Paradygmat rozwoju

Szczyt Xi-Obama smutne wnioski zamiast nowego otwarcia

 Sekretarz Generalny Chińskiej Partii Komunistycznej, Prezydent Chin Xi Jinping gościł u swojego amerykańskiego dłużnika Baracka Obamy w Kalifornii. 1,5 bln USD długu w posiadaniu Pekinu powoduje, że gość może czuć się w Kalifornii jak u siebie, albowiem jest to olbrzymia ilość pieniędzy, której Stany Zjednoczone nie mają możliwości obecnie spłacić. Gdyby Chińczycy mogli kupować Amerykańskie aktywa bez ograniczeń (tak jak zagraniczni inwestorzy mogą to robić w Polsce) to już dawno Ameryka by zubożała pracując na swoich chińskich właścicieli.

Symptomatyczna była sama trasa jaką przybył Prezydent Chin, otóż najpierw odwiedził mniejsze państwa regionu a USA jako oczywiście najważniejszego partnera pozostawił na sam koniec. Jednakże był to bardziej niż wymowny sygnał – Chińczycy wiedzą gdzie są Karaiby, gdzie jest Ameryka Południowa i najważniejsze gdzie jest Meksyk. Jeżeli Amerykanie pozwalają sobie na pływanie pod nosem Chin, to dlaczego Chińczycy nie mieliby pływać po Zatoce? Może to spowodować zupełnie nową sytuację geopolityczną w regionie, na którą Waszyngton nie tylko nie ma ochoty ale po prostu nie jest gotowy.

Chińscy hakerzy są oskarżani przez media amerykańskie i średniej rangi przedstawicieli administracji o kradzieże danych z amerykańskich serwerów rządowych i należących do przemysłu. Podobno stan infiltracji jest do tego stopnia znaczny, że odwzorowuje się w wyścigu technologicznym, w którym Chiny w ostatnich kilku latach zrobiły wiele bardzo małych kroków, ale w zaskakująco dużej ilości. Jednakże niczego tutaj nie postanowiono, a zwykła kradzież praw intelektualnych zachodnich projektantów przez Chińczyków to już jest standard, który trzeba uznawać za rzeczywistość.

Prawa człowieka już nawet nie są poruszane na spotkaniach na szczycie! To ciekawe, bo przecież Prezydent Obama spotyka się z komunistą! Czy to nikomu już nie przeszkadza? Nikt tego faktu nie zauważył? I o ile jeszcze kwestie praw człowieka w „Chinach właściwych” można odpuścić w imię pragmatyzmu – to serii samospaleń zdesperowanych Tybetańczyków po prostu będąc porządnym człowiekiem nie wypada i nie godzi się. Jednakże jak widać, to zagadnienie nie jest problemem ani dla pana Obamy, ani dla naszej pani Kopacz – świat zapomniał o Tybecie. Świat zapomniał o ludziach pchniętych do pełnej desperacji.

Wzrost znaczenia Chin w Azji jest przedsmakiem wzrostu ich znaczenia na całym globie. Barack Obama chciał załatwić przestrzeganie status quo na wodach wokoło Chin, jednakże jego chiński wierzyciel chyba nie bardzo chciał w ogóle podejmować ten temat, ponieważ morza wokoło Chin są w Pekinie uznawane już za własne morza. Będzie to oznaczało w praktyce mniej więcej tyle, że konfrontacja o małe wyspy ma się wedle Chińczyków odbywać bez udziału USA, bo to jest strefa wpływów Pekinu. Dziwi to jak miękko ustępuje Waszyngton.

Kolejną kwestią jest przewartościowanie chińskiej waluty, co dobija korzystny dla Pekinu bilans handlowy. Od dłuższego czasu pod adresem Pekinu wysyłane są pytania badawcze różnych instytucji, ale tak naprawdę wszystkim opłaca się tania chińska waluta – a ściślej opłaca się producentom i importerom, ponieważ kupują jeszcze taniej niż powinni. Nikt nie odważy się powiedzieć głośno że to dumping gospodarczy prowadzący do drenażu miejsc pracy na zachodzie.

Jedynie w kwestii Korei Północnej a ściślej jej arsenału jądrowego oba kraje są zgodne, że to element układanki który im zupełnie nie pasuje, jednakże niewiele mogą w tej sprawie zrobić tylko sobie nawzajem ponarzekać. Broń atomowa izoluje Koreę przed jakimikolwiek zagrożeniami ze strony tych dwóch mocarstw.

W zasadzie Xi Jinping oznajmił Obamie, że Chiny są już drugim – w domyśle równorzędnym wobec USA supermocarstwem i Ameryka jeżeli nie chce konfrontacji musi przyjąć koegzystencję na warunkach Pekinu. W praktyce oznacza to stopniową dyfuzję gospodarczą i wysysanie technologii oraz kapitałów w zamian za bezwartościowe badziewie, które z powodzeniem można produkować w większości przypadków w USA.

Mówienie o wzajemnych korzyściach z handlu jest w tym kontekście głupotą, naiwnością i zasłanianiem słabości zachodu niezdolnego do zreformowania się i wyjścia naprzeciw chińskiej dominacji.

Jest przy tym oczywiste, że konfrontacja USA z Chinami to byłaby katastrofa dla świata, albowiem trudno jest sobie wyobrazić wojnę supermocarstw! Jednakże coś z nierównowagą handlową, w której wygrywają totalnie i miażdżąco Chiny trzeba będzie zrobić, albo zachód się wyludni ponieważ jego klasa średnia i niższa nie ma źródeł dochodu. Politycy – idioci pozwolili zachodnim korporacjom na przeniesienie produkcji do Chin w imię ich zysków. Produkty miały być tańsze, ale przeważnie nie są ponieważ korporacje zgarniają po prostu większe marże, ale wiele osób na zachodzie po prostu nie ma w ogóle pracy – ponieważ zostały outsourcowane na Daleki Wschód. Póki co ekonomiści udają idiotów badając zjawisko – nie mówiąc głośno, że wiedzą o co chodzi. Niestety diagnoza jest brutalna – wygrywa większy, kolejne pokolenia będą uboższe – dochody przenoszą się tam gdzie jest praca a ta jest tam gdzie jest produkcja.

Za około 10 może 15 lat jak Chiny opanują szereg technologii obecnie jeszcze trudnych do wykonywania przy ich kulturze technicznej – nie będą potrzebowali większości naszych produktów i będą mogli rzucić wyzwanie największym. Wówczas same wyprodukują lotniskowce i samoloty zdolne do stawienia czoła amerykańskiej zardzewiałej potędze na Pacyfiku.

Amerykanie! Kupujcie dalej chińskie zabawki… oczywiście zadłużając się! Można nawet postawić pytanie – czy kiedykolwiek dotąd, jakikolwiek kraj – zadłużył się tak głupio jak USA w Chinach?

One Comment

  1. Ważne że się spotkali i rozmawiali.
    To zawsze lepsze, niż strzelanina, w której kochają się Amerykanie.
    A Chińczycy?
    Są cierpliwi, bo ich państwo istnieje ponad 3000 lat.
    Ostatnie 100 lat, gdy mieli PRZEJŚCIOWE TRUDNOŚCI – to tylko mgnienie oka wobec ich tradycji.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.