Ekonomia

Teoria Pieniądza Negatywnego

 

Teoria pieniądza negatywnego zakłada pojmowanie zjawiska pieniądza w jego kontekście monetarnym, ze szczególnym uwzględnieniem warstwy przenoszenia wartości pomiędzy poszczególnymi rodzajami produktów generowanych w danej gospodarce. Uzasadnieniem takiego podejścia do kwestii orientacji na nominalną stronę zagadnienia monetarnego jest brak przeciwwskazań do traktowania pieniądza, jako kredytu, albowiem w istocie pieniądz w obecnej postaci zapisu elektronicznego, nie jest niczym więcej niż kredyt, niż obietnica przyszłych korzyści z cudzej pracy.

Pieniądz jest kredytem, to znaczy, że jego substrat przewijający się w obrocie gospodarczym pod postacią gotówki, czeków, wkładów bankowych, weksli itp. jest praktycznie zobowiązaniem do dokonania świadczenia zapłaty w terminie późniejszym, przy czym zapłatą za pieniądz jest praca, usługa, dobro, dowolne świadczenie. W tym kontekście uprawnione jest twierdzenie, że pieniądz jest kredytem, swojego rodzaju zobowiązaniem tego, kto go od posiadacza weźmie do spełnienia świadczeń.

Zaprezentowane twierdzenie ma charakter względny, ponieważ generalnie pieniądz, jako nośnik kapitału należy pojmować tylko i wyłącznie, jako zobowiązanie emitenta do honorowania objawionych w gospodarce jednostek pieniężnych, jako środków zapłaty. Jednakże ze względu na autorytet emitenta, mechanizm ten przekłada się na wszystkie stosunki w danym państwie lub danej przestrzeni.

Zatem jeżeli zgodzimy się z tezą, że posiadany przez nas pieniądz jest w istocie cudzym zobowiązaniem do spełnienia przyszłych świadczeń, to możemy zrozumieć naturę takich zjawisk jak inflacja i deflacja pieniądza. W pierwszym przypadku, z inflacją pieniądza będziemy mieli do czynienia wówczas, gdy pieniądze w danym czasie i dla danych nominałów nie znajdą ludzi chętnych do spełnienia świadczeń. Trzeba będzie zapłacić więcej jednostek pieniężnych za dane świadczenie. W takim przypadku, pod warunkiem, że jest to powszechne i wszyscy chcą więcej za spełnianie świadczeń, rodzi się inflacja, pieniądz traci na wartości pod względem możliwych do uzyskania przyszłych świadczeń.

Inflacja jest, zatem niebezpieczna, powoduje, bowiem, że wymiana świadczeń, na inkorporowane do nich prawa w pieniądzu ulega deregulacji. Sprytnie wykorzystują to emitenci (w istocie rządy) podkręcając inflację o niewielkie 1-3% rocznie, dzięki czemu w długich okresach czasu uzyskują wspaniałe stopy zwrotu z inwestycji na spadek wartości zaciąganych długów. W istocie jednak, ograniczają konsumpcję sfery publicznej, albowiem w continuum, jakim jest działanie gospodarki sto pierwotnych jednostek pieniądza po roku ma wartość jedynie dziewięćdziesięciu kilku historycznych jednostek (ich wartości początkowej). Posiadacze kapitału, nie są wstanie się przed inflacją skutecznie obronić, państwo zawsze na tym zyskuje, płacąc jednakże cenę utraty alternatywnych korzyści z rozwoju sfery prywatnej, dokonującej bardziej efektywnych alokacji. Z przypadkami rozwoju napędzanego inflacyjnie mamy powszechnie do czynienia w Europie i USA. Przypadki skrajne to okresy wojen, kiedy to państwa ochoczo drukowały pieniądze, płacąc głównie za produkcję zbrojeniową, powodując wspaniałą inflację.

Zjawiskiem przeciwstawnym (w rozumieniu ekonomicznym) do inflacji jest deflacja, w skrócie chodzi o sytuację, gdy na rynku są świadczenia, na które nie ma pokrycia w pieniądzu. W takim przypadku pieniądz gwałtownie zyskuje na wartości, wymuszając obniżenie cen, czyli ilości pieniądza, jaka musi być zapłacona za przyszłe świadczenie. Prawa ekonomii powodują, że wraz ze spadkiem cen spadają płace. A to oznacza, że osoby czerpiące środki na utrzymanie się z efektów własnej pracy, otrzymują relatywnie mniejszą rentę z tytułu udziału w społecznym podziale pracy i płacy, mówiąc wprost zostają dyskryminowane w dostępie do zysków. Dyskryminują ich posiadacze kapitału, czerpiący korzyści z tytułu renty kapitałowej od posiadanego majątku, w których interesie jest maksymalizacja uzysków z wydawanych środków. Robią wszystko, żeby dostać więcej za mniej, w czym w przypadku deflacji są bardzo skuteczni. Deflacja oznacza dla pieniądza, że zyskuje on w swoich przyszłych zwrotach na wartości, ale ludzie generalnie dysponują nim w mniejszym zakresie, przez co mogą uzyskać mniej świadczeń w przyszłości. Rządy boją się deflacji, albowiem spadek cen powoduje zmniejszenie dochodów z ich ulubionych podatków pośrednich (wynik spadku konsumpcji). Przykładem rozwoju w warunkach deflacji był rozwój II RP w ostatnich latach przed jej upadkiem. Złotówka miała potężną wartość, ale bardzo trudno było cokolwiek zarobić, dostatnio żyło się tylko elicie przy korycie władzy lub posiadaczom kapitału.

Jak widać, zarówno inflacja jak i deflacja są zjawiskami negatywnymi z punktu widzenia pieniądza, albowiem w pierwszym przypadku otrzymujemy za daną ilość jednostek pieniężnych w danym czasie mniej świadczeń, a w drugim, co prawda krótkotrwale otrzymujemy świadczeń więcej, ale jednostek pieniężnych otrzymujemy mniej. Wszelkiego rodzaju bezpieczne schronienia dla kapitału w rodzaju inwestycji w metale szlachetne, ziemię lub inne dobra trwałe i nieprzemijające w czasie, mają jedynie wymiar probierczy, albowiem bardzo szybko zabraknie pokrycia w tych pasywach dla całości jednostek pieniężnych w gospodarce.

Ze względu na fakt, że wymiana pieniądza na świadczenia ma dla strony dysponującej pieniądzem charakter przyszły i nie pewny, przyjmując pieniądz zawsze musimy traktować go zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania, albowiem nie ma on innego pokrycia w wartości niż to, jakie spodziewamy się uzyskać w przyszłości. W gospodarce rynkowej nikt ani nic go nie gwarantuje, jest to jedynie wynik zbiegu kontraktów i dążeń wszystkich stron do maksymalizacji korzyści.

W tym kontekście, zyskuje potwierdzenie teza, że pieniądz z natury swojej istoty jest zjawiskiem negatywnym, w istocie to kredyt, cudze zobowiązanie do spełnienia obiecanego świadczenia. Banknoty, które mamy w portfelach, zapisy bankowe na naszych kontach, to nic innego jak szansa na uzyskanie dostępu do świadczeń oferowanych na rynku.

Dopasowując Teorię Pieniądza Negatywnego do obecnego kryzysu, widzimy, w jaki sposób potwierdza się jej istota na przykładzie takich działań jak Quantitative easing, w praktyce to nic innego jak przelewanie z pustego w próżne, albowiem rząd nie daje żadnych gwarancji na wytworzenie świadczeń na produkowane pieniądze. Przyjęcie odwrotnej strategii, jaką jest oszczędzanie i cięcie wydatków powoduje, że rynek z opóźnieniem reaguje na nową, jakość jaką staje się skrócenie dźwigni finansowej. Gospodarka bez zasilania doznaje szoku, a spirala rozwoju zaczyna się zwijać.

Sposobem na wyjście z obecnego kryzysu jest wykorzystanie najsilniejszej strony zjawiska negatywności pieniądza, można stosować QE w wybranych zakresach, najbardziej mnożnikowo zorientowanych grup społecznych. Stwarza to szansę na skonsumowanie inflacji przez wzrost gospodarczy, doprowadzenie do zniwelowania kryzysu.

W praktyce, należy zadbać o zwiększenie dochodów najuboższych grup społecznych, ale w stopniu na tyle niewielkim, aby nadal musiały wydawać wszystkie „nowe” pieniądze kierować na rynek. Akumulacja kapitału jest wskazana jedynie w niewielkim marginalnym zakresie, najbardziej liczy się bieżące zasilanie, ale zgodne z naturalnymi procesami, warunkujące podtrzymanie normalnorozwojowych trendów i powiązań w gospodarce, ale z konieczności na zwolnionych obrotach i w nieco zmniejszonej skali. Można to osiągnąć stosunkowo w prosty sposób, np. okresowo zmniejszając stawkę opodatkowania rent i emerytur z 18% pierwszego progu np. na 9%, stopniowo o 1% mniej miesięcznie w ciągu 9 miesięcy. Postepowanie takie, nie wiązałoby się z nagłą falą inflacyjną, liczna grupa społeczna miałaby możliwość stopniowego wydatkowania powiększanych dochodów na swoje dotychczasowe zwyczaje konsumpcyjne, przyrost masy pieniądza na rynku zaowocowałby podtrzymaniem naturalnych kanałów wymiany. W efekcie państwo miałoby zwiększone dochody z podatków pośrednich. Zbilansowanie strat z tytułu podatków bezpośrednich można łatwo wyrównać podwyższeniem stawek dla grup najbogatszych, dokonujących z zasady bardziej wysublimowanych alokacji. Przedstawione rozwiązanie ma duże znaczenie praktyczne na czas kryzysu, albowiem zagraniczną wycieczkę burżuazji zastępujemy skonsumowaniem iluś setek jogurtów przez osoby niezamożne, przyczyniając się do zwiększenia tempa i skali mnożnika w gospodarce. Oczywiście należy to traktować, jako rozwiązanie tymczasowe. W skali roku, wzrost inflacji byłby nieodczuwalny, a korzyści z podstawowej konsumpcji umożliwiłyby podtrzymanie procesów gospodarczych na poziomie adekwatnym do zaspokajania kluczowych potrzeb konsumpcyjnych ludności. W przełożeniu na Teorię Pieniądza Negatywnego, oznacza to, że suma świadczeń uzyskiwanych na rynku przez społeczeństwo byłaby, co najmniej stała w badanej jednostce czasu. Innymi słowy, udałoby się powstrzymać pauperyzację najbiedniejszych warstw społeczeństwa, czyli kryzys.

2 komentarze

  1. Kehem… Przecież ta teoria to nic innego jak powtórzenie tez zwolenników standardu złota tylko ujęta innymi słowami.

  2. Tak, dokładnie te teorie są zbieżne, aczkolwiek złoto jest ograniczone i nie jest fikcją jaką jest pieniądz

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

six + six =