Systemowy problem z energetyką nas nie ominie

Niestety energia elektryczna nie pojawia się sama w gniazdkach naszych mieszkań, ani w miejscu wpięcia urządzeń przemysłowych dużych i wielkich mocy, jak również nie indukuje się samoistnie w trakcji napowietrznej naszych sieci kolejowych i tramwajowych. Prąd trzeba wygenerować w generatorach, następnie przetworzyć – dostarczyć, dystrybuować. To wszystko jest bardzo skomplikowanym i złożonym procesem, ponieważ nadwyżek prądu w sieci nie da się magazynować – produkuje się zawsze z pewną górką, na wszystko trzeba przewidzieć rezerwy mocy – nie da się do tego procesu podejść z dnia na dzień. Wszystko wymaga ciągłości, wieloletniego planowania, przewidywania i spinania całości w działający system.

W naszym kraju na samej górze tego systemu – u źródeł wytwarzania mocy znajdują się elektrownie i elektrociepłownie opalane głównie węglem kamiennym i węglem brunatnym, mamy kilka elektrowni wodnych, reszta energetyki ma znaczenie śladowe dla systemu lub lokalne, wszelkie dodatki i nowinki mają się jak małe promile mocy wielkich generatorów zainstalowanych w największych elektrowniach. Polska węglem stoi i basta! Nic nie zmieni tego hasła.

Pojawiła się w kraju koncepcja budowy energetyki jądrowej, jako istotnego elementu krajowego miksu energetycznego, dzięki któremu moglibyśmy z jednej strony ograniczyć zanieczyszczenia i wszelkiego rodzaju emisje do atmosfery, przy równoległym zabezpieczeniu pewnych, stałych i długotrwałych dostaw. Kwestia kosztów byłaby tu kwestią wtórną, ponieważ elektrownia atomowa po prostu bardzo wiele kosztuje, który to koszt wlicza się w cenę prądu dla odbiorców w ramach całego systemu i przez cały okres jej pracy – gromadzi się środki na amortyzację, zabezpieczenie odpadów itd.

Był zatem taki pomysł, żeby wybudować w kraju „może” dwie elektrownie jądrowe dużej i średniej mocy. Niestety rząd przestał o tym mówić, pan premier przestał się o tym wypowiadać – pomysł pozostaje nadal w kwestii planów i pobożnych życzeń. Co stawia pod znakiem zapytania nie tylko nasze interesy klimatyczne, ale co jest bardzo ważne, wręcz szokująco kluczowe – stawia pod znakiem zapytania problem dostępności energii elektrycznej w Polsce w ogóle.

W skrócie chodzi o to, że każde urządzenie techniczne, w tym tak skomplikowane jak wyposażenie ciągów technologicznych elektrowni/elektrociepłowni węglowych – zużywa się w czasie. Oczywiście podlega stałemu monitorowaniu, przeglądom technicznym, utrzymaniu, modernizacjom, naprawom i generalnie urządzenia są pod stałą troską specjalistów, jednakże nie ma żadnych gwarancji, że dane urządzenie po przekroczeniu trwałości projektowej, czyli okresu żywotności i prawidłowej pracy urządzenia jaką przewidział projektant i zagwarantował producent – dane urządzenie będzie dalej spełniało swoją rolę w okresie „trwałości indywidualnej”. Chodzi głównie o kwestię najbardziej wrażliwych i niezwykle kosztownych stanów trwałości elementów komór paleniskowych kotłów.

Tutaj nie można prognozować na „chybił trafił”, albo na zasadzie, że „jak się zedrze” to się wstawi nowe. Awaria wielkich pieców może na trwałe wstrzymać pracę elektrowni, zaburzyć ciągi logistyczne i spowodować, że producent prądu będzie musiał płacić olbrzymie kary za niespodziewany spadek mocy. O tym jakie ma to znaczenie dla rozwoju kraju nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Istotą zaopatrzenia w energię elektryczną jest to, że ONA ZAWSZE MUSI BYĆ DOSTĘPNA, a nie wtedy kiedy akurat wszystko działa i może być produkowana i dostarczana.

Właśnie o ograniczenie, a właściwie eliminację ryzyka systemowego tutaj chodzi, tą rolę miała spełniać jedna lub dwie elektrownie jądrowe w Polsce, które oddane około roku 2030 – akurat wpisałyby się w okres końca użyteczności technicznej (bezpiecznej) istniejących kilku elektrowni węglowych – po prostu zastępując je w systemie dostaw energii w kraju. Co automatycznie spowodowałoby spadek emisji szkodliwych substancji jak i również zmniejszenie zapotrzebowania na węgiel w kraju, co jest zgodne z prognozami zmniejszania wydobycia z powodów naturalnych.

Rząd nie decydując się na energetykę jądrową pozostawia nas bez alternatywy, albowiem nawet jeżeli zdarzyłby się cud energetyki opartej na gazie niekonwencjonalnym pochodzenia krajowego, to i tak dwie elektrownie jądrowe nam nie zaszkodzą, mogą produkować prąd przez długi okres czasu i stanowić dzięki swojej elastyczności rezerwę mocy w systemie – faktycznie gwarantując niezależność energetyczną państwa o wiele lepiej niż węgiel, który trzeba stale dowozić.

O kwestiach napraw, remontów, modernizacji oraz oczywiście rozwoju i rozbudowy sieci przesyłowych i całej infrastruktury z tym związanej nie ma nawet po co pytać. Naprawdę może zdarzyć się tak, że za kilkanaście lat zabraknie nam w kraju prądu i nie będziemy mieli innego wyjścia jak go importować od bardziej zapobiegliwych i dysponujących dużymi mocami sąsiadów.

Jedna myśl na temat “Systemowy problem z energetyką nas nie ominie

  • 21 listopada 2013 o 15:24
    Permalink

    ” Posiłkując się ” w temacie jw. polecam do analizy, jakże ciekawy tekst “piórem” p. Piotra Badury pt.” Gospodarka bez prądu” ?Szczególnej uwadze, polecam szereg arykułów pisanych p. Badurę, naszym formułowym oponentom w kwestii wschodniosłowiańskiej. Wszak na ‘wiedzę nigdy nie jest za pózno.” A zapomniałbym, p.Badura prezentuje swoje przemyślenia , mocno osadzone w statystyce i raliach na Prawica,net. Pozdrawiam Szanownych Państwa, “piszących i zerkających” na teksty.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.