Systemowe podejście do zmniejszenia ilości samorządów

Rząd RP w swojej nieskończonej doskonałości i przenikliwości wydedukował, że warto przeprowadzić cichą reformę samorządową polegającą na zmniejszeniu ilości jednostek samorządu terytorialnego. Motywem reformy mają być koszty zarządzania przestrzenią publiczną, których małe i biedne jednostki nie są w stanie samodzielnie udźwignąć. Likwidacji ma towarzyszyć łączenie się różnych samorządów, dzięki czemu – większe terytorialnie jednostki będą posiadały dorozumiany potencjał społeczno-gospodarczy, umożliwiający samodzielne funkcjonowanie i samodzielne rozwiązywanie problemów.

Pomysł teoretycznie jest bardzo ciekawy, otóż rzeczywiście o zamożności ubogich samorządów decyduje głównie liczba ich mieszkańców, dlatego też nic nie stoi na przeszkodzie (poza ambicjami lokalnych elit), żeby zrobić wszystkim dobrze i się połączyć. Jest przy tym oczywistym, że jedyną grupą społeczno-zawodową, która na tym straci będą samorządowcy z tak łączonych gmin, po prostu będzie mniej miejsc do kandydowania i mniej miejsc do obsadzenia w urzędach. To może zburzyć lokalne układy i utrwalony przez lata duch samorządności, mówiący „my i oni”. Zwłaszcza jak za kwestią scalania gmin poszłaby kwestia scalania sieci szkolnej itp., kwestie wymagające konsensusu.

Do wielkich miast można po prostu przyłączyć otaczające je gminy, czym w znacznej mierze rozwiąże się problem ambicji metropolitalnych w praktyce, co będzie efektem procesu uwspólnienia planowania przestrzennego, scalania administracji i lepszej organizacji usług publicznych dla mieszkańców przedmieść.

Pozostaje jednak nierozwiązywalny problem powiatów, a właściwie tzw. „Polski powiatowej”, która funkcjonuje w oparciu o wykształcone od czasów reform rządu Jerzego Buzka zwyczaje i konstrukcje prawne. Zburzenie tego układu będzie rodzić liczne konsekwencje, także w sieci okręgów wyborczych, ponieważ wszyscy wiedzą kto organizuje wybory i w jakich lokalach się one przeważnie odbywają. Poza tym, jest w kraju bardzo wiele niezwykle pozytywnych przykładów funkcjonowania powiatów integrujących swoją społeczność lokalną w sposób godny pozazdroszczenia i przeniesienia wzorców na grunt powszechny. Rezygnacja z ich funkcjonowania byłaby w znacznej mierze i dla wielu – ograniczeniem samorządności i zaprzepaszczeniem dorobku samorządowców.

Jest oczywistym, że niektóre województwa – nie powinny były nigdy powstać. Podobnie ilość powiatów jest porażająca a ich wykrojenie z terytorium kraju czasami poraża. Otóż przykładowo w Małopolsce mamy jeden powiat bez ciągłości terytorialnej, tzn., jedna z jego gmin nie graniczy z pozostałymi bezpośrednio, a żeby tego było mało mamy jeszcze inny powiat w kształcie względnie wąskiego paska ziemi. Jak tym można zarządzać w sposób efektywny? Żeby było jeszcze śmieszniej, wraz z reformą samorządową z 1990 roku – upodmiotowiono w Polsce szereg gmin, co bywa szczególnie ciekawe na tzw. ziemiach odzyskanych. Wystarczy popatrzeć na mapę, zajrzeć w heraldykę no i poczytać na stronach internetowych o historii, jak samorządowcy nawiązują lub unikają jakichkolwiek związków z kulturą, która odeszła na zachód.

Można postawić ogólną tezę – dzisiejsza słabość niektórych samorządów jest winą hurra optymistycznych reform Powiatowych rządu Jerzego Buzka. Wtedy była szansa, żeby wraz z tworzeniem sieci powiatowej i opartej na niej sieci województw – przeredagować lub dokonać korekty sieci gmin. Niestety szansę tą zaprzepaszczono ponieważ górę wzięły jak zawsze emocje i nieudolność oraz brak profesjonalizmu ówcześnie rządzących. W efekcie na dużą ilość gmin dodano bardzo dużą ilość powiatów i za dużo o kilka województw. Mamy teraz to co mamy – województwa tak słabe, że nie zdolne do kształtowania jakiejkolwiek polityki i wydane na pastwę silniejszych sąsiadów. Bardziej brutalnego przykładu niż nieszczęsne Województwo Lubuskie chyba nie można wskazać, bez względu bowiem na wysiłki tych samorządowców ich województwo przegrywa we wszystkich konkurencjach z Berlinem, którego jest naturalnym zapleczem, z zachodnią częścią Województwa Zachodniopomorskiego włącznie.

Z punktu widzenia rządu – samorządy to taki „pożyteczny głupek”, którego wykorzystywano w czasach, kiedy był do tego wygodny, natomiast jeżeli wymaga wsparcia, albo przynajmniej pozostawienia samemu sobie a nie duszenia dla radości ministra finansów – to już nie, już nie mają prawa istnienia. Państwo nie da pieniędzy ponieważ ich nie ma, a połączenie administracji, sieci szkół, szpitali, transportu itp., to nic innego jak oszczędności, które spowodują same w sobie, że budżetowi się ulży (mniej subwencji).

Nie ulega wątpliwości, że trzeba oszczędzać a zmniejszanie ilości samorządów na pewno do tego może się przyczynić, dlatego wystarczy żeby rząd ujawnił docelowe wskaźniki – opisujące np. ilość gmin do „ścięcia” np. 10% ilość powiatów do rozwiązania np. 50% i województw także np. 50%. Następnie w procesie konsultacji społecznych i eksperckich – posiłkując się analizami – ten cel realizował! Jest przy tym oczywiste, że nie uda się to bez konsensusu politycznego. Pamiętajmy bowiem – mniej samorządów to mniej miejsc do wybierania się przez samorządowców i mniej stołków dla urzędników. W konsekwencji to mniej dyrektorów szkół, to mniej zakładów oczyszczania – to poważne odchudzenie administracji i pionów nieprodukujących niczego.

2 myśli na temat “Systemowe podejście do zmniejszenia ilości samorządów

  • 3 maja 2013 o 08:44
    Permalink

    Nie mam tak rozległej wiedzy o samorządzie jak @Autor, ale popierałbym łączenie się małych Gmin i Miast.
    Znam przykłady wydzielenia się przed laty Miasta z Miasto-Gminy.
    Razem liczyły około 10 000 mieszkańców.
    Podzielone mają 4000 (miasto) i 5000 (otaczająca Miasto – Gmina). Ten tysiąc, to efekty emigracji do Dużego miasta (70 km) i na zmywak do przysłowiowego Dublina.
    I teraz obie instytucje robią oddzielnie wodociągi, kanalizacje, składowiska śmieci, OSP, Służbę Zdrowia, Szkoły, itp. Miasto ma jeszcze przez 10 lat składować śmieci z terenu Gminy, bo tak się przed laty umówiły, a teraz nikt nie chce tego kukułczego jaja pielęgnować …
    I wiele innych głupich rozwiązań wykonywanych PODWÓJNIE.
    Na szczęście Kościół i Cmentarz Parafialny mają wspólne.
    Proboszcza też.
    Może popatrzmy na organizację Kościoła i kierujmy się jego rozwiązaniami dla jednostek terytorialnych samorządu?
    Przecież Oni mają 1000 lat doświadczenia w administrowaniu naszymi duszami, tak żeby zaznały zbawienia.
    Skoro nie ma reklamacji z INNEGO ŚWIATA na ich działalność, to znaczy że działają dobrze.
    Bierzmy z nich przykład.

    Odpowiedz
  • 3 maja 2013 o 20:12
    Permalink

    Moja prywatna opinia, być może zbyt ostra ale tak odbieram obecną sytuację. Powiaty a samorządy z nazwy, powstałe w czasach rządów pana premiera Jerzego Buzka to przede wszystkim w dużej części wysoko płatne stanowiska pracy dla towarzyszy partii, która aktualnie wygrała wybory.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.