Ogólna, Technologia

Szafki kablowe

 W pierwszym moim felietonie wspomniałem o malowaniu szafek. Jeżeli ktoś czekał na to opowiadanie, w końcu się doczekał!

Ale muszę zacząć od wprowadzenia. Czyli upalnego, pustynnego klimatu z temperaturami dochodzącymi do 49 stopni. Co prawda na naszych termometrach było często powyżej 50 stopni. Ale wszystkie „oficjalne” termometry w mieście wyświetlały maksymalnie 49. Plotka głosiła, że podobno jest tutaj takie prawo, które pozwala dać dzień wolny w taki upał. Nie wiem czy takie prawo istotnie było, faktem jest niewątpliwym, iż nigdy temperatura ta nie została oficjalnie przekroczona!

W takim to klimacie upalnym, bardzo mnie zadziwiali właściciele samochodów osobowych, którzy mieli swoje pojazdy wyposażone w plastikowe pokrowce na wszystkich siedzeniach. Ja rozumiem – w nowym aucie, świeżo odebranym z salonu. Ale w starym, sponiewieranym, bez klimy, – bo jeżdżącym z otwartymi oknami – też była folia. Czasem stara, zużyta i podziurawiona, a czasem świeżo i pracowicie „odrestaurowana”…

Ci, którzy spędzili w tym miejscu trochę czasu, zapytani o ten dziwny zwyczaj, tłumaczyli to tym, że krajowcy uważają przedmiot za „kompletny” w formie, w jakiej go nabyli. Podobno komputery też, co niektórzy mają tylko wyjęte z pudełek, ale z folią naciągniętą jak w transporcie…

Uważałem to za jakieś bajkowe tłumaczenia, legendy i starałem się rozwikłać tę zagadkę.

W międzyczasie jednak pracowaliśmy! No i w tej pracy, poświęconej na „kalibrację” różnych urządzeń automatyki „elektrownianej”, pewnego razu wezwano mnie na „dywanik”. Okazało się, że nie muszę się z niczego tłumaczyć. Wprost przeciwnie, pochwalono za już wykonane prace, szczególnie przy usprawnieniu zaworów. I zaproponowano mi, jako przedstawicielowi kontraktu, rozszerzenie prac. Oczywiście, bardzo serdecznie podziękowałem i za uznanie naszej pracy i za zlecenie nowej. Wiadomo, że nie ja będę podpisywał te dodatkowe umowy-zlecenia, więc zanim sprawę „puszczę dalej”, pasowało się dowiedzieć od gospodarzy, na czym ma polegać ta praca. Tu nastąpił długi wykład Gospodarzy… Że praca jest BARDZO odpowiedzialna. I musi zostać dobrze wykonana, bo od tego zależy WIZERUNEK Elektrowni.

Powiem krótko – praca miała polegać na pomalowaniu wszystkich szafek na terenie całej elektrowni, – czyli 8 turbozespołów plus kotły i destylarnia, oraz co jest najważniejsze – szafki powinny wyglądać tak jak je oddali do użytku Japończycy. Czyli jak? Powinny być po malowaniu – POWLECZONE folią!

A teraz najlepsze! Zaproponowano mi wycenę tych prac na takim poziomie za jedną szafkę, że jak w myślach policzyłem wyszła nieprawdopodobnie duża kwota! Chyba zrobiłem przy tych obliczeniach jakąś dziwną minę, bo zaraz się poprawili i „dołożyli” w tej propozycji wyceny jeszcze prawie drugie tyle!

Sprawa „szafek” skończyła się tak. Zostało to zaakceptowane przez nasze polskie szefostwo, które do końca nie mogło zrozumieć jak można wycenić tak wysoko tak prostą czynność. I przecież ledwie wyszliśmy „na swoje” przy dotychczasowych pracach. Skomplikowanych i wymagających drogiego sprzętu oraz wykwalifikowanych ludzi.

Cóż zrobiliśmy? Ja zakupiłem farbę, kompresory i inne narzędzia. Oraz FOLIĘ – rzecz jasna!

Zatrudniliśmy jakichś 30 pracowników z „Bangla” czy innego Pakistanu. I oni pracowicie przez 3 tygodnie odnawiali te nasze, niemal „złote” szafki w ochronnym kolorze piachu pustyni, które po renowacji stały się prawie jak nowe, „japońskie”…

Bo… ofoliowane!

I dalej, do dzisiaj nie wiem, – po co ta folia?

One Comment

  1. Świetnie napisane, gratuluję. Mnie jako babie nie wypada przyznać się, że nie wiem po co ta folia? zaraz skomentują wiadomo blondynka. Choć w dalszym ciągu nie rozumiem, to postaram się wytłumaczyć. Folia najprawdopodobniej powinna zadziałać tak, jak krem z filtrem przeciwko promieniom UV, być może jest to pole do popisu dla firm kosmetycznych. Artykuł jak zwykle przeczytałam z zaciekawieniem i tym razem z rozbawieniem.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.