Ekonomia

Trzy powody przemawiające za przyjęciem Euro „mimo wszystko”

 Kolejny kraj – Łotwa w ostatnich dniach zgłasza zamiar szybkiego przyjęcia Euro, jako waluty narodowej, wszystko wskazuje na to, że Grecja pomimo czarnowidztwa całego kontynentu utrzyma się w strefie wspólnej waluty. Widmo zagrożenia i rozerwania wspólnoty przycichło, mało, kto uświadamia sobie możliwość braku Euro lub zmiany jego pozycji jedynie na walutę krajów bogatej północy, aczkolwiek nie są wykluczone rozwiązania protezowe – jak wprowadzenie równoległej do Euro waluty wspomagającej w krajach borykających się z problemem z płynnością. To rozwiązanie jak każda proteza ma swoje zalety i wady, prawdopodobnie jednak znacznie uelastyczniłoby to lokalne rynki i ułatwiło funkcjonowanie skazanym na wegetację społeczeństwom. Możliwość dowolnej dewaluacji waluty subsydiarnej wobec euro, napędzanie gospodarki inflacją tej waluty oraz uczynienie z niej amortyzatora dla gospodarki spowodowałoby złagodzenie skutków kryzysu i wzrost dynamiki ogólnej, przy czym w zależności od stopnia inflacji – po pewnym czasie ta waluta subsydiarna umarłaby śmiercią naturalną, ponieważ nikt nie chciałby jej akceptować.
Z podobnym mechanizmem mamy do czynienia w Polsce, naszą walutą subsydiarną w istocie jest złotówka, tylko nikt nam o tym nie powiedział i sami uważamy ją za coś trwałego, ponieważ jest silnie uwarunkowana antyinflacyjnie, przez co w krótkich i średnich okresach czasu sprawia wrażenie pewności i trwałości, co do przechowywania wartości. W praktyce jednak tak nie jest, albowiem cała nasza gospodarka jest uzależniona od Euro – waluty krajów, do których kierujemy 75% swojego eksportu. Jeżeli ktoś myśli, że eksporterom pomaga tzw. efekt substytucji, czyli osłabianie się złotego to jest w błędzie, albowiem eksport jest w znacznym stopniu importochłonny, ponieważ sprowadzamy komponenty do naszych najważniejszych towarów eksportowych. Import zaopatrzeniowy bez uwzględnienia wartości paliw to około 40% importu ogółem. Tyle jest ponownie reeksportowane, to daje pogląd na sytuację i faktyczną rolę Euro dla naszej gospodarki. Powtórzmy – jesteśmy podpięci pod Euro, od jego wartości zależą nasze dochody, nie ma możliwości, żeby przy spadku Euro wobec innych głównych walut światowych Złotówka utrzymała wartość – odrywając się ze swoim kursem, jako kolejna waluta rezerwowa. Wręcz przeciwnie, w momencie zapaści Euro, natychmiast odczujemy to na Złotym, niestety nie zadziała to w drugą stronę, tzn. wzrost wartości Euro może jedynie w niewielkim stopniu pociągnąć Złotówkę, od pewnego poziomu, na którym pozostanie. Tego typu przypadków od momentu powstania Euro było wiele, oczywiście warunkiem nadążania Złotówki za Euro jest mądra polityka podaży pieniądza w kraju, jakakolwiek inflacja zostanie natychmiast zauważona i wychwycona przez rynki zanim w ogóle zdołałaby przełożyć się na podaż na rynku dewizowym.
W naszych realiach mamy, zatem do czynienia ze stanem 100% uzależnienia społeczeństwa i gospodarki od kaprysów waluty subsydiarnej, której wartość jest utrzymywana jedynie w średnich okresach czasu. Krótkookresowe wahania i ogólny spadek wartości wynikający z mimo wszystko presji inflacyjnej powodują, że nasza waluta jest stałym amortyzatorem naszej gospodarki.
Przyjęcie waluty Euro spowodowałoby, że wszyscy obywatele i firmy uzyskaliby dostęp do pieniądza, którego w imię realizowania celów swojej poronionej polityki gospodarczej nie mógłby zepsuć polski rząd. To byłaby zupełnie nowa wartość, oznaczająca finansową niepodległość społeczeństwa od naszego własnego rządu, który z dnia na dzień stałby się jedynie formalnie zarządzającym przepływami finansowymi, nie byłoby możliwości skorzystania z przysługującej państwu możliwości kreowania podaży pieniądza, ponieważ jego źródełko nie zależałoby od władzy nikogo w Polsce. Jest to wartość sama w sobie, powodująca, że społeczeństwo i gospodarka nagle nie musiałyby uwzględniać ryzyka kursowego, przecież w każdej chwili złotówka może ulec osłabieniu w ślad za Euro a dodatkowo może zostać popsuta wewnętrznie. Po przyjęciu Euro polski rząd nie miałby, czego psuć, co trwale zabezpieczyłoby społeczeństwo przed szaleństwem naszej własnej elity. Jeżeli ktoś miałby Euro, miałby absolutną pewność, że kolejnego dnia kupi za nie to, na co ma ochotę, albowiem nie dałoby się popsuć gospodarki. Odrębną kwestią byłby dostęp do Euro, ale to już inna kwestia związana z efektywnością gospodarki w ogóle.
Po drugie – przyjęcie waluty Euro to dla istotny miernik prestiżu kraju, wyznaczający jego pozycję na politycznej i ekonomicznej mapie świata. Polska z Euro byłaby już naprawdę „prawie” normalnym zachodnim krajem, w którym obowiązywałaby ta sama waluta, co w pobliskich Niemczech. Skutki przewalutowania byłyby dla nas kolosalne, pierwszy raz od czasów płacenia złotem – nasz rząd miałby w dyspozycji walutę powszechnie akceptowaną na całym świecie bez zastanawiania się. To byłaby zupełnie nowa, jakość, ułatwiająca prowadzenie biznesu. Można się spodziewać, że przyjęcie Euro zdecydowanie zbliżyłoby Polskę do Europy – prawdopodobnie o wiele bardziej niż wszystkie dotychczasowe procesy.
Trzecim powodem, prawdopodobnie najsilniej przemawiającym do społeczeństwa za przyjęciem Euro, byłby fakt ujrzenia dzięki tej walucie prawdy. Może to dziwnie brzmi, ale to właśnie dzięki Euro widzielibyśmy jak na dłoni, jakie są różnice w zarobkach i cenach a w konsekwencji kosztach utrzymania się pomiędzy Polską a innymi krajami Europy. I tutaj się zaczynają schody, powodujące włączenie się sygnałów ostrożnościowych u Eurosceptyków, albowiem pod hasłem niższej efektywności krańcowej – niezwykle ostro wyszłyby różnice w dochodach, a ze względu na konieczne zaokrąglenia „w górę” przy przeliczaniu cen – dostępność wielu dóbr i usług zostałaby w jakimiś procencie ograniczona.
Ten sam problem pojawił się we wszystkich krajach strefy Euro i istnieje do dzisiaj, albowiem o ile nastąpiło mniej więcej wyrównanie się poziomów cen, to nadal płace i transfery socjalne są ściśle skorelowane z efektywnością tj. z realną wyceną wartości pracy dokonywaną przez rynek. Nagle bardzo łatwo by się okazało, że pomiędzy tymi miejscami gdzie jest pełnia zachodniej organizacji pracy, a zachodem są niesprawiedliwe różnice w wynagradzaniu – motywowane jedynie rzekomo niższymi kosztami życia w Polsce. Przedsiębiorcy często podkreślają, że muszą dostosować ofertę wynagrodzenia do średniej na danym rynku, albowiem za zupełnie inną kwotę przyjmuje się przeciętnego pracownika w Krakowie, a za zupełnie inną w Warszawie, a jeszcze inną w Paryżu. Chociaż przykład Francji z jej 35 godzinnym tygodniem pracy w ogóle można sobie darować.
Reasumując – należy uświadomić sobie, że dopiero przyjęcie Euro spowoduje, że będziemy się posługiwali, na co dzień prawdziwą walutą, od której w praktyce zależy nasz los. Złotówka jest w istocie walutą subsydiarną względem Euro, tak jak i cała nasza gospodarka. Dlatego im szybciej doprowadzimy do zamiany waluty, tym lepiej. Jest oczywiste przy tym, że pewnych kosztów się tutaj uniknąć nie da. Najgorszym możliwym scenariuszem byłoby trwałe ograniczenie prędkości rozwoju. Nawet, jeżeli mierzenie corocznych przyrostów PKB nie jest w pełni obiektywne, to zdecydowanie lepiej, jeżeli wyprodukujemy i spożyjemy więcej niż mniej.
Na początek dyskusji i dacie wprowadzenia Euro należałoby przedstawić dokładną analizę scenariuszową kolejnych 10 lat rozwoju Polski z Euro i bez Euro. Dopiero na tej podstawie – w miarę rzeczywistego rachunku zysków i strat można by podjąć decyzję.

4 komentarze

  1. Przyjęcie lub nie to takze, a moze nawet przedewszystkim decyzja polityczna. Euro jako projekt francuski od początku miał wiązać Niemcy z Europa cedujac na nich odpowiedzialność za zarządzanie, ale bez prawa głosu większościowego. W obecnej chwili kryzysu stalo sie oczywistym ze Niemcy sa gwarantem trwania tego projektu i będą go popierać tak długo jak długo bedzie to dla nich opłacalne. Poza faktem ceny ekonomicznej przyjęcia Euro dla Polski, wciąż nie jest przesądzony aspekt iż Niemcy sa przekonane do utrzymania wspólnej waluty tak jak sobie wielu w Polsce to wyobraża. Biorąc pod uwagę, ze w tej chwili Niemcy rekalkuluja swoją pozycje w Unii, jak rownież ewentualna wolte na głębsze związanie sie współpraca gospodarcza z Rosja to przede wszystkim to powoduje, ze obecnie Euro w Polsce nie powinno byc przyjęte, gdyż w razie zwrotu Niemiec na wschód i tak niewiele nam to da. Ponadto Polska jest po prostu ekonomicznie do tego nie gotowa, przy czym powinna poczynić wszelkie przygotowania aby gotowa byc. Decyzja o przyjeciu natomiast powinna byc podjęta dopiero po upewnieniu sie co do zamiarów Niemiec w sprawie przewodzenia eurostrefie.

      • Tymczasem z unii bankowej zrezygnowała takze Szwecja, dołączając do Wielkiej Brytanii. Kwestia Euroobligacji w momencie pozostania Polski poza strefa euro nie ma żadnego wpływu, wiec nie wiem o co dokładnie chodzi panu Petru w zalinkowanym artykule. Natomiast bardzo często wspomina on, ze jest to projekt polityczny, o czym takze ja wspominałem. Zanim Polska zacznie myśleć o Euro musi zreformowac gospodarkę po to, aby nie skończyć jak Grecja czy Hiszpania. Niestety na chwile obecna struktura polskiej gospodarki bardziej jest zblizona do hiszpanskiej niz do niemieckiej. Rozumiem, ze spieszno Panu do scenariusza południowego, tylko ze w Polsce nie da sie spać w zimie pod palma, oraz do doplacenia do ratowania biednych Grekow, z kasy bogatego podatnika z Polski. Najpierw poważne reformy gospodarki oraz polskiego budżetu, a pózniej poważna debata nad wejściem do Euro. Nic na szybko w tej sprawie.

  2. Euro jako zapora przed głupotą rządzących Polską w GOSPODARCE.
    Przecież według liberalnych kanonów rząd nie powinien prowadzić żadnej polityki gospodarczej. I to robi.
    Zajmuje się tylko finansami, żeby mu się budżet domykał.
    Ten rząd i poprzednie – nic nie robiły dla umocnienia polskiej gospodarki, którą rozumiem jako sferę produkcji dóbr i usług.
    Zajmował się tylko STRZYŻENIEM, a owce same mają się paść …
    Dlatego należy zrobić wszystko, aby być gotowym do przyjęcia EURO, z zastrzeżeniami jak @PZ, którego przy okazji pozdrawiam.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.