Trzy możliwe scenariusze rozwoju polskiej obronności (cz.2)

fot. red. MSPO 2018

Będąc w sytuacji opierania bezpieczeństwa na opisanej w części pierwszej niniejszego felietonu – „wierze”, dodajmy – głównie na „wierze”, że sojusznicy zachowają się zgodnie z naszymi oczekiwaniami (oj jakie to dziecinnie naiwne) i to jeszcze w czasie, w jakim byśmy tego oczekiwali (ultra naiwne), musimy przyjrzeć się temu w jaki sposób wykorzystujemy posiadany potencjał i w co go lokujemy. Oczywiście na płaszczyźnie obronności, będącej podstawą generalną dla bezpieczeństwa w ogóle.

Scenariusz pierwszy – najbardziej prawdopodobny, to scenariusz kontynuacji. Naszego państwa nie jest stać na duże inwestycje w obronność, ani nie mamy czasu np. na odtworzenie lub stworzenie na nowo potencjału przemysłowego i samodzielnej produkcji uzbrojenia.

Obronność kraju to (bardzo ogólnie): ludzie, sprzęt, umiejętności jego eksploatacji i bojowego użycia oraz determinacja i motywacje „tych ludzi”, czyli żołnierzy oraz ich otoczenia, szczególnie rezerw osobowych i logistyki (wojskowej i cywilnej), która będzie musiała system obronny wspierać.

Dochodzi traktowanie Żołnierzy przez kolejne ekipy rządzących, przy jednoczesnym zmniejszeniu wymagań, bo rządzących w zasadzie zadowalają efekty defilad.

I to się może kiedyś zemścić, nie wystarczy podnosić płace, które nadal są na poziomie poniżej tego, co można zarobić w biznesie lub będąc spawaczem na budowie. Stale trzeba też podnosić wymagania, tworząc system zachęt środowiskowych dla Żołnierzy i wsparcia dla ich rodzin.

Walczą nie czołgi, samoloty czy rakiety (których jakość jest istotna) – tylko te załogi w czołgach, załogi samolotów wraz z ich obsługami naziemnymi i naprowadzaniem /informowaniem o celach oraz obsługi przeróżnych rakiet i dział – wraz z całą infrastrukturą, czego przykładem jest m.in. Nadbrzeżny Dywizjon Rakietowy o rakietach z zasięgiem 200 km, przy możliwości śledzenia celów nawodnych ograniczanych horyzontem radiowym najwyżej na około 50 kilometrów… Musimy pamiętać, że czynnik ludzki jest bezcenny, jednak ludzie dobrą wolą, nie są w stanie zastąpić rzeczywistości, która musi opierać się na pomyślanej jako system infrastrukturze obronnej. Polski pilot nawet jak poleci na drzwiach od stodoły, to nie będzie to miało sensu! Oczekiwanie od ludzi, że będą głupio narażać życie po pierwsze jest nie fair, a po drugie nie ma sensu.

Zawsze już będziemy skazani na import większej części komponentów do i całych systemów uzbrojenia już zawsze. Oznacza to, że pieniądze wydawane na obronność, w części przeznaczonej na sprzęt, w dużej mierze będą dla naszej gospodarki obciążeniem, chociaż powinny wspierać nasz rozwój gospodarczy. W praktyce więc będziemy opierali się na sztukowaniu – zakupach niewielkich partii uzbrojenia, które pozwoli naszym „wybranym” wojskowym na zapoznanie się z technologią i jej wdrożenie, jednak nie będzie efektu skali. Przykładowo – nie jest nas stać na więcej, niż jeden okręt podwodny, a jeden okręt podwodny to bardzo mało, ponieważ jak są co najmniej dwa, a jeszcze lepiej trzy – to te pozostałe są w stanie być w trakcie działań operacyjnych całkowicie bierne, a to ma olbrzymie znaczenie w walce podwodnej. Poza tym, czterema nowoczesnymi okrętami podwodnymi moglibyśmy w praktyce zablokować południowy Bałtyk. To znaczy, nie pojawiłby się żaden statek lub okręt, bez wcześniejszego zabezpieczenia akwenu przez specjalistyczne jednostki i lotnictwo zwalczające podwodne zagrożenie. Mówimy o olbrzymim wysiłku zbrojnym potencjalnego przeciwnika, który mógłby zrównoważyć nasz podwodny potencjał.

Przykładem realizacji scenariusza kontynuacji jest decyzja o modernizacji czołgów rodziny T-72. Można o niej powiedzieć tylko tyle, że szkoda, że nie została podjęta 20 lat temu. Wówczas, kiedy jeszcze mieliśmy działające zakłady PZL Wola (kto w końcu odpowie za zlikwidowanie tego potencjału?) – tam produkowaliśmy silniki czołgowe, nie nowoczesne, ale dobre, wystarczające i sprawdzone. Oczywiście można kupić zachodnie zamienniki, nawet produkowane w Polsce, jednak proszę pamiętać, że to już nie jest to samo. To już nie jest nasza myśl techniczna, nad którą mamy kontrolę i którą możemy rozwijać i np. eksportować. Każda technologia wojskowa lub podwójnego przeznaczenia, jeżeli ma być legalnie sprzedawana jako element uzbrojenia, musi mieć zgodę producenta (dysponenta praw udzielającego stosownej licencji).

W zakresie zakupów sprzętu będzie nas czekało drenowanie budżetu obrony narodowej przez „super zakupy” w rodzaju F-35, czy innych bardzo nowoczesnych zachodnich broni, których niestety kupujemy ilości nieadekwatne do naszych potrzeb. Na więcej, nie będzie nas stać, ponieważ są to bardzo drogie jednostkowo zakupy. Przy czym zakup „latającej supertechniki” F-35 jest związany z obawą, czy „decydenci” rozumieją zasilanie informatyczne tego latającego HUB-a superserwerów z setkami czujników, w coś więcej niż pliki w Excelu czy PowerPoint? Chodzi o to, że kupowanie sprzętu nawet super nowoczesnego – bez stosownego wsparcia i zaplecza, jakie wspomogłoby jego funkcjonowanie, to nic innego jak kupowanie ładnie pomalowanych sztuk na defilady. To nie ma sensu, tak jak wspommiany problem rakiet nadbrzeżnych.

W komponencie osobowym będzie tak jak jest, nadal można zarobić na budowie w Warszawie jako spawacz więcej, niż Porucznik Wojska Polskiego. To oznacza, że nie ma co liczyć na to, że do armii przyciągniemy ludzi, z których będzie można wybierać najlepszych. Uwaga, to nie znaczy, że Wojsko ściąga miernoty, w tym zakresie jest różnie – na pewno motywacja patriotyczna odgrywa pewną rolę i młodzi ludzie są w stanie zaakceptować niższe dochody przez generalnie całe zawodowe życie w wojsku. Jednak to nie o to chodzi, to nie na tym ma polegać. Jeżeli oczekujemy od tych ludzi, że oddadzą życie dla obrony nas, naszych rodzin, naszych domów i naszego rządu (jakikolwiek by on nie był), to powinni mieć motywację finansową, co najmniej nieco większą, niż przeciętna w gospodarce. Oznacza, to konieczność podniesienia uposażeń w Wojsku Polskim o mniej więcej 30% jednorazowo, a potem w miarę inflacji. Co więcej – poprawy warunków ubezpieczenia na wypadek kalectwa (wypadki są częste), czy też ran lub śmierci w boju – proszę pamiętać, że wysyłamy Żołnierzy na „misje”. Serce człowiekowi krwawi, jak widzi wspaniałych polskich Żołnierzy, którzy po ranach w Afganistanie, Iraku lub na Bałkanach zbierają na sprzęt rehabilitacyjny lub zabieg, który może im istotnie poprawić jakość życia. To nie ma prawa tak wyglądać, ponieważ po pierwsze tak się nie godzi, a po drugie, ponieważ stać nas na wsparcie dla weteranów, a po trzecie – ponieważ te przykłady, tych wspaniałych ludzi, niestety nie służą promocji służby Ojczyźnie. Jak można tego nie rozumieć? Proszę pamiętać, Żołnierz ma w istocie swojej „zawodowej misji”, to że może umrzeć „w pracy”, jeszcze prawdopodobniej może odnieść rany, ponieważ sprzęt który obsługuje, często obsługiwali Ojcowie obecnych Żołnierzy, a czasami nawet Dziadkowie (np. armaty S-60 – uwaga – są nadal doskonałe!).

Scenariusz kontynuacji to opieranie obrony na „wierze”, bez decyzji o istotnym wzroście zdolności bojowych naszej armii. Będziemy łatać dziury sprzętowe, może zwiększymy trochę ilość etatów, może rozbudujemy Obronę Terytorialną (zmieniając zarazem koncepcję operacyjno-taktyczną przeznaczenia i użycia tych jakże potrzebnych formacji). Jednak skoku jakościowego i wzrostu ilościowego tutaj, w tym scenariuszu nie będzie. No chyba, że znowu trafi się coś większego, jak dar Norwegii w postaci kilku nadających się do służby okrętów podwodnych.  Generalnie ten scenariusz, może wymusić powrót do poboru powszechnego, bo tutaj natrafiamy na problem, który się nazywa „brak przeszkolonych rezerw”, Wojska Obrony Terytorialnej tego nie rozwiążą.

Zapraszamy na 3-cią część felietonu.

5 myśli na temat “Trzy możliwe scenariusze rozwoju polskiej obronności (cz.2)

  • 6 stycznia 2021 o 10:25
    Permalink

    CHĘCI PRZERASTAJĄ MOŻLIWOŚCI. WEB. PISOWSKI PRZY**PASIE Z G*WNA BATA NIE DA SIĘ UKRĘCIĆ!!!

    Odpowiedz
  • 6 stycznia 2021 o 10:30
    Permalink

    No nie ma żadnych rezerw, zmarnowano cały wysiłek zbrojeniowy społeczeńśtwa z okresy PRL.

    Odpowiedz
  • 6 stycznia 2021 o 13:04
    Permalink

    Bardzo rozsądny punkt wyjścia do poważnej dyskusji nt. Polskiej Obronności.

    Bez tej poważnej i krytycznej rozmowy – pozostaniemy nadal w oparach absurdów snujących się na Nadwislańskim Macondo.

    Amen.

    Odpowiedz
  • 6 stycznia 2021 o 14:49
    Permalink

    Jakie sa zagrożenia?
    Te REALNE oczywiście?
    To definiuje strukturę armii, jej wyposażenie techniczne.
    Bez zdefiniowania wroga, nie da się skonfigurować optymalnego składu, liczebności komponentow.

    Wrogiem zgodnie z przekazem medialnym maja być Chiny, Rosja, Iran.
    Nie zagrożenia wewnętrzne, klęski żywiołowe.
    Toteż mamy korpus ekspedycyjny, siły specjalne, nie armię nastawioną na obronę terytorium i utrzymanie na nim porzadku.

    Polska jest płatnikiem dla dostawcow z Korei Pd., Niemiec, USA, Szwecji.
    Wszelka nowa myśl techniczna nie ma szans mieć polskiego źrodła.
    Prowizje od astronomicznych zagranicznych zakupow, są astronomiczne, więc nie ma się co dziwić zaoraniu polskich dostawcow sprzętu.

    Uwalana jest polska kryptologia, systemy radarowe, nie opracowujemy własnych systemow rakietowych, łaczności rzadowej.

    Stary materiał, ale może szerzej nieznany:

    Zdaniem TechLab 2000, (…) Rozsiewanie nieuzasadnionych podejrzeń, iż doszło do kompromitującego ujawnienia tajemnicy państwowej, jest w naszej opinii próbą stworzenia pretekstu do zaprzestania użytkowania systemu Sylan przez Rząd RP i zastąpienia go niekontrolowanymi przez Państwo Polskie rozwiązaniami zagranicznymi. I w tym właśnie widzimy bardzo poważne i rzeczywiste zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Proces ten trwał już od co najmniej 8 miesięcy, gdyż w grudniu 2008 media poinformowały o rozstrzygnięciu przetargu na urządzenia zapewniające mobilny dostępu do Internetu pracownikom MSZ. Kolejny kierowany przez Radosława Radka Sikorskiego resort wybrał oczywiście terminale BlackBerry, które dostarczyła PTC, operator sieci Era. W sumie 2 tysiące pracowników MSZ miało otrzymać smartfony RIM za ok. 1,6 mln zł. Jak w MON, nie przejmowano się bezpieczeństwem wybranych rozwiązań. Autor strategii informatyzacji MSZ, w ramach której kupiono terminale RIM, Marek Michalewski, odpowiadając na pytania dziennikarzy, wykazał się szczytem ignorancji. Jego zdaniem, wiadomości przechwycone z systemu BlackBerry, gdyby zostały odkodowane, byłyby bezwartościowe bo Informacja dla dyplomaty w trakcie negocjacji jest cenna właściwie tylko podczas rozmów.

    Przeczytaj więcej na: https://www.altair.com.pl/magazines/article?article_id=3043&q=szyfrowanie

    Odpowiedz
    • 6 stycznia 2021 o 23:35
      Permalink

      @wmw

      Kiedyś oglądałem w TV jakiś dokument o kupnie programów szyfrujących od Szwajcarskiej firmy, podobno słynny kasjer lewicy był w to zamieszany, a urządzenia szyfrujące miały podobno tylne furtki.
      Cały początek transformacji i podczas negocjacji w sprawie wejścia do UE zachodnie służby podobno miały nas na widelcu. Przynajmniej tak wynikało z tego programu w TV.
      Tam była też wypowiedź polskich kryptologów, że pracują nad polskim system szyfrującym o nazwie NASZ, czy jakoś tak miał się nazywać. Nie wiesz, czy faktycznie go wprowadzono?

      A co do tej części felietonu, to już kiedyś pisałem, że pozostają nam kropidła dalekiego zasięgu i blokady krzyżowe, skoro o wierze mowa.
      Od porucznika WP więcej zarabia kapelan, więc jak ma być dobrze w wojsku?
      Ostatnio ujawniono, że w KAS kapelani za praktycznie nic nie robienie biorą po 6 tysięcy brutto pensji.
      Kościół wespół ze styropianami wykończy Polaków.
      https://demotywatory.pl/szukaj?q=kapelani+ko%C5%9Bcio%C5%82a+katolickiego&where=wszystkie&type=kazdy&when=inf&size=max&sort=date
      https://demotywatory.pl/szukaj?q=krajowa+administracja+skarbowa+zatrudnia&where=wszystkie&type=kazdy&when=inf&size=max&sort=date
      Wyguglać:
      “Zarobki kapelanów w skarbówce z roku na rok coraz wyższe. Średnia pensja to nawet 6200 zł”

      I to ma być państwo świeckie, które dba o bezpieczeństwo narodu?

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.