Szyba

Szyba była zwyczajna, 10-letnia i z lekka już zmatowiała po przejechaniu w mym aucie prawie 300 tysięcy kilometrów. I może nawet nie warto byłoby o niej wspominać, gdyby nie to, że ją kilka lat temu ubezpieczyłem. I nawet nie pamiętałem, że płacę za ubezpieczenie od jej uszkodzenia…

Pewnego dnia jadąc do pracy, poderwany kołami jadącej ciężarówki kamyczek uderzył w tę szybę… Nawet go nie widziałem, jedynie usłyszałem głośny i charakterystyczny stuk. Na postoju szybę wymyłem, zlustrowałem, i nie widząc żadnych śladów pojechałem w dalszą drogę… Po kilku dniach zauważyłem na szybie delikatną ryskę. Pewnie bym jej nie zauważył, gdyby nie była na wysokości moich oczu. I gdy co dzień rano wsiadałem do samochodu, obserwowałem jak rysa pracowicie pokonuje kolejne milimetry szyby… Po tygodniu zacząłem myśleć, że czas zacząć coś robić, bo rysa zakręciła przez kolejną noc i rozpoczęła coraz szybszą wędrówkę w dół. Ale nie ma to jak młode pokolenie! Moja kochana córeczka wysiadając kiedyś z auta powiedziała: „Tato, musisz coś z tym zrobić! Przecież byle stójkowy może zabrać ci dowód rejestracyjny! Ty na pewno masz tę szybę ubezpieczoną!!!”. I faktycznie – jak zaglądnąłem do mojej polisy, zobaczyłem, że od paru lat płacę specjalne ubezpieczenie „szybowe”. Wydawało mi się wtedy, a był to początek a może połowa marca, że sprawa wyglądać będzie jak na reklamach w te-fał, którymi stale jestem molestowany…

Na drugi dzień zgłosiłem do mojego Ubezpieczyciela „szkodę”, deklarując że szybę chcę wymienić z tak zwanej „auto-szyby” a nie AC. I pierwszy tydzień był jak w reklamie. No może nie do końca, ale jeszcze ten tydzień napawał otuchą i optymizmem. Przez kilka dni trwała wymiana telefonów pomiędzy mną a jakąś miłą blondynką, która wciąż wydzwaniała wciąż pytając „jaka to szyba?”. Podałem jej wszystkie oznaczenia, ale okazało się to niewystarczające. Bo akurat kupując auto dopłaciłem za „specjalną szybę”, czyli taką, która tłumi promieniowanie słoneczne w ten sposób, że auto się nie nagrzewa.

Po tygodniu zadzwonił do mnie Producent Szyb Markowych informując, że mają zlecenie na dostarczenie SZYBY do mojego auta. Ale jest drobny problem z jej identyfikacją, więc mnie uprzejmie proszą o wizytę w Warsztacie gdzie szyba będzie wymieniana w celu upewnienia się, że została prawidłowo rozpoznana. No, pełen profesjonalizm i dopieszczenie Klienta! Za godzinę dzwoni Blondynka z Ubezpieczalni i potwierdza informację od Producenta, podając adres i telefon do Warsztatu. Umawiam się na „identyfikację”, jadę. Wszystko trwa z dojazdem i 5-cio minutowym „rozpoznaniem” 25 minut bo warsztat jest blisko mnie…

Na drugi dzień dzwoni Pan z Warsztatu, informując że Producent przysłał mu szybę i w zasadzie możemy „robić” – jedynie musimy poczekać na „papierki” od Ubezpieczyciela. Wstępnie umawiam się sobotę, – bo i mnie i Panu z Warsztatu pasuje ten dzień na wymianę Szyby.

Jednak kolejny dzień przynosi spore zaskoczenie. Błogość rozmyślań o Nowej Szybie burzy telefon Producenta Szyb Mniej Markowych, który informuje, że dostał zlecenie od Ubezpieczyciela na wymianę mojej Szyby. Jest tylko mały problem – rozpoznania, o jaką szybę chodzi. Proszą więc bym się udał do Warsztatu poza miastem leżącego aby dokonać diagnozy Szyby… Trochę mnie to wyprowadziło z równowagi bo i kłopot z dojazdem i plany różne się zawalają. Po godzinie mam telefon od Blondynki z Ubezpieczalni, która potwierdza to co powiedział Producent i podaje adres tego Warsztatu.

W tym momencie zacząłem się zastanawiać jak to technicznie zorganizować. Bo rozpoznać mogę, ale mam problem logistyczny z dojazdem do domu w czasie wymiany szyby i późniejszym dojazdem do Warsztatu. A tracić kilka godzin by obserwować Wymianę, jakoś nie chciałem… Zaglądnąłem też do netu by poczytać o szybach, o których do tej pory miałem blade pojęcie. Teraz już zaczynam je mieć! Zacząłem wydzwaniać do Blondynki próbując się dowiedzieć, dlaczego nastąpiła zmiana. Dyskusje trwają niemal tydzień. Dobrze, że mam „darmowe minuty”, bo poszedł bym z przysłowiowymi „torbami”. Panienka jest nieugięta. „nie bo nie”. Decyzja podjęta, mam dostać „zamiennik” i nie da się odkręcić, bo taka jest „procedura”. Próbuję się dowiedzieć, dlaczego „dało się” zmienić wcześniejszą decyzję. Panienka nie potrafi wyjaśnić. Próbuję zdobyć pokątnie informacje o zakresie ubezpieczenia „auto-szyba”, – bo okazuje się, że jest to „tajne” – płacę a tak naprawdę nie wiem, za co. Poprzez znajomości prywatne dowiaduję się, że to ubezpieczenie pozwala mi na dwukrotną wymianę szyby w ciągu roku ubezpieczeniowego, tak by wartość tych szyb wraz z wymianą nie przekraczała 2500 zł. Nie ma nic o tym, że Ubezpieczyciel daje „zamiennik”, na przykład w postaci przeźroczystej folii czy szyby okiennej zamiast szyby samochodowej. Po tygodniu daję za wygraną. Dzwonię do mojej Agentki, która ubezpiecza mnie od wielu, wielu lat. Pani wysłuchuje mojej opowieści, przeprasza za swoją Firmę i choć to inny dział prosi mnie bym nic nie robił, nic nie pisał – „ona to załatwi”. Bo w międzyczasie wydzwania do mnie Pan z Warsztatu w mieście, że ma dalej moją Szybę, a wysłuchując o problemie podpowiada, że należy napisać „zażalenie” do Ubezpieczyciela. Dowiaduję się też ile kosztuje z wymianą moja Szyba Markowa. Wraz z robocizną to około 1200 złotych. Z ciekawości wielkiej dzwonię do Warsztatu poza miastem leżącego i dowiaduję się, że i tam czeka na mnie Mniej Markowa Szyba w cenie z wymianą około 700 złotych.

Po tygodniach dwóch dzwoni do mnie Pani Agentka. Nic jej się nie udało załatwić, sprawy oparły się o „centralę” – nie rozumie tego wszystkiego i przeprasza za swoją Firmę. Zgadza się ze mną, że nic nie stoi na przeszkodzie by wstawić mi oryginał „markowy”. By jakoś załatwić sprawę pozytywnie – proponuje bym zgłosił do Ubezpieczyciela zmianę wymiany szyby zamiast z tytułu „autoszyba” na „AC”. Tak też robię. Wydawało mi się w tym momencie, że jeżeli Markowa Szyba czeka na mnie w Warsztacie – to teraz pójdzie wszystko gładko! Nic bardziej mylnego! Na drugi dzień dzwoni do mnie Druga Blondynka z prośbą o udanie się do Warsztatu Kolejnego, ale leżącego na drugim końcu miasta. Dostaję telefon i dzwonię. Okazuje się, że muszę pojechać, by Pana Rzeczoznawca rozpoznał Szybę i nadał sprawie Bieg. Udaję się. Jadę tam naiwnie myśląc, że rozpoznanie zajmie tak jak poprzednio 5 minut. Niestety, trwa to 2 godziny. Dopiero po numerze VIN Pan Rzeczoznawca identyfikuje Szybę. Obiecuje odezwać się, jak wszystko będzie gotowe do wymiany. Po ponad dwóch tygodniach sam łapię telefon i zaczynam łapać Pana Rzeczoznawcę. „Dopadam” i uzyskuję szczęsną wiadomość! Szyba jest! Jest też Decyzja Ubezpieczyciela i możemy działać! Kując żelazo póki gorące, biorę urlop i kolejny dzień spędzam na wymianie Szyby. Faktycznie nowej, Markowej i Oryginalnej. Wszystko załatwiono szybko i nawet auto mi wymyło!

Od prawie kilku dni użytkuję Nową Szybę, z miłością ją codziennie wieczorem myję i czyszczę, tak by rano w drodze do pracy świat przez nią pięknie wyglądał…

Wczoraj dostałem pismo od Ubezpieczyciela z informacją że koszt tej zabawy wyniósł ich 2500 zł.

A dziś sobie myślę tak. Jeżeli chodzi o koszty, to koszt wszystkich „zabaw”, telefonów, czas poświęcony na rozmowy, zaangażowanie kilku Warsztatów, dwóch Producentów, kilku Blondynek z kilku działów Ubezpieczyciela – pewnie podwaja albo potraja oficjalny koszt „zabawy”. Ale, co tam! I tak się to ściągnie z „ubezpieczonych”. Zastanawiam się też co bym zrobił, jakbym faktycznie BARDZO potrzebował auta w celu wykonywania pracy, szyba była całkowicie rozbita i nie posiadał bym garażu…

Doświadczenie moje, zdobyte przy tej okazji – bezcenne! Bo wiem, że na Ubezpieczycielu można polegać jak na Zawiszy!

I tylko jedna myśl mnie nurtuje. Jeżdżę swoimi autami od ponad 30-stu lat. Nie miałem wypadku – to znaczy mnie owszem parę razy „tłuczono” – ja innych nie! I gdybym nie płacił tych „ubezpieczeń” to teraz stać mnie by było na przysłowiowego Mercedesa ze złotymi klamkami i silnikiem WARP, a nawet może i na inkrustowaną 24-karatowym złotem, wysadzaną rubinami, wyposażoną w holoprojektor, pamięć i łączność satelitarną, gadającą do mnie w 100 językach – diamentową Szybę!

6 thoughts on “Szyba

  • 19 maja 2015 o 09:04
    Permalink

    Proszę pana ta sprawa to normalka. Tak działa cały nasz kraj. Dotyczy wszystkich dziedzin życia. Jest nawet nazwa zdradzona przez ważnego ministra “ch.d i k.k.”

    Odpowiedz
  • 19 maja 2015 o 12:06
    Permalink

    Miałem podobnie w salonie xxxxxxxxxxxxxxx we Wrocławiu

    Odpowiedz
  • 19 maja 2015 o 16:02
    Permalink

    Zacznę od krytyki, jeżeli autor w ciągu roku przejeżdża 30 tys. kilometrów a to wynika z treści artykułu no to proszę sobie wyobrazić zatrucie środowiska z powodu spalin.

    Opłacam też kilka ubezpieczeń min. chałupy aby uspokoić sumienie, wszyscy agenci ubezpieczeniowi są nad wyraz mili gdy płacę składkę, gdy chodzi o wypłatę odszkodowania sytuacja zmienia się o 180 stopni. Niektóre uszkodzenia samochodu jest prościej i taniej wykonać we własnym zakresie przy pomocy zakładu samochodowego zamiast próbować dogadać się z ubezpieczycielem np.drobne stłuczki. Poz tym wiem co nieco na temat firm ubezpieczeniowych one są jak banki i głównym ich celem jest zarabiać.

    Odpowiedz
    • 20 maja 2015 o 05:39
      Permalink

      No chyba z tym zarabianiem nie odkryla Pani Ameryki…
      Tak na prawde powinno sie to nazwac :
      “..i glownym ich celem jest oszukiwanie i zarabianie …”!!!!
      Przez zwodnicze obietnice wysydaja ostatni grosz z ludzi i za zgromadzony kapital spekuluja na gieldach swiata, orynawet na przyszle.zbi np.ryzu czy pszenicy, kukurydzy itp. podnoszac ich cene, ze ludzi nie stac na kupno elementarnego pozywienia …banki i ubezpieczenia to ta dama para kaloszy. …Banki sprzedaja polisy ubezpieczeniowe a potem razem ruszaja z tym kapitalem na spekulacje …
      ..Ale dzisiaj Pani laskawa z tymi towarzystwami ubezpieczeniowymi …ubezpieczja kogos (Uda, RFN …) np.30 lat na wypadek choroby, raz ktos zachoruje ti go na zbity pys wyrzuca, bo ta choroba to stanowi “ryzyko” dla towarzystwa ubezpieczeniowego ononi ubezpieczaja tylko zdrowych …tak wykiwali cos 40 mln Usa-Amerykanow, i co roku dochodzi natepns grupa np. zachoruje kto na raka …do widzenia …rece opadaja …

      Odpowiedz
  • 19 maja 2015 o 16:22
    Permalink

    Phi…, jeśli tak wygląda “codzienne życie” w Polsce, to chyba słusznie zrobiłem przed 25-laty wyjeżdżając z tego zaścianka….

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.