Społeczeństwo

Szczyt klimatyczny COP25

graf. red.

Przedsiębiorstwa muszą zainwestować 2,5 bln USD, aby dostosować się do coraz bardziej rygorystycznych przepisów klimatycznych

Szczyt COP25 będzie katalizatorem zaostrzenia przepisów odnoszących się do zmian klimatycznych: obliczamy, że łączny wpływ na globalny przemysł wyniesie blisko 2,5 bln USD w ciągu następnych dziesięciu lat.
Największe koszty poniesie sektor energetyczny (900 mld USD), następnie stalowy (300 mld USD) oraz transport lotniczy i morski (55 mld USD).
Przedsiębiorstwa nie są wystarczająco przygotowane na nową falę regulacyjną: po skurczeniu się marż z powodu rosnących kosztów emisji i bardziej rygorystycznych przepisów w najbliższej przyszłości realnym ryzykiem jest kompletna utrata wartości pewnych aktywów lub wartości całych przedsiębiorstw.
Paryż-Warszawa, grudzień 2019 r. – W Madrycie kończy się konferencja klimatyczna COP25, a emisje gazów cieplarnianych nadal rosną (+2,0% p.a. w 2018 r.) mimo uchwalenia na całym świecie ponad 1500 przepisów ustawowych dotyczących zmian klimatycznych. Wysiłki ograniczenia emisji muszą więc zostać zwiększone aż pięciokrotnie zgodnie z Programem Ochrony Środowiska Narodów Zjednoczonych (UNEP). Dlatego spodziewamy się na całym świecie zaostrzenia i zwiększenia liczby regulacji w zakresie zmian środowiskowych.

“W celu ilościowego określenia wpływu pogrupowaliśmy najważniejsze wskaźniki na cztery kategorie: ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla; koszyk energetyczny i efektywność energetyczna; regulacje dotyczące mobilności; podatki, grzywny i opłaty właściwe dla danej branży. Zauważyliśmy, że negatywny wpływ na globalny przemysł wyniesie blisko 2,5 bln USD w ciągu następnych dziesięciu lat” – powiedziała Catharina Hillenbrand, Doradca Sektorowy ds. Energii, Metali, Maszyn i Urządzeń w Euler Hermes.

Które sektory są najbardziej narażone?

Uważamy, że nowe regulacje wpłyną na niemal całą globalną gospodarkę, dlatego obliczyliśmy ich wpływ w podziale na sektory (zob. pełną listę tutaj), przy czym ciężar regulacji nie będzie rozłożony równomiernie i niektóre z nich zmiany odczują wyjątkowo dotkliwie:
Regulacje dotyczące klimatu już kosztowały sektor energetyczny 1,4 bln USD w ostatnich dziesięciu latach, a spodziewały się, że będą kosztowały dalsze 900 mld USD w następnej dekadzie.
Sektor stalowy jako sektor energochłonny będzie drugą z kolei najbardziej dotkniętą branżą: 300 mld USD w ciągu najbliższych 10 lat.
Transport lotniczy i morski plasuje się na trzecim miejscu (55 mld USD) ze względu na połączenie programów kompensacji emisji dwutlenku węgla (z 16 do 42 mld USD), podwyższone opodatkowanie i/lub opłaty od emisji CO2, a także globalne zachęty na przestawienie się na transport kolejowy. Na oba te segmenty będą także miały wpływ nowe regulacje dotyczące zawartości siarki w paliwie.

Jak przedsiębiorstwa powinny się przygotować do tej fali regulacyjnej?

Aby się przygotować, przedsiębiorstwa muszą rozważyć wystąpienie efektów bezpośrednich oraz wtórnych:

Bezpośrednim wpływem będzie obniżenie marż brutto z powodu rosnących kosztów emisji. Może to mieć przełożenie na inne koszty, tj. np. koszty operacyjne (OPEX) lub koszty kapitałowe (CAPEX). Ale może to również skutkować zmniejszeniem rentowności operacyjnej w efekcie zwiększenia się innych wydatków, ponoszonych w celu przejścia na czystsze, ale bardziej kosztochłonne procesy lub większe wydatki na badania i rozwój.
Należy także uwzględnić ryzyka pośrednie, od przemodelowania łańcucha dostaw i zwielokrotnienia ryzyka z tym związanego do większej ekspozycji na (oczekiwania) klientów końcowych. Ponadto, każda z tych kwestii może mieć widoczny wpływ na bilans i wypłacalność przedsiębiorstw.

W zależności od szybkości dostosowania się (która obecnie jest niewystarczająca) – przy dużych opóźnieniach najdalej idącym, ale realnym ryzykiem jest kompletna utrata wartości pewnych aktywów lub całych przedsiębiorstw. Sektor węglowy jest pierwszym przykładem osieroconej branży, ale także wiele innych sektorów zostanie w skali całej gospodarki światowej zostanie wystawionych na prawdziwą próbę, mogąca prowadzić do ich marginalizacji.
„Przykładem – może nie bezpośredniego wpływu nowych regulacji, ale zmian jakie wywrą one na łańcuch dostaw i popyt niech będzie przemysł maszynowy, ta jego część zaopatrująca w maszyny sektor wydobywczy, w tym górnictwo – ocenia Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka. Tak silny (jeszcze) w Polsce, żyjący dotychczas nadzieją ekspansji na rynku m.in. chińskim, nadal opartym w dużym stopniu na węglu. Nadzieje te stoją pod znakiem zapytania – nie tylko skala wydobycia, ale też problemów ekologicznych jest największa w Chinach. Można więc oczekiwać tam szybkich, systemowych odgórnie kierowanych zmian dążących do marginalizacji górnictwa, co chyba ma już miejsce – jest bowiem realnie czym je zastąpić. Wdrożono gigantyczne, gdzie indziej niewyobrażalne programy regulowania rzek i budowy mega-hydroelektrowni. Chiny są ponadto światowym potentatem w produkcji odnawialnych źródeł energii, m.in. paneli fotowoltanicznych. Skok z XIX w XXI wiek w kwestii pozyskiwania energii elektrycznej, na czym straci przemysł obsługujący górnictwo. Oczywiście zmiany te stworzą również możliwości dla tych przedsiębiorstw, które opracowują produkty i usługi wspierające transformację i ekspansję samego sektora energii alternatywnej.”

***

Informacja redakcji:

Wszelkie prawa do tekstu zastrzeżone dla Euler Hermes, wyłączenie licencji CC 3.0.

6 komentarzy

  1. Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej

    Gdzieś już czytałem, że aby oświetlić (TYLKO oświetlić) Wrocław potrzeba by 2000 wiatraków pracujących non stop. Pomijam już szkodliwy wpływ na efekt ZERO wiatru po drugiej stronie łopat (moja teza tak od 5 lat), bo przecież wiatr sprowadzamy do napędu wiatraka. Ale co z akceptacją wiatraka przez ludzkie oko? Za przeproszeniem niE da się tego inaczej ocenić jak MOCNO WK*****JĄCE. No i inna kwestia….który proces wyprodukuje te wiatraki, wiatraki czy węgiel?
    Wszystko zatem sprowadza się do węgla, najlepiej więc budować elektrociepłownie i ciepłownie (nie wiem czy człowiek wymyślił coś bardziej optymalnego) tylko czy tędy droga? Dla kogo tyle energii? Ano najwięcej jej wymagają KORPORACJE. Ja myślę, że jakby się ich pozbyć to nagle okazałoby się, że Ziemia się odradza.
    Teraz mamy taką oto sytuację, że zamartwiamy się o ODDECH i jednocześnie robimy wszystko aby korporacje się rozrastały. Trochę też to wina jednostki bo chcemy żreć mięcho 7 razy w tygodniu i 2.5 raza na dzień. No więc aby system mógł wydolić potrzeba od cholera paszy dla zwierząt. Za tym idą środki w cudzysłowie ochrony roślin (tutaj uwaga: glifosat jest środkiem ochrony roślin a przecież niszczy wszystko i zostawia kukurydzę, no….ale jesteśmy przyzwyczajeni), pestycydy, fungicydy, herbicydy i wszystkie inne -cydy. To trzeba przecież wyprodukować, zużyć węgla….ropy na dostarczenie.
    Tak więc jak jedziecie moi drodzy samochodem wśród bezkresnych pól to te obsiane pola nie są pod nasze gardła bezpośrednio. Większość z tego idzie na pasze. Kiedyś obliczyłem, że aby wyżywić całą Polskę ziemniakiem potrzeba by teren 15 km x 15 km.

    Zatem jeśli chcesz coś zrobić dla świata żryj mięcho góra 2 razy na tydzień. Przy czym daruj sobie, jeśli nie zrobi tego także Twój sąsiad.

    Pozdrawiam

    • To fakt, ograniczenie spożycia mięsa wyszłoby wszystkim na zdrowie, naszej matce ziemi także. Niestety okupacyjna religia nie toleruje wegetarianizmu, do którego już zalicza nawet polskie klasyczne jarstwo (kiedyś spotkałem się z taką interpretacją księdza), zaliczając taką dietę do herezji, a wegetarian wręcz do sekt. Gdy papież Franciszek zaczyna coś tam przepowiadać, że należy dodać nowy grzech ekologiczny, czyli za niszczenie środowiska, to prawactwo na forach wręcz zdziczało ze złości.

      Musisz wiedzieć, że mięso działa jak narkotyk uzależniając organizm, stąd takie dążenie ludzi do żarcia mięsa praktycznie non stop, a później mają problemy zdrowotne. Poza tym nadmiar mięsa w diecie też powoduje bardziej agresywne zachowania wg pewnych teorii i badań. Dla przykładu dzieci i młodzież byłaby mniej agresywna, gdyby zmienić im dietę, to samo w więzieniach, zmiana diety na co najmniej jarską powoduje zmniejszenie agresji.
      Poza tym chemia w żywności też robi swoje szkody, stąd zwiększona umieralność Polaków.
      http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2018/08/trucizna-na-talerzu/
      http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2019/01/chemiczny-holokaust-polski/

      • Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej

        Ja prowadzę ośrodki opiekuńcze dla ludzi starych, proszę sobie wyobrazić że z nakazu (bo przecież nie z zalecenia) ja muszę mieć w jadłospisie codziennie dla nich mięso. Dostałbym mandat gdybym zrobił inaczej. A przecież wiadomo, że im człowiek starszy tym niższą wartość kaloryczną potrzebuje.

  2. No idzie kryzys to widać, słychać i czuć

  3. U nas te zalecenia SZCZYTÓW nie powiodą się, bo jesteśmy na to za biedni.

    Pełne półki w supermarketach, zawierające zestandaryzowane produkty – to miraż bogactwa, a jako Państwo i Samorządy – nie dysponujemy nadwyżkami (jak Niemcy), umożliwiającymi DROGIE modernizacje w energetyce, termoizolacje i w produkcjach zanieczyszczających środowisko plus gospodarka odpadami.

    Już samo palenie gazem zamiast węglem na wsiach i małych miasteczkach to DRAMAT.

    10-12 metrów sześciennych gazu na dobę dla standardowego domku “klocka” – to przy średnich dochodach 2500-3500 PLN na rodzinę – to zbyt dużo, a jeszcze nie ma mrozów minus 20 stopni!

    Dlatego te ZMNIEJSZANIE zanieczyszczeń, to jak na razie – to są mrzonki bogatych EKOLOGÓW z dużych miast zatrudnionych w KORPO.

    W Banasiowej Republice Nadwiślańskiego Macondo jeszcze nie nadszedł czas na kompleksowe podejście do zdrowego powietrza i czystego środowiska.

    Ale “staratsia nada”.

    Amen.

  4. Tak jak poprzedni szczyt, COP25 ma kłopot z wynegocjowaniem wspólnych zobowiązań. Problemem są jak zwykle pieniądze, czyli system handlu emisjami oraz finansowanie dostosowania się do zobowiązań.
    Niewątpliwie te kwestie będą znacząco dotyczyć Polski, i niestety, będzie się to wiązać z trudnymi (kosztownymi) decyzjami.

    Nie wdając się w sens “walki o klimat”, gdzie narzucenie globalnych ograniczeń jest korzystne dla Europy (chociaż niekoniecznie dla Polski), to nie mając większej “siły przebicia”, musimy po prostu “płynąć z prądem”. Szkoda czasu na dowodzenie swoich racji (nawet gdyby były prawdziwe), bo tendencje są jakie są, i po prostu trzeba się dostosować – im wcześniej zaczniemy, tym lepiej. W ogóle to straciliśmy już wiele lat na próby “zawrócenia trendu”, z góry skazane na porażkę. Szkoda tego czasu.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.