Trud pisania I

Słowa

Pisanie poezji nie przychodzi samo z siebie. Wiedzie do niego długa droga. Początki tego procesu bynajmniej nie wskazują na jego koniec. Chyba, że uczący się alfabetu jest już osobą dorosłą i uczy się tej umiejętności właśnie po to, aby coś zapisać. Aby jakąś opowieść utrwalić. Uczy się umiejętności pisania, aby od siebie opowiedzieć coś słowem pisanym.

Pewnego dnia

2001-12-01
Łódź

kupię pachnącą Ci różę
a z tą różą
serce ofiaruję
kochające Ciebie duże
serce wielkie przestronne
znajdziesz w nim zacisze
zakątek pełen spokoju
schronienie wypocznienie

a z różą już tak jest
że choć symbol to tylko
znaczenie ma duże
miłość wyrażając
bez słów zbędnych
w milczeniu
czasem pośród zaskoczenia

a serce to niby ogród
gdzie przechadzać
możesz się do woli
tam kwiaty tam
krzewy kwiecie świeża rosa
świergot ptasząt i motyle
to mieszkanie
miłości Twojej

zamieszkaj we mnie
zamieszkam ja w Tobie
zamieszka bóg w nas
zamieszkajmy w sobie
będzie nam jak
u Pana Boga za piecem

Adam Gabriel Grzelązka

Litery potrzebne są, aby móc zapisywać słowa. Słowa rodzą się w człowieku. Słowa rodzą się w poecie. Słowa są efektem świadomego odbioru rzeczywistości.

Słów trzeba wiele. Im więcej ich znamy, tym lepiej. Im więcej z nich się w nas zadomowiło, tym bogaciej. Liczą się jednak tylko te słowa, które poddają się wezwaniom naszej pamięci i przychodzą do nas na nasze życzenie. Na rozkaz. Są na wyciągnięcie dłoni. Sadowią się w oczekiwaniu na końcu języka. Jeśli tego nie czynią, jeśli są jedynie słowami, które rozpoznajemy dopiero, gdy się nam na oczy bądź uszy napatoczą – są dla nas bezużyteczne. Gdy będziemy bowiem ich potrzebować, nie przybędą na wezwanie. Nie odpowiedzą na zrodzone w nas pragnienie. Będą głusze na nasze pisanie. Pozostaną w nas bierne. Dlatego poezja potrzebuje słów aktywnych, słów czynnych niczym wulkan, słów podręcznych, słów towarzyszących nam na co dzień, słów gorących, obudzonych w nas, słów zadomowionych w naszej głowie.

Poezja polega na obrabianiu, dobieraniu i przekształcaniu słów, które są w nas i dookoła nas. Właśnie to przekształcanie, właśnie to dobieranie, właśnie to wybieranie takich, a nie innych słów powiązanych z takimi, a nie innymi słowami jest największym trudem poezji. Przekształcanie tego co widzimy, co słyszymy, co odczuwamy, o czym rozmyślamy, czego pragniemy, czego nam brakuje jest wyzwaniem stawianym nam przez poezję. Nie wystarczy się w siebie wsłuchać. Trzeba to jeszcze umieć nazwać. Trzeba to przekuć w słowa.

Ćwiczenie się w rzemiośle poetyckim sprowadza się do ćwiczenia słów. Do perfekcyjnego opanowania umiejętności operowania słowem, tak by było ono zdolne uchwycić to, co pragniemy wyrazić. Czytanie pozwala nam napotykać nowe słowa, nowe konfiguracje słów. Pisanie zaś ćwiczy w nas, wyrabia nam umiejętność ich kształtowania wedle naszych potrzeb, pragnień i zamiarów. Pisanie jest szlifierzem słów będących w nas.

Opór słowa

Gdy rodzi się pomysł, gdy pochwytujemy zalążek wiersza – pragniemy go zapisać. Początkowe próby zazwyczaj nie są nazbyt udane. Materia słów okazuje się oporną. Czujemy się bezradni. Brakuje nam wiedzy i doświadczenia. Stajemy w miejscu nie wiedząc, co począć dalej. Ani jak. Ani dlaczego. Im bardziej skupiamy się na tym, jak to zapisać, tym bardziej umyka nam to, co chcemy zapisać. Słowa stają się śliskie. Wymykają się nam. Nie pozwalają uchwycić. Nie chcą przy nas pozostać. Nie chcą być nam poddane.

Trzeba wysiłku, świadomego wysiłku, aby sobie to słowo podporządkować. Trzeba wielu ćwiczeń i wprawy, aby słowo przymusić, by zechciało ono wyrazić nasz zamysł. Poezja operuje błyskiem. Poezja operuje chwilą zatrzymaną w czasie. Poezja pragnie ostrości nieosiągalnej dla ostrza brzytwy. W poezji chodzi o precyzję. W poezji chodzi o nastrój. W poezji ważne jest uczucie. To przekazywane przez twórcę. I to rodzące się u odbiorcy.

Miej serce

2001-12-10
Łódź
Agnieszce Szymańskiej

i patrzaj w serce a zobaczysz
przy szczęścia odrobinie niewątpliwie
rzeczy niebywałe i sprawy niezrozumiałe
jakich ludzkie oko nie widziało
patrzaj z cierpliwością patrzaj długo
nie spiesz się w cale nasyć oczy mym widokiem
poznaj zrozum i pokochaj co w sercu dojrzy oko

i gdy już tak napatrzysz się do syta
otwórz usta utęsknione w moja stronę niechaj
wypowiedzą czego ucho nie słyszało
zadziw wpraw w zdumione zauroczenie
co w sercu skryte ukaż zdębiałemu światu
niech zazdrości mała stróżka tryśnie
nie milcz nie kryj w sobie niechże każdy się dowie
co w Twym sercu mieszka kto w Twym sercu gości

a najlepiej miej serce i kochaj
patrzaj w serce gdy miłością płonie
czyń co miłość serca Ci podpowie
kochaj gorąco kochaj szalenie
miłość darem jest samego Boga
miłość świat Twój wokół Ciebie
odmieni przemieni upiększy
bo miłość piękna jest
cudowna jest wspaniała
jakoby wiosenne wiatru tchnienie

a gdy kochasz
w sercu wiosna
Z Bogiem zamieszkują pospołu
miej więc serce
w sercu miejsce
dla Boga
i dla MNIE

Adam Gabriel Grzelązka

Poeta jest swoistym kowalem. Jego młotem jest pióro. Kowadłem dlań papier. Żelazem zaś słowa. Musi je rozżarzyć w sobie. Rozpalić do czerwoności. A potem poddać obróbce. Im więcej włoży w to wysiłku, tym wspanialsze osiągnie efekty. Nie wystarczy coś napisać. Warto spróbować napisać to samo w inny jeszcze sposób. Innymi słowami. Zapisanymi w innej kolejności. W otoczeniu jeszcze innych słów. Warto spróbować niektóre z nich usunąć, sprawdzając przy tym, czy misterna konstrukcja wiersza nadal trzyma się niezachwianie i czy nadal wyraża to, co chcieliśmy przekazać. Jeśli tak, to co usunęliśmy, było w nim zbędne. Zamazywało jedynie. Albo niepotrzebnie przyozdabiało. Czasem wydłubiemy coś za wiele i zaczyna nam się wszystko chwiać i zmieniać swój kształt. Wówczas można dodać coś nowego. Coś w trącić. Czym podeprzeć. Czymś rozbudować. Może się okazać, że końcowy efekt będzie dużo lepszy od poprzedniego. A może każe nam to powrócić do poprzedniej wersji, gdyż ta nas nie zadowala, gdyż ta okazuje się ślepym zaułkiem. Zmaganie nasze nie jest bynajmniej czasem straconym. Dostarczyło nam wiedzy i doświadczenia o tym, co nam nie wychodzi, gdzie sobie jeszcze nie radzimy, albo czego próbować nie warto, gdyż osiągane efekty są nieadekwatne do zamiarów. Stoczyliśmy bój, z którego wyszliśmy zwycięsko i który dodał nam sił i ochoty do dalszego ze słowem się zmagania.

Poznań, 2013.05.20
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

2 komentarze do “Trud pisania I

  • 18 sierpnia 2013 o 12:41
    Permalink

    Piękny tekst i ilustracja. Pozdrawiam @autora i Redakcję!

    Odpowiedz
    • 18 sierpnia 2013 o 23:09
      Permalink

      Czytam:

      “… miej więc serce
      w sercu miejsce
      dla Boga
      i dla MNIE”

      – zwyczajnie nie wypada stawiać się przed Bogiem, zwłaszcza w “walce” o miłość kobiety czyli ostrożnie z Caps Lock’iem…

      PS
      ” Trud poezji” – jaki trud, zmaganie tak, bo przecież “poetą się nie jest, ale się bywa” a już Adam Asnyk wołał w swej myśli sublimacji “Daremne żale”:

      Daremne żale – próżny trud,
      Bezsilne złorzeczenia!
      Przeżytych kształtów żaden cud
      Nie wróci do istnienia.

      Świat wam nie odda, idąc wstecz,
      Znikomych mar szeregu –
      Nie zdoła ogień ani miecz
      Powstrzymać myśli w biegu.

      Trzeba z żywymi naprzód iść,
      Po życie sięgać nowe…
      A nie w uwiędłych laurów liść
      Z uporem stroić głowę.

      Wy nie cofniecie życia fal!
      Nic skargi nie pomogą –
      Bezsilne gniewy, próżny żal!
      Świat pójdzie swoją drogą.

      1 kwiecień 1877

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.