No i co z tego, że nas szpiegują?

No i co z tego, że nas szpiegują? Przecież to nie ma większego znaczenia w praktyce, gdyż nie mamy żadnych zasadniczych tajemnic, które mogłyby potencjalnych nieprzyjaciół przerażać tak bardzo, aby spowodować szpiegowanie.

Nie jest tajemnicą, że po zlikwidowaniu WSI wiadomo, w jaki sposób i w jakiej atmosferze, Polsce nikt nie powierzy żadnych tajemnic NATO na serio, – ponieważ państwowo nie jesteśmy kompatybilni dla naszych partnerów zachodnich. Prawdopodobnie chronią się przed nami kontrwywiadowczo, tak jak przed zagrożeniami z przypadku lub średniej wartości. W związku z powyższym nie ma, czego u nas szpiegować w wymiarze sojuszniczym.

Współczesny wywiad satelitarny, program otwartego nieba oraz tajne drony, tej generacji które dzisiaj używają służby – mogą w pełni zabezpieczyć wywiad z rozpoznania dotyczący jednostek wojskowych. Jest ich naprawdę tak niewiele, że nie jest tajemnicą ich dyslokacja, a przy pomocy odpowiedniego oprogramowania wprowadzonego do systemu sieci telefonii komórkowej można mieć pojęcie – gdzie fizycznie dyslokowani są żołnierze nawet z imienia i nazwiska. Poza tym trzeba pamiętać, że znaczna część sprzętu naszej armii nie jest tajemnicą, ponieważ pochodzi z czasów Układu Warszawskiego. Więc naprawdę, jeżeli chodzi o wojsko – nie ma czego szpiegować, chyba że dla sportu. Jednakże naprawdę cały sprzęt kupujemy w JAWNYCH przetargach lub jawnie w świetle reflektorów przecinane są wstęgi przez prezydenta, premiera i ministra, – więc „nowinek”, także nie ukrywamy. Natomiast zakupy operacyjne dotyczą tak niewielkiej ilości sprzętu, że nie ma on znaczenia taktycznego.

Oczywiście można podnosić kwestie didaskaliów w rodzaju gotowości bojowej jednostek, zapasów, morale, mechanizmów mobilizacji itd. Od tego jest tajemnica wojskowa i państwowa oraz służby specjalne, żeby to chronić. Jest to przecież piękne narzędzie potencjalnej dezinformacji. Przy czym jednak trzeba w ogóle rozważyć, czy biorąc pod uwagę nasz mizerny potencjał ogólny – w ogóle jest sens tutaj cokolwiek badać. Ponieważ naprawdę nie ma znaczenia, czy nasze jednostki pierwszego rzutu mają amunicji i paliwa na trzy czy na pięć dni walk. Nie ma znaczenia, ze względu na totalną i bezwzględną przewagę potencjalnego przeciwnika. Jednakże owszem, to jest na pewno materiał do zainteresowania cudzych służb.

Poza tym mamy przemysł obronny, którego potencjał i możliwości mogą interesować potencjalnego przeciwnika. Jednakże tenże ma to do siebie, że jego potencjał można zobaczyć w katalogach dostępnych w Internecie. Do tego oczywiście liczą się szczegóły techniczne rozwiązań jak również możliwość dezorganizacji systemu – jednakże w tym zakresie zdaje się sami sobie tak bardzo szkodzimy, że nie jeden przeciwnik by tego nie wymyślił. Przecież oczywistością jest, że infiltracja polskiego przemysłu obronnego, jeżeli nastąpiła, to nastąpiła ze strony zachodniej. No, a kto to był, czy zachowywał informacje tylko dla siebie, czy może komuś przekazywał – to już inna kwestia. Można się spodziewać, że to wszystko już jest dawno rozpracowane. Zresztą proszę sobie skojarzyć, z jakim niewielkim terytorialnie, ale wielkim „duchem” krajem zbrojeniowo współpracujemy i jak ten kraj zachował się wobec tajemnic wojskowych Gruzji, gdy ta toczyła wojnę z Federacją Rosyjską. Więcej nie odważymy się napisać w temacie, bo chcemy rano oddychać nie przez wąską dziurkę w foliowym worku, tylko normalnie.

Zatem z informacji, które mogą jeszcze interesować naszych nieprzyjaciół są kwestie obyczajowo-towarzyskie związane z establishmentem politycznym, gospodarczym i religijnym w Polsce. Tutaj rzeczywiście można bardzo wiele osiągnąć, jeżeli posiada się odpowiednie i aktualne informacje. Przykładowo, proszę sobie wyobrazić, że posiadacie państwo informacje na temat współpracy ojca jednego z polskich biznesmenów z niemieckim okupantem. Z tych informacji wynika, że ojciec szanowanego biznesmena „szmalcował”, czyli wydawał na śmierć ukrywających się obywateli polskich narodowości żydowskiej. Teraz wyobraźcie sobie państwo, że tenże biznesmen miał podjąć jakąś decyzję np. ważącą na zabezpieczeniu dywersyfikacji energetycznej naszego państwa. Szczegóły możemy sobie darować, bo to oczywiście czyste political fiction, a państwo czytelnicy sami wiecie i rozumiecie, nie ma wam, po co tłumaczyć, że wszelkie podobieństwa są przypadkowe i niezamierzone.

Mniej więcej tyle, bo naprawdę nie ma za bardzo, co szpiegować w naszym kraju, aczkolwiek niektóre inwestycje strategiczne – ślimaczące się z niezrozumiałych względów po prostu proszą się o ochronę kontrwywiadowczą, ale mniejsza z tym wszystkim w świecie szpiegów liczą się domniemania i przypuszczenia. Obserwujmy, zatem nowy spektakl, na pewno będzie ciekawy. Jednakże proszę nie mieć złudzeń – szpiegują nas z wielu kierunków! Tutaj nie ma jednej determinacji geograficznej.

One thought on “No i co z tego, że nas szpiegują?

  • 17 października 2014 o 17:36
    Permalink

    to kolejne działanie ukryte – z przecieku – czyli dzwonił agent do dziennikarza (informatora) nie ma co się tym emocjonować – to kamieni kupa 🙂
    Zwróćcie uwagę że ex minister się nie wypowiadał.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.