Religia i państwo

Tak, dla przedmiotu „Religie”, ale nie „Religia” w szkole i na maturze

 W polskich szkołach jest nauczany przedmiot pod nazwą „Religia”. W praktyce jego nauczanie sprowadza się do zapoznania z dominującą religią rzymsko-katolicką od strony obrzędowej. Nie ma miejsca na inne religie, myśli i prądy filozoficzne, zamiast tego mamy naukę opartą na wprowadzeniu do obrzędowości z delikatnym wspomnieniem o istocie sacrum. Etyka w praktyce nie istnieje, o innych religiach – z wyjątkiem szkół, gdzie znaczny odsetek uczniów stanowią osoby innego wyznania w zasadzie nie ma co mówić. Mamy monopol, tak to zostało pomyślane i skonstruowane.

Nie można się temu dziwić, jest to efekt porozumienia pomiędzy państwem i kościołem, wiadomo jakim. Konkordat między Stolicą Apostolską i Rzeczpospolitą Polską podpisany przez najgorszego premiera w historii naszego państwa – Jerzego Buzka i prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego zawarty dnia 28 lipca 1993r., stanowi, że „w sprawach treści nauczania i wychowania religijnego nauczyciele religii podlegają przepisom i zarządzeniom kościelnym, a w innych sprawach przepisom państwowym” (art. 12 ust 4).

Konferencja Episkopatu Polski 8 marca 2010r., zatwierdziła podstawę programową katechezy Kościoła katolickiego w Polsce. Są one przeznaczone do bezwzględnego stosowania przez wszystkich tworzących programy nauczania religii, w ten sposób, że każdy nauczyciel religii zobowiązany jest do realizacji podstawy programowej ustalonej przez Kościół.

Nowa podstawa programowa zakłada podział na okresy edukacyjne dopasowane do wieku uczniów, rozróżniamy: edukację przedszkolną „Wprowadzenie w życie religijne”, klasy I –III szkoły podstawowej „Katecheza inicjacji w sakramenty pokuty i pojednania oraz sakramentu Eucharystii”, klasy IV-VI szkoły podstawowej „Katecheza mistagogiczna”, gimnazjum: „Katecheza wyznania i rozumienia wiary”, szkoły ponadgimnazjalne „Katecheza świadectwa wiary”. Odrębnie rozpatrywana jest „Katecheza specjalna”. Zostało to pomyślane w taki sposób, żeby każdy z etapów nauczania religii przewidywał charakterystykę psychologiczną dzieci i młodzieży na poszczególnych etapach edukacyjnych, podstawę nauczania religii czyli treści na poszczególne etapy, powiązanie nauczania religii z wychowaniem przedszkolnym i edukacją szkolną oraz propozycje współpracy rodziny i parafii. Główne cele katechetyczne to teoretycznie: rozwijanie poznania wiary, wychowanie liturgiczne, nauczanie modlitwy, formacja moralna, wychowanie do życia we wspólnocie, wprowadzenie do misji.

W praktyce przygotowanie podstawy metodycznej nauczania religii wygląda w ten sposób, że nauczyciel przedstawia dyrektorowi szkoły informację o wybranym programie (w tym podręczniku) nauczania religii (bądź o zmianie istniejącego programu) w celu dopuszczenia do użytku w danej szkole i włączenia do szkolnego zestawu programów nauczania. Czyli to nauczyciele religii wybierają programy i podręczniki, ale z listy wskazanej przez biskupa diecezji. Nauczyciele religii mogą modyfikować istniejące programy, przy czym stworzenie nowego programu nauczania religii zgodnego z nową podstawą programową wymaga oczywiście zatwierdzenia przez odpowiednie władze kościelne.

Całość przekłada się na przedmiotowy system oceniania uczniów z religii, który ustalają poszczególni nauczający. Wystarczy przeszukać Internet dla fraz „metodologia nauczania religii w Polsce”, co uczyniliśmy wskazując przykładowo na podstawie materiału udostępnionego na stronie internetowej przez Szkołę Podstawową Nr 4 w Poznaniu, co podlega ocenie (warto zaznaczyć, że to podstawa programowa prawdopodobnie najlepsza pod względem szczegółowości opisu ze wszystkich, jakie udało się redakcji znaleźć źródło tutaj): wiadomości, gorliwość w zdobywaniu wiedzy, aktywne uczestnictwo w katechezie, prowadzenie zeszytu, odrabianie pracy domowej. Na ocenę celującą uczeń klasy pierwszej musi: opowiedzieć o patronie swojego kościoła, znać historię objawień Maryi w Lourdes i Fatimie, posiadać wiedzę o Piśmie Świętym znacznie wykraczającą poza wiadomości omawiane na katechezie, znać historię życia przynajmniej dwóch polskich świętych, znać i wyjaśniać proroctwa związane przyjściem Zbawiciela, potrafić wskazać w Piśmie Świętym fragmenty mówiące o tym, jak Chrystus pomagał chorym, smutnym i cierpiącym, potrafić wskazać w Piśmie Świętym fragmenty mówiące o modlitwie Pana Jezusa i rady, jakie daje On Apostołom, potrafić omówić obrzędy Triduum Paschalnego, znać imiona wszystkich Apostołów, umieć opowiedzieć historię Sanktuarium Matki Bożej na Jasnej Górze. Na ocenę dopuszczającą zastosowano uproszczone kryteria, uczeń ubiegający się o taką ocenę musi: wiedzieć, jak nazywa się lekcja, w której uczestniczy, pamiętać, że Bóg go kocha, wiedzieć, że jest uczniem Jezusa, wśród różnych budowli wskazywać budynek kościoła, wiedzieć, że tabernakulum jest najważniejszym miejscem w kościele, rozmowę z Bogiem nazywać modlitwą, wśród różnych przedmiotów potrafić wskazać różaniec, wiedzieć, że Bóg jest Stworzycielem świata, rozumieć, że Pismo Święte zawiera słowa Boga do ludzi, wymieniać, choć jeden przykład postawy, jaką przyjmują ludzie podczas Mszy św., znać modlitwę do Anioła Stróża, wiedzieć, że do Boga można zwracać się w modlitwie własnymi słowami, podawać datę uroczystości Wszystkich Świętych, swoimi słowami wyjaśnić, kim jest święty, wiedzieć, że człowiek w raju był szczęśliwy i żył w przyjaźni z Bogiem, rozumieć, że każdy człowiek ma skłonność do grzechu, pamiętać, że zapowiadanym przez Boga Zbawicielem jest Jezus, znać nazwę czasu oczekiwania na narodzenie Jezusa, wymieniać przynajmniej jedno postanowienie adwentowe, wiedzieć, że Jezus narodził się w Betlejem, potrafić zaśpiewać przynajmniej fragment wybranej kolędy, pamiętać, że Pan Jezus mieszkał w Nazarecie, wiedzieć, że Jezus mówił do różnych ludzi o miłości, wiedzieć, że woda jest bardzo ważna w życiu człowieka, pamiętać, że Jezus przyjął chrzest w rzece, wiedzieć, że od momentu Chrztu Świętego stał się dzieckiem Bożym, rozumieć, że jako dziecko Boże powinien być dobry dla wszystkich i pomagać im, zwłaszcza, gdy są chorzy i smutni, wiedzieć, że Bóg opiekuje się całym stworzeniem, a szczególnie człowiekiem, pamiętać, czym jest modlitwa, rozumieć, że w modlitwie „Ojcze nasz” zwraca się do Boga Ojca, pamiętać, co przynosimy do kościoła w niedzielę rozpoczynającą Wielki Tydzień, wiedzieć, że Jezus w niedzielę zmartwychwstał, wiedzieć, że apostoł jest uczniem Jezusa, nazywać Maryję Królową Polski, pamiętać, że maj jest miesiącem poświęconym Maryi, znać modlitwę „Zdrowaś Maryjo”, pamiętać, że Bóg ogromnie i bezinteresownie nas kocha, rozumieć, kiedy należy mówić, proszę, przepraszam i dziękuję. W Zespole Szkół w Pawłosiowie (Źródło: tutaj) na ocenę niedostateczną przewidziano następujące wymagania programowe: Ocena NIEDOSTATECZNA (semestralna i końcoworoczna) uczeń nie opanował podstawowych pojęć religijnych, nie wykazuje się znajomością pacierza, nie posiada zeszytu lub dość często nie przynosi go na lekcję, lekceważy przedmiot, nieodpowiednio zachowuje się na lekcji, wyraża lekceważący stosunek do wartości religijnych, opuszcza lekcję religii, nie przejawia religijnego wymiaru własnego życia, inne uwarunkowania indywidualne ucznia wskazujące na ocenę niedostateczną.

Powyższe skłania do refleksji i nie pozostawia żadnych niedorozumień w kontekście tego, czego dzieci są w istocie uczone na lekcjach religii w Polsce. Pomijając już kwestie metodologiczne – warto, żeby się temu przyjrzał jakiś specjalista od teologii, albowiem całość sprawia wrażenie próby wykształcenia pewnego automatyzmu ułatwiającego obrzędowe uczestnictwo w obrządkach kościelnych, jednakże ciężko jest tutaj o próbę przekazania czego w istocie ta religia dotyczy. W każdym bądź razie, nie jest to metoda poznania naukowego, albowiem takową nie może być już z samego założenia nauczania o obrzędowości. Nic dziwnego, że nieco starsze dzieci masowo porzucają „chodzenie do kościoła”, albowiem jest to dla nich głównie budynek, wierzą w to, że wystarczy się w razie, czego wyspowiadać, a Bóg to taki „większy mikroprocesor” przetwarzający modlitwy na łaski! Nie można wymagać od wiernych rozumienia, w co wierzą, jeżeli wtłacza się już w małe dzieci taką papkę! Najbardziej przeraża to, że za lekceważący stosunek do wartości religijnych można dać uczniowi ocenę niedostateczną! To naprawdę coś, czego się nie da zrozumieć, ale to Kościół instytucjonalny za to zapłaci spadkiem ilości wiernych, jeżeli na coś takiego pozwala. Nam może być i jest – jedynie szkoda pieniędzy publicznych na nauczanie religii katolickiej w taki jak na zaprezentowanych przykładach sposób i czasu polskich dzieci, bo mogłyby się uczyć czegoś pożytecznego w tym czasie.

Ostatnio pojawił się pomysł, żeby „Religię” uczynić przedmiotem maturalnym. Jeżeli większość polskich podstaw programowych i metodyk oceniania uczniów z religii jest taka jak powyżej, to nie ma to żadnego sensu, albowiem, jeżeli bardzo dobry uczeń – napisze prace krytyczną na maturze z religii – wskazując np. na podstawie najnowszych źródeł i badań biblijnych, że ewangelie z ze znanego kanonu to tylko wycinek wiedzy o początkach chrześcijaństwa – to może dostać ocenę niedostateczną. Pomijając już, jakby chciał w pełni skrytykować np. dogmat o niepokalanym poczęciu – to w świetle powyższego zasługuje na oblanie.

Religia w obecnym wykonaniu nie może być przedmiotem maturalnym albowiem nie jest nauką – jest przekazem informacyjnym o dogmatach i obrzędach, całość i poszczególne cząstki nie podlegają krytyce! W związku z tym nie nadają się do opracowań naukowych, wszystko, co uczniowie mogliby napisać to – wskazać utrwaloną wykładnię poszczególnych dogmatów i opisać obrzędowość w jakimś fragmencie. Można się ewentualnie na to zgodzić, ale pod jednym warunkiem, – że będzie się to odbywać po łacinie. Przynajmniej taki byłby z nauczania religii w ten sposób pożytek, że uczniowie decydujący się na maturę z religii – byliby elitą swojego środowiska – znającą łacinę. Po spełnieniu tego postulatu – bezwzględnie należy to popierać, jednakże czy wyobrażacie sobie państwo naukę religii po łacinie od małego? To z pewnością byłoby wspaniałe i bardzo rozwijające, ale czy katechetom chciałoby się przerabiać łacinę? A potem wszystko po łacinie? Poza tym pytanie – ilu z nich zna łacinę? Szkoda – zmarnowaliśmy potencjał 19 lat – nie nauczania po łacinie!

Jeżeli natomiast religia miałaby być przynajmniej czymś „nauko – naśladowczym” to powinna się niezwykle zmienić – w postulowane na początku artykułu – religie. Czyli naukę o religiach, filozofii i wartościach. Uczniowie powinni poznawać podstawy różnych religii, móc je porównać na płaszczyźnie cywilizacyjnej, wskazać różnice, podobieństwa, kwestie specyficzne. Nauczyć się przynajmniej alfabetów w obcych językach – zawsze warto poznać staro grecki! To byłoby bardzo wartościowe nauczanie, bez zmuszania uczniów do przyjmowania określonej postawy światopoglądowej. W odpowiednim ujęciu – tak rozumiany przedmiot, jako „religie, etyka, filozofie” doskonale nadawałby się na przedmiot maturalny – bardzo wzbogacający uczniów – albowiem „humaniści” mieliby doskonałą podstawę kulturoznawczą, a dla „technicznych” byłby to doskonały bagaż wiedzy o różnych odmianach tej samej ziemskiej rzeczywistości na całe życie.

6 komentarzy

  1. chytry pomysł Faryzeuszy. Czy można równocześnie na lekcji nauczać języka polskiego, litewskiego, białoruskiego, ukraińskiego i niemieckiego? Oczywiście ze nie. Nieliczne mniejszości narodowe maja osobne lekcje swoich narodowych języków. Podobnie nie można nauczać w ramach jednego przedmiotu religii rzymsko-katolickiej, żydowskiej, protestanckiej i islamu. Nic nie stoi na przeszkodzie aby mniejszości religijne organizowały sobie lekcje swojej religii.

  2. Obserwując sposoby i efekty nauczania religii katolickiej w szkołach moich dzieci, dochodzę do wniosku, że Kościół w Polsce zwyczajnie strzelił sobie w stopę! Religia ze sfery sacrum sprowadzona została do tego samego poziomu, co nudna “matma”, czy “fiza” – a nawet niżej! Matematyki czy fizyki trzeba się bowiem w końcu nauczyć, nauczyciel tego nie odpuści, natomiast katechetkę “olewają” wszyscy, łącznie z dyrekcją szkoły. Na temat tego, czy w szkołach publicznych, państwowych w ogóle powinna być nauczana jakakolwiek religia można się długo spierać, choć wg mnie sprawa jest banalnie prosta – wszelkie kulty religijne powinny być utrzymywane (i nauczane) przez samych wiernych. Koniec, kropka. W polskich szkołach XXI wieku wolałbym, zamiast religii widzieć religioznawstwo. Nie naukę innych, niż katolicka doktryn, ale zwyczajną prezentację istniejących na świecie wyznań. Ilu jest wyznawców islamu na świecie, czym się różnią sunnici od szyitów, buddyści theravady od buddystów mahajany, dlaczego Żydzi jedzą koszer (i co to jest), jak zachowywać się w meczecie, synagodze czy świątyni Wisznu, itd., itp. Religijność Polaków z tego powodu ani nie wzrośnie, ani nie zmaleje, ale przynajmniej podczas spaceru po Londynie (lub na lotnisku w Warszawie) nie będziemy brać Sikhów w turbanach za islamskich fanatyków rodem z Al-Kaidy…

  3. Panowie, autor wskazuje nam, że mamy do czynienia z indoktrynacją – przecież to kompletne bzdury takie wymagania…

  4. to co pan “krakauer” (zapewne wyznania mojżeszowego), przedstawił w tekście powyżej to tylko kwestia metodologiczna – uczciwie przedstawiona, ale nie oddająca całości zagadnienia. W praktyce chodzi o wiele więcej, nie można się oburzać na “klepanie zdrowasiek”, ponieważ to podstawa jest – a tutaj autor przedstawił odniesienia jedynie do klas pierwszych! Proszę przedstawić coś więcej np. na temat nauczania teologii…

    • Wszystko fantastycznie tylko prosze wyjasnic sens religii na maturze. Powiem tak, Pan Zelibur doskonale opisal pewien proces, ktory ma miejsce. A poniewaz mialem przyjemnosc wieksza czesc szkoly uczeszczac na religie tam gdzie jej miejsce, czyli w Kosciele, co milo wspominam, to tylko moge potwierdzic iz wprowadzenie tego do szkoly poczynilo wiecej szody niz pozytku. Zatem zadnej religii na maturze, a finansowanie Kosciola tylko i wylacznie z datkow parafian, przy jednoczesnym podniesieniu standardu rozliczania sie ksiezy i Kosciola z powierzonych pieniedzy. Na Zachodzie sie da, wiec w Polsce sie tez da, choc doskonale rozumiem, iz jest to nie w smak urzednikom Kosciola.

  5. Już sam fakt wprowadzenia religii do szkół i oszukanie przez Glempa polskiego państwa o nie braniu z tego tytułu pieniędzy za wprowadzanie treści o tym pseudo przedmiocie jest wielkim oszustwem i przekrętem/mafijnym zabiegiem/skutecznie drenującym budżet MEN przez tyle lat.Miejsce dla tej wiedzy/dobrowolne/jest przy kościołach rzymsko-kapitalistycznych.Cieszyło by mnie nauczanie religioznawstwa i wówczas matura z tego przedmiotu.Cóż zrobić skoro w państwie tak podle rządzonym nie przestrzega się KONSTYTUCJI.STOP jego wasalizacji wobec siebie tej mafii jaką jest WATYKAN !!!!!!!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.