Ekonomia

Trzeba ustalić na nowo paradygmat pracy, podziału dóbr i konsumpcji

 W istniejących warunkach gospodarczych trzeba ustalić na nowo paradygmat pracy, podziału dóbr i konsumpcji. Żyjemy w warunkach połączenia feudalnych praktyk z postkapitalistycznymi oczekiwaniami, co do podziału dóbr i konsumpcji – taki rachunek nigdy, w żadnych warunkach nie będzie się bilansował, zwłaszcza dlatego ponieważ bardzo duża część ludzi niczego nie produkuje a chce i musi jeść.

Nie podlega wątpliwości, że praca jako zorganizowana i ukierunkowana działalność człowieka pozostaje podstawą dobrobytu, to w procesach pracy wytwarzane są dobra, które można podzielić. Motywatorem podejmowania się pracy jest chęć uzyskania pieniądza, który w gospodarce neoliberalnej jest sztucznie generowany przez system bankowy – proporcjonalnie do ilości przyjmowanych depozytów. Do tej pory, tj. do kryzysu 2008 roku, ekonomiści nie wyobrażali sobie sytuacji, w której można bezkarnie i bez konsekwencji drukować pieniądze w ramach luzowania ilościowego, które pochłania wirtualna gospodarka największego kraju emitenta oraz różnego rodzaju spekulacje nawet na najdalszych krańcach świata – kosztem spadku normalnego oprocentowania dla wszystkich praktycznie do ujemnych stóp procentowych. Czyli de facto opodatkowania wartości pieniądza w czasie, w sposób inny niż inflacja, która o dziwo nie występuje, ponieważ dodatkowe pieniądze z luzowania wchłania przerośnięta gospodarka wirtualna polegająca na gigantycznych spekulacjach i zakładach o przyszłą cenę praktycznie wszystkiego.

Dotychczas, żeby wytwarzać dobra należało zgromadzić potrzebny kapitał, wymienić go na potrzebne zasoby i ponieść ryzyko, od którego na dojrzałych rynkach można się w jakiejś mierze ubezpieczyć, na rynkach mniej dojrzałych w razie przegranej – przegrywa się życie. W przypadku wygranej – uzyskiwało się stopę zwrotu, przeważnie przeciw proporcjonalną do ponoszonego ryzyka. Ten mechanizm uległ zachwianiu w wyniku rewolucji informatycznej i generalnej ewolucji procesów wytwarzania, w których przeszliśmy do ery postindustrialnej. Okazało się bowiem, że dzisiaj większości rzeczy nie opłaca się niczego produkować, ponieważ prawie wszystko można kupić taniej w Dalekiej Azji. Co więcej polityka celna Unii Europejskiej sprzyja takiemu myśleniu i działaniu. Chcesz produkować? Musisz konkurować wysokimi kosztami składowymi procesów produkcji, chcesz importować? Droga wolna, wystarczy tylko dobrze ubezpieczyć przesyłkę i masz swój towar.

Wszystko jest w porządku, zgodnie z zasadami gospodarki globalnej, tylko po zagregowaniu zachowań rynkowych pojawia się jeden wielki problemu dziury dochodowej, albowiem mamy dużą ilość ludzi, którzy nie produkują niczego, co więcej którzy nawet jakby chcieli to nie mogą niczego produkować – bo nie byłoby gdzie, ponieważ nie ma jak i w czym produkować, bo nie ma szans powstać produkcja w realiach europejskich obciążeń podatkowo-socjalnych, przy taniej konkurencji z Azji. W efekcie stopniowo dochodzi do pauperyzacji części społeczeństwa Europy i poprawy dochodów mieszkańców Azji. Na wszystkim najbardziej bogacą się międzynarodowe koncerny, w których interesie jest outsourcowanie produkcji do tańszych krajów.

Siła nabywcza mniej pracujących i mniej wytwarzających mieszkańców Zachodu powoli spada, ale jest podtrzymywana przez trzy elementy: dochody z produkcji wysoko wyspecjalizowanej, dochody ze zwrotów kapitałowych m.in. z produkcji outsourcowanej oraz z lewarowania finansowego w gospodarce wirtualnej. Szczytem wszystkiego jest mechanizm wypracowany przez Amerykanów, którzy finansują swój dobrobyt, płacąc Chińczykom głównie obligacjami swojego rządu – oprocentowanymi symbolicznie.

DLA WSZYSTKICH STRON TEGO TYPU TRANSAKCJI JEST OCZYWISTYM, ŻE OBECNY MODEL FINANSOWANIA ZACHODU JEST PIRAMIDĄ, W KTÓREJ ZACHÓD ROZPACZLIWIE SZUKA OSTATECZNEGO PŁATNIKA.

Tych, którzy to rozumieją już bardzo interesuje, – w jaki sposób ten problem będzie rozwiązany w długiej perspektywie czasowej? W perspektywie krótkoterminowej on nie ma znaczenia, liczą się tylko przepływy finansowe, w średniookresowej – załatwiają się to rozrostem wirtualnej gospodarki. Natomiast, co z tym zrobić w perspektywie dwóch pokoleń? Chyba tylko depopulacja ludności ubogiej i bez perspektyw może uratować Zachód, jednakże to go bardzo osłabi w przypadku zagrożenia militarnego. Alternatywą może być skok cywilizacyjny spowodowany przez rozwój technologii np. fuzji – oznaczający w tym hipotetycznym przypadku energię elektryczną praktycznie w nieograniczonej ilości prawie za darmo dla każdego bez żadnych ograniczeń. Jeżeli coś takiego nie nastąpi – to prędzej czy później dojdzie do jakiejś formuły niepokojów społecznych, które będą musiały znaleźć wentyl bezpieczeństwa np. w zewnętrznym konflikcie zbrojnym – inaczej neoliberalne porządki gwarantujące władzę i własność potomkom burżuazji, feudałów i kapitalistów znikną w historii rozdeptane przez głodny tłum.

Tymczasem jednak jak zamierzamy czekać na „cud” rozwoju technologicznego, to trzeba spróbować zmodyfikować istniejący paradygmat pracy, podziału dóbr i konsumpcji, w taki sposób, żeby władze publiczne nie musiały się zadłużać dla potrzeb finansowania egzystencji tej części społeczeństwa, która żyje głównie z transferów socjalnych. W tej chwili perfidia kapitalistów i innych burżuazyjnych pijawek polega na tym, że system nie bilansujący się zewnętrznie, – bo przecież musimy finansować import z Azji, dodatkowo jeszcze jest bezwzględnie drenowany wewnętrznie, albowiem władze publiczne, żeby nie zdusić gospodarki wyższymi opłatami w rodzaju podatków i obciążeń pracy, które jeszcze bardziej spowodowałyby nieopłacalność produkcji w Europie – decydują się pokrywać dziurę pomiędzy sumą składek – deficytem, na który są zmuszone pożyczać właśnie u tych, którzy mają pieniądze, czyli w praktyce od tych, którzy zarabiają na outsourcingu.

Prawdopodobnie rozwiązaniem może być tutaj kontrolowane luzowanie ilościowe, ale tylko i wyłącznie w ilościach i harmonogramach wcześniej ogłoszonych, jak również w warunkach ściśle kontrolowanej inflacji. Przez co nie może być ona rozwiązaniem trwałym, tylko okresowym, jednakże w jakiejś mierze możliwym do zaakceptowania, ponieważ każdy luzowany miliard to olbrzymia ulga dla podatników, to spłacone zadłużenie bez – natychmiastowego – ponoszenia jego kosztów, czyli w ujęciu klasycznej ekonomii, to zrolowanie długu, ponieważ kiedyś będzie musiała przyjść inflacja, ulubiony przyjaciel wszystkich zadłużonych rządów. Zaprezentowany mechanizm w tych niepewnych czasach może przyczynić się do wydłużenia średniego okresu wypłacalności Zachodu, czyli dać nam więcej czasu w oczekiwaniu na rozwój niezbędnych technologii. Jeżeli to jednak nie nastąpi, trzeba się będzie pogodzić z powrotem do realiów industrializacji, albo wymrzeć i oddać terytorium, komuś kto potrafi się lepiej gospodarować niż My…

Ps. Zamiast słowa luzowanie ilościowe lub po prostu drukowanie pieniędzy należy rozumieć – “zaciąganie długu u przyszłych pokoleń”. NAPRAWDĘ ANI KOMUNIZM, ANI KAPITALIZM – ŻADEN SYSTEM NIE WYMYŚLIŁ TAKIEGO SPOSOBU PODZIAŁU DÓBR, ŻEBY DZIELIĆ WIĘCEJ NIŻ SIĘ WYTWORZYŁO W DANYM OKRESIE CZASU. Proszę się nie dać okłamywać żadnym szarlatanom!

One Comment

  1. inicjator_wzrostu

    Te nowe ustalenia już nastąpiły.
    Dokonały tego nowe neoliberalne ELITY.
    Żeby cokolwiek zmienić (paradygmat pracy, nowy podział dóbr, konsumpcji itp.) – należy zgromadzić środki przewyższające te, które posiada zglobalizowany korporacyjny turbokapitalizm.

    Taka swoista MIĘDZYNARODÓWKA posiadaczy.

    Im się to, w odróżnieniu od PROLETARIUSZY – udało.

    Przepływ kapitału mają ju z pełny i swobodny, dlatego żeby było skuteczne przeciwdziałanie – ono też musi być globalne.

    I są górą.

    Jak na razie …

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.