Społeczeństwo

Systemowy problem z leczeniem nowotworów w Polsce

 Zbliża się koniec roku, szpitale coraz częściej zgłaszają, że nie mają środków na leczenie najpoważniejszych chorób, jakie dotykają nasze społeczeństwo, leczenie nowotworów pod koniec roku kalendarzowego staje się znacząco utrudnione, albowiem jak Polska długa i szeroka zaczyna brakować funduszy na leczenie raka.

Nowotwory mają to do siebie, że się na nie umiera. Być może brzmi to trywialnie i banalnie, ale w istocie o to w tej chorobie chodzi – masz raka, w efekcie grozi ci przyśpieszona śmierć bez względu na to, w jakim jesteś wieku. Liczne badania na całym świecie wskazują na zależności pomiędzy np. trybem odżywiania się a niektórymi typami raka, czy też wręcz podatnością na tego typu nowotwory, lecz mimo wszystko to praktycznie zawsze jest totolotek, bo albo się raka ma albo się go nie ma, jest to choroba, która nie wybiera, aczkolwiek faktycznie można jej dopomóc stymulując swój organizm czynnikami zwiększającymi jego podatność na ryzyko wystąpienia nowotworu.

Samo leczenie nowotworu jest podwójnie lub nawet wielokrotnie skomplikowane, albowiem choroba dotyka na kilku płaszczyznach i często równolegle, albowiem już same skutki terapii skojarzonej w leczeniu standardowych nowotworów – stwarzają ryzyko nadzwyczajnych powikłań i chorób, których leczenie jest dodatkowym wyzwaniem i problemem. Powoduje to, że chory nowotworowo powinien mieć specjalne traktowanie i nadzwyczajną ścieżkę leczenia, ograniczającą ryzyka powikłań i specjalne wsparcie np. w postaci bezpośredniego dostępu do prowadzących go specjalistów.

Dodatkowo rak oddziałuje także na życie człowieka, albowiem dezorganizuje jego dotychczasowe zwyczaje np. żywieniowe, bytowe, higieniczne. Jeżeli chory/chora na raka ma na utrzymaniu rodzinę i pracę wymagającą ciągłej obecności i skupienia – to choroba może wykluczyć go społecznie i ekonomicznie z uzyskiwanych dochodów. Zwolnienie lekarskie to jedno, a rzeczywistość rynku pracy to drugie, fikcja prawna funkcjonująca w naszym państwie sięga szczytów obłudy, dlatego trzeba zmienić ten system.

O nowoczesności stosowanych technik leczniczych nie będąc ekspertem nie można się wypowiadać, jednakże na podstawie doświadczeń wynikających z obserwacji leczenia nowotworu – w Polsce i za granicą można wysnuć pewne widoczne gołym okiem wnioski. Generalizując, leczenie nowotworów w Polsce a np. we Francji, Danii, Szwecji i Wielkiej Brytanii to zupełnie coś innego, inna, jakość, inne podejście, inny poziom zaangażowania metodycznego lekarzy – sam proces koncentracji na pacjencie rodzi dla niego zupełnie inne skutki i powoduje, że nie tylko chce mu się żyć, ale wszystko przebiega sprawniej, szybciej i lepiej, chociażby z samego faktu oszczędności czasu potrzebnego do podjęcia decyzji przez kilku specjalistów i „wcelowaniu” diagnozy w pacjenta. Nie da się porównać naszego leczenia do tego, z czym człowiek ma do czynienia tam, a co jest najbardziej gorzkie – zwłaszcza, jeżeli w klinice w Wielkiej Brytanii przyjmuje nas specjalista z Polski. Ci sami ludzie, potężna wiedza – inny system i inne finansowanie, a efekty różne. Leczenie u nas można obrazowo porównać do stosowania pewnych sztampowych wzorców i aplikowania chorym podobnych terapii – oczekując na wyniki w danej grupie. Leczenie za granicą – to zawsze pojedyncze i indywidualne podejście do pacjenta, pełne diagnozowanie ukierunkowane na specyfikę pacjenta – przez zespół specjalistów zajmujących się nie tylko wlewaniem w człowieka kolejnej porcji magicznego roztworu, ale jego stanem ogólnym – sprawdzaniem i weryfikowaniem wszystkiego krok po kroku. Jeżeli takie różnice są widoczne dla laika – będącego w istocie zwykłym obserwatorem, to, co myślą o tym eksperci? Chyba strach się bać.

Nasza rzeczywistość jest zupełnie inna od zachodniej. Wiele zależy od tego, jaki typ nowotworu akurat ma pecha się mieć. Jeżeli jest to coś „standardowego”, np. nowotwór płuca a w pobliżu jest np. silny ośrodek leczenia chorób płuc – można mieć bardzo dużo szczęścia, że trafi się po pierwsze na zespół lekarski, który jest pełen profesjonalizmu, po drugie na odpowiednie wyposażenie, a po trzecie jak szpital ma np. zapas odpowiednich specyfików. Gorzej jest już w przypadku raków nadzwyczajnych i trudnych w leczeniu jak nowotwory mózgu, ziarnica złośliwa i inne ciężkie przypadki, których leczenie jest o wiele droższe od terapii „standardowej” i wymaga zaangażowania o wiele większych sił i środków ze strony szpitala. W takich i innych przypadkach, bardzo często nasi krajowi specjaliści stają pod ścianą niemocy, rozkładając bezradnie ręce – wypisując skierowanie na leczenie geriatryczne w praktyce sprowadzające się do ograniczenia bólu u śmiertelnie chorego pacjenta.

Nie musi tak być. Polacy nie muszą być skazywani na śmierć i cierpienie tylko, dlatego bo nie ma na terapie specjalistyczne – przygotowywane dla danego pacjenta. Świat poszedł mocno do przodu w zakresie leczenia, jeżeli przeorganizowalibyśmy system, zapewniając możliwość odpowiedniego podejścia do chorych, koncentrację środków i wsparcia – to udałoby się wyleczyć na wyższym poziomie wsparcia i zdecydowanie skuteczniej o wiele większą ilość ludzi. Wymagałoby to jednakże zupełnej zmiany filozofii działania systemu. Jest przy tym oczywistym, że sami nie damy sobie ze wszystkim rady i w zakresie części terapii koniecznym byłoby sięganie po pomoc zagranicy, w tym finansowanie leczenia kilku tysięcy naszych chorych na zachodzie, w najnowszych standardach tamtejszej medycyny.

Koszty są kwestią wtórną, albowiem dramat, jakim jest rak i bezsilność człowieka w stosunku do tej choroby powinna rozwiązywać wszystkie sakiewki. Nie chodzi tylko o dobroczynność, aczkolwiek wsparcie udzielane przez organizacje pozarządowe chorym często przekracza granicę wyobrażalności, tym podmiotom należy się wielka chwała i społeczne uznanie, jednakże – problem należy rozwiązać systemowo, zapewniając finansowanie tych chorób i chorób z nimi skojarzonych u osób chorych nowotworowo – na poziomie adekwatnym do potrzeb. Powtórzmy – rak nie wybiera! To nie jest grypa, która pomimo możliwych powikłań – wiadomo, że przejdzie. Tego nie da się odstać w kolejce do lekarza pierwszego kontaktu po receptę na jakiś specyfik, który w tym roku najlepiej zwalcza wirus! Rak to wyrok śmierci, w zasadzie będący wynikiem nieszczęśliwego losu, dlatego też dla finansowania tych chorób i chorób z nimi skojarzonych należy przewidzieć pierwszeństwo względem zwykłego leczenia, czy też profilaktyki.

System finansowania świadczeń opieki zdrowotnej należy przekształcić w taki sposób, żeby zapewnić pełne finansowanie świadczeniobiorcom chorym na najpoważniejsze schorzenia – w tym zwłaszcza nowotworowe i z nimi skojarzone, nawet, jeżeli będzie to oznaczało konieczność wprowadzenia dodatkowej odpłatności za wizyty lekarskie pierwszego kontaktu, wizyty u specjalistów i pobyt w szpitalu – w przypadku chorych bez bezpośredniego zagrożenia życia. Powtórzmy – rak nie wybiera! Czym innym jest zabieg przeprowadzany na generalnie na życzenie chorego, a czym innym jest leczenie mające uratować komuś życie. To jest kwestia priorytetów, które trzeba w tym kraju przestawić w sposób właściwy do skali zagrożeń.

Generalną zasadą interpretacyjną do zmiany systemu powinno być wprowadzenie odpłatności, częściowej odpłatności i przesuwania zabiegów z konieczności – wszędzie tam, gdzie leczenie nie jest wynikiem losowej przypadłości skazującej pacjenta na śmierć.

Być może przy takim podejściu nie będziemy oglądać w telewizji kolejnych dramatycznych apeli chorych i ich rodzin skazanych na śmierć, dla których krajowa medycyna jest bezradna lub na tyle nie udolna, że nie zdolna do wyleczenia – tak, żeby te osoby mogły żyć.

Reasumując, dostęp do powszechnego i darmowego systemu opieki zdrowotnej jest w Polsce fikcją, albowiem pomijając już fakt, że się za niego płaci w składkach, to generalnie nie ma się odpowiednich szans na wyleczenie chorób, które stwarzają ponadprzeciętne zagrożenie. Nie można leczyć chorego nowotworowo tak jak leczy się chorego na grypę! A niestety odbywa się to wedle tych samych schematów, często na tych samych oddziałach szpitalnych (oczywiście z braku miejsca), a pieniądze na np. chirurgię kosmetyczną i na chemioterapię – są z tego samego źródła, dzielone wedle tych samych algorytmów. Nie można akceptować faktu, że ż darmowych porad podstawowej opieki zdrowotnej codziennie korzystają tysiące ludzi, a chorzy nowotworowo nie mają dostępu do terapii specjalistycznych i wspomagających, albowiem system wydał pieniądze, które są na porady w rodzaju, jaką maść użyć na odciski lub łupież! Potrzebujemy zmiany priorytetów, odpłatności, a nawet, jeżeli trzeba dodatkowych płatnych ubezpieczeń – najważniejsze jest zabezpieczenie potrzeb tych chorych, którzy mają swoją przypadłość losowo, powoduje ona cierpienie, dysfunkcję społeczną i wiąże się z ryzykiem śmierci. Tam gdzie chodzi o ludzkie życie nie może być kompromisów! Z katarem naprawdę można iść prywatnie do lekarza! Dlaczego? Bo to jest w zasięgu finansowym przeciętnego człowieka, natomiast finansowanie leczenia nowotworowego, nawet w zakresie samych konsultacji specjalistycznych – przekracza możliwości finansowe nawet osób zamożnych. Dlatego jest potrzebna interwencja i wsparcie całej wspólnoty, którą na tym polu reprezentuje nasze państwo! Wszystko w naszym kraju mniej lub bardziej szwankuje i nie spełnia naszych oczekiwań i nie zabezpiecza potrzeb. Dlatego postarajmy się skupić wokoło ogólnonarodowego konsensusu na rzecz wsparcia dla chorych na raka i wymusić na politykach odpowiednie rozwiązania systemowe, które stworzą możliwości leczenia na światowym poziomie dla wszystkich, którzy zachorują, albowiem to może być w każdej chwili każdy z nas.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.