Trzeba się szybko zbroić – lepszy jest jakikolwiek czołg niż czołg przeciwnika!

Nie wiadomo jak potoczy się przyszłość. Jesteśmy krajem flankowym NATO, wielkim nizinnym buforem pomiędzy dwiema potęgami, związani sojuszem wojskowym z zachodem. Jeżeli za naszymi granicami wydarzy się jakiś niekontrolowany chaos, który będzie miał tendencję do rozlewania się – może się okazać, że uchodźcy a wraz z nimi także wojna – mogą dosięgnąć naszych granic.

Dlatego trzeba się szybko zbroić. Jest to w interesie państwa polskiego oraz w interesie naszych sojuszników z NATO i przyjaciół z Unii Europejskiej, a także – naszego strategicznego partnera Federacji Rosyjskiej. Jeżeli bowiem w wyniku zaistnienia stanów nieustalonych między Bugiem a Zaporożem coś niepokojącego się wydarzy, wówczas tylko stabilizacja Polski może zagwarantować uniknięcie rozszerzania się chaosu na zachód, przed czym zachód poza Polską – może się bronić jedynie w sposób totalny, gdyż rozprężenie i pacyfizm jaki ogarnął te kraje nie ma historycznych przykładów. Rozbrojenie zachodnich partnerów, także spowodowane kryzysem nie ma sobie równych w historii, co przy wycofywaniu się USA z zaangażowania w obronę Europy – co jest jednym z faktów polityki zagranicznej obecnego prezydenta – powoduje, że poza armią polską nie ma kto bronić zachodu.

Być może brzmi to śmiesznie, ale nawet nasza mizerna i biedna, niedoposażona armia – wygląda imponująco pod względem stanów ilościowych i posiada nadzwyczajny atut – mamy doświadczenie bojowe i to ekspedycyjne. Każdy kto wie na czym polega wojsko zdaje sobie sprawę, że jest to panowanie nad chaosem w atmosferze strachu – my tą umiejętność posiadamy, chociaż być może nie przedstawiamy się zbyt bojowo, ale mimo wszystko jednak nawet nasza słaba armia jest najbardziej liczącą się na tej flance NATO. To oznacza i zobowiązuje, nas do obrony – w przypadku zagrożenia np. Węgier lub także państw Bałkańskich – musimy się z tym liczyć.

Do prowadzenia wojny jest potrzebna broń. Może to brzmi jak truizm, ale naprawdę bez nowoczesnej broni i licznych dodatków do niej – nie ma po co dzisiaj w ogóle wychodzić z koszar. Właśnie na tym polega profesjonalizacja wojska zawodowego, że ma się mu zapewnić dobre wyposażenie i ekwipunek na poziomie lepszym niż wojsku z poboru. Jednakże, czy każdy polski szturmowiec ma dzisiaj noktowizor? Oto jest pytanie! Oczywiście nie będziemy wdawać się tu w szczegóły, musimy mieć świadomość że na obronie nie można oszczędzać, ponieważ właśnie takie drobiazgi jak dodatkowe oporządzenie do wspomnianych walk w nocy, czy też umożliwiające odpowiednie rozpoznanie np. skażeń – powoduje, że żołnierz jest o wiele więcej skuteczny i zmotywowany, ponieważ wie, że po pierwsze nie jest w gorszej sytuacji od nieprzyjaciela a po drugie że nie da się go zaskoczyć. To już wiele znaczy i umożliwia walkę jak równy z równym, z tym nigdy jako Polacy nie mieliśmy problemów.

Jednakże pozostaje jeszcze problem ilości, otóż konflikty na Bałkanach dowiodły pewnej złotej zasady znanej już z drugiej połowy II Wojny Światowej – od braku czołgów lepszy jest jakikolwiek czołg. To święta zasada współczesnej wojny, bezwzględnie obowiązująca zwłaszcza w krajach nizinnych – takich jak Polska. Czołg jest podstawą, niezbędnym komponentem praktycznie każdej poważnej akcji bojowej – o wiele lepiej bowiem idzie się w bój za czołgiem – nawet starej konstrukcji niż idzie się jedynie z karabinem w dłoni. Musimy zatem zadbać o wojska pancerne – najbardziej jak tylko jesteśmy w stanie. Trzeba brać wszystko, co tylko sojusznicy chcą nam dać lub tanio sprzedać, modernizować to co pozostało oraz kupować nawet pojedyncze egzemplarze sprzętu państw sojuszniczych i innych – żeby nauczyć czołgistów – użytkowania sprzętu wszelkiego rodzaju. Takie umiejętności procentują w sposób bezcenny na polu walki oraz w przypadku uzupełnień. Czas najwyższy pomyśleć na poważnie o programie pancernym – nie ma żartów, trzeba produkować to co się da, albowiem lepszy jest jakikolwiek czołg niż brak czołgu!

Dodatkowo potrzebujemy artylerii, królowej pola walki. To wiadomo już od czasów napoleońskich, ten kto ma lepsze działa – ten jest w stanie sparaliżować, opóźnić lub w ogóle uniemożliwić pochód wojsk nieprzyjaciela. To co mamy w tej chwili jest po prostu żałosną pozostałością po potężnej armii ludowej – członkini Układu Warszawskiego. Czas najwyższy szybko, a nawet bardzo szybko wzmocnić posiadany potencjał, póki jeszcze mamy czas produkując go samodzielnie, ewentualnie we współpracy z naszymi południowymi i zachodnimi sąsiadami, którzy mają bardzo duży potencjał w tym zakresie. W każdym bądź razie potrzebujemy dużej dostawy artylerii oraz przygotowania odpowiednio dużych zapasów amunicji dla niej, w tym także amunicji inteligentnej umożliwiającej „coś więcej” na polu walki niż zwykły ostrzał grawitacyjny.

O innym uzbrojeniu (Marynarka Wojenna, lotnictwo), w tym o uzbrojeniu dla jednostek niezbędnej Obrony Terytorialnej nie ma nawet co wspominać. O ile jeszcze można stosunkowo szybko pozyskać nowe samoloty, które nawet w niewielkiej ilości mogłyby zdecydowanie wspomóc nasze lotnictwo. To w przypadku Marynarki Wojennej mamy ten problem, że przejmowanie zbyt dużych okrętów – nawet za bezcen nie ma sensu. Dowodzi tego przykład dwóch amerykańskich fregat, których w ogóle nie modernizujemy, nie robimy z nimi nic i w zasadzie wszystko co mogą to strzelać z działa oraz przyjmować śmigłowce. Nic ponadto, a służą już tak długo, że nawet doczekały się wydania okolicznościowych monet!

Z pewnością natomiast potrzebujemy jakiegokolwiek wzmocnienia obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej – jeżeli byłaby na to szansa. Tutaj, trzeba wręcz interwencyjnie kupić lub przejąć to czym akurat sojusznicy wyzbywający się dysponują – nie licząc na naszą przyszłą tarczę! Jak ona będzie to będzie, na pewno sukcesem, tymczasem przydałyby się jakiekolwiek dodatkowe systemy rakietowe – umożliwiające przechwytywanie celów i strzelanie do nich, z którymi potencjalny przeciwnik musiałby się liczyć. O nasyceniu wojsk rakietami ziemia powietrze krótkiego zasięgu produkowanymi w kraju nie ma co wspominać – to oczywistość.

Dlatego uwaga – jakkolwiek to nie zabrzmi przewrotnie – ale moglibyśmy dużą partię sprzętu kupić interwencyjnie także na wschodzie, zwłaszcza jeżeli cena okazałaby się niższa niż szybka produkcja w kraju. W ten sposób moglibyśmy osiągnąć pewien poziom nasycenia, który przez kilka kolejnych lat pokoju uzupełnilibyśmy nowoczesną techniką wojskową lub wymienili na standardowy natowski.

Powinniśmy się śpieszyć, ponieważ za rok lub dwa może się okazać, że przestraszony dziejącymi się „wokoło” sprawami zachód – przestanie się rozbrajać, a sprzęt dotychczas uważany za moralnie i technicznie stary, okaże się całkiem nadający się do wystawienia w linii. Albowiem pamiętajmy – lepszy jest jakikolwiek czołg niż brak czołgu, czyli czołg przeciwnika!

17 komentarzy do “Trzeba się szybko zbroić – lepszy jest jakikolwiek czołg niż czołg przeciwnika!

  • 28 sierpnia 2013 o 10:31
    Permalink

    Słusznie prawi @krakauer!
    Lepszy jakikolwiek kawałek metalu przed nacierającym, niż powietrze!
    Bo ten jakikolwiek metal zawsze lepiej osłoni, niż SAMO POWIETRZE.
    Mam tylko kilka uwag.
    1. Nie NOKTOWIZOR, tylko TERMOWIZOR;
    2. Ściągać sprzęt pancerny do tzw. punktów EKOLOGICZNEJ UTYLIZACJI (co robili Niemcy), a nie likwidować go niepotrzebnie, co już miało miejsce. Przy tym prowadzić 30-letni program badawczy nad tą EKOLOGICZNĄ UTYLIZACJĄ …
    3. Poza masą tak nagromadzonego sprzętu potrzebne będą UZUPEŁNIENIA, a to obecnie nie działa w Polsce. Po prostu za kilka lat, jak ostatni PRZESZKOLONY 9-cio miesięcznie żołnierz rezerwy osiągnie 40 lat – zabraknie uzupełnień, a nie jesteśmy Libią Kadafiego żeby sobie najemników sprowadzać, do tego w miarę lojalnych.
    4. Artyleria ma być dobra i ma być jej dużo. Tak jak saperów. Saper nie musi być inteligentny, ma być ich wielu … Polska w ramach wzorowego wypełniania postanowień traktatu CFE, pozbyła się resztek artylerii.
    Na to miejsce nic nowego nie wprowadzono, a próby zastąpienia klasycznych holowanych haubic od razu SAMOBIEŻNYMI Krabami, są tromtadracją.
    To że wygrywają lepsze bataliony czy armaty – to wiadomo od czasów Napoleona. Tylko On (artylerzysta z wykształcenia) dodawał, że wygrywają WIĘKSZE bataliony i WIĘCEJ artylerii. Wygrywał umiejętnym operowaniem dużych MAS artylerii.
    Podsumowując: więcej sprzętu pancernego i przesunięć OBECNIE POSIADANEJ artylerii do jednostek OT, które muszą powstać jako realizacja DOKTRYNY KOMOROWSKIEGO.
    Do jednostek operacyjnych – nowe czołgi (nawet Leopardy z nadwyżek Bundeswehry) i nowe działa (155 mm hb o zasięgu ognia 40 km, szwedzkie czy południowoafrykańskie).
    Wiceminister Skrzypczak, lansowany na tych łamach jako kandydat na Prezydenta RP – ma wiele dobrych pomysłów.
    Jeden jest szczególnie dobry: wdrożyć do produkcji nowoczesny własny silnik czy to przyszłego czołgu, BWP, czy innego sprzętu opancerzonego.
    Będzie dobrze, tylko wykorzystajmy na początek do reaktywacji OT zapał uczestników GRUP REKONSTRUKCYJNYCH.
    Jak się już po 1 stycznia 2014 r. WODZOWIE naszego wojska POUKŁADAJĄ w nowych strukturach Dowodzenia i Kierowania – to może zorientują się, że na Naszej Polskiej równinie mamy: “za mało Indian”.
    To po 2-óch latach zaowocuje REAKTYWACJĄ OT, bo wierzę w inteligencję i determinację gen. Różańskiego.
    Jeszcze jeden ciekawy wątek w artykule zauważam:
    to problem stosunku Federacji Rosyjskiej do naszego potencjału militarnego.
    Należy z Nimi szczerze porozmawiać o WSPÓŁPRACY, taka odwrotność dostawy francuskich lotniskowców desantowych dla Rosji.
    Więzi kooperacyjne się jeszcze tlą (Mig-29, smigłowce Mi-17, itp.)
    Należy iść tą drogą, tłumacząc im, że słaba Polska nie leży w ich interesie.
    Bo słaba Polska to obiekt podatny na wszelką destabilizację i chaos. Taka Polska, przez którą mogą swobodnie maszerować różne BANDY ZBROJNE – nie może być dobrym sąsiadem dla Rosji i dla jej DŁUGOOKRESOWYCH INTERESÓW.
    Przestańmy myśleć mitami, zacznijmy realiami.
    A prezydent FR pan Putin jest pragmatykiem.
    Obecność Polski w UE i NATO niczemu nie przeszkadza, wręcz czyni politykę Polski w pełni przewidywalną.
    Teraz tylko należy przekonać do bliższej współpracy z Polską – Federację Rosyjską.
    Ku obopólnej korzyści.

    Odpowiedz
  • 28 sierpnia 2013 o 22:51
    Permalink

    Irak w 1991 miał MASĘ czołgów. W tym dużo naszej produkcji. Były to powolne, przestarzałe CELE dla rakiet i bomb kierowanych. Z góry wszystko doskonale widać. To nie te czasy…

    Odpowiedz
    • 29 sierpnia 2013 o 10:25
      Permalink

      Jednak wszystkich czołgów irackich nie zniszczono.
      Poza tym Amerykanie nie ujawnili, ile z ich Abramsów zostało zniszczonych. Po prostu mając doświadczenie z Wietnamu, wojskowi w pełni panowali nad przekazem TV z pola walki. Dochodzi inny teren w Iraku, inny w Polsce.
      Tam płaska pustynia, a u nas – tzw. teren UROZMAICONY, gdzie nawet wśród zabudowy łatwo ukryć CIEPŁY czołg.
      Dochodzi obrona PLOT oraz rozpoznanie powietrzne z BSL.
      Nikt z tego przecież nie rezygnuje.
      Do tego więcej lotnictwa, bo te 46 F-16 to dobre jest na wysyłanie do rotacyjnej obrony Litwy.
      Dlatego potrzebne jest wzmocnienie 3 krotne lotnictwa taktycznego i 3-4 krotne śmigłowców bojowych oraz transportowych.
      Jak się ma małe siły i spory obszar – to trzeba mieć możliwość elastycznego przenoszenia uderzeń i tzw. PIONOWEGO manewru siłami lądowymi.
      Nikt nigdy nie wygrał wojny używając tylko jednego środka. Nawet Niemcy podczas II w.św. wspierali swoje siły i zagony pancerne lotnictwem, używanym jako ARTYLERIA wsparcia. I czynili to po mistrzowsku!
      Do czasu, aż Rosjanie nauczyli się robić to podobnie, tylko na większą skalę …
      Najciekawszym pomysłem @autora jest oparcie takiego czy innego sposobu obrony terytorium Polski o Obronę Terytorialną (OT). Moja propozycja, to reaktywacja w każdym powiecie bON (batalion Obrony Narodowej).
      Tam powinny znaleźć się nadwyżki starego sprzętu, w tym artylerii i nawet czołgów.
      Po prostu spójrzmy na OT poważniej.
      Nie tylko jako grupy lekkiej piechoty.
      I to by było na tyle.

      Odpowiedz
  • 30 sierpnia 2013 o 20:58
    Permalink

    To wszystko za późno już. Nadchodzi Wojna.

    Odpowiedz
  • 7 października 2013 o 10:00
    Permalink

    Dzisiaj wymieniona “złota” zasada to całkowita bzdura. Jest wprost przeciwnie – czołgi przez swoje koszty tylko obniżają zdolność do obrony – zamiast na nie lepiej wydać pieniądze na prawdziwie nowoczesne uzbrojenie, którymi one nie są. Jest wiele tańszych i o większych możliwościach broni przeciwpancernych niż czołgi, które dzisiaj są niczym innym jak zbytkiem i przeżytkiem. Czołgi (duża ich ilość) przestały już być jedną z cech charakteryzujących nowoczesną armię. Jeżeli ktoś proponuje czołgi, to niestety jest zacofany i przez to nie powinien udzielać się w kwestii obronności, ponieważ nic mądrego nie może powiedzieć.

    Odpowiedz
    • 7 października 2013 o 13:01
      Permalink

      Szanowny Panie, prosiłbym o nieco bardziej merytoryczne odnoszenie się do treści. Owszem istnieją w doktrynie – nawet krajowej opracowania znanych i szanowanych autorów, mówiące o zmierzchu roli pancerza na współczesnym polu walki, jednakże istnieją także opracowania teoretyków – zupełnie przeciwne, zajmujące niesłychanie tradycyjne stanowisko. Poza tym, za czym przemawiają aktualne doświadczenia wojenne – czołg nadal jest panem pola walki. Więc pozwolę sobie pomimo pana energetycznej negacji pozostać przy swoim zdaniu. Z poważaniem k.

      Odpowiedz
      • 7 października 2013 o 18:33
        Permalink

        Błąd, czołg był panem pola walki. Był w czasach, gdy kierowana broń przeciwpancerna i rozpoznanie nie było tak rozwinięte jak dzisiaj i był tani. Obecnie jego koszt pozyskania powoduje niekorzystną relację do jego możliwości i uniwersalności. Wszystkie rodzaje celów, które mogą zwalczać czołgi mogą niszczyć inne bronie i dodatkowo pełnić jeszcze inne funkcje, co powoduje, że czołgi dzisiaj są kompletnie zbędnymi pojazdami na polu walki. Aby się o tym przekonać nie potrzeba żadnych opracowań, wystarczy logika. Nasz największy potencjalny wróg (tak jak i inne armie) posiadają wiele rodzajów i taką ilość broni przeciwpancernej, że gwarantuje to wielokrotne zniszczenie czołgów (czyi są na nie bardzo dobrze przygotowane). Kupowanie więc ich w przypadku Polski, to pójście jemu na rękę podczas wojny i ułatwienie jemu wygrania jej, czyli jest czołgi są osłabieniem obronności. Po drugie za te kilka/kilkanaście milionów USD za każdy czołg można kupić tyle kierowanych pocisków przeciwpancernych, że zniszczą one więcej pojazdów wroga niż pojedynczy czołg i to będąc poza zasięgiem ich uzbrojenia, czyli nie narażając własnych żołnierzy, jak to jest w przypadku czołgów. Jasno widać co się bardziej opłaca. Zwolenników czołgów i pozostałego heavy metalu nie ma co słuchać, ponieważ oni nie wiedzą jak wygląda armia na miarę XXI wieku, tylko jak wyglądała podczas Zimnej Wojny i na dzisiejsze warunki pola bitwy jest zacofana.

        Odpowiedz
        • 7 października 2013 o 19:11
          Permalink

          Artykuł dotyczy bardziej czołgów jako narzędzia wsparcia.
          Natomiast czołg jest dzisiaj panem pola walki – jako jeden z elementów wyposażenia współczesnej armii. Argumentacja o tym kogo należy słuchać lub nie pachnie niewiedzą i nierozumieniem na czym polega wojna – co do zasady i brakiem pokory, a za to płaci się na polu walki krwią. Zwłaszcza nie da się wojny prowadzić przy pomocy samych rakiet, albowiem nie da się nimi operować we wszystkich warunkach no i ujawniają się w laboratoriach liczne systemy obrony aktywnej – od standardowych po laserowe i elektromagnetyczne a armatą – tak, da się – zwykła balistyka zawsze trafia 🙂 przy czym jak wiemy można ze 125 mm odpalać rakiety także więc jedno drugiego nie wyłącza.
          Przy czym czołgi mają jeszcze kilka innych zalet, ale nie można ich rozumieć prymitywnie jako odosobnione punkty oporu ale jako zgrupowane i szybko przemieszczające się związki pancerne służące do przełamania plus efekt psychologiczny.
          Proszę pamiętać, że potencjalni nieprzyjaciele posiadają uzbrojenie precyzyjne (i inne) jako wsparcie dla jednostek pancernych – mające na celu ewentualne powstrzymanie nieprzyjaciela przy miejscowym braku własnych środków pancernych i ogólnowojskowo. Ich doktryna wojskowa zakłada pancerz, działa, i natarcie masą. Póki co najlepszą bronią przeciwko innemu czołgowi jest i pozostanie inny czołg (związek pancerny). Długo jeszcze tak będzie, zwłaszcza jak upowszechnią się takie rozwiązania jak robotyzacja, autonomizacja i sztuczna inteligencja. Wówczas nastąpi renesans broni pancernej pozbawionej najsłabszego ogniwa – człowieka. No ale to jest jeszcze przed nami. Panu polecam przyjrzenie się natarciu współczesnego pododdziału pancernego np. NATO. No i jakoś nikt z tych złych, drogich, psujących się i rdzewiejących tanków nie chce – oprócz oczywiście pana rezygnować… Miejmy tylko nadzieję, że zrezygnujemy z broni pancernej po naszych potencjalnych wrogach 🙂 Póki co lepszy każdy pancerz niż żaden! pozdrawiam k.

          Odpowiedz
    • 9 października 2013 o 12:42
      Permalink

      Witam Panów,
      – obserwuję sobie toczącą się dyskusję pomiędzy Panami H-M-X, a Kakauerem i nasunęło mi się kilka myśli.
      Pozwolicie Panowie, że wtrącę “swoje 2 Grosze” do toczącego się sporu.
      Nie jestem, co prawda żadnym strategiem, fachowcem od techniki militarnej, tym bardziej nie jestem specjalistą od wojskowości, ale znam dogłębnie technikę komputerową.
      I to w zakresie hardware, jak i software.
      Przychylam się do opinii Pana Krakauera, iż Pan H-M-X temat techniki wojskowej widzi poprzez pryzmat gier komputerowych, czy filmów typu “Gwiezdne wojny”
      Szanowny Panie H-M-X, niezależnie od techniki i miejsca wykonania układy elektroniczne, czy, jak kto woli chipy lub układy scalone są cholernie ograniczone, czułe, a zarazem podatne na uszkodzenia, czy wadliwe działanie…!
      Wystarczy poranna mgiełka, a na rozgrzanej płytce wykropli się rosa, co na pewno doprowadzi do wadliwego działania, jeśli nie do zniszczenia całego systemu sterującego!
      Zapewne odpowie mi Pan, że to błahostka i w prosty sposób można takie układy zabezpieczyć. I tu jest właśnie pies pogrzebany…
      – nie da się tego zrobić w 100%…!
      Nie będę się tutaj rozwodzić nad technologiami, bo to ani miejsce, ani nie mam na to ochoty, ale powiem Panu jedno:
      TEMPERATURA PRACUJąCEGO UKŁADU uniemożliwia 100% zabezpieczenie układów przed wpływami atmosferycznymi (i innymi)
      Dla procesora temperatura pracy 80°C jest już temperaturą szkodliwą. Co prawda, współczesne procesory można “podjarać” chwilowo nawet do 120°C, ale, czy będą one potem liczyć prawidłowo, tego nikt nie jest w stanie zagwarantować!
      Dodam, iż podczas pracy (szczególnie nowsze generacje) procesor do takiej temperatury może się rozgrzać w ciągu kilkunastu sekund, więc istnieje potrzeba ich SCHŁODZENIA.
      I ten warunek wymusza na konstruktorach, albo wkomponowanie dodatkowego układu chłodniczego, co nie jest takie proste, bo komplikuje całe sterowanie (ciężar, gabaryty itd), albo użycie prostszego sposobu, t.j. wentylacji atmosferycznej.
      A tutaj nie wystarczy, gdy “otworzymy” w którymś miejscu jakiś otwór zabezpieczony filtrami, bo to NIE SPEŁNI OCZEKIWAń
      By schłodzić procesor np. z 80°C do 50°C trzeba DOSTARCZYć MU OKREśLONEJ ILOśCI POWIETRZA o określonej temperaturze (im cieplejsze, tym ilość musi być większa!), a do tego potrzebujemy znowóż niezawodnego systemu wentylacyjnego itd, itp.
      Następnym słabym punktem elektroniki są KONDENSATORY.
      Abstrahując już od bardzo negatywnego wpływu wysokich temperatur na ich pojemności i przyspieszenia proces starzenia się, są to elementy, które się WYCZERPUJą.
      Końcowym efektem osłabionego, wyczerpanego lub wadliwie pracującego kondensatora jest WADLIWE LUB CAŁKOWITE ZAPRZESTANIE DZIAŁANIA CAŁEGO UKŁADU.
      A takich kondensatorów są miliony we współczesnym procesorze.
      Oczywiście, buduje się układy kontrolujące układy główne itd, ale wymaga to budowania coraz bardziej skomplikowanych systemów, które same z kolei mogą być wadliwe. Takim “pewnym okresem” jest ok. 5 lat, potem powinno się WSZYSTKO WYMIENIAć, bo prawdopodobieństwo wystąpienia awarii wzrasta z czasem do kwadratu!
      To tylko pokrótce sprawy harware.
      Co się tyczy software (a wiadomo, że bez tego hardware jest praktycznie bezużyteczne!), to pomimo, iż technika komputerowa rozwija się intensywnie od ponad 30 lat, to siedzi jeszcze w powijakach.
      Te wszystkie “samonaprowadzające” się pociski itp. rzeczy działają prawidłowo, ale w optymalnych warunkach!
      A dzieje się to tak dlatego, iż w miarę mnożenia się “przeszkód” na trajektorii takiego pocisku, algorytmy oprogramowania kierującego nim, stają się na tyle skomplikowane, iż do ich przeliczenie, a zarazem wytyczenia dalszego toru potrzeba więcej czasu, niż ma go do dyspozycji pędzący pocisk!
      Trzeba decydować się więc na kompromis.
      Gwoli ciekawości, w ciągu jednego tylko tygodnia, Krowiarze stracili 26 dronów w Afganistanie (nieprawidłowo przeliczana trajektoria), a to obrazuje, na jakim poziomie jest ta cała technika.
      Inną odmianą są pociski sterowane.
      Oczywiście, w tym przypadku oprogramowanie jest proste i nie wymaga tak skomplikowanych systemów.
      Wystarczy, iż pocisk dostanie sygnał z satelity.
      No tak, “wystarczy”…
      – tylko, CZY GO DOSTANIE…!?
      Jak już któryś z wypowiadających się słusznie zauważył,
      wystarczy, że satelita zostanie “zneutralizowany”, a systemy naprowadzane stanowić będą kupę wybuchowego złomu…
      Reasumując, podzielam opinię Pana Krakauera, iż lepiej mieć przed sobą stary T34, niż nic…

      Odpowiedz
      • 9 października 2013 o 17:53
        Permalink

        Szanowny Panie!

        Bardzo dziękujemy za ten szeroko rozbudowany komentarz. Jeżeli miałby Pan ochotę, chwilę czasu i po prostu czuł się na siłach – serdecznie zapraszamy do publikowania u nas – przecież szkoda tak wartościowego tekstu – publikować tylko w komentarzach, niech ożyje, niech pożywią się na nim wyszukiwarki. Serdecznie pana zapraszamy na nasze łamy – poprzez kontakt bezpośredni na adres redakcji. Na pewno wiele osób z zainteresowaniem to przeczyta!

        Piotr Sznajdrowicz, prezes zarządu fundacji Pisanie Książek – wydawcy portalu Obserwator Polityczny

        Odpowiedz
  • 7 października 2013 o 21:35
    Permalink

    Argumentacja za tym kogo słuchać, a kogo nie świadczy o posiadaniu rozumu i zdolności do logicznego myślenia, dzięki którym można dojść do tego kto ma rację, a nie o niewiedzy. Oczywiście można też ślepo podążać za najpopularniejszą wersją i w ten sposób być jedną z owiec idących na rzeź.
    Dobrze Pan powiedział, co do płacenia za błędy krwią na polu bitwy. Wielka szkoda tylko, że Pan odwrotnie niż by chciał popiera popełnianie tych błędów – czołgi to właśnie niepotrzebne narażanie żołnierzy na śmierć.
    Rakiety można stosować w każdych warunkach i wojnę jak najbardziej da się prowadzić głównie ich używając. Chociaż na to nie wygląda, są one bardziej opłacalne niż pociski z działa, ponieważ w przeciwieństwie do nich, ich nośniki nie muszą się wystawiać na zniszczenie, żeby zaatakować.
    Dużo więcej czołgi mają wad niż zalet i pojazdy kołowe są szybsze niż gąsienicowe, co skraca ich czas narażania się na zniszczenie podczas przemieszczania się na pole walki, zwiększając tym ich przeżywalność. Także do przełamania nie są niezbędne.
    Doktryna zakładająca pancerz jest dzisiaj przestarzała i nieopłacalna. To, że potencjalny wróg ją posiada, to duży plus dla Polski i słaby punkt, dzięki któremu można go pokonać.
    W życiu dzisiaj czołg nie jest najlepszą bronią na czołgi wroga, wprost przeciwnie, jest jedną z najgorszych. Pancerz jest w odwrocie i żadnego jego renesansu nie będzie. Z tego powodu inwestowanie w niego jest jak strzał do własnej bramki.
    Powody nie rezygnowania z czołgów nie są militarne, tylko ekonomiczne, tak, że żadna z nowoczesnych armii ich nie utrzymuje z powodu ich przesadzonej przydatności.
    Gdyby WP zrezygnowały z czołgów i pozostałego ciężkiego sprzętu i zamiast tego zainwestowały w broń precyzyjną i rozpoznanie, to o wiele lepiej by wyszły niż na czołgach, miały by znacznie większy potencjał obronny.

    Odpowiedz
    • 7 października 2013 o 22:29
      Permalink

      Proszę nie opowiadać bzdur i nie wypisywać głupot na tym poziomie. Przykładowo do niedawna nawet AH64 nie mógł przenosić i odpalać pocisków Hellfire z obu stron kadłuba bo ich odpalenie zakłócało prace rotora stabilizującego i lot/zawis śmigłowca, co więcej w warunkach niesprzyjających jak np. wilgoć, mróz, zapylenie itp., elektronika, optoelektronika i sterowanie wysiadają. Po prostu zdarza się że nie działa. To o czym pan pisze to herezja kogoś kogo “podniecają” rakiety odpalane w grach komputerowych – w realu to tak nie działa, nie działało tak w Gruzji w 2008 roku, nie działało w Iraku, nie działa nawet w górzystym Afganistanie no i nawet u nas czytałem, że kupując PPK Spike zapomniano że punkt rosy w Polsce jest czymś zupełnie innym niż na pustyni Negev i ich silniki dymią co samo w sobie jest komiczne…

      Jak w ogóle ktoś kto udaje intelektualistę i znawcę może twierdzić, że żadna z nowoczesnych armii nie utrzymuje czołgów? “Człowieku” doczytaj, przemyśl, spokorniej potem możesz wrócić. Tymczasem daj spokój i nie wypisuj przynajmniej tutaj takich głupot. Żadna z nowoczesnych armii… – np. Izraelczycy kasują swoje Merkavy co, Szwedzi i Szwajcarzy Leopardy? No i oczywiście US Army przerabia Abramsy na breloczki…

      Proszę powiedzieć gdzie takich jak pan sieją? Skąd się biorą tacy ludzie – czy to potrafi ktoś wyjaśnić? Albo fantasta, albo prowokator… ps. nawet jeżeli byłoby tak, że broń rakietowa zdobyłaby przewagę na polu walki i była niezawodna, to zapewniam pana, że jako żołnierz lepiej będzie czuł się pan mając przed sobą solidny pancerz niż brezent 🙂

      Odpowiedz
      • 8 października 2013 o 21:01
        Permalink

        1. Jeżeli z nas dwóch ktoś opowiada bzdury, to jest to osoba której myślenie nie ma nic wspólnego z logiką, tylko z podążaniem za najpopularniejszą wersją (czołgi są potrzebne), czyli Pan.
        2. Pańska wiedza o technice wojskowej jest równa pańskiej wiedzy o szydełkowaniu, a potwierdza to pański brak znajomości podstaw, do których należy znajomość tego faktu, że naprowadzanie radarowe jest niezależne od warunków pogodowych w przeciwieństwie do innych sposobów naprowadzania (laserem, na podczerwień). A mylenie mniejszej niż 100% skuteczności z wymyśloną przez Pana podatnością na wilgoć, mróz, czy zapylenie, to całkowita porażka Pana. To, że istnieje taka możliwość, że z powodu wadliwego wykonania pocisku nie trafi on w cel przez wilgoć jest dla prawdziwych znawców tematu znana i nikt e nich się nią nie przejmuje jak Pan.
        3. Włączenie do dyskusji gier komputerowych tylko potwierdza, że jest Pan militarnym amatorem. Jest to jeden ze sposobów rozpoznania takich osób. Rakiety w realu jak najbardziej działają i wychodzi się na nich lepiej niż na innych broniach.
        4. Bzdury wypisuje Pan, ponieważ to Panu, a nie mi (dowodem tego są odpowiedzi) się ubzdurało, że żadna z nowoczesnych armii nie utrzymuje czołgów. To jest Pana własny wymysł i co najlepsze Pan sam z nim dyskutuje 😀 Tak, że radzę Panu zastosować to, co Pan napisał w odniesieniu do mnie, czyli doczytaj i przemyśl. Powyższy Pana wymysł jest najlepszym dowodem na to, że Pan się do tych zaleceń nie stosuje. Jak zacznie to pogadamy dalej.
        5. Takich jak Pan, zwolenników marnowania pieniędzy i obniżania zdolności obronnej, czym są czołgi niestety nie sieją. To czysta głupota wynikająca z nieznajomości tematu. W sprawie baletu byłby Pan równie kompetentny. Na koniec zapewniam Pana, że każdy żołnierz tysiąckrotnie lepiej wolałby mieć broń umożliwiającą zniszczenie przeciwnika z większej odległości niż jego uzbrojenie i rozpoznanie umożliwiające to niż przereklamowany pancerz.

        Odpowiedz
        • 8 października 2013 o 21:35
          Permalink

          Kłamie pan, sam sobie przecząc ale po kolei bo temat jest istotny i wymaga przynajmniej dokończenia tej jałowej dyskusji z miłośnikiem rakietek w grach komputerowych:

          1. Jeżeli z nas dwóch ktoś opowiada bzdury, to jest to osoba której myślenie nie ma nic wspólnego z logiką, tylko z podążaniem za najpopularniejszą wersją (czołgi są potrzebne), czyli Pan.

          OCZYWIŚCIE, JASNE. ZUPEŁNIE NIE MA ZNACZENIA CZY MOJE MYŚLENIE NIE MA COŚ CZY NIE MA NICZEGO WSPÓLNEGO Z LOGIKĄ, OCZYWIŚCIE – PODĄŻAM ZA NAJPOPULARNIEJSZĄ WERSJĄ – TAK CZOŁGI SĄ POTRZEBNE.

          2. Pańska wiedza o technice wojskowej jest równa pańskiej wiedzy o szydełkowaniu, a potwierdza to pański brak znajomości podstaw, do których należy znajomość tego faktu, że naprowadzanie radarowe jest niezależne od warunków pogodowych w przeciwieństwie do innych sposobów naprowadzania (laserem, na podczerwień). A mylenie mniejszej niż 100% skuteczności z wymyśloną przez Pana podatnością na wilgoć, mróz, czy zapylenie, to całkowita porażka Pana. To, że istnieje taka możliwość, że z powodu wadliwego wykonania pocisku nie trafi on w cel przez wilgoć jest dla prawdziwych znawców tematu znana i nikt e nich się nią nie przejmuje jak Pan.

          PROSZĘ PANA JEŻELI TWIERDZI PAN, ŻE NAPROWADZANIE RADAROWE JEST NIEZALEŻNE OD WARUNKÓW POGODOWYCH TO JEST PAN CO NAJMNIEJ NIEDOINFORMOWANY 🙂 OWSZEM Z ZASADY JEST ALE BYWA TAK, ŻE W OKREŚLONYCH WARUNKACH TO TAKŻE MOŻE ZAWIEŚĆ. NIE NIE MYLĘ SKUTECZNOŚCI TRAFIEŃ. TO PANA WYPOWIEDŹ JEST PORAŻKĄ, ALBOWIEM PRZYDAJE MI PAN SŁOWA JAKICH NIE NAPISAŁEM. DORABIA PAN SOBIE TEZĘ DO WŁASNEGO ROZUMIENIA TEGO CO PAN PRZECZYTAŁ – TO TAK NA MARGINESIE LOGIKI 🙂 OCZYWIŚCIE PRAWDZIWI ZNAWCY TEMATU NIE BĘDĄ SIĘ PRZEJMOWALI SZTURMUJĄCYMI NA NICH W TRAKCIE NOCNEJ NAWAŁNICY CZOŁGAMI – NO NIE TO CO PAN, PAN WYLUZOWANY WYJDZIE SOBIE ODPALIĆ CHIŃSKIE FAJERWERKI 🙂

          3. Włączenie do dyskusji gier komputerowych tylko potwierdza, że jest Pan militarnym amatorem. Jest to jeden ze sposobów rozpoznania takich osób. Rakiety w realu jak najbardziej działają i wychodzi się na nich lepiej niż na innych broniach.

          PROSZĘ NIE BYĆ ZABAWNYM – INTERNET NIE JEST ANONIMOWY.

          4. Bzdury wypisuje Pan, ponieważ to Panu, a nie mi (dowodem tego są odpowiedzi) się ubzdurało, że żadna z nowoczesnych armii nie utrzymuje czołgów. To jest Pana własny wymysł i co najlepsze Pan sam z nim dyskutuje 😀 Tak, że radzę Panu zastosować to, co Pan napisał w odniesieniu do mnie, czyli doczytaj i przemyśl. Powyższy Pana wymysł jest najlepszym dowodem na to, że Pan się do tych zaleceń nie stosuje. Jak zacznie to pogadamy dalej.

          SZANOWNY PANIE ZA BEZCZELNE KŁAMSTWA DOSTAJE SIĘ PO BUZI, JEŻELI MA PAN 18 LAT TO PROSZĘ SOBIE WYOBRAZIĆ ŻE JEST PAN KŁAMCĄ I WŁAŚNIE WIRTUALNIE DOSTAJE PAN (Z OTWARTEJ) PROSZĘ PRZECZYTAĆ SWÓJ KOMENTARZ ODNOŚNIE “żadna z nowoczesnych armii nie utrzymuje czołgów” Z KŁAMCAMI I ŁOTRZYKAMI SIĘ NIE DYSKUTUJE, TYLKO WALI ICH PO MORDACH. A JAK JEST PAN MŁODSZY, TO TATUŚ LUB MAMUSIA POWINNI DAĆ PANU KLAPSA BO NIE ŁADNIE JEST KŁAMAĆ – NAWET ANONIMOWO… NATOMIAST CO DO MAŁPOWANIA WPISÓW TO PROSZĘ SIĘ BARDZIEJ POSTARAĆ.

          5. Takich jak Pan, zwolenników marnowania pieniędzy i obniżania zdolności obronnej, czym są czołgi niestety nie sieją. To czysta głupota wynikająca z nieznajomości tematu. W sprawie baletu byłby Pan równie kompetentny. Na koniec zapewniam Pana, że każdy żołnierz tysiąckrotnie lepiej wolałby mieć broń umożliwiającą zniszczenie przeciwnika z większej odległości niż jego uzbrojenie i rozpoznanie umożliwiające to niż przereklamowany pancerz.

          ROZUMIEM ŻE PANA OCENA MOJEJ OSOBY I MOICH POGLĄDÓW POCHODZI Z PANA WEWNĘTRZNEJ MĄDROŚCI? ZAPEWNIAM NATOMIAST – NIE MOŻNA PANCERZA PORÓWNYWAĆ Z BRONIĄ, POMIJAM JUŻ FAKT, ŻE WIELU – ZWŁASZCZA Z JEDNOSTEK PIECHOTY KTÓRA ROZWIJA SIĘ W POLU DO SZTURMU NA POZYCJĘ WROGA ZDECYDOWANIE ZAWSZE BĘDZIE WOLAŁO MIEĆ PRZED SOBĄ PANCERZ 🙂 TYLE TYTUŁEM PANA ZDOLNOŚCI LOGICZNYCH I PERCEPCYJNYCH.
          WIĘCEJ PANA NAIWNYCH WYCIECZEK OSOBISTYCH I PODOBNYCH IDIOTYZMÓW NIKT NIE BĘDZIE TU TOLEROWAŁ. KORESPONDOWANIE Z PANEM JEST ŻAŁOSNĄ STRATĄ CZASU. NIE POZDRAWIAM. K.

          Odpowiedz
  • 8 października 2013 o 22:38
    Permalink

    H-M-X nie ma racji, bo się zacietrzewia i traci przez to rozsądek, a to jest zawsze potrzebne, szczególnie na wojnie.
    Bo wojna to wykonywanie pracy w warunkach niezgodnych z BHP. Pracy wykonywanej SZYBKO, w zmęczeniu, na wczoraj, w stresie, bez względu na koszty i ofiary w ludziach.
    Wiadomo że H-M-X nie lubi czołgów, tak ja ja nie lubię krabów i żabich udek. Nie lubię i już.
    Jest za broniami inteligentnymi i rakietami, które dotrą wszędzie, o ile CELE będą dobrze rozpoznane. I w tym się z Panem H-M-X – zgadzam.
    Podstawą sukcesu jest dobre rozpoznanie.
    Znać położenie celu i jego wartość. Bo może się np. nie opłacać używać tych inteligentnych i b. drogich broni, do celów o małej wartości (na polu walki – oczywiście).
    Do tego działania mylące.
    Czy Pan @H-M-X zna przypadek spawania 200 l beczek w 10-cio metrowe walce i wożenie ich pod plandekami wokół Warszawy przez kilka lat? Było to w latach 80-tych i zrobiło sporo zamieszania w RADAROWYM i innym ROZPOZNANIU
    kosmicznym NATO?
    Na każdą broń – przeciwnik szykuje odpowiednia tarczę i do tego odpowiednie MASKOWANIE.
    Oczywiście w przewidywanych i znanych widmach promieniowania.
    Czy Pan H-M-X wie, co imitowało termalne widmo celów dla Leopardów Bundeswehry na poligonie w Nowej Dębie pod koniec lat 90-tych (gdy padł ten słynny strzał z kbk podczas transportu kolejowego)?
    To był nasz polski lokalny patent, czym zdziwiliśmy naszych jakże “świeżych” sojuszników, bo pole tarczowe nie było “full wypas”, jak u nich w Bawarii …
    I tak można ciągnąć spory teoretyków z praktykami, jak imitacja celu Leoparda 2 JUŻ w latach 80-tych na poligonie Orzysz. Z jakiego czołgu ją zrobiono i w ilu procentach odpowiadało to realnemu celowi we wszystkich zakresach promieniowania?
    To wszystko są realia, to wymagało prób i polskich MYŚLĄCYCH złotych rączek, m.in. st.sierż.szt.Cz.P.
    Przekonuje mnie z kolei @Autor, bo pisze o mrozie, mgle, kurzu, śniegu lodzie i błocie (nie jednocześnie występujących).
    Ja dodałbym jeszcze STRACH.
    Bo operatorzy najbardziej doskonałych systemów INTELIGENTNYCH, będą podatni na to uczucie, gdy zobaczą rozerwane zwłoki kolegi, z rozwalonego kontenera obok …
    Czy Pan H-M-X odwiedzał prosektorium w poniedziałkowy poranek, gdzie jest tam zawsze kilka świeżych i mocno poharatanych zwłok?
    A na zakończenie powtórzę za @krakauerem: lepszy każdy kawałek metalu niż brezent czy czyste powietrze.
    Dlaczego dąży się do opancerzania nawet kabin ciężarówek z zaopatrzeniem, tylko tak, żeby nie było to WIDOCZNE!
    Dlatego warto mieć kilkaset dobrych czołgów w składzie sił zbrojnych, bo nie same rakiety i PREDATORY sterowane z wygodnej bazy, rozstrzygną o wyniku wojny.
    Po prostu na polu walki jest tyle latającego metalowego gówna, że jakiś pancerz jest zawsze przydatny, jak reaktywowane z pomników T-34 w Bośni.
    Nie jako PANCERNY WALEC, ale jako uzupełnienie potencjału i osłona dla nacierających piechurów oraz oddziaływanie psychologiczne na broniących się, gdy już im się ta INTELIGENTNA AMUNICJA skończy – bo amunicja zawsze się kiedyś kończy …
    I to tak się dziwnie składa, że kończy się wówczas, gdy jest najbardziej potrzebna.
    Dlaczego nie dowieźli?
    Na ćwiczeniach zawsze jest!
    Tylko na wojnie oprócz własnego LOGISTYKA jest jeszcze WREDNY PRZECIWNIK!
    Nikt nigdy nie wygrał wojny mając tylko jeden rodzaj uzbrojenia. Działania broni połączonych – to zawsze dawało sukces Wehrmachtowi, dopóki Rosjanie nie przejęli ich metod walki.
    Poza tym nie mylmy konfliktów NIESYMETRYCZNYCH z potencjalnym współczesnym, np. w Europie Środkowej.
    Nikt nie pozwoli przecież atakować celów poprzez BSL, jak np. ostatnio w Pakistanie, sterowanych przez operatora z Kalifornii via Satelita.
    Satelitów już wtedy zapewne nie będzie, albo będą skutecznie zneutralizowane.
    Dochodzi użycie celów pozorowanych, niekiedy masowo, jak w Dolinie Bekaa (lata 70-te), i czym się to skończyło?
    To wszystko należy widzieć dynamicznie i rozumieć, że WALCZĄCY mają być SKUTECZNI w zabijaniu, cofając się niekiedy w technologii zabijania. Mają osiągać cele stawiane im przez polityków. Muszą być skuteczni, więc niekiedy będąca pod ręką siekiera czy nóż – sa o wiele lepsze niż oddalona o kilometr najinteligentniejsza wyrzutnia z super “wszystkowidzącymi” rakietami.
    Niemcy, jeszcze w latach 1944-45, obok Tygrysów Królewskich, używali transportu konnego!
    Według norm, dwukonna furmanka miała przewozić 600 kg ładunku, czyli JO dla 150 mm hb przewoziło 12 zaprzęgów.
    Do tego dochodzi poziom wyszkolenia załóg (malejący w czasie działań, bo ludzie giną) i ich motywacji do walki plus cały czas: ROZPOZNANIE oraz KONDYCJA fizyczna.
    Czasmi trzeba przesunąć o kilkadziesiąt metrów ciężkie urządzenie techniczne (np. cysternę z paliwem), ciągnik dojedzie za godzinę, a rozpoczyna się ostrzał …
    Niemieckie czołgi T-VI nacierały ZAWSZE tylko po uprzednim dokładnym rozpoznaniu terenu i położenia przeciwnika, bo były zbyt cenne. Ale jak już zaczęły swoje żniwa … to chwalcie łąki umajone! Miały ZAWSZE najbardziej doświadczone załogi. Tak to tam działało, że kilkaset Tygrysów Królewskich równoważyło tysiące T-34 i naprawdę dziesiątki tysięcy Shermanów, na Zachodzie.
    Jeszcze raz proszę o umiar w dyskusji.
    Roboty nie zastąpią ludzi w zabijaniu, bo to dla NIEKTÓRYCH jest nadal BARDZO DUŻA PRZYJEMNOŚĆ.
    Poza tym w intensywnym konflikcie, po paru dniach zwykle zaczyna brakować tych drogich i inteligentnych rakiet.
    Pokazał to rok 1973, gdy na zapalenie płuc Amerykanie dostarczali Izraelowi rakiety drogą lotniczą i inne skomplikowane technologiczne bronie. Podobnie było przed 2-ma laty w Libii.
    Dlatego jak się ma te kilkaset czołgów, to się je ma.
    W razie potrzeby – nie da się ich leasingować …

    Odpowiedz
    • 10 października 2013 o 17:55
      Permalink

      Wiarus, Ty wiesz który obecnie jest rok? Po tym co napisałeś wynika, że twoja wiedza o technice wojskowej zatrzymała się na końcu Zimnej Wojny. Wiesz ile ona jest dzisiaj, czyli 20 lat później warta? NIC i z tego powodu to co napisałeś dzisiaj jest tyle samo warte. Dzisiaj rozpoznanie radarowe, w podczerwieni i laserowe ma taką rozdzielczość, że te Twoje śmieszne beczki nic nie dadzą. Nic dziwnego, że przy tak przestarzałej wiedzy, przekonuje ciebie to, co ubzdurało się militarnemu, podrzędnemu amatorowi krakauerowi, biorącemu swoje wymysły za rzeczywistość.
      Inteligentnych rakiet nie zabraknie, ponieważ nowe pojazdy w armiach kupowane są w mniejszej ilości, a za setki milionów wydanych na czołgi (zakup, modernizacje i eksploatacje) tyle można by było ich kupić, że by się jeszcze zostało. Ale to byś wiarusie wiedział, gdybyś się naprawdę znał. Za to z krakauerem tworzysz świetny duet “prawdziwych” znawców militarnych: Ty z mocno przestarzałymi informacjami, krak z wiedzą powstałą podczas radosnej twórczości jego mózgu 🙂

      PANIE CZYTELNIKU-KOMENTUJĄCY CENIMY PANA ODMIENNY POGLĄD, JEDNAKŻE O ILE JUŻ PAN MUSI DO WOLI OBRAŻAĆ AUTORÓW TEKSTÓW – TO TRUDNO, JAKOŚ PRZEŻYJEMY, ALE PROSZĘ SIĘ POWSTRZYMYWAĆ W PRZYPADKU WSPÓŁKOMENTUJĄCYCH. Webmaster Józef

      Odpowiedz
  • 18 lutego 2015 o 10:40
    Permalink

    nic od ruskich sa tez inne kraje nato ktore trzeba zobligowac do uczestniczenia w kosztach zbrojeniowych bo jesli my stanowimy przyczolek to nie tylko dla siebie ale i dla innych i w tym kierunku powinna isc nasza polityka aby uzyskac bezzwrotne dotacje unijne na zbrojenia c elu polepszenia bezpieczenstwa calej uni a nie tylko naszego regionu. Sytuacje polepsza fakt ze Donnaldo Tusku jest tam na najwyzszy stanowisku i moze zainteresowac wszystkim tym projektem jako ze jeden kraj nie bedzie w stanie przeciwstawic sie ruskiej nawalnicy

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.