Teza będąca zaprzeczeniem dogmatów feminizmu

Kobiety odnoszące sukces nabywają męskie cechy i przejawiają je na zewnątrz. Z tą tezą nie zgodzi się żadna feministka, a na pewno już żadna z genderowych feministek – topowych przedstawicielek tego typu darwinizmu społecznego, jakim jest współczesny genderowy feminizm. Nie zgodzi się dlatego, ponieważ psychologowie tłumaczą to na gruncie podświadomości, jako poczucie niższości kobiet wynikające z braku pewnego charakterystycznego męskiego narządu płciowego. To twierdzenie – zadziała już jak płachta na byka, nie zgodzą się na to chyba nawet zwyczajne kobiety, niewalczące, na co dzień o prawa swojego z trudem wyróżnionego społecznie środowiska.

Tradycyjny podział ról w społeczeństwie wynikający z biologiczno-fizycznej specyfiki płci odzwierciedlił się także w podziale ról psychospołecznych. Wyraźnie możemy zdefiniować, czym jest, a przynajmniej powinna być klasyczna „kobiecość” i jej cechy. Równie łatwo możemy scharakteryzować „męskość” i cechy męskie przynależne dla tej płci. Każdy wie, a nawet, jeżeli nie wie może to łatwo sprawdzić, że te cechy są przeciwstawne, ale nawzajem bardzo dobrze się uzupełniające i to bez straty dla którejkolwiek ze stron.

Feminizm oparł się na założeniu, że to tylko stereotypy, ukształtowane w wyniku wielowiekowego „ucisku” kobiet przez patriarchalne społeczeństwo i jego reguły funkcjonowania. Jego celem jest modyfikacja tych ról w sposób umożliwiający przejęcie większej ilości – teoretycznie bardziej prominentnych cech męskich, które w ocenie feministek są o wiele bardziej atrakcyjne i wartościowe.

Na marginesie tej społecznej przemiany, która polega na aktywizowaniu kobiet na wszystkich polach życia społecznego i gospodarczego, jakie tylko istnieją bez względu na predyspozycje – dzieją się sprawy ważne i najważniejsze. Kobiety realizują postulaty feministek – w pełni dumy obnosząc się z owocami własnej pracy, jednakże odbywa się to kosztem zakłócenia tradycyjnego rytmu rozrodczego uwarunkowanego biologicznie. Zawsze, bowiem było tak, że dzieci rodziły młode i zdrowe kobiety, poród w młodym wieku stwarzał największe szanse na urodzenie dziecka zdrowego i przeżycie matki. Zdobycze współczesnej medycyny umożliwiają częściową niwelacje granicy biologicznej, jednakże nie są w stanie wyeliminować ryzyka komplikacji, w tym także tych natury psychicznej, albowiem przedkładanie potrzeby macierzyństwa przez rozwój kariery – powoduje jednak pewne negatywne odczucia przynajmniej u znacznej części kobiet.

W efekcie, jeżeli kobiety chcą brać samodzielny udział w życiu społeczno-gospodarczym muszą być o wiele bardziej pracowite od mężczyzn, albowiem mają więcej do zrobienia i do nadrobienia ze względu na okoliczności związane z porodem i okresem wczesnego wychowania dziecka, gdy obecność matki-opiekunki jest kluczowa dla przyszłego rozwoju dziecka.

W wyniku konieczności „nadrobienia”, kobiety stają się jeszcze bardziej atawistyczne, a przez to wypełniają desygnaty zakreślonej definicji – w miarę rozwoju osobowego i walki o pozycję w stadzie – brutalizują się o wiele bardziej niż mężczyźni, tylko po to żeby upewnić się, co do swoich szans, na zaprzepaszczenie, których nie mają po prostu czasu. Zegar biologiczny jest nieubłagany, nie da się zamaskować wpływu rzeczywistości nawet najdroższymi kremami, szamponami i szminkami. Każda kobieta wie, że wraz z wiekiem przegrywa swój najważniejszy atut, jakim jest jej ciało – niezwykle przydatne w staraniu się o lepszą pozycję w świecie zdominowanym przez mężczyzn.

Tutaj dochodzimy do bardzo ciekawej obserwacji, otóż kobiety wolą rywalizować z mężczyznami, albowiem jest im po prostu o wiele łatwiej! Rywalizacja z równymi im kobietami jest o wiele trudniejsza, albowiem nie mają swojego głównego atutu, a raczej jest on spacyfikowany, jako wspólny mianownik wszystkich kandydatek. Doskonale wie o tym każda pani, która starała się o posadę wraz z innymi kandydatkami a HR-owcem była także kobieta! To zmienia zasady atawizmu na jeszcze bardziej w zasadzie ekstremalnie brutalny – drobna skaza na bluzce może być powodem do wyśmiania i przyszycia łatki towarzyskiej, obgadywanie i podkładanie świń w takich układach to abecadło. W relacjach pomiędzy prawdziwymi feministkami – samicami alfa – dzieje się o wiele więcej złych rzeczy, w zasadzie to szczyt atawizmu – nawet mężczyźni w wojsku lub więzieniu nie są dla siebie tak brutalni jak potrafią być koleżanki z jednego pokoju korporacyjnego biurowca. To jest naprawdę świat gdzie nie ma „zmiłuj się”.

Więc kobiety odnoszące sukces nie tylko nabywają męskie cechy i przejawiają je na zewnątrz, ale atawizują się jeszcze bardziej – osiągają zupełnie nowego rodzaju zdolności w psuciu relacji międzyludzkich i walce o dominację na planecie ziemia.

Wnioski, – co najmniej dwa – po pierwsze nasza cywilizacja się zmienia i ceną za emancypację kobiet będzie zmiana modelu społecznego w kierunku pełnego usamodzielnienia i upodmiotowienia jednostek, – jako wolnych i samodzielnych członków społeczeństwa, ponieważ kobietom przestanie się opłacać „wiązanie” się z jednym partnerem, który siłą rzeczy musi być słabszy, a tym, że partnerom przestanie odpowiadać rola tła, które musi się godzić na wielość partnerów. Barierą przełamania męskiej psychiki będzie upowszechnienie się modelu swobodnego doboru partnerów przez kobiety w celu prokreacji – nastąpi rozerwanie więzi – ojciec i mąż. Współczesnym kobietom wystarczy wygodny partner, nasienie do zapłodnienia będzie się dobierać w ramach specjalnych wyspecjalizowanych procedur In vitro. Po drugie tak zmodyfikowana cywilizacja ulegnie samounicestwieniu, ponieważ będzie zbyt dużo biorców wartości a za mało osób kreujących coś nowego i podaż tego, na co będzie największy popyt. O ile, bowiem mężczyzna w czasie swojej największej dominacji – na początku XX wieku – wiedział, że musi się tak podzielić – nawet z wrogiem, żeby wystarczyło na wykarmienie dzieci i rodziny (świadomość rodziny), to dominujące samice – nie będą już zainteresowane podziałem stawki. Wezmą wszystko – to będzie gra o całość stawki. Nic się nie będzie liczyć – tylko… „ja i moje prawo, o które będę walczyła niszcząc a nie tworząc.

Smutny los czeka naszą cywilizację!

5 myśli na temat “Teza będąca zaprzeczeniem dogmatów feminizmu

  • 28 marca 2013 o 16:32
    Permalink

    Strasznie nie lubi Pan kobiet i ich się boi, @Autorze!

    Odpowiedz
  • 28 marca 2013 o 21:10
    Permalink

    Mam nadzieje, że napisał Pan to tylko z przekory i na odwrót do swoich przekonań i odczuć. W głębi duszy jest Pan pewnie cudownym mężem i ojcem, który swoim oddaniem i poświeceniem inspiruje innych mężczyzn. Czasem się Pan złości i takie myśli przychodzą do głowy, ale szybko i skutecznie odgania je przytulenie ukochanych ramion.

    Odpowiedz
    • 31 marca 2013 o 21:14
      Permalink

      Być może ma Pani rację Zoe. Faceci są przekorni i nad wyraz ambitni. Coś na ten temat wiem mieszkając z takim jednym i na dodatek ukochanym.

      Odpowiedz
  • 31 marca 2013 o 21:07
    Permalink

    Feministki traktuję z przymrużeniem oka zwłaszcza, że Panie Feministki “nie palą się” aby pomóc kobietom faktycznie potrzebującym wsparcia. Z przykrością stwierdzam, że obecne panie feministki zabiegają głównie w własny PR. Jest to dobre w Warszawie na prowincji to “nie robi”.

    Odpowiedz
    • 12 kwietnia 2013 o 19:57
      Permalink

      To jest prawda, mam w dużej mierze feministyczne poglądy, ale rzeczywistość rozczarowuje, mam wrażenie, że to wszystko propaganda, organizacje feministyczne to środowiska wzajemnej adoracji, w których potworzyły się też kliki, układy, układziki. A prawda jest jedna, umiesz liczyć, licz na siebie. I jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.