Trzymać się stołka jak feministka, bo im wolno więcej?

Od ponad tygodnia obserwujemy żałosny i żenujący spektakl w Sejmie, jedna z partii politycznych w swojej nieskończonej prowizorycznej naiwności zrobiła wicemarszałkiem Sejmu osobę bezpartyjną, którą wcześniej nie wiadomo, dlaczego wpuściła na swoją listę. Okazało się, że za głosy osób niezależnych się płaci, płaci się ich niezależnością. Środowiska feministyczne stojące za panią Wandą Nowicką bardzo silnie i jednoznacznie ją poparły, pomimo że ta zupełnie zlekceważyła jakiekolwiek ustalenia z własnym klubem, – który powinna w marszałkowaniu dla równowagi politycznej Sejmu reprezentować.

Od momentu, gdy drogi pani wice marszałek i jej klubu się rozejdą będziemy mieli taką dziwną sytuację, w której Sejm ma Marszałka i zastępców, z których jeden – pani Wanda Nowicka reprezentuje środowisko polityczne z poza Sejmu, tzn. środowisko, które co prawda wybrało ją, ale nie weszło do Sejmu pod własnym sztandarem. Tak się kończy uprawianie polityki za pomocą ludzi zbyt niezależnych, czy też niezdolnych do pragmatycznego kompromisu. Tego pan Palikot nie uwzględnił, że ktoś może być zbyt niezależny i po prostu go porzuci, nie licząc się z konsekwencjami.

Nie ulega żadnym wątpliwościom, że pani Wanda Nowicka zakończyła działalność polityczną na tym etapie kariery w momencie, kiedy przeciwstawiła się woli klubu, który ją wystawił na stanowisko wice marszałka. Pojedynczy, niezależny i bezpartyjny poseł w systemie parlamentarnym opartym na dyktaturze partii politycznych – nie ma nic do gadania, niczego sam nie zrealizuje i niczego sam nie załatwi – nawet swoim wyborcom, od których otrzymał mandat. Na tym, bowiem polega istota demokracji w wydaniu polskiego modelu konstytucyjnego – ciągle należy dążyć do konsensusu i porozumienia z innymi parlamentarzystami. Samemu w pojedynkę można być tylko i wyłącznie „głosem wołającym” ewentualnie głosem sumienia, – jeżeli się jest autorytetem moralnym, ale niczego więcej się nie osiągnie.

Być może pani Nowicka przytuli się do innej partii politycznej, która z pewnością ją przygarnie albowiem nie ma zbyt wielkiej przewagi głosów w obecnej koalicji, byłoby to tylko i wyłącznie potwierdzeniem wszystkich negatywnych tez, jakie pod jej adresem zostały sformułowane, albowiem nie tylko zdradzi w ten sposób swoich wyborców, ale przede wszystkim pokaże, że nie liczą się żadne idee i ideały, ale liczą się po prostu stołki. To dzięki głosom posłów i posłanek Platformy Obywatelskiej pozostała na stanowisku wice marszałka Sejmu, czym de facto złamano dobry obyczaj sejmowy przestrzegany ściśle od lat. Na tym jej użyteczność dla tej formacji się kończy, albowiem nie będzie mogła być wice marszałkiem, jako poseł zrzeszony w jej klubie – być może będzie popierać rząd na zasadzie nieformalnej, czyli „w zgodzie z własnym sumieniem”, do czego jako poseł ma nie tylko prawo, ale przede wszystkim obowiązek. Jednakże w ten sposób nie da się prowadzić polityki – nie da się niczego planować i zawierzać ludziom z własnego obozu, jeżeli są skłonni do zdrady w imię koleżeńskich układów i koterii wynagradzanych publicznymi – nie małymi pieniędzmi. Wiele można o pani Nowickiej powiedzieć, ale na pewno nie można powiedzieć, że można z nią robić politykę. Ten, kto raz zdradził – na zawsze pozostanie już zdrajcą.

Janusz Palikot wyraził słuszny gniew na polityczne zachowanie się pani Nowickiej, czas najwyższy naprawdę i nową, jakość, z jaką – na sztandarach – pani Nowicka wkraczała do parlamentu. Dlatego nazywajmy zdradę – tak jak na to zasługuje – zdradą. Jednakże pewne inne słowo na k., którego użył, niezwykle popularne w polskim języku codziennym – w pełni go dyskwalifikuje towarzysko, aczkolwiek nie można powiedzieć, żeby nie oddał sensu i istoty problemu jednym słowem. Wszystko oczywiście w wymiarze politycznym, stąd nie może być tu mowy o „straszeniu”, o którym mówiły media w kontekście rozmów pomiędzy panem Palikotem a panią Nowicką, – jeżeli jakiś polityk na tym poziomie obawia się drugiego, uznając dyskusje polityczną za straszenie – to jest w błędzie i po prostu nie nadaje się do sprawowania funkcji publicznych. No chyba, że mieliśmy do czynienia z czynem kryminalnym – groźbami karalnymi, ale od tego są specjalne organy. Nie można natomiast z dyskusji politycznej czynić zarzutu np. o gwałt, albowiem określenie „gwałt słowny” funkcjonuje w języku polskim i nie jest i nie może być naruszeniem poprawności obyczajowej jak również poprawności politycznej – użycie tego sformułowania w stosunku do aktywnego polityka! Aczkolwiek za rzucanie słowami na k., to się każdy może obrazić. To, że ten jest akurat kobietą i to feministką nie ma znaczenia – podobno wszyscy jesteśmy równi, a feminizm ma właśnie na celu zrównanie ze sobą płci, więc można mówić wszystko, aczkolwiek trzeba liczyć się z koniecznością ponoszenia konsekwencji – chociażby w tym przypadku towarzyskich.

Do tej chwili mamy do czynienia z sytuacją mającą zupełnie inne znaczenie niż to widać na zewnątrz. Pani Nowicka została wykorzystana do zablokowania kandydatury osoby Anny Grodzkiej na stanowisko wicemarszałka, – jaką to kandydaturę chciał wysunąć Ruch Palikota. W ten oto sposób – nielojalna feministka została skonfliktowana z osobą transseksualną! Co się panu Palikotowi nie udało, albowiem w sposób brutalny został sprowadzony na ziemię. To działanie uznano za warte uratowania funkcji pani Nowickiej, przez co Ruchowi Palikota grozi prawdziwy rozłam, do którego zawsze można dorobić jakąś ideologię – np. wolnościową, zestawiając – pokrzywdzoną – „gwałconą” – feministkę a absolutnym męskim szowinistycznym dyktatorem, który narzuca całemu klubowi swoją wolę. Kilka prostych zestawień fallicznych – z wibratorem i bronią i mamy oto cierpiącą i prześladowaną feministkę w ruchu antysystemowym, który okaże się niczym innym niż zwykłym związkiem burleski skupionym wokoło swojego przywódcy – bez autorytetu, ale krzyczącego i „grożącego” konsekwencjami.

Nie może być tak, że ktoś – dowolna osoba w imię własnego interesu dorabia sobie ideologię i poprzez jej nachalne promowanie trzyma się stołka, obrażając się na otoczenie, w tym blokując wolę własnego środowiska, które doprowadziło do przydzielenia jej publicznego mandatu przedstawicielskiego. To zaprzeczenie istocie demokratycznego wyboru, gdzie wyborcy dokonując wskazania poparli, co prawda konkretną osobę, ale w konkretnym celu. Jak realizować ten cel, – jeżeli wybiera się stołek i apanaże a nie współpracę i poszukiwanie konsensusu?

Być może kobietom wolno więcej? Jednakże, co w takiej sytuacji z równością? Czy kobietom wolno okłamywać swoje własne środowiska w tym kolegów i koleżanki, z którymi współpracują, na co dzień i współistnieją? Czy to okłamywanie ma być nagradzane wysoko płatnymi funkcjami? Czy naprawdę bycie feministką zwalnia z odpowiedzialności i wszystko wolno, a w każdym bądź razie więcej? Przecież to by było zaprzeczenie samej istocie feminizmu, jako doktryny równościowej! Widzimy, że nie można polegać na feministce, albowiem programowo i doktrynalnie ma wpisaną zdradę w metody postępowania.

Szkoda, że pani feministka tak mocno trzyma się stołka – wybierając rolę odmieńca i wolnego strzelca blokującego procesy mające podłoże w demokracji a nie współpracę z innymi dla dobra wspólnego no i oczywiście „żeby żyło się lepiej”. Dziwnie wygląda takie zestawienie feminizmu w kontrze z transseksualizmem, no, ale żyjemy przecież w czasach kryzysu wszelkich wartości!

3 myśli na temat “Trzymać się stołka jak feministka, bo im wolno więcej?

  • 14 lutego 2013 o 15:13
    Permalink

    W omawianiu tej, kompromitującej nasz Sejm, hecy należy dodatkowo przypomnieć, że pani Nowicka wykazała niezdrową tendencję do brania bez skrupułów pieniędzy, co do których jest wątpliwe, czy jej się należały. Niesmak budzi również moralizatorski zapał, z jakim niektóre “autorytety” (np. przewodniczący SLD Miller) włączają się do, pożal się Boże, dyskusji.

    Odpowiedz
    • 14 lutego 2013 o 17:32
      Permalink

      ta cała sytuacja jest skandalem inaczej nie można jej oceniać

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.