Ekonomia

Trzy problemy systemowe wynikające z ekonomicznych „obietnic” Andrzeja Dudy

 Wśród obietnic pana Andrzeja Dudy w kampanii wyborczej, szczególnie uderzają trzy kwestie, które na płaszczyźnie ekonomicznej mogą stanowić bardziej problem niż jego rozwiązanie. Pan Duda mówił w trakcie swojej kampanii o opodatkowaniu sklepów wielkopowierzchniowych (sieci handlowych), opodatkowaniu aktywów bankowych oraz o rozwiązaniu problemu osób zadłużonych we Frankach Konfederacji Szwajcarskiej poprzez przewalutowanie ich kredytów na kredyty złotówkowe – o ile dobrze się udało zrozumieć – po kursie z dnia zawarcia umowy kredytu, (ale to może być błąd w przekazie dla naszych rozważań szczegóły nie są istotne, liczy się sam pomysł).

Niestety wszystkie trzy pomysły pana Dudy, przy całej sympatii do jego osoby, albowiem to jest wspaniały człowiek o wyjątkowych – dzisiaj często już nie spotykanych cechach charakteru – byłyby ekonomicznie szkodliwe dla państwa, jeżeli zostałyby zrealizowane tak, jak potocznie przeciętny obserwator sceny politycznej może sobie wyobrażać ich wdrożenie. Wiadomo, że zawsze wszystko decyduje się w szczegółach, od pomysłów polityków do ich wdrożenia przez administrację, zawsze upływa dużo czasu i podlegają one odpowiedniemu opracowaniu.

Po pierwsze idea opodatkowania sklepów wielkopowierzchniowych jest praktycznie niemożliwa do realizacji bez szkodliwości dla krańcowego konsumenta przy poszanowaniu prawa unijnego. Siła sklepów wielkopowierzchniowych bierze się z trzech spraw – po pierwsze z możliwości rozliczania podatkowego w ramach transgranicznych powiązań kapitałowych w obrębie danej grupy. Do tego służą tricki księgowe, wszystko co te firmy robią z zasady jest zgodne z prawem lokalnym i unijnym. Już na etapie projektowania biznesu, doskonale wiadomo jak będą przepływały zyski i koszty. Nie jest tajemnicą, że tego typu firmy rozliczają międzynarodowo np. licencje za marki itp. elementy swojego potencjału, co daje fantastyczne możliwości generowania kosztów. Bez zablokowania zasady swobody przepływów kapitałowych w Unii Europejskiej, nie da się ich skutecznie opodatkować, ponieważ każdy podatek i tak mogą bez problemu przerzucić na konsumenta. Nawet podatek obrotowy przed opodatkowaniem (kuriozum), byłby do obejścia, ponieważ po prostu można go wliczyć w kolejnym okresie rozliczeniowym do wysokości przeciętnej marży. Po drugie takie sklepy często warunkują lokalizację uzyskaniem ulg podatkowych. Co samo w sobie jest sprzeczne z ideą ich opodatkowania przez państwo, – bo nie ma sensu dawać ulg podatkowych, jeżeli się równocześnie chce kogoś opodatkować. Po trzecie – chodzi o skalę działalności, ta jest totalna i międzynarodowa. Firma może się dzięki temu świetnie rozwijać, nawet jeżeli nie przyniesie grosza zysku, a jej wartość wyraża się poprzez udział w rynku i to, co dla danego rynku znaczy. W praktyce przekłada się to na możliwości dyktowania cen dla sprzedawców i nie tylko. Idąc „na wojnę” z tymi sieciami, trzeba mieć świadomość, że na końcu wszystkich procesów – zawsze są konsumenci. Jeżeli już mielibyśmy opodatkowywać, tego typu podmioty to w sposób inteligentny i z korzyścią publiczną np. zmuszając je do posiadania odpowiednio dużych rezerw towarów pierwszej potrzeby w obrocie, tak żeby rotując je w reżimach ich przydatności, sieci gwarantowały dysponowaniem na danym terenie odpowiednią ilością zapasów produktów fundamentalnych dla przetrwania lokalnej ludności w warunkach wojny lub stanu katastrofy naturalnej. Chodzi o to, żeby firmy handlowe przechowywały w ramach swoich procesów logistycznych odpowiednio większe ilości produktów jak: mąka, kasza, cukier, mleko o przedłużonej trwałości, konserwy mięsne o przedłużonej trwałości, woda butelkowana i inne potrzebne rzeczy – normalnie rotując je, ale zarazem trzymając stale w rezerwie na potrzeby i do dyspozycji władz na własny rachunek odpowiednio zdefiniowane rezerwy. W ten sposób wszyscy byliby zadowoleni, a dodatkowo poprawiłoby się bezpieczeństwo żywnościowe ludności na wypadki zagrożeń. Proszę mieć pełną świadomość, że nie da się wygrać „wojny” podatkowej z tymi firmami w dłuższej perspektywie – bez strat dla klientów. Przecież w ostateczności mogą zlikwidować działalność, czy o to chodzi? Proszę pamiętać – NIE MA PRZYMUSU KUPOWANIA W HIPERMARKETACH LUB DYSKONTACH!

Opodatkowanie aktywów bankowych (np. aktywa finansowe przeznaczone do obrotu jak instrumenty pochodne, kapitałowe, dłużne i inne należności oraz np. aktywa trwałe), to nic innego jak spowodowanie, że banki mniej chętnie będą udzielać kredytów i pożyczek, co w praktyce spowoduje, że te będą droższe, ponieważ ilość ich aktywów się zmniejszy o wysokość płaconych podatków. Jeżeli już mielibyśmy myśleć o opodatkowaniu banków, to można rozważyć opodatkowanie pasywów banków (np. zobowiązania finansowe przeznaczone do obrotu jak depozyty, zobowiązania wobec banku centralnego, zobowiązania z tytułu własnych emisji, rezerwy, zobowiązania zabezpieczające, kapitał podstawowy, kapitał zapasowy, inne), przy czym to także będzie dla nich oznaczało wzrost kosztów, czy też raczej obniżenie stopy zwrotu z uzyskiwanych kapitałów, jak również może przyczynić się do ograniczenia ich fizycznej działalności w ogóle. To polityka sprzeczna z interesami państwa, albowiem w interesie powszechnym jest, żeby banki miały warunki do udzielania jak największej ilości i jak najtańszych kredytów – oczywiście biorąc za nie odpowiedzialność, co w praktyce oznacza, że to bank decyduje czy komuś pożyczy czy nie, nie można ich do tego „skłaniać” administracyjnie, bo to już przerabialiśmy, jak się skończyło – wiemy. Natomiast polityki przeciwnej, czyli faktycznego zniechęcania banków do udzielania kredytów już chyba nikt nie pamięta, a był swego czasu taki pan profesor, który zaordynował naszej gospodarce oszczędności wstrzymując cash flow, jeżeli adresatem byli zwykli ludzie, co prawda oscylatora nie udało mu się opanować, ale na oscylator wpadło dwóch zdolnych obywateli, miliony straciły oszczędności. Jeżeli już mielibyśmy tutaj „gmerać” podatkowo, to pasuje wrócić do pomysłu ze Strefy Euro – od transakcji finansowych. Miałby on sens w tym znaczeniu, że ograniczałby spekulację (w zależności od konstrukcji), wpisywał nas w mechanizmy Strefy Euro oraz w konsekwencji przyczynił się do zabezpieczenia pewnego stałego poziomu dochodów. Przy czym uwaga – tak długo, jak długo pożyczalibyśmy pieniądze na własnym rynku finansowym, co jest najkorzystniejsze, to zawsze rynek wliczałby w cenę naszego długu dyskonto nowego podatku. Nie da się oszukać rzeczywistości. Co do banków, to lepiej jest je pozostawić tak jak są, bo ważne że są i działają – nawet całkiem sprawnie, gwarantując ludności pewność depozytów. To raczej ostatnie instytucje wymagające reformy w tym kraju. Jeżeli już musielibyśmy tu podjąć działania, to raczej w kierunku zwiększania stopnia rezerw obowiązkowych, tak żeby ograniczać skalę kreacji pieniądza z depozytów. Oczywiście stopniowo oraz co najważniejsze – w porozumieniu z bankami, tak żeby same się godziły i proponowały stopniowe zwiększanie bezpieczeństwa całego systemu. Na tym skorzystaliby wszyscy, zwłaszcza społeczeństwo. Prezydent powinien rozumieć, że banki w kapitalizmie są po to, żeby gromadzić pieniądze, a nie płacić podatki. Niestety taka jest natura tego systemu, a w jego świątyniach, jakimi są banki, to państwo jest słabszą stroną relacji. Z bankami trzeba działać mądrze i w sposób przewidywalny.

Jeżeli chodzi o rozwiązanie problemu osób zadłużonych we Frankach Konfederacji Szwajcarskiej poprzez przewalutowanie ich kredytów na kredyty złotówkowe – bez względu na szczegóły pomysłu, to nie można tego zrozumieć. Jest, bowiem oczywistym, że klienci banków zostali w jakiejś mierze wykorzystani przez silniejszą stronę stosunku prawnego, jaki nawiązali z bankami. Jednak to jest kapitalizm, jest swoboda umów – niestety lub -stety jak kto woli. W praktyce oznacza to, że sami jesteśmy kowalami swojego losu, o żadnym płaceniu z pieniędzy publicznych za tych ludzi – NIE MOŻE BYĆ MOWY. Pisaliśmy o możliwych koncepcjach wsparcia dla tej grupy ludzi wielokrotnie. Tutaj nie ma łatwych decyzji i dobrych wyborów, bo nie można zmusić społeczeństwa, do dopłacania do cudzych mieszkań, ponieważ są ludzie, których nie stać na założenie rodziny, właśnie dlatego bo nie stać ich na mieszkanie. Byłoby to niesprawiedliwe, wręcz skrajnie niesprawiedliwe, gdyby ludzie mieszkający w wynajmowanych mieszkaniach, dopłacali ze swoich podatków do kredytów za mieszkania własnościowe prywatnych właścicieli, którzy często im te mieszkania wynajmują. Pomoc jest tutaj możliwa tylko pod jednym warunkiem, że państwo przejęłoby własność tych mieszkań. Wówczas to jest możliwe, ale byłoby niegospodarne, gdyż często ich wartość rynkowa jest niższa niż wartość kredytu. Jest to sprawa o wysokiej wrażliwości społecznej i jest oczywiste, że państwo nie może pozostawić tych ludzi bez pomocy. Wszystko co można zrobić w poszanowaniu konstytucyjnej zasady równości wobec prawa jest taka modyfikacja przepisów egzekucyjnych, żeby egzekucja z nieruchomości była dla wierzyciela ostatecznością, a nie przyjemną procedurą, na której przeważnie zarabia – nawet jeżeli nie on, to liczni pośrednicy i ludzkie hieny żerujące na cudzym nieszczęściu. Jeżeli by odpowiednio zmodyfikowany model prawny powiązać z dodatkowymi ubezpieczeniami dla tych kredytów, w których mogłoby partycypować państwo – to zdecydowanie amortyzowałoby ilość dramatów przekładających się na ludzi i ich życie. Jednak trzeba mieć świadomość, że tu nie ma łatwych rozwiązań, a o czym się zapomina, w każdym scenariuszu trzeba przewidzieć także interes banków, których dobrowolny udział w systemie jest fundamentalny. Inaczej, gdyby państwo zmuszało do zachowań sprzecznych z ekonomicznym interesem banku w jego rozumieniu przez bank, to nic innego jak po prostu nałożenie nowego specjalnego podatku.

Wnioski są jednoznaczne – ekonomiczne pomysły, czy też „obietnice” pana Andrzeja Dudy nie są bez znaczenia dla rynku i dla społeczeństwa. Łatwo będzie znaleźć miliony ludzi, sprzeciwiających się rozdawaniu pieniędzy dla zadłużonych frankowiczów, łatwo będzie znaleźć miliony niezadowolonych ludzi jak im sklepy podniosą ceny, a o skutkach ograniczenia akcji kredytowej dla gospodarki przez banki, lepiej nie myśleć. Na szczęście pan Duda ma przed sobą pięć lat, to długi okres czasu. Miejmy nadzieję, że nie będzie forsował swoich postulatów na siłę, tylko najpierw je skonsultuje ekspercko, społecznie i branżowo.

10 komentarzy

  1. Wojna z hipermarketami to będzie wojna z ukrytą opcją niemiecką i ukrytą opcją francuską

  2. Nic dobrego z ruszania banków nie będzie. Banki to banki. To banki rządzą.

    • @Dctr-Q+, nie rządzą tylko wmawiają że tylko ich pieniądze się liczą :-).
      @Wszyscy,
      W kategoriach ekonomicznej fikcji: a gdyby tak zacząć się posługiwać walutą która nie istnieje w ich “systemie” i co ważniejsze jeśli chcielibyśmy ją wartościować to oprzeć jej siłę na czymś na co nie mają wpływu? Żadne tam złoto, ropa, węgiel, energia, kursy, akcje, spekulacje. Albo na czymś co jest miarą ich posiadania, ich własności? Im więcej by mieli oni tym silniejszy byłby kurs tej waluty?

      Może to i fikcyjne rozważania ale i też koncepcja rewolucyjnie słuszna. 2% posiada pieniądze (i prawo do ich emisji) które mają się nijak do jakichkolwiek zasobów czego dowodem jest olbrzymie zadłużenie “zachodniego” świata czy dodrukowanie “góry kasy” za oceanem które w żadnym wypadku nie spowodowało dramatycznego spadku wartości tej waluty która uznana jest za światową. Tu należy rozważyć słuszność zbudowania nowego “systemu” (jakiś najprostszy zestaw reguł musi być) który będzie absolutnie wolny od możliwości zastosowania fikcyjnych i spekulacyjnych narzędzi.

      Cała durnowatość współczesnej ekonomii opiera się na “neoliberalnym kłamstwie” że pieniądze mają wartość same w sobie. Ta właśnie myśl jest z uporem maniaka wbijana ludziom do głowy. To że bez pieniędzy nie istniejesz (jak bez profili na portalach społecznościowych). Jedna wielka bzdura. Zanim wymyślono sztuczną wiedzę zwaną ekonomią czy finansami świat istniał tysiące lat posługując się czymś co nie musiało mieć pokrycia i nauką nie było. Były po prostu wymiana towarowa (wolny handel) i pieniądze które ułatwiały tą wymianą acz były w tej wymianie takim samym towarem jak wszystko inne. I co? Świat przestał istnieć? No nie 🙂

      A tytułem dygresji: żadna tajemnica ale spójna nie pozwalająca na wyjątki i przyjazna ordynacja podatkowa może mieć góra stronę A4 tekstu. Tylko cała ta banda żyjąca z opasłych tomów prawa definiującego “system” (i w rzeczywistości nie posiadająca żadnej innej konkretnej wiedzy czy umiejętności) chwilę po wprowadzeniu takiej “ordynacji” przyniosła by wam “demokracją” pancerzach czołgów i pod skrzydłami samolotów, wprowadzając ją skutecznie za pomocą bomb, kul i bagnetów.

      To prawo (w tym podatkowe) tworzy “system”. Prawo tworzone przez nielicznych dla wszystkich poza nimi samymi. I tu potrzeba rewolucji. W świadomości nade wszystko. Bo to większość, znacząca większość winna ustanawiać reguły i prawa dla siebie. Skoro nie ma możliwości by zarządzali wszystkim (nie mylić z “rządzili nami”) najmądrzejsi i najsprawiedliwsi z Nas to jaki jest sens by pozwalać to robić najgłupszym, najchciwszym i najbardziej oderwanym od rzeczywistości?

      Pozdrawiam

      • wieczorynka

        Przeczytałam w internecie, że banki mają zaledwie 10 procent pokrycia na to co widnieje na ekranach komputerów bankowych, nie musi być to wiadomość prawdziwa gdyż pochodzi z internetu a wiadomo, że same banki wszystkiemu zaprzeczą.

      • Dobry Wieczór
        @wieczorynko, niecałe 4%
        Pozdrawiam

      • krolowa bona

        “@wieczorynka” &”@szary” oj tam ! niektore wogole nie maja wlasnego kapitalu i pozyczaja od EZB, a jak nie dostana “pokrycia” to szykanuja rzady, ze bedzie zalamanie sytemu panstwowego i swiatowego jaj by te banki zpleitowaly i rzady ratuje te banki pieniedzmi podatnikow w Niemczech, we Francji, w Usa, no wszedzie, bo niby sa te banki “relevant”/”znaczace” dla calego panstwa i sytemu swiatowego, taki komunizm dla bogaczy …juz id dawna wiadomo, ze banki trzeba upanstwowic i zakazac spekulacje, hadel derywatami i tzw. diwidenden stripping !!!! Kryzys zostal wywolany przez banki i by zakoczyc kryzys trzeba banki uregolowac…!!!!!

    • A na początku lat 90-tych nie było tych niemieckich i francuski (okraszonych ccccccc) hipermarketów – a było dużo polskich sklepów.
      Właściwie po co nam hipermarkety. Zabierają ludziom pracę robić z nich także niewolników.
      Ciekawe jest to, że powstaje masa sklepów średniopowierzchniowych – idealne i polskie…

      PROSZĘ PANA NA TYM PORTALU NIE MA TOLERANCJI DLA JAKICHKOLWIEK PRZEJAWÓW KSENOFOBII, W TYM W SZCZEGÓLNOŚCI ANTYSEMITYZMU. WEB. JÓZ.

      • krolowa bona

        Wlasciwie popieram wywod “@mitra”, nie wiem co zostalo “zaixowane”, prosze wziac jednak poprawke na to , ze marzeniem (prawie) kazdego Polaka byly “zachodnie” sklepy i takiez towary, po to ludzie z “Solidarniscia” strajkowali …to sa tak wtedy goraco pozadane efekty …czy wielmozna publicznosc zdaje sobie sprawe z tego ? I z celow tych strajkow ….
        Wczoraj podawaly rozmaite media w Niemczech, ze Usa koncern AMAZON ma od 01.06’2015 placic podatki w Niemczech: obrotowy od przynajmniej 250 mln € oraz podatek od przedsiebiorstw, do tej piry zarabia tu miliony a placi 1%podatku w Luxemburgu, gdzie jest na UE zarejestrowany ….jak wszystkie wielkie koncerny miedzynarodowe /Usa Google, Starbrucks, McDonald itd..itd…
        przeciez trzeba sie za ten problem w koncu zabrac ….

  3. Dzień Dobry.
    Każdy pomysł traktowany osobno będzie złym pomysłem. Ekonomia, finanse, gospodarka to system naczyń połączonych. To truizm, wiem. Często go jednak powtarzam tak aby świadomość tego faktu była trwała.
    I tak jak każdy z pomysłów będzie wprowadzany sam w sobie to pomysł słaby chodź tak właśnie czyni się rewolucje. Ewolucyjnie potrzeba długofalowego planu i kolejnych kroków by spiąć wszystkie elementy w spójną całość. Odległy horyzont czasowy finalnego rozwiązania powoduje jednak inną konsekwencję wiążącą się właśnie z systemem naczyń połączonych. Nie ma możliwości przewidzieć odległej przyszłości w kategoriach całego świata (na tej planecie).
    Mój pogląd jest taki że zmiana na nowe może iść tylko szybkim tempem małymi acz rewolucyjnymi krokami. Ewolucyjnie obecnie pokutujący “System” prowadzi nas do nieuchronnej katastrofy.
    W kategoriach jednostkowych, jak człowiek wpada w spiralę zadłużenia to zaczyna na spłatę jednych kredytów i jakieś życie brać kolejne kredyty z czasem mając ograniczone możliwości wysprzedawać co ma w domu, najpierw co ma cenniejsze, później mniej, a ostatecznie zastawia dom. Na końcu przychodzi komornik i eksmisja bez wskazania lokalu zastępczego (teraz tak to się ładnie nazywa – żeby nie mówić “na bruk”). Może się tak zdarzyć że nawet jest szansa wyjść z tego kryzysu na początku bo jeśli spłacisz kwotę bazową kredytu albo jej część to i raty mogą być mniejsze. Chyba że kredytodawca powie NIE i wtedy opcji nie ma. Jest tylko równia pochyła w dół.
    Ci co bardziej obeznani z historią naszego Państwa wiedzą że coś takiego się już zdarzyło jakieś 35 lat temu a mechanizmy działają do dziś.
    Wracając tedy do artykułu. Bardzo uogólniając pomysły takie można wdrożyć razem z szeregiem innych by “System” został zrównoważony a dystrybucja zasobów przeszeregowana bez wyraźnej starty dla kogokolwiek (wyraźniej bo jakaś zawsze dla kogoś będzie). Przyjmę na tą chwilę optymistycznie hipotezę że istnieje plan szeregu tych innych regulacji którego zwyczajnie się nie ujawnia bo przypadki kradzieży (intelektualnej?) pomysłów jednej partii przez drugą (zwłaszcza opozycyjną do pierwszej) można wyliczać w nieskończoność.
    Jak w takim zmyślnym powiedzeniu. Aby osiągnąć sukces trzeba przestrzegać przede wszystkim dwóch zasad. Po pierwsze nigdy nie mów wszystkiego co wiesz.
    Pozdrawiam
    Udanego dnia życzę

  4. Pan Elekt jak i jego kumpel z teoretycznie innej opcji a które to “opcje” są tak naprawdę dwoma stronami tej samej złotówki – może obiecywać przysłowiowe Niderlandy. Każdy choć trochę myślący wie że poza przyzwoitym reprezentowaniem kraju prezydent Polski niewiele może! I na nasze szczęście!
    Niemniej jednak – “walka” wyborcza – choć była zwykłą “ustawką”, co widać było po “debatach” telewizyjno-teatralnych – pozwoliła się przebić do łżemediów kilku istotnym sprawom…

    I TO właśnie jest najważniejsze w tych “wyborach”…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.