Polityka

Syryjskie szachy i perski poker

 Incydent zestrzelenia tureckiego samolotu zwiadowczego 22 czerwca 2012 przez Syrię nabiera coraz to nowych kształtów, które powodują, iż należałoby rozważyć kilka dodatkowych możliwości interpretacji tegoż faktu w świetle nowo dostępnych informacji, innych niż dążenie władz w Damaszku do konfliktu.

Ankara utrzymuje, że samolot został trafiony rakietą ziemia-powietrze w odległości 13 mil morskich od syryjskiej linii brzegowej (strefa syryjskich wód terytorialnych sięga do 12 mili), po wcześniejszym naruszeniu syryjskiej przestrzeni powietrznej.

Damaszek natomiast twierdzi, iż trafienie nastąpiło działkiem przeciwlotniczym, (które mają zasięg co najwyżej kilku kilometrów) w strefie syryjskich wód terytorialnych na małej wysokości, czyli także z naruszeniem syryjskiej przestrzeni powietrznej.

Obie strony zgadzają się, że wrak spadł na terenie syryjskich wód terytorialnych.

Co ciekawe i bardzo zaskakujące amerykański wywiad przyznał, że syryjska wersja wydarzeń jest bliższa prawdzie (link 1).

Najprawdopodobniej więc samolot tureckiego wywiadu wykonywał misję testowania syryjskich systemów radarowych i obrony przeciwlotniczej.

Wersja ta jest o tyle bardziej prawdopodobna, że w lutym tego roku Rosja zdecydowała w trybie pilnym zmodernizować radar dalekiego zasięgu w Damaszku, który ma ostrzegać przed ewentualnym atakiem na Iran, a jego zasięg po modernizacji sięga brzegów Cypru.

Najwyraźniej jednak Turcja na własną rękę zdecydowała się na prowokację i tym tłumaczyć można przeciek amerykańskiego wywiadu do prasy, który ma zdyscyplinować sojusznika na przyszłość.

Turecka eskapada jest o tyle niebezpieczna, że mogłaby wciągnąć w konflikt zarówno NATO, jak i Rosję posiadająca w Syrii wymierne interesy oraz port wojenny w Tartusie w pobliżu Lattakii, w okolicy, której zestrzelony został turecki samolot.

Ponadto coraz więcej dowodów wskazuje, że tak zwani rebelianci otrzymują zachodnie uzbrojenie, choćby na przykład szwajcarskie granaty, a poszlaki wskazują na to że dostarczycielem jest Turcja, ponieważ Szwajcaria nie eksportowała broni do Syrii od 1998 roku. O tym, że rebelianci stosują bardzo kontrowersyjne metody, aby wygrać wojnę zarówno o terytorium jak również propagandową, nie licząc się zupełnie z ludzkim życiem, przekonał się na własnej skórze jeden z brytyjskich dziennikarzy cudem uchodząc z życiem po świadomym wystawieniu go na ostrzał (link 2).

Pozytywnie należy więc patrzeć na próby załagodzenia eskalacji konfliktu przez Amerykę oraz Rosję (ustami Assada, o czym w linku 3) jednocześnie rozumiejąc, że Turcja działa we własnym interesie rzucając wyzwanie Iranowi w dążeniu do prymatu na Bliskim Wschodzie.

O podjęciu rywalizacji o Bliski Wschód świadczy zarówno słynne wsparcie Flotylli Wolności, które ochłodziło bardzo ścisłe relacje Turcji z Izraelem, oraz równie słynne opuszczenie sceny konferencji w Davos przez tureckiego premiera po konfrontacji z Simonem Peresem.

Aby zastopować Iran w poszerzaniu strefy wpływów niezbędne byłoby odsuniecie od władzy Assada, jako sojusznika Persów. Łatwo wygląda to w teorii, niestety etniczno-religijna mozaika w Syrii jest mieszanka o wiele bardziej wybuchowa niż sytuacja w Libii. Najwyraźniej Amerykanie, jak i zresztą Rosjanie, zdają sobie z tego doskonale sprawę, w związku z czym żadnych gwałtownych posunięć, zwłaszcza jednostronnych, nie zaakceptują bojąc się destabilizacji Syrii i prawdziwego podpalenia Bliskiego Wschodu.

Iran wykorzystał zbyt szybkie i chaotyczne wycofanie się Amerykanów wraz z koalicją z Iraku i wypełnił geopolityczna pustkę tam pozostawioną. Także temu nie należy się dziwić, pamiętając wojnę iracko-irańską z początku lat 80-tych, kiedy to Saddam, będąc jeszcze przyjaznym Ameryce reżimem w najlepsze strzelał do Persów, zabijając ich około 1 miliona w całym konflikcie. Obalenie demokratycznych rządów Mossadeka i zainstalowanie Szacha przy amerykańskim wsparciu także Persowie doskonale pamiętają.

Sprawa Iranu jest o wiele bardziej złożona i delikatna niż to, co obecnie obserwować możemy w Syrii.

Najwyraźniej jednak zarówno Ameryka, jak i Iran zdają sobie sprawę z powagi sytuacji i z jednej strony „napinają” mięśnie, a po cichu negocjują jakąś formę akomodacji, która pozwoli wyjść z całej sytuacji z twarzą obydwu stronom.

Z jednej strony Pentagon zasygnalizował, iż ewentualne zablokowanie cieśniny Ormuz jest nieakceptowalne w związku z czym zwiększa militarna obecność w Zatoce Perskiej, aby takiej ewentualności zapobiec.

Z drugiej strony Iran, który obecnie przeprowadza w rejonie manewry wojskowe, także daje w ten sposób do zrozumienia, że ewentualny atak na jego terytorium spotka się z reakcja militarna Iranu i zablokowaniem cieśniny, co najpewniej dobiłoby zarówno gospodarkę amerykańską, jak i europejską posyłając ceny ropy na abstrakcyjne poziomy.

Subtelniejszy dialog odbywa się poza obiegiem mainstreamowych mediów, gdzie obie strony wciąż rozmawiają i widać, że te rozmowy do czegoś powoli prowadza, co można odczytać z poszlak takich jak chociażby fasadowe sankcje na import ropy.

Z sankcji zwolnionych jest 3 największych importerów irańskiej ropy – Chiny, Japonia i Indie oraz 27 krajów Unii Europejskiej, w tym Polska. Sam Iran znalazł alternatywne rozwiązania do eksportu ropy, używając dla swoich tankowców bander krajów trzecich. Innymi słowy sankcje na papierze wyglądają imponująco, co pozwala zadowolić lokalne elektoraty w USA oraz Europie, jednak dla samego Iranu są tylko komplikacją, a nie dramatyczną przeszkodą w realizacji własnych interesów.

Niemniej jednak perski poker Amerykanów wciąż jest grą bardzo niebezpieczną w tle którego rozgrywa się Wielka Gra o przetasowanie na światowej scenie, z Ameryką, Rosją i Chinami w roli główniej.

Nie jest wcale powiedziane, że po zakończeniu tej gry wygranymi będą obecni wielcy. Szkoda tylko, że administratorzy III RP najwyraźniej tego nie widzą, wciąż obstawiając stare sojusze, zamiast chociaż przygotować się na inne ewentualności i wykorzystać karty, które zostały nam dane.

Biorąc pod uwagę chociażby to, że Polska jest na liście krajów z sankcji zwolnionych można by pokusić się o zakupy ropy z Iranu.

Akurat dzisiaj przypłynął do Gdańska pierwszy tankowiec z ropą z Arabii Saudyjskiej. Jako, że najwyraźniej nie przeszkadza nam handlowanie ropą z saudyjskim reżimem wahabitów, wiec nie powinno przeszkadzać handlowanie ropą z irańskim reżimem ajatollahów. Przy ponad 90% uzależnieniu od dostaw ropy z Rosji, każdy jeden procent z innego kierunku leży w polskim interesie narodowym, nie wspominając już o tym, że pewnie obniżyłoby to ceny dla przeciętnego Kowalskiego na stacji, a to powinno być także w interesie administratorów III RP.

Ponieważ potęga ani w szachach, ani w pokera nigdy nie byliśmy, więc podtrzymuję pierwotną opinię, że w przypadku ewentualnej interwencji w Iranie, której na tym etapie wykluczyć nie można, Polska powinna stać z boku, dodając że także w sprawie Syrii gra przerasta polskie możliwości i również do tego Polska nie powinna się mieszać.

1)      http://online.wsj.com/article/SB10001424052702304830704577497081567553846.html

2)      http://blogs.channel4.com/alex-thomsons-view/hostile-territory/1863

3)      http://www.independent.co.uk/news/world/middle-east/assad-expresses-regret-over-downed-turkish-jet-7905465.html

PZ

04/07/2012

One Comment

  1. Nieco jako uzupelnienie artykulu, obszerniejsza analiza dla zainteresowanych tego co sie dzieje w Syrii.
    Tak czy inaczej wyglada na to, ze Obserwator Polityczny analizuje niezle, a do tego o wiele szybciej niz mainstreamowe media.:)

    http://konflikty.wp.pl/kat,1020229,title,Syria-polem-walki-regionalnych-poteg-i-swiatowych-mocarstw,wid,14744249,wiadomosc.html

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.