Ogólna, Technologia

Turbina

 Dziś jeszcze jedna opowieść z praktyki inżynierskiej mojego Taty. Było to przed bardzo wielu laty, gdzieś w połowie lat 60-tych, w miejscowości z dużym zakładem przemysłowym. Przy zakładzie była elektrociepłownia z dwoma kotłami i turbinami cztero i sześciomegawatową. “Czwórka” częściej stała niż się kręciła. Całość zasilana była pojedynczą linią 30kV. Dwie linie studziesiątkowe, doprowadzono dopiero we wczesnych latach 70-tych. Ta pojedyncza “30-stka”, niestety często zawodziła i co jakiś czas “wylatywała”. Zakład dalej pracował na generatorku. Przerwa w zasilaniu trwała nie dłużej niż 15, 20 minut, o czym zaraz informował Zakład Energetyczny. Ot, normalna procedura – tylko zawsze była robota dla aktualnego kierownika zmianowego. Bo trzeba było generator zsynchronizować z siecią…

Aż tu razu pewnego, na dyżurze mojego Taty nastąpiła kolejna awaria linii zasilającej. Z tym, że zrobił się dodatkowy problem. Zabezpieczenia generatora były jeszcze “radzieckie”, prymitywne, elektromechaniczne i dość zawodne. Traf chciał, że zwarcie jakie było gdzieś na linii zasilającej przeniosło się dalej i spowodowało wyłączenie się generatora. W takim przypadku procedura jest następująca. Należy wyłączyć kocioł, odciąć dopływ pary na turbinę i wypuścić parę. Następnie uruchomić awaryjne turbopompy wody zasilającej (chłodzącej) oraz kondensatu – tak aby kocioł miał utrzymane zasilanie wody. Generalnie kotła nie da się tak na pstryknięcie “odstawić”, należy zmniejszać stopniowo jego wydajność.

Niestety, tym razem dzwoni telefon z Zakładu Energetycznego z informacją że awaria jest poważna i zasilania nie będzie kilka godzin. Więc robi się mały klops i wręcz katastrofa, bo niektóre wydziały muszą mieć zasilenie stałe ze względu na pewne procesy technologiczne. I już zaczynają się urywać telefony do mojego Taty. Stan miał w tym momencie taki. Brak zapewnienia zasilania “z sieci” i to przez parę najbliższych godzin. Turbiny na wybiegu. Kocioł w procedurze odstawiania. A przede wszystkim brak potrzeb własnych w elektrociepłowni! W tym momencie Tato podjął zupełnie szaloną decyzję: “ruszamy”! Zespół nigdy tego nie ćwiczył, ale był to wyszkolony i dobrze rozumiejący się “team”. Więc jak tylko padła ta szalona decyzja – nikt nie pytał dlaczego – tylko pomagał z całych sił i zgodnie ze swoją wiedzą. W pierwszej kolejności stopniowo puszczono parę na turbinę. W zasadzie to “resztkę” tej pary jaka jeszcze była w odstawianym kotle. Jednocześnie wyłączono zasilanie poszczególnych wydziałów Zakładu. Po “rozruszaniu” turbiny powoli zaczęło się “wytwarzać” napięcie. Żarówki w elektrociepłowni powoli zaczęły się rozjarzać. W końcu wytworzona tym sposobem energia została puszczona na zasilenie potrzeb własnych elektrociepłowni. Po chwili i stopniowo zaczęto podłączać własne odbiory. Uruchomiono pompę kondensatu, pompę wody chłodniczej, po jednym wentylatorze wyciągowym i podmuchowym. To pozwoliło na stopniowe przywrócenie pracy kotła i w dalszej kolejności turbozespołu. A po jakichś 20 minutach zaczęto podłączać zasilanie w poszczególnych wydziałach Zakładu. Praca była dość karkołomna, ryzykowna i nie opisana w żadnych “procedurach” czy podręcznikach. Ot, teoretycznie było to możliwe. Okazało się że możliwe też w praktyce! Po godzinie takiej pracy elektrociepłowni przyszedł zmiennik mojego Taty. Przeczytał raporty i pyta – to teraz powiedzcie spokojnie i prosto – jak to wszystko działa. No bez zasilania – wszystko, cała energia na zakład idzie od nas. Złapał się za głowę. A jak się pojawi zasilanie linii? No cóż – stary – ja idę do domu. A Ty to chyba dasz radę zsynchronizować?

W chwili obecnej żyje jeszcze tylko kilku świadków tego wydarzenia. I tak dla potomności i pamięci chciałem to Wam opisać….

8 komentarzy

  1. No cóż wielu z nas pamięta jeszcze czasy w których: wiedza, umiejętności i skuteczność działania; były ważniejsze jak “PROCEDURY”. Dzisiaj trzeba by skazać kocioł na poważną awarię (zgodną z procedurami).

  2. Serdecznie dziękuję autorowi za serię artykułów inżynierskich. Zawsze czytam je z wielką ciekawością. Bardzo brakuje mi tego typu zagadnień w mediach. Dziwi mnie, że telewizja polska nie propaguje szeroko pojętej kultury technicznej ukazując jak działają duże fabryki w Polsce lub jakie mamy innowacyjne firmy. Spotkałem się z opinią dziennikarza, że tego typu zagadnienia są dla opinii publicznej nieciekawe i za trudne, że ludzie nie będą tego oglądać/czytać. Wydaje mi się jednak, że jest wręcz odwrotnie, ludzie są głodni takich tematów, przejedzeni papką niestrawnych wieści ze świata celebrytów i ciągłego gotowania. Niestety jeśli oglądam jakiś ciekawy program na temat przemysłu w Polsce to przeważnie zrealizowany jest on przez zagraniczną TV.

    • Dziękuję za podziękowania!

      Nie ukrywam, że mam już w głowie kilka kolejnych, “bardziej aktualnych” felietonów o naszej, polskiej, całkiem innowacyjnej wynalazczości…

      Wszystko kwestią znalezienia czasu na przelewanie tego z głowy “na papier”…

    • Oczywiście, że mam dość wszelkiej papki na temat celebrytów z różnych branż, natomiast brakuje mi wiadomości p.p Kurka i Kamińskiego oraz ich programu “Sonda”.

  3. inicjator_wzrostu

    Piękny tekst – proszę o więcej.

  4. Stach Głąbiński

    Nie rozumiem: z opisu wynika, że po padnięciu linii zasilającej generator 6 MV pracował normalnie, skąd więc potrzeba wygaszania kotłów? I jakim cudem zmniejszenie dostarczanej mocy spowodowało przerwanie pracy nie części, lecz wszystkich urządzeń – w tym najmniej obciążającego sieć oświetlenia? Na dodatek, jeśli dobrze zrozumiałem, uruchomienie generatora dostarczającego moc 4MW przywróciło stan normalny. Wynika stąd, że tej wielkości moc dostarczana była linią zasilającą, przez którą widocznie zakład pobierał prąd o natężeniu nieco ponad 100A (100Ax30kV=3MW), czyli praktycznie rzecz biorąc elektrociepownia zapewniała zakładowi samowystarczalność energetyczną.

    • Muszę przyznać że pewne skróty jakie powstały przy redakcji tekstu zaciemniły obraz.
      Teraz wyjaśniam. 4-ka stała. 6-ka pracowała “na sieć”. Zakład pobierał więcej mocy niż 6 MW, więc ta moc były uzupełniana z sieci elektroenergetycznej. Jak opisałem, zdarzały się krótkie przerwy w zasilaniu od strony Zakładu Energetycznego, wtedy odpowiednio wyłączano część odbiorów /wydziałów/ a potem jak wróciło napięcie od strony sieci, należało tylko zsynchronizować pracę generatora z siecią.

      W opisanym przypadku awaria jaka nastąpiła na sieci spowodowała nie tylko /w późniejszym czasie kilkugodzinną zwłokę w zasilaniu z ZE/ ale przeniosło się to zakłócenie na zabezpieczenia generatora, powodując jego awaryjne wyłączenie oraz, co ważne nie było skąd czerpać energii na potrzeby własne do podtrzymywania pracy całości. W tym momencie gdyby była skądś czerpana energia na “potrzeby własne”, nic by się nie działo, dalej by wszystko pracowało. W tym konkretnym przypadku spróbowano w sposób bardzo ryzykowny, w zasadzie dokładnie taki sam jak powtórzono wiele lat później w “eksperymencie Czarnobylskim” uzyskać energię z jeszcze obracającego się turbozespołu . Udało się uzyskać tyle energii że wytworzone napięcie pozwoliło na uruchomienie potrzeb własnych a co za tym idzie wentylatorów i innych urządzeń na kotle, co podtrzymało proces…
      Obrazowo mówiąc, zadziało jak stara, klasyczna prądnica pozbawiona napięcia wzbudzenia, ale posiadająca jeszcze szczątkowy magnetyzm, na tyle duży że wytworzył napięcie… Które… itd…
      Mam nadzieję że udało mi się w sposób prosty to wyjaśnić.
      Przyznaję że pisanie o technice w sposób “łopatologiczny” nie jest prostym zajęciem 🙂

      Bardzo dziękuję za tak dokładne przeanalizowanie felietonu i za cenne uwagi…

      Pozdrawiam serdecznie…
      F.

    • Polskie prawo energetyczne, i w czasach PRL i obecnie nie przewiduje eksploatacji zakładu przemysłowego na samozasilaniu. Zgodnie z nim nawet niezawodowe elektrownie w zakładach przemysłowych były zsynchronizowane z siecią krajową i pracowały “na sieć”.
      Natomiast zasilanie zakładu przemysłowego, a nawet zasilanie potrzeb własnych zakładowej elektrowni prowadzone było i jest z sieci krajowej. W związku z powyższym układy łączeniowe i instrukcje eksploatacji zaprojektowano do takiego właśnie stanu prawnego.
      Uruchomienie samozasilania jest więc sytuacją niezwykłą i improwizowaną obarczoną przy tym sporym ryzykiem jakiegoś , poważnego w skutkach, błędu.
      Jednak wynika z artykułu to wiedza, umiejętności i kreatywność zmiany pozwoliły na utrzymanie ruchu i zakładu przemysłowego i oddziału energetycznego. Gdyby nie ich sukces, zakładowa elektrownia została by bez odbioru mocy i zasilania potrzeb własnych ,co nieuchronnie prowadziło by do poważnej awarii. Podobny mechanizm (lecz w skali makro i z jądrowym “kotłem”) doprowadził do katastrofy w Czernobylu.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.