi się na żadne kłopoty Armenii, ale przede wszystkim jest jednoznacznie za pokojem na wschodnim Zakaukaziu. Rosję interesuje spokój i stabilizacja Kaukazu i okolic, jest w sojuszu wojskowym z Armenią, na której terenie posiada własne bazy wojskowe. Równolegle dla równowagi – Moskwa sprzedała olbrzymie ilości nowoczesnej broni do Azerbejdżanu.

Patrząc na ten rejon geograficzny, jako element większej całości, trzeba powiedzieć jednoznacznie, że żadna wojna w tym rejonie nie jest w interesie kogokolwiek. Ponieważ tamtędy przebiegają ważne szlaki komunikacyjne, dzięki którym możliwy jest transfer ropy i gazu z państw Azji Środkowej odciętych od dostępu do otwartych mórz.

W interesie wszystkich w regionie jest pokój, zwłaszcza że oba walczące ze sobą kraje nie są szczególnie bogate. Nawet zamożny w ropę naftową Azerbejdżan nie opływa w dostatki, o Armenii lepiej nie mówić, w tym kontekście, że ten piękny kraj wspaniałych ludzi, ma bardzo trudne stosunki z sąsiadami i przez to nie rozwija się normalnie. Wojna jest ostatnią rzeczą, jakiej potrzebują te kraje. Zwłaszcza, że przemoc tam, może już tylko zrodzić kolejną przemoc, ponieważ żadna strona nie popuści, straty będzie chciała odzyskać.

Dla NATO wszelkie prowokacje są szkodliwe, chodzi o to, że nie można nas wszystkich utożsamiać z napastliwymi wypowiedziami pana prezydenta Erdogana. Dla dominującej większości krajów NATO – szacunek dla narodów Armenii i Azerbejdżanu jest symetryczny. Można im tylko życzyć porozumienia i pokoju, zresztą takie działania były kiedyś podejmowane w ramach wschodnich planów rozwoju NATO. Niestety w ramach „Partnerstwa dla pokoju”, podczas kursu językowego na Węgrzech Ramil Safarov Sahib z Azerbejdżanu zabił 19 lutego 2004 roku siekierą Gurgena Markariana, po prostu obcinając mu w trakcie snu głowę.

Europa nie rozumie tego konfliktu i wszystko, czego może się po nim spodziewać, to tylko kolejna fala uchodźców i zgłoszenia potrzeby świadczenia pomocy humanitarnej. NATO musi poszukać takiej formuły współpracy, żeby poszczególne kraje powstrzymywały się od cudzych wojen. To nie jest polityka, którą należy popierać! Turcja angażując się w konflikt o Górski Karabach stopniowo usuwa się sama z NATO. Wojownicze wypowiedzi niczemu i nikomu nie służą.

3 komentarze

  1. USA ma bazy w Turcji,i ogromne interesy na Bliskim Wschodzie a Turcja sojusznik ze swoją agresywną polityką numer 1.! Pogrozi paluszkiem i chwatit!

  2. Dlaczego, zaraz – usuwa? Powiedziałbym umacnia swoją
    pozycje w NATO, w charakterze “harcownika’ w miękkim
    podbrzuszu Federacji Rosyjskiej.Wykorzystuje związki
    etniczne by destabilizować region, na pewno
    z błogosławieństwem NATO – wszak ‘Bóg(do celów doraźnych) z Nami”….

  3. Tak Armenia,tam powstalo chrzescijanstwo wczesniejsze,bronic Armenii,wiem przebywalem z nimi na wycieczce w Czechach..
    Ludzie z ,,duszą na ramieniu,,

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.