Polityka

Tatara fałszywe oblicze

 Zacznijmy od parafrazy wieszcza: “Skąd wracali wandale, z nocnej wracali wycieczki“. Ano tak – pojechali wandale do meczeciku polskich Tatarów w Kruszynianach – zapaskudzili sprayem, naświnili (dosłownie i w przenośni – rysując nieczyste w Islamie wizerunki wieprza). Sprofanowali za jednym razem wszystko, co tylko mogli – muzułmańskie sacrum – świątynię i cmentarz, a na dokładkę dobre imię Polski – ponoć niezwykle tolerancyjnej od wieków i Polski Walczącej, nieustannie Walczącej – niestety często o cudze cele.

Takie rzeczy nie biorą się z powietrza, wynikają z głęboko zakorzenionych stereotypów.  Bo kto to jest dla „nas” ten Tatar?

Tatar to mianowicie staropolski „terminator” – postrach, maszyna do zabijania, okrutna, wręcz znajdująca w sadyzmie zamiłowanie, puszczająca z dymem sioła i miasteczka, biorąca w jasyr co piękniejsze białogłowy (do wykupienia na dworze chana za krocie), a poza tym wycinająca w pień wszystko, co żyje i nawet jak na drzewo ucieka, to nie przetrwa, bo przecież Tatarzyn w sztuce łuczniczej biegły. Kto zdolny powyrywać skrzydełka tej krwiożerczej szarańczy i wgnieść to robactwo głęboko w ziemię? Jedynie wojownicy spod znaku Orła i Pogoni, czyli albo husaria – skrzydlaci zbrojni – żelazne żar-ptaki – albo ewentualnie perfekcyjni w fechtunku lekkokonni. Jakże wspaniale Polska góruje militarnie, cywilizacyjnie nad tym „plugastwem” – wznosi się nad nimi niby pal z dogorywającym Azją Tuchajbejowiczem nad zgliszczami majątku Nowowiejskich.

To jedno oblicze Tatara. Jest jeszcze drugie oblicze – współcześniejsze. Tatar to przecież przedstawiciel narodu nienawidzącego biologicznie Rosji, najpierw podbitego i upokorzonego przez Katarzynę Wielką, a potem wyrwanego z korzeniami ze swojego matecznika – Krymu przez Stalina i rzuconego na poniewierkę gdzieś w sam środek Azji Środkowej, do dalekiego Uzbekistanu. Taki Tatar, mściwie nieobejmowany żadną rehabilitacją aż do ostatnich chwil istnienia Związku Radzieckiego, wraca do ojczyzny, zionąc niezmienną nienawiścią do Moskwy, a dziwnym trafem darzy zaufaniem i zrozumieniem panujący nad nim od niedawna Kijów. Taki Tatar jako wyznawca islamu, jest oczywiście automatycznie o krok od wstąpienia na radykalną drogę – która rozpali ogień dżihadu na cały półwysep, a nawet i daleko poza.

Takie wizerunki Tatara są sugestywne, malownicze i aż się proszą o całą paletę sienkiewiczowskiego języka (zarówno seniora, jak i juniora). Mają tylko jedną wadę – są z gruntu fałszywe. Pierwszy obraz Tatara-niszczyciela jest fałszywy, bo nieaktualny od dobrych kilkuset lat. Drugi jest kłamliwy, ponieważ to w większości medialny nowotwór propagandy atlantyckiej, która cynicznie wzięła sobie na celownik tak doświadczony przez los i umęczony naród krymsko-tatarski.

A Tatarzy krymscy są przede wszystkim inteligentnymi ludźmi. I zdają sobie sprawę, że to nie prezydent Putin wypędził ich w maju 1944 roku do Uzbekistanu. Wiedzą, że to nie Putin trzymał ich na wygnaniu aż do roku 1991. I że na pewno nie Putin instrumentalizował ich podczas panowania ukraińskiego.

Bo Kijów bardzo często pogrywał sobie kartą krymsko-tatarską – autonomiczne aspiracje Tatarów raz podgrzewając, raz ziębiąc. Za jednym razem wspierał Tatarów, widząc w nich sojuszników przeciwko Moskwie i podsycając ich rzekomą wrogość wobec Rosjan zamieszkujących Krym. Potem kiedy obawy cichły, Tatarzy przestali być zauważani i stali się podrzędną mniejszością. Nie wspominając już o fakcie, że przy okazji powrotu Krymu do Macierzy tamtejsi Ukraińcy nijak nie ujęli się za „swoimi” Tatarami – co można im wszakże wybaczyć, skoro nie ujęli się nawet za bardzo za samym sobą.

Religijnie Tatarzy wcale też nie są radykalnym muzułmańskim monolitem – ich wyznaniowe preferencje są takie jak w każdej innej społeczności. Są wśród nich świeccy obywatele, są wyznawcy Islamu sunnickiego podlegli Muftiemu Krymu. Są też zbiorowości wyznaniowe odrzucające zwierzchność Muftiatu – którym bliższe są inne nurty Islamu np. salafickie. Są też wspólnoty związane z międzynarodową islamistyczną organizacją Hizb ut-Tahrir. Hizb ut-Tahrir? Tak. Ten Hizb ut-Tahrir, który zmierza do stworzenia mega-kalifatu – ale pamiętajmy, że często pojmowanego jako ponadnarodowa wspólnota duchowa, a nie polityczna. Obłudą byłoby też pominięcie milczeniem faktu udziału grupy krymsko-tatarskich ochotników w wojnie domowej w Syrii, co tylko dopełnia egzotycznego kalejdoskopu ścierających się tam sił. Tak, są i tacy Tatarzy Krymscy. I co z tego? Przecież to zaledwie garstka ekstremistów.

Współcześni Tatarzy Krymscy są w większości społeczeństwem obywatelskim przewyższającym o lata świetlne patchworkowy naród ukraiński – górują nad nim bezsprzeczną konsolidacją i dojrzałością polityczną. Poglądy o powszechnie wrogim nastawieniu Tatarów Krymskich do Rosji są grubo przesadzone. Kultywowanie własnych wartości i niezależnej wspólnoty kulturowej a wrogość wobec innych nacji to spora różnica. Nawet trudny dla Rosji i sympatyzujący z majdanowym Kijowem Medżlis Dżemilewa praktycznie nigdy nie dał się złapać na aktach jawnej wrogości wobec Rosji. Zauważmy, że kiedy na Majdanie lała się krew, Tatarzy Dżemilewa na Krymie i w Kijowie wyrażali swoje odmienne stanowisko rozważnie i pokojowo, inteligentnie unikając wszelkich aktów przemocy. A wydarzenia takie jak bojkot referendum o akcesji Krymu do Rosji czy też obchody 70-lecia deportacji (z udziałem 60 tysięcy ludzi) przebiegły tak spokojnie, że można by na ich przykładzie tworzyć podręczniki dla zachodnich ruchów protestu no-violence.

Co ciekawe, a rzadko przywoływane, Tatarzy Krymscy w większości posługują się językiem rosyjskim. Mimo powszechnej identyfikacji z dawnym językiem i kulturą na ogół słabo albo w ogóle nie władają mową przodków. Trudno uznać to za rezultat intensywnej rusyfikacji, bo jak wskazuje Historia, choćby tylko na przykładzie rosyjskich zaborów w Polsce, rusyfikacja to przysłowiowe „syzyfowe prace”.

Nie należy też zapominać, że Tatarzy to nie tylko Medżlis. W społeczności Tatarów funkcjonuje nastawiona przychylnie wobec Rosji a konstrukcyjnie opozycyjna wobec Medżlisu partia Milli Firka (Partia Narodowa), druga co do wielkości formacja polityczna, kierowana przez Waswi Abduraimowa. Ta krymsko-tatarska Partia Narodowa utrzymuje stosunki z Moskwą i współpracuje z Tatarstanem, autonomicznym regionem Federacji zamieszkałym przez Tatarów Kazańskich, pobratymców Tatarów Krymskich, którzy świetnie odnaleźli w rzeczywistości Federacji. Autonomiczny status Tatarstanu w obrębie Federacji Rosyjskiej jest dla krymsko-tatarskiej Partii Narodowej kierunkowskazem i wzorcem przyszłego statusu tatarskiej części Krymu. Partia Narodowa dała znać o sobie, organizując akcje poparcia dla referendów w obwodach donieckim i ługańskim owocujących powstaniem Republik Nowej Rosji, a także otwarcie poparła powrót Krymu do Rosji.

A Rosja, trzeba przyznać, zaniedbała nieco sprawę gruntownego porozumienia się z całą społecznością Tatarów Krymskich. Wina jak to zazwyczaj bywa jest jednak po obu stronach.

Rosja miała w ręku sporo atutów: ponad dwie dekady obojętności Kijowa wobec aspiracji Tatarów, bezradność ukraińskich władz i wojsk wobec wydarzeń na Krymie. Z kolei legendarny Dżemilew zanadto rozpędził się z solidaryzowaniem z Kijowem i wartościami de facto radykalnymi i odległymi od etosu krymsko-tarskiego.

Kiedy w kwietniu dekretem pana prezydenta Władimira Putina rozciągnięto ustawę z 1991 roku o rehabilitacji „narodów represjonowanych” na Tatarów Krymskich – zaistniała szansa na ocieplenie stosunków. Niestety nie doszło jednak do wyczekiwanego spotkania Dżemilewa z prezydentem Putinem – co mogło być punktem zwrotnym w stosunkach rosyjsko-krymsko-tatarskich. Zamiast tego prezydent Putin przyjął reprezentację umiarkowanego skrzydła Medżlisu, ale to już było spotkanie innej rangi. W międzyczasie bawiący w Turcji Dżemilew otrzymał pięcioletni zakaz wjazdu na terytorium Federacji Rosyjskiej (a więc i na Krym). Taka przepychanka nikomu nie pomaga.

Brak zgody na powrót Mustafy Dżemilewa jest błędem. Taka sytuacja od razu kreuje zalążki tzw. „rządu emigracyjnego”, który – jak uczy Historia – nigdy mimo najszczerszych chęci narodowi zamieszkałemu „tu i teraz”, a nie „tam” wiele nie pomaga. Podobnie Nagroda Solidarności wręczona niedawno panu Dżemilewowi jest w istocie Nagrodą Podziału. Tak jakby w dramatycznej historii narodu krymsko-tatarskiego za mało było przepaści, za mało rozłąk i rozstań!

Dlatego apelujmy do Rosji, Moskwy i Symferopolu. Nie porzucajcie obiecującego kursu ugodowej polityki wobec Tatarów Krymskich! Edukujcie, rozmawiajcie, pokazujcie powinowactwa z Tatarstanem, który jest świetnym przykładem symbiozy narodu tatarskiego ze stolicą Imperium i inne budujące analogie. Nie sięgajcie po żadne środki przymusu – bo to zawsze przynosi skutek odwrotny do zamierzonego.

Przejrzyjcie się w duszy Tatara Krymskiego i znajdźcie w niej duszę euroazjatycką – tę samą, którą odkryli filozofowie eurazyjscy już w XIX wieku – wierność dla ziemi i religii, pokojowe nastawienie połączone z chęcią poniesienia największych poświęceń w imię ojczyzny, żelazną dyscyplinę moralną i organizacyjną.

Nie pozwólmy wspaniałemu narodowi, który może stanowić efektowną forpocztę odradzającej się eurazyjskiej Rosji – stać się instrumentem cudzych interesów i rozgrywek.

Nie pozostawiajmy Tatarów Krymskich samych sobie!

EuroAzjata

6 komentarzy

  1. Zamieszkuję region w którym “od zawsze'”, przeplatała
    się wielokulturowość.
    Mizar, kirkut,cmentarze rzymsko-kat. prawosławne
    “kładbiszcze”,praktycznie w zasięgu wzroku, dla ludzi
    o “dobrym spojrzeniu”.
    Zanikający(pozostały na miejscach pochówku), przykład
    dawno umarłej Rzeczypospolitej Obojga(a może więcej),
    Narodów, i oczywiście przykład na zgodne
    współistnienie (kiedyś), różnych wyznań.Tak było…
    Niestety, to było “kiedyś”.A dziś??
    Dziś bardzo często budzą się upiory,szukamy wroga…
    Polecam Państwu retrospektywne spojrzenie na(zanikającą), rozpływającą się mniejszość tatarską
    i teoretyczny przegląd potencjalnych sprawców
    co tu ukrywać wychowanych na nienawiści.
    Według “nich” MUSI być zachowany znak równania
    Polak = katolik.

    …” W ogóle, islam litewskich Tatarów nie ma ani nigdy nie miał wiele wspólnego z doktryną sunnickich fundamentalistów, która wywołuje pianę na ustach różnych Ziemkiewiczów, Łysiaków, Winnickich, Zawiszów, Bosaków etc. Tatarzy polscy przesiąknęli mistyczną, niesamowitą atmosferą Podlasia, gdzie przecież nie brakowało – i to w stosunkowo nam bliskich czasach! – mesjańskich proroków, śniących o wzniesieniu pośród tutejszych ostępów leśnych Nowego Jeruzalem – Złotego Miasta w którym nastąpić miała paruzja. Jeszcze dziś na Podlasiu w co drugiej wsi żyje zamawiająca uroki szeptucha, a o jej mocy przeświadczeni są powszechnie nawet mieszkańcy miast (autor tych słów odwiedził przed kilku laty jedną z takich wiejskich wiedźm i doznane w czasie tej wizyty wrażenia przekonały go ostatecznie do odejścia od wyznawanego scjentyzmu i empiryzmu.
    Na początku XX wieku w krainie tej spotkać można było ukrywającego się tu przed pożarem rewolucji cara Mikołaja II, czy wnuka niemieckiego kajzera Wilhelma. Roiło się od wszelakich proroków, cudotwórców, świętych, „jurodiwych”, matek boskich, apostołów wieszczących rychły koniec świata. Śródleśne cerkwie wyrastały nagle spod ziemi lub zapadały się pod jej powierzchnią. Świat nadprzyrodzony przenikał się tu z doczesnością, a człowiek – inaczej niż w zatrutym tomizmem i arystotelizmem kręgu zachodniego chrześcijaństwa – żył wciąż w świecie magicznym i sakralnym.” …

    http://www.konserwatyzm.pl/artykul/12288/koniec-tatarskiego-swiata-reportaz-z-kruszynian

    • A to POLSKA (wschodnia) właśnie,a może (jeszcze)
      zachodni przyczółek RUSI?
      Echem,powracające bogactwo kulturowe, Najjaśniejszej…

      ..”.Warto pamiętać o wielokulturowości dawnej Polski, która nie ominęła niemal żadnego z jej regionów (choć naturalnie najwspanialej prezentowała się na wschód od Bugu), od której nie było wolne i Roztocze, o czym najlepiej świadczą polskie kościółki i rusińskie cerkiewki, a w samym Krasnobrodzie – dawny zbór kalwiński i cmentarz żydowski. Albowiem Polska jest bardziej ciekawa i różnorodna niż się to wielu wydaje. Ale jednocześnie warto pamiętać i o tradycjach rdzennie polskich i rzymskokatolickich, ani lepszych, ani gorszych od innych, równie fascynujących, a przecież w pogoni za egzotyką tak często lekceważonych. Zwykle doceniają je bowiem jedynie obcokrajowcy (wszak dla nich to jest właśnie egzotyka!), my zaś sami – znacznie rzadziej. A warto zacząć, abyśmy nie musieli wkrótce za nimi tęsknić, tak jak dziś tęsknimy za smakiem żydowskiego świata sprzed Zagłady i za cerkiewnym czarem sprzed utraty Kresów… Bo dopiero połączenie różnych elementów tworzy pełen obraz kulturowego dziedzictwa, jakie nie byłoby pełnym bez któregokolwiek z nich…”

      http://marucha.wordpress.com/2014/06/25/w-lasach-roztocza/

    • Dzięki za link!!!
      A mnie się z tym artykułem / powyższym, dzięki “EUROAZJATO”! / – skojarzyło, że niestety żądamy od innych poszanowania naszych pamiątek, np. grobów i śladów polskości a sami niszczymy na potęgę…

      Jak się jedzie od Warszawy do Gdańska to możemy wjechać do Nidzicy. Tam zaraz za zjazdem jest mały CPN. W latach 70-tych zupełnie przypadkiem poszła za ten CPN moja mama. Tyle razy się tam tankowało a nikomu do głowy nie przyszło połazić po tym “lasku”. Mama wypadła stamtąd i zaciągnęła nas na siłę. Co się okazało. Był tam stary, zaniedbany ale CUDOWNY poniemiecki cmentarz. Co ciekawe – prawie wszystkie nazwiska na nagrobkach były POLSKIE, choć pisane szwabachą. Nagrobki były z XVIII i XIX wieku oraz “nowe”, przedwojenne. Potem prawie co roku odwiedzałem ten cmentarz nawet jak się ożeniłem i maiełm dzieci to z rodziną nam po drodze się wpadało pokazując polskośc Nidzicy. Ale niestety, któregoś lata przyjechaliśmy a tam wszystko wycięte, groby zrównane z ziemią…
      Jaka tragedia….
      Jakie barbarzyństwo…

  2. Do tematu półwyspu Krymskiego i mniejszości
    krymskotatarskiej.

    http://jeznach.neon24.pl/post/110681,tatarzy-na-krymie

  3. W sposób naturalny na terenie Polski doszło do wzajemnego przenikania dwóch nurtów chrześcijaństwa, wschodniego i zachodniego. Polska w historycznych granicach leży na linii dzielącą kulturę łacińską, zachodnio – katolicką i kulturę greko – słowiańską, bizantyjską. Dawniej przed rozbiorami linia ta przebiegała przez środek państwa. Granica dwóch kultur, dwóch typów duchowości jest zjawiskiem bardzo interesującym, pobudzającym wyobraźnie, prowokującym wszelkiego rodzaju refleksje natury filozoficznej, teologicznej i kulturalnej, ale również na płaszczyźnie politycznej, społecznej i narodowościowej.

    W 1596 r. podpisano między Kościołem katolickim i częścią hierarchów prawosławnych tzw. unię brzeską. Unia inspirowana przez hierarchię Kościoła łacińskiego oraz Zygmunta III początkowo spowodowała delegalizację prawosławia na terenie Polski (cała hierarchia prawosławna naraz przestała istnieć), a następnie podział Kościoła prawosławnego na prawosławny i unicki (greko – katolicki). Wywołała też długotrwałą wojnę o charakterze religijnym na Ukrainie w 1648 r. (Powstanie Chmielnickiego), oraz prześladowania tych, którzy do niej nie przystąpili. W 1686 r. zlikwidowano Metropolię kijowską.

    Bilans unii brzeskiej na ziemiach polskich był tragiczny- odtąd utrwalało się hasło: Polak — katolik, zaś niekatolik stawał się innym, obcym, a w konsekwencji wrogiem.

    http://www.sosnowiec.cerkiew.pl

    http://marucha.wordpress.com/2014/07/03/prawoslawie-na-ziemiach-polskich/

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.