Trzeba sobie uświadomić, że nie mamy alternatywy dla naszego państwa

Trzeba sobie to wreszcie uświadomić, nie mamy żadnej alternatywy dla naszego państwa, poza nim byt naszego Narodu jest zagrożony a przynajmniej na pewno skazany na zmarginalizowanie i wegetację. Jedynie w państwie narodowym, opartym na paradygmacie religii dominującej, co prawda z przeszczepu, ale głęboko zakorzenionej – związanej z religią kultury. Niczego innego nie znamy, nie pamiętamy i nie uznalibyśmy za swoje. Jesteśmy tutaj, stąd i tutaj chcemy być, samodzielni, wolni, zamożni i względnie dumni ze swojego sposobu bycia i posiadanej podmiotowości.

W istocie jesteśmy fenomenem, państwem opierającym się na wspólnocie narodowej wynikającej z języka, historii i kultury, które w historii przestało istnieć, a odrodziło się. Wiele razy popadało w zależność, ale jednak odzyskało samodzielność – co z nią dalej zrobimy zobaczymy, właśnie w tym jest cała nadzieja, że jeszcze mamy szansę rządzić się dobrze i mądrze.

Ci, którzy kontestują naszą rzeczywistość zapominają że są jej częścią. Uświadomienie sobie tego faktu rodzi przerażająco konkretne konsekwencje. Wszyscy – poczynając od Volksdeutchów, UB-eków, poprzez wszystkie kolejne pokolenia, w tym twórców Stanu Wojennego – do Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego i wszystkich innych włącznie, wszyscy jesteśmy – Polakami, ewentualnie należymy do polskiego społeczeństwa w Polsce.

Negując Donalda Tuska, czy też negując Jarosława Kaczyńskiego, albo Leszka Millera – negujemy część siebie. Odbieramy zarazem sobie prawo do bycia Polakiem – takim samym jak wszyscy inni, co z pewnością zrobią jakieś inne osoby uznające negowanych przez nas za autorytety. Z tego szaleństwa nie ma innego wyjścia niż przez opcję zero, czyli udowodnienie wszystkim że nie mają racji i nie są w stanie zdobyć monopolu na Polskę, chociaż przykładowo liberalna prawica jest przekonana, że jeżeli „utrąci” liderów prawicowej-prawicy i dogada się z Kościołem dominującym to wyznawcy prawicowego kultu zwrócą się ku władzy. Ten scenariusz się dzieje, spór na prawicowej-prawicy się rozpoczął. Jednakże myli się ten kto myśli, że to liberałowie rozpoczęli wojnę – otóż nie, to oni byli przez cały czas atakowani – do tego stopnia, że nawet kandydat na szefa ich partii zrezygnował z członkostwa w niej – dołączając do chóru wajdelotów na prawicy.

Unia Europejska rozumiana jako miejsce gdzie roztopimy nasze państwo narodowe lub przeciwna ucieczka w nacjonalizm, nie rozwiązują problemu bezalternatywności dla naszej państwowości. Póki co nie ma wizji Europy rezygnującej z państw i władztwa rządów unijnych, wręcz przeciwnie – rządy mają się świetnie, Komisja Europejska działa tylko i wyłącznie dzięki ich akceptacji. Odwrócenie się od integracji prowadzi do nędzy, bardzo szybko władza, która odwróciłaby się od Europy straciłaby w Polsce poparcie – zwłaszcza na wsi i chyba nie trzeba tłumaczyć dlaczego!

Nie może funkcjonować w Polsce siła polityczna, nie uznająca potrzeby istnienia Polski w ramach Unii Europejskiej – z grzecznie wypełnianym zaszczytnym obowiązkiem opłacania składki. Nie ma dla nas prawdopodobnie nic ważniejszego niż działanie na rzecz podtrzymania Unii Europejskiej i zacieśnianie dalszej integracji, ponieważ tylko w ten sposób – możemy skutecznie, tanio i efektywnie zapewnić sobie nie tylko przetrwanie czyli status quo, ale przede wszystkim możliwość rozwoju!

Zatem mamy do czynienia z sytuacją, w której państwo narodowe może funkcjonować tylko w realiach wspólnotowych, a ściślej – bezpiecznie funkcjonować, trwać i rozwijać się. Nie ma na dzień dzisiejszy i nie widać innej alternatywy, albowiem nawet ogłoszenie neutralności – w naszych realiach po prostu nie będzie honorowane przez sąsiadów, którzy nie będą się tłumaczyć dlaczego nie honorują naszych realiów.

Reasumując powyższe – musimy dążyć do pragmatycznego kompromisu, w Polsce jest miejsce dla wszystkich, którzy mówią jak również chcą mówić po polsku! Dotychczasowe podziały nie mają żadnego znaczenia w kontekście długofalowych procesów zachodzących w naszym społeczeństwie. Już za kilka, a na pewno kilkanaście lat – rzeczywistość zweryfikuje sztuczne granice dzisiejszych podziałów. Powinniśmy się jedynie modlić, żeby otrzeźwienie nie przyszło do nas w wyniku uznania faktów jakie zaszły za granicą. Bądźmy konsekwentni – rozwijajmy się, zgodnie z przyjętym paradygmatem z wykorzystaniem instytucji Wspólnotowych, a sprawy wewnętrzne zawsze można lepiej ułożyć!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.