Trzy możliwe scenariusze rozwoju polskiej obronności (cz.6)

fot. red. MSPO 2018

Póki co, żaden Poseł nie zadał w interpelacji dotyczącej zakupów sprzętu obronnego, chociaż jednego systemowo istotnego pytania. Jednak w końcu, nawet cywile – zorientują się, że coś nie działa w planowaniu i wykonywaniu zakupów, tak jak powinno. Wystarczy bowiem zadać jedno proste pytanie – dlaczego uzbrojenie dobre dla armii niemieckiej, francuskiej, belgijskiej, izraelskiej czy amerykańskiej – nie jest WYSTARCZAJĄCO dobre dla nas? Wiadomo, że pewne elementy wymagają swojej specyfiki i dostosowania. Jednak jeżeli mogliśmy wziąć stare okręty podwodne lub czołgi i je skutecznie użytkować i modernizować. To dokładnie tak samo można szybko, względnie tanio i skutecznie – zrobić z wieloma innymi typami uzbrojenia. Szczególnie ważne są nowoczesne środki Walki Radio-Elektronicznej. W tym zakresie po prostu musimy mieć najlepsze, najnowocześniejsze i możliwie jak najwięcej – tego, co oferują producenci w państwach zachodnich (i nie tylko). A na podstawie zdobytych doświadczeń – budować własne rozwiązania na tyle, na ile będziemy w stanie. Ostatnia wojna w Górskim Karabachu pokazała, że bez zwiadu elektronicznego z prawdziwego zdarzenia, możliwości symulowania sygnałów, ich przechwytywania, zakłócania – w ogóle nie ma co myśleć o skutecznym wojowaniu.

My do tego potrzebujemy cyberwojska z prawdziwego zdarzenia, mające realne zdolności i zaplecze. To jest osiągalne, przy potencjalne naszego sektora IT, który naprawdę jest znaczny. Brakuje jednak decyzji i odpowiedniego lokowania pieniędzy, jak również stworzenia systemu motywacji, dla pracowników cywilnych, żeby chcieli w sposób świadomy i skuteczny, wykorzystać część swoich możliwości dla potrzeb obronności państwa. W istocie jest to tak zadziwiające, że nie zrobiono nic realnego dla wykorzystania tego potencjału, że to raczej nie może być przypadek. Co do wzorców w tym zakresie – proszę popatrzeć na pewien mały bliskowschodni kraj (nie jest to Liban), jak tam zorganizowano współdziałanie przemysłu IT z super potężnymi służbami specjalnymi tego państwa i armią, chociaż w nim w zasadzie wszystko jest armią. Czy ktoś nam broni zastosować ich model? Czy jesteśmy prześladowani? Stoją nad nami ludzie z bronią i nie pozwalają nam się organizować i myśleć? To, że decydenci cywilni nie wiedzą, że nie wiedzą, to jedno, jednak uświadomienie opinii publicznej jest właśnie rolą specjalistów i pasjonatów. Bez świadomości, nie będzie potrzeby, a bez potrzeby – lepiej nic nie robić, bo to wymaga zaangażowania się i ryzyka. Tutaj dochodzimy do jedynie słusznego wniosku, że edukację i uświadamianie trzeba zacząć już w szkole. Jak jest chyba, nawet nie trzeba opisywać. Ile polskich dzieci umie ubrać maskę przeciwgazową? Ile umie zrobić opatrunek – kończąc szkołę średnią? O to ile umie samodzielnie rozpalić ognisko lub zrobić sobie schronienie z tego, co znajdzie w otoczeniu, nie warto pytać. To wszystko musi się zmienić, inaczej nie zmieni się nic.

Reasumując, jeżeli bierzemy pod uwagę utratę niepodległości i powtórzenie się scenariusza np. z Września 1939 roku – to możemy się nie przejmować. Przecież ten sam scenariusz powtarza się tutaj od zaborów – jeżeli nie od czasów pamiętnego potopu szwedzkiego, z pięknym utrwaleniem na sto lat po Kongresie Wiedeńskim… Bezpieczeństwo kosztuje, jedynie złudzenia są za darmo, a nawet jeszcze ktoś nam może za nie zapłacić, bo nie ma lepszego scenariusza na zniszczenie konkurenta, niż spowodowanie, żeby sam uwierzył we własną narrację interpretacji rzeczywistości. Nie jesteśmy i nie będziemy krajem kreującym sytuację międzynarodową, dlatego trzeba mieć tyle siły, żeby być zdolnym do zmuszenia otoczenia do liczenia się z naszą podmiotowością. Chociaż na tyle, żeby bardziej opłacało się im – pozostawić nas w spokoju… No, ale do tego jest potrzebna inna polityka. Jednak to już temat na inny felieton.

To, co – idziemy w chromowane osłony chłodnic i pluszowe jednorożce na defiladach? Czy może pomyślimy o zwiększeniu naszych możliwości obronnych na serio? Wybór należy do nas, koniunktura międzynarodowa istotnie się zmieniła i rzeczywistość przyśpieszyła. Mamy jednak już na tyle potencjału i chyba jeszcze tyle czasu, że możemy istotnie poprawić sytuację. Wymaga to konsensusu politycznego i odważnych decyzji. Czy w naszym kraju są politycy do tego zdolni? Ewentualnie chociaż mający zrozumienie dla wagi tych spraw i ich komplikacji, złożoności i wielowątkowości? Proszę pamiętać, w przypadku porażki – nie będzie niczego, tylko znowu góry trupów, zgliszcza miast, zapewne zmiana terytorium i znowu szokująca bieda. Właśnie dlatego trzeba inwestować w obronność, dbając o skuteczność i efektywność planowanego systemu. Od polityków trzeba żądać właściwego postępowania i ich z tego rozliczać.

13 thoughts on “Trzy możliwe scenariusze rozwoju polskiej obronności (cz.6)

  • 14 stycznia 2021 o 05:36
    Permalink

    Doskonałe zakończenie cyklu.

    Istotna fraza: polscy “decydenci cywilni nie wiedzą, że nie wiedzą”, a wybierani przez nich Dowódcy wojska – utwierdzają ich w tym BŁOGOSTANIE NIEWIEDZY, poprzez piękne prezentacje w PowerPoint oraz efektowne strzelania z kilku dział – na poligonie.

    Zacytuję istotne zakończenie Artykułu: “trzeba inwestować w obronność, dbając o skuteczność i efektywność planowanego systemu. Od polityków trzeba żądać właściwego postępowania i ich z tego rozliczać.”, tylko że z tym rozliczaniem polityków to gorzej, bo przedstawiciele Obu zwalczających się Plemion w Naszym Nadwiślańskim i Banasiowym Macondo – mają na głowie co innego niż OBRONNOŚĆ KRAJU.

    Oni nawet uciekając w porze agresji przez odpowiednik Wrześniowych Zaleszczyk – nadal by się kłócili, kto ma rację!

    A na ewentualnym uchodźstwie – utworzyli by ze trzy rządy na emigracji …

    I to by było na tyle.

    Tylko co na to Państwo, na terenie którego usiłowaliby się zainstalować?

    Czy potraktowaliby ich jako uchodźców i kazali koczować w namiotach na wybrzeżu Kanału La Manche?

    Wniosek: jeśli mamy przegrać ewentualną wojnę, to lepiej to zrobić w od kwietnia do września, bo poza tym okresem, są bardzo niesprzyjające warunki atmosferyczne.

    Szczególnie dal Kota Pana Prezesa.

    Amen.

    Odpowiedz
  • 14 stycznia 2021 o 06:54
    Permalink

    Powiem w ten sposób – doskonały cykl, rozumiem że problematyka militarna jest ważna dla państwa jako takiego i przez to autor i redakcja wyrażają o nią tyle troski, ja rozumiem że lansujecie trudne postulaty jak broń masowego rażenia i powszechny dostęp do broni. Mam tylko jedno pytanie, co autor by zrobił jakby był ministrem on-u? Bo to jest coś gorszego niż stajnia Augiasza!

    Odpowiedz
  • 14 stycznia 2021 o 07:46
    Permalink

    Cyberwojska? To jakieś komuchobzdety. Ja realista jestem i wiem że większość to mniej lub bardziej udane kopie ferdka kiepskiego. Pokutują lata kształtowania tłumu przez tyrana komucha nazwisk wielu lokalnego oligarchę i jak szemrane wieści gminne niosą, bywalca nie tylko listy powieszonego na leżąco Epsteina, ale i jego wyspy. No ale to wieści gminne i szemrane. Nieważne. Ferdki uważają że KOMERCYJNE internety to jakieś fajne jest i wolności służy a nie TYRANII ale nic bardziej błędnego. KOMERCYJNA SIEĆ INTERNET TO NARZĘDZIE TYRANII, takiego NEOKOMUNIZMU przy zupełnie niepodręcznikowe ale realnej jego definicji czyli zespołu patologi i zwyrodnień wszelakich. Jeśli zaakceptujemy w końcu ten stan rzeczy to tak, możemy uznać że nie tyle MY potrzebujemy “cyberwojska” ile ONI potrzebują “cyberpatoli” zwanych (niesłusznie) WOJSKIEM żeby przy..alać NAM.
    Potrzebujemy zwyczajnie sieci jako oazy wolności, z kulturą, szacunkiem, absolutną wolnością słowa, bez FANG’u, wpływów polityki i polityków, oligarchów czy medialny korporacji/koncernów.
    Ale żadnych “cyberpatoli”, siepaczy “systemowych”, polityczych otworlubów.
    Wtedy nawet ze zdziwieniem zauważymy że nie będzie w sieci ani nienawiści ani wulgaryzmów.
    A teraz…
    A teraz CENZURA zamyka usta każdemu. Nie tylko FANG (i okolice) ale to spływa w dół do każdego patafiana któremu wydaje się że zjadł wszystkie rozumy i dlatego może sobie realizować włądzę niszcząc wolność słowa.
    Cały cykl bzdurny jakby nieudolnie i bez zrozumienia skopiowany od… mniejsza… a to o “cyberwojsku” to już odlot zupełny. “Cyberpitolenie” wynika chyba z tego że poziomem edukacja info populacji tych ziem zeszła do pierwszych numerów “Bajtka” od biedy do początków “Komputer świat”.
    Potrzebujemy prawdziwych ui bezpiecznych sieci o znaczeniu strategicznych i nie dla celów “wojska” (oni to powinni mieć swoją łączność dal siebie) ale dla po prostu naszego życia, tego społecznego, naukowego i gospodarczego. Sieci prawdziwych i izolowanych od narzędzi tyranii.

    Odpowiedz
    • 14 stycznia 2021 o 11:14
      Permalink

      Piękny tekst! Nic nie zrozumiałem, ale napisane genialnie.

      Odpowiedz
  • 14 stycznia 2021 o 07:57
    Permalink

    Aby rozważać jakiekolwiek scenariusze rozwoju sił zbrojnych, należy wpierw odpowiedzieć sobie na pytanie: CO JEST WAŻNIEJSZE, LUDZIE CZY PAŃSTWO (lub inna idea)?
    Odpowiedź na powyższe determinuje kreślenie scenariuszy zaangażowania w zbrojenia i potencjalnego (akceptowalnego) zakresu działań wojennych.

    Wojna współczesna (w szczególności ta “pełnoskalowa”) różni się istotnie od dawnych wojen. Przegrany może być zniszczony totalnie, a zwycięzca może okazać się zrujnowany ekonomicznie (w skali zależnej od długości trwania walk). Ani jedno, ani drugie, nie jest kuszącą perspektywą dla rozsądnej władzy (chociaż nie dla nawiedzonej). Dlatego w dzisiejszych czasach wojna nie przynosi nikomu żadnych praktycznych korzyści, a także zbrojenia nie pomagają – stanowią ciężar dla rozwoju.
    Po prostu, jak się zbroimy “na potęgę”, to przegrywamy ekonomicznie, a jak się w ogóle nie zbroimy, to niepotrzebnie ryzykujemy, bo niepotrzebnie ośmielamy nawiedzonych “słabeuszy”. Tylko hegemon ma możliwość (częściowego) zbrojenia się za cudze: wciska wasalom sprzęt, który zwykle jest już mało perspektywiczny, za wygórowaną cenę (i wysokie koszty serwisu), a jeszcze jego użycie uzależnia od własnych decyzji (przez kodowanie). Korzyści z takiego uzbrojenia stają się głównie propagandowe.

    Nie spodziewam się działań wojennych na większą skalę, ale gdyby do takich doszło, to nie należy W ŻADNYM WYPADKU w nich uczestniczyć. Zobowiązania traktatowe świadczą jedynie o pewnej woli, ale przecież nie pozbawiają rozsądku i możliwości chłodnego rachunku korzyści i strat, przy czym straty w ludziach są tu podstawowe.
    Z kolei na konflikty lokalne należy być przygotowanym, ale tylko takie z potencjalnie słabszymi. Próby nawiązania militarnego do silniejszych zniszczą nas ekonomicznie bez żadnych działań – w takim wypadku również szkoda ludzi. Należy zawsze mieć na uwadze: przesadne zbrojenia nie dają żadnych korzyści (a nowy sprzęt może szybko się zestarzeć).

    Tak naprawdę, jeśli się zbroić, to z sensem, czyli jedynie w sprzęt “zdalny”, automatyczny i autonomiczny. Przykłady: systemy wykrywania i rozpoznania, systemy wojny elektronicznej, oraz nowoczesne (ale tanie i masowe) środki techniczne (np. drony) do zdalnego sterowania przez osoby, których wyszkolenie jest tanie (np. żołnierze – młodzi gracze komputerowi do sterowania dronami). 🙂 Uwaga: taki sprzęt powinien posiadać własnej produkcji sterowanie i kodowanie.

    Okupacje w dawnym stylu (w sensie aneksji terytorialnej) są obecnie zupełnie nieopłacalne. Niezadowolona z okupacji ludność, to tylko kosztowny problem (sabotaż lub nawet tylko obstrukcja przy pracy), który niweluje wszelkie korzyści z okupacji. Dlatego kolonie przestały być opłacalne, a o wiele efektywniejsze okazało się uzależnienie wirtualne, tj. ekonomiczno-finansowe, gdzie miejscowej ludności nie trzeba już bezpośrednio pilnować i kontrolować – robią to ich własne władze. Zajęcie terytorium jest uzasadnione jedynie wówczas, gdy miejscowa ludność sama tego chce, i tym samym realizuje swoje prawo do samostanowienia.

    Nawiązując do swojego podstawowego pytania (z pierwszego akapitu), pamiętajmy: pojęcie patriotyzmu/nacjonalizmu pojawiło się u schyłku Oświecenia w odpowiedzi na sytuację, że uwalniane chłopstwo nie garnęło się do wojowania, a wojska zaciężne były niepewne i drogie. Patriotyczne ideały wpajane do głów młodych ludzi zapewniły dopływ taniej i chętnej “siły żywej” dla obrony status quo struktur organizacyjnych państwa oraz korzyści ich beneficjentów – proste i skuteczne.
    Sam uważam, że życie jest najcenniejsze, bo co mi z własnej śmierci, więc na większość idei i ich krzewicieli, domagających się poświęcania życia dla idei, a faktycznie w cudzym interesie, patrzę z dystansem.

    Formułowane (w poszczególnych częściach artykułu) marzenia o posiadaniu broni ABC, uważam za bardzo groźne urojenia. To proszenie się o kolejną (ale już totalną) zagładę. Odnoszę wrażenie, że dla Autora jakby nie było to oczywiste. Czy to bezrefleksyjny syndrom przegranych powstań, wpajany do głów od urodzenia? Należy zawsze wiedzieć kiedy trzeba opuścić swoje marzenia i zejść na ziemię, dla dobra ludzi, bez których nie będzie żadnego państwa ani narodu. Zresztą takie skutki historia zna na pęczki – chcemy dołączyć do takiego grona?
    Miejmy zawsze na uwadze, że państwo to pewna praktyczna i potrzebna idea dla ludzi, a nie (jak u nas), że ludzie są kształtowani pod potrzeby idei w stylu idee-fixe.

    Odpowiedz
    • 14 stycznia 2021 o 11:23
      Permalink

      Trudno się z Alim nie zgodzić. Już Abraham wybrał swój egoistyczny interes ponad interes przetrwania plemienia i gotów był poświęcić syna za obietnicę osobistego sukcesu. Tak że my jako prawi chrześcijanie powinniśmy iść jego śladem i troszczyć się przede wszystkim o siebie, a nie o jakieś tam abstrakcyjne dobra.

      Odpowiedz
    • 14 stycznia 2021 o 19:04
      Permalink

      @Ali
      W pełni się z Panem zgadzam, że wojny i okupacja jakiegoś terenu wbrew woli jej mieszkańców, to dziś kiepski interes, bo bardzo kosztowny dla okupanta. Przekonali się o tym Amerykanie, którzy w ciągu kilkunastu lat zaatakowali bezpośrednio kilka krajów, co kosztowało ich sporo bilionów dolarów i wszystkie wojny praktycznie przegrali. Do tego nie wiem kogo ma na myśli Autor, pisząc, że powinniśmy natychmiast budżet MON podwyższyć z już bardzo wysokiego poziomu 52 mld PLN, do co najmniej 100 mld PLN. Czekam na wyjaśnienie Autora, który to kraj chce przejąć zbrojnie nasze długi i tak przy okazji nasze najnowsze technologie produkcji krasnali ogrodowych?

      Co nie znaczy, że powinniśmy się rozbroić, bo w przyszłości możemy mieć problemy np z Ukrainą. Tyle tylko, że kwota 52 mld PLN jest wystarczająca na utrzymanie 100 tysięcznej armii i jej modernizację. Ale jak się kupuje za miliardy dolarów przychylność Wielkiego Wuja, zamawiając u niego sprzęt z półki, a dopiero później negocjuje warunki [oczywiście bez dostępu do nowoczesnych technologi, kodów i z offsetem na pompowanie kół], to nawet 200 mld PLN nie zmieni faktu, że mamy wojsko defiladowe + trochę wojska ekspedycyjnego + trochę specjalsów, których nie zdążył do końca zniszczyć Macierewicz. WOT nie liczę, bo do prawdziwego wojska to im sporo brakuje.
      A jak zostają jeszcze jakieś pieniądze, to idą na niekończące się analizy koncepcyjne i dialogi techniczne, które ciągną się latami. No i na kroplówkę dla nieudolnej i zacofanej zbrojeniówki.

      Odpowiedz
      • 14 stycznia 2021 o 21:50
        Permalink

        @Niechodzący … “W pełni się z Panem zgadzam, że wojny i okupacja jakiegoś terenu wbrew woli jej mieszkańców..
        Hmmm! Wybrzmiało. Znasz pan “inne formy” – np. za obopólną zgodą? W nowomowie to będzie,
        niech zgadnę – misja pokojowa? Ech! 🙂

        Odpowiedz
  • 14 stycznia 2021 o 21:34
    Permalink

    Myślę, że mało kto jest w stanie to zrozumieć. Ale jeżeli autor uważa to za ważne, to i ja uważam to za ważne.

    Odpowiedz
    • 14 stycznia 2021 o 22:00
      Permalink

      Spolegliwie? Można i tak! Tylko dokąd? Dla dotrzymania towarzystwa dać się powiesić?

      Odpowiedz
  • 15 stycznia 2021 o 09:30
    Permalink

    Tytułem uzupełnienia – ostatnio można się było zapoznać z referatami naszych trzech generałów na temat polityki obronnej naszego państwa. W każdym z nich nacisk był kładziony na trochę inne akcenty. Ale wszystkie sprowadzały się do stwierdzenia, że w razie “W” to społeczeństwo ma samo zadbać o siebie [woda, zapasy, schronienie], a do tego wszystkiego to na całe społeczeństwo spadnie obowiązek obrony państwa [ciekawe czym, może za pomocą kamieni?]. No to po kiego kija wydawane są dziesiątki miliardów złotych i dolarów na wojsko, skoro w razie “W” społeczeństwo ma się samo obronić?

    PS.1 Autor w cz.5 napisał “Naprawdę możemy sami produkować skuteczne drony bojowe wszelkich typów”. Nic bardziej błędnego dawno już nie czytałem. To co możemy produkować samodzielnie, to co najwyżej proste drony klasy MIKRO i podobnej klasy amunicję krążącą, a i to raczej przez firmy prywatne. Natomiast już drony klasy MALE, takie np jak tureckie Bayraktar TB2 są zupełnie poza naszym zasięgiem. Może gdybyśmy się tymi dronami MALE zainteresowali jakieś 20 lat temu, gdy mieliśmy jeszcze resztki przemysłu lotniczego, to być może udało by się coś zrobić, ale i to nie jest pewne. A o dronach klasy GLOBAL, czyli takich wielkości samolotu pasażerskiego, to nawet dużo lepsi od nas mogą jedynie pomarzyć…

    PS.2 Dopiero teraz zauważyłem doprecyzowanie przez Autora kogo uważa za wroga. Jeżeli chodzi o tego z zachodu, to w razie “W” Polacy zapewne będą masowo chcieli wyjeżdżać na roboty do Niemiec. A jeżeli chodzi o tego ze wschodu, to nie musi nas atakować, bo jak już będzie miał u nas te 5 mln swoich obywateli, to sporne tereny przejmie przez zasiedzenie…

    Odpowiedz
  • 15 stycznia 2021 o 16:22
    Permalink

    Jak zwykle, jeżeli chodzi o zbrojenia to Sz. Krakauer odleciał zupełnie.
    Po pierwsze – dopóki zachodnie korporacje mają władzę nad Polską i ciągną z tego zyski, wojny żadnej nie będzie, chyba że postanowią nas gdzie użyć jako taniego mięsa armatniego np. na flance wschodniej, ale wtedy sami nam broń dadzą do ręki, a potem jeszcze każą zapłacić, gdybyśmy ewentualnie przeżyli atomowy grzyb.

    Po drugie – jeżeli chcemy poważnie myśleć o suwerenności i obronności musimy na nowo ją odzyskać, czyli najpierw inwestycje w gospodarkę rodzimą, a nie w wojsko i zbrojenia, bo obce firmy będą na nas zarabiać. Z wojska należy pognać kapelanów, a oszczędzone pieniądze przeznaczyć na doposażenie wojska. Każdy żołnierz potrzebujący wsparcia religijnego ma od tego swoją parafię.
    Dopiero po odzyskaniu suwerenności gospodarczej można myśleć o zbrojeniu się, aby bronić tej suwerenności. Ale aby to osiągnąć potrzeba jest dużej przebiegłości politycznej, bo okupanci czuwają i tak łatwo władzy w neo-kolonii nie oddadzą.

    Po trzecie – zamiast inwestować w wojsko, należy inwestować w naukę i to długofalowo, aby ponownie zdobyć potencjał intelektualny do tworzenia własnych biur i laboratoriów konstrukcyjnych, ogólnie budowy przemysłu zbrojeniowego i ni tylko, przy czym ma to być państwowe a nie prywatne, bo jest zbyt duże ryzyko zdrady i wycieku technologii.
    Postęp naukowy jest możliwy tylko wtedy, gdy stworzy się warunki do jego rozwoju i zainwestuje w uczonych a nie pseudonaukowców. Należy zaprzestać finansowania wydziałów teologii, to nie jest nauka.

    Po czwarte – aby naród chciał aktywnie uczestniczyć w obronie kraju, musi zapanować równość społeczna i bezpieczeństwo ekonomiczne. Nikt już nie zechce umierać w dzisiejszych czasach za interesy bogatych.

    Po piąte – póki co do obrony musi wystarczyć Polakom modlitwa, ewentualnie można kler wykorzystać ze swoimi narzędziami, czyli kropidłami dalekiego zasięgu, krzyżami odrzutowymi i blokadami różańcowymi. Postawić na granicach i na pewno nikt nie zaryzykuje napaści w XXI wieku na ciemnogród. Kto by zechciał się męczyć z Polakami i otwarcie ich okupować. Skuteczniejsza jest wojna hybrydowa na poziomie gospodarki i kultury oraz okupacja ekonomiczna z pomocą politycznych lokai i współpracującego biznesu.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.