Ekonomia

To pokolenie się nie wzbogaci

 Konkretnie, żadne z pracujących obecnie pokoleń w Polsce A.D. 2013 się nie wzbogaci, a jako emeryci będą skazani na pogorszenie warunków życia w przeciągu kolejnych trzech lub nawet pięciu dekad. Jedynie jakaś rewolucja technologiczna zmniejszająca koszty energii i zwiększająca jej dostępność będzie w stanie spowodować poprawę jakościową na tyle istotną, że odczuwalną dla ogółu. To smutne, ale niestety prawdziwe i musimy się z tym pogodzić, oczywiście nie jest strasznie, albowiem uda się nam zachować poziom życia, jednakże nadal będzie to poziom średnio kilkuset euro na osobę w stosunku do prawie dwóch tysięcy średnio na osobę na zachodzie Europy!

Była szansa na wzbogacenie całego kraju, jednakże wymagałoby to w miarę szybkich i konsekwentnych decyzji u progu roku 2000, jeszcze przed wejściem do Unii Europejskiej, w taki sposób” ustawiających gospodarkę Polski, żebyśmy wykorzystywali „włączając” kolejno wszystkie dostępne zasoby i atuty. Niestety przegapiliśmy swoją szansę, jesteśmy obecnie w pełzającej recesji, o której władze boją się mówić, a przed państwem szereg wyzwań strukturalnych, infrastrukturalnych, technologicznych i społecznych. Niezwykle ciężko będzie zmobilizować społeczeństwo do przyjęcia wspólnej waluty Euro, zwłaszcza, że czeka nas dekada wyrzeczeń.

Problemem Polski jest to, że to, co wytwarzamy ma przeciętnie niską wartość dodaną. W tego typu branżach pracuje dominującą większość Polaków, o ile nie pracuje w nieprodukującym w zasadzie niczego sektorze publicznym. Osoby dobrze zarabiające to przeważnie wolne zawody – także nieprodukujące przeważnie niczego na sprzedaż, żyją powyżej standardu głównie z monopolu, jaki wypełniają w swoich zawodach. Rzadko słyszymy o polskich wynalazcach, wynikach, sprzedaży, eksporcie. Zwłaszcza w zakresie dóbr wysoko-technologicznych, stanowiących podstawę gospodarki opartej na wiedzy – cechujących się wysoką zawartością know how w wartości ogólnej produkcji sprzedanej. Z powyższych względów nie można się dziwić, że przeciętni ludzie bez nadzwyczajnych i unikalnych kwalifikacji nie mają możliwości zarobić tyle, żeby swobodnie akumulować rezerwy kapitałowe. Nie mamy na to szans zwłaszcza w dużej skali, musielibyśmy dokonać cudu lub przełomu technologicznego najlepiej w energetyce, albowiem tania energia poprawiłaby efektywność funkcjonowania całości.

Teoretycznie była w Polsce i ciągle jest szansa na energetyczny przełom, niestety nasz gaz ze źródeł niekonwencjonalnych okazał się nie tylko kontrowersyjny, ale także niepewny, co do wydobycia, a z pewnością mniej opłacalny od innych źródeł tego surowca na świecie. Od lat 70-tych XX wieku ze względu na wstecznictwo „lobby węglowego” marnujemy szansę na tani prąd z energetyki jądrowej! Co więcej, od co najmniej połowy minionej dekady – marnujemy szansę rozwoju energetyki rozproszonej – odnawialnej, zmieniającej konsumenta w prosumenta. Niestety – marnowanie szans to nasza narodowa specjalność, z zasady coś się nam nie udaje. Dlatego nie można się dziwić, że jest tak drogo i będzie jeszcze drożej w dającej się przewidzieć perspektywie. Obecne dyskusje o budowie elektrowni atomowych są o tyle jałowe, że rząd jest w połowie drugiej kadencji a elektrowni atomowej nikt nie widział i nie słyszał! Po prostu absolutna, totalna porażka.

Nawet w przypadku reindustrializacji nie mamy szans na skok, albowiem właśnie nie mamy dostępnej taniej energii, co więcej w ogóle nie mamy energii w nadmiarze! Jesteśmy skazani na kontynuowanie posiadanego potencjału, który też nie jest zły, jednakże spalanie węgla – żeby było czyste w świetle dostępnych technologii niestety musi być drogie.

Nie zapowiada się nic przełomowego, na czym moglibyśmy skorzystać podczepiając swój wagonik pod cudzą lokomotywę technologiczną. Inwestycje zagraniczne w Polsce mają charakter końcówek procesów logistycznych różnych wytwórców – dobrze, że w ogóle są, ale patrząc na potęgę np. niemieckiego przemysłu – trzeba mieć do naszych sąsiadów „słuszne pretensje”, że inwestują w Azji a nie u nas, przynajmniej w zakresie produkcji reeksportowanej na cały świat. W związku z konfliktem w Azji – jest poważna szansa na wzrost zainteresowania Japończyków w lokowaniu inwestycji w Europie. Kraj ten posiada gigantyczne zasoby finansowe i w zasadzie nieskończone możliwości transferu technologii – praktycznie w każdej dziedzinie nauki, jaką można sobie wyobrazić. Konflikt z Chinami oraz problem z własnym terytorium w kontekście klęsk żywiołowych i ich następstw – uświadomił tamtejszym kręgom decyzyjnym, że dywersyfikacja produkcji i inwestowanie w krajach pewnych i gwarantujących bezpieczeństwo inwestycji to przyszłość ich gospodarki. Oczywiście z USA, Kanadą i Australią nie mamy szans, jako możliwe pole do inwestycji, ale z pewnością, jako członek Unii Europejskiej możemy być interesujący na jakimś poziomie, który byłby dla Japończyków do akceptacji a dla nas stanowił silny bodziec gospodarczo-technologiczny.

Czeka nas wiele wyzwań, w tym zwłaszcza sprostanie problemom demograficznym – musimy być na to przygotowani. Co jest szczególnie niebezpieczne – nadal nie posiadamy dostępnych rezerw kapitałowych umożliwiających nam swobodne planowanie jakichkolwiek większych przedsięwzięć. To zastanawiające, jak to jest możliwe, że przez 23 lata politycznej i gospodarczej wolności nie udało się nam zupełnie niczego poważnego zaoszczędzić, oczywiście nie licząc fikcyjnego pożyczania państwu, które niczego nie akumuluje, ale natychmiast przejada. Nie ma wolnych funduszy typu 30-70 mld Euro umożliwiających poważne myślenie o jakiś dużych projektach. To niezwykle ciekawe, że aspirujący do miana poważnego – duży europejski kraj – każdą kwotę powyżej miliarda Euro, – jeżeli chce zainwestować – musi pożyczyć! Kto do tego doprowadził? Komu na tym zależało? Może na tym skończymy, bo już za ujawnienie tej samej obserwacji można mieć kłopoty ze strony nieznanych sprawców, których personaliów reżimowe służby bezpieczeństwa i porządku nigdy nie ustalą.

One Comment

  1. Módlmy się raczej o to, żeby to pokolenie za bardzo nie zbiedniało, bo o wzroście to już nie ma co marzyć.
    Cały wzrost pochłaniają międzynarodowe korporacje, gdzie prym wiodą ulokowani przed laty przez GRU wysokiej klasy specjaliści od bogacenia się.
    Taka zemsta zza grobu tow. Susłowa.
    W d. ZSRR zrozumieli po śmierci Breżniewa, że przezwyciężyć kapitalizm mogą tylko wykorzystując jego największy czynnik: CHCIWOŚĆ.
    Już od lat 60-tych wysyłali licznych agentów wpływu (niekiedy jkao dysydentów i podwójnych szpiegów) do USA, Japonii i Europy Zachodniej. Po latach oni i ich dzieci doszły do władzy w finansowych korporacjach Zachodu, przy niewielkiej pomocy wsparcia finansowego i usłużnych liberalnych mediów (tzw. pożyteczni idioci) oraz lewicowych z natury osródków naukowych na Zachodnim Wybrzeżu USA.
    Tamci byli zmotywowani protestami przeciwko wojnie w Wietnamie i skołowani rewolucją obyczajową około 1968 roku (Paryż, Czerwone Brygady, Rot Front czy Dzieci Kwiaty plus narkotyki.
    I mamy to co mamy.
    Kryzys kapitalizmu wywołany jego CHCIWOŚCIĄ.
    W myśl zasad wschodnich sztuk walki, wcale nie trzeba używać siły, żeby obalić przeciwnika.
    Wystarczy wykorzystać energię nacierającego lub uderzającego przeciwnika, lekko tylko ją przekierowując.
    I mamy to co widzimy.
    Ponad 1200 mld USD wpompowane w upadające amerykańskie banki przez rząd Prezydenta Obamy.
    Za straty płacą podatnicy, zyski są nadal prywatne.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

nineteen − 10 =