Wojskowość

Szybko wróćmy do poboru

 Rząd powinien mieć odwagę, uderzyć się w piersi i szybko powrócić do poboru do Zasadniczej Służby Wojskowej. Potrzebujemy żołnierzy z powodów militarnych, obecnie jest ich za mało, a Narodowe Siły rezerwowe okazały się niewypałem. Nasza etatowo 100-tysięczna armia oznacza w praktyce około 40-50 tys., żołnierzy walczących, reszta to urzędnicy lub słynni „Power Point Rangers”, czyli urzędnicy w mundurach wyspecjalizowani w toczeniu walk za pomocą prezentacji multimedialnych wyświetlanych z laptopów w popularnym programie do prezentacji multimedialnych znanej amerykańskiej firmy.

Nie można dalej udawać, że nie ma problemu – problem jest i nazywa się właśnie brakiem wojska oraz wysoką ceną, jaką płaci się obecnym żołnierzom za gotowość do służby. Dlatego potrzebujemy wsparcia, chociażby na zasadzie częstych rotacji i dobrowolnego tzn., niech każdy z powołanych ma prawo bez podania przyczyny do odmowy pełnienia służby wojskowej – bez żadnych konsekwencji prawnych, a ci, którzy się zgłoszą do poboru na wezwanie państwa niech płacą przez kolejne 10 lat mniejszy podatek dochodowy od osób fizycznych o np. 2 lub nawet 5% od innych obywateli, tak żeby służba w zamian za niewielki żołd po prostu była atrakcyjna.

Pobór rozwiązałby wiele problemów społecznych, zwłaszcza z młodzieżą, która nie wie, co ze sobą zrobić po wejściu w wiek dorosły. Ograniczyłoby to ilość patologii występujących w życiu codziennym oraz prawdopodobnie emigrację, albowiem człowiek w wojsku – jednak nie kosztowałby rodziny, a w wojsku można nabyć wiele nowych kwalifikacji jak np. prawo jazdy, umiejętność obsługi sprzętu budowlanego, radiowego itp.

Pobór wreszcie oznaczałby silne wzmocnienie naszego państwa w przypadku takich kwestii jak klęski żywiołowe lub co tu dużo mówić po prostu zagrożenie ze strony innego państwa. Mielibyśmy zawsze do dyspozycji jakiś zasób siły żywej – stale spędzającej czas w wojsku, a zarazem, co roku nowe roczniki – przeszkolonych i obytych z bronią młodych ludzi.

Trudno jest wyrokować o tym, jakiej wielkości pobór byłby nam potrzebny, ale z pewnością możemy mówić o celowaniu w połowę każdego rocznika z nadzieją, że zgłosi się i zostanie dopuszczona (zdrowie) około 15-25% każdego rocznika młodych mężczyzn. Oznacza to poważną szansę na stałą obecność kilkudziesięciu tysięcy ludzi pod bronią, w tym w tak potrzebnych i drogich wojskach jak np. inżynieryjne itp., przy zapewnieniu rotacji kilkuset tysięcy z kilku następujących po sobie roczników.

O kosztach nie ma co mówić w kontekście bezpieczeństwa. Jest bowiem oczywistym, że na obronie nie można za wszelką cenę oszczędzać, a państwo musi posiadać siłę żywą do realizacji zadań, które może realizować tylko ono. Obecnie jesteśmy w tak dramatycznej sytuacji, że w przypadku klęski żywiołowej na dużą skalę nie mielibyśmy jak się ratować, co zresztą boleśnie odczuwają ochotnicze służby ratownicze – Straże Pożarne, których praca jest z konieczności bezpłatna. Zastanawiał się ktoś, dlaczego państwo nie przysyła żołnierzy? Z prostego powodu, – ponieważ ich nie ma, a tych, co ma praca jest stosunkowo tak droga, że nie opłaca się ich wysyłać do przysłowiowej łopaty, czy też układania worków z piaskiem.

Uzawodowienie i profesjonalizacja służby wojskowej to były kroki we właściwą stronę, jednakże jesteśmy zbyt biednym krajem na pełne uzawodowienie i profesjonalizację wszystkich służb. Zawodowy żołnierz – po prostu jest zbyt drogi, przez co zawsze będzie ich zbyt mało w stosunku do naszych potrzeb. Wracając do idei poboru, ale podkreślmy – poboru warunkowego, na który każdy zainteresowany wyrazi zgodę – po prostu wzmocnimy państwo, umożliwiając wszystkim chętnym a nieradzącym sobie z rzeczywistością społeczno-gospodarczą przechowanie przez rok, dwa lub trzy – w zależności od stworzenia odpowiednich przepisów. Poza tym, tego typu służba wojskowa byłaby doskonałym sposobem na selekcję kandydatów do armii zawodowej, trudno wyobrazić sobie lepszą szkołę niż Służba Zasadnicza.

Jest przy tym oczywistym, że żołnierzy ze Służby Zasadniczej nie można by wysyłać poza granice kraju, być może w trybie nadzwyczajnym stanowiącym odstępstwo od zasady, ale raczej po przeniesieniu na zawodowstwo. Bardzo ciekawie też wyglądałyby wyniki ćwiczeń, ćwiczących ramię w ramię żołnierzy zawodowych i żołnierzy z poboru. Z pewnością miałaby miejsce zdrowa rywalizacja, w której ci z poboru chcieliby pokazać za wszelką cenę, że nie są gorszym wojskiem od żołnierzy zawodowych.

Kwestia poboru jest jednym z najważniejszych zagadnień, jakie trzeba rozpatrzyć w naszej polityce wewnętrznej w ogóle!

3 komentarze

  1. ZSW zostala tak obrzydzona Polakom, ze nie sadze aby powrot do tej koncepcji byl mozliwy.
    Przy czym slusznie byl krytykowany za to, ze czesto sluzyli ludzie, ktorzy w wojsku nigdy znalezc sie nie powinni.
    Raczej nalezaloby budowac podwaliny powszechnej obrony terytorialnej, skladajacej sie tylko z ochotnikow i zbudowac system zachet powodujacy, ze odpowiedniego poziomu ochotnicy do OT trafia.
    NSR okazal sie porazka, a wiec powrot do ZSW na starych zasadach takze bedzie porazka. Niestety, takie spoleczenstwo.

    • W pełni popieram. Powrót do ZSW jest PSYCHOLOGICZNIE niemożliwy. Powszechna służba w OT, z której dopiero można by wyłuskiwać ZDOLNYCH i PRZYDATNYCH żołnierzy zawodowych.
      Tę powszechność oparłbym na dobrowolności związanej z PIT-em.
      I powiązałbym to z wynikami uzyskanymi w szkoleniu oraz długością czasu pozostawania w gotowości do do wykorzystania w rezerwie. Obniżki o 2, 3, 6, a nawet 10 % w płaconym podatku przez czas trwania w rezerwie, potwierdzony zdolnościami do służby (waga ciała, wyniki z WF-u, strzelania, itp. sprawnościami).
      To się musi wszystkim opłacać.
      I nikogo na siłę.
      Pełna dobrowolność.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.