Polityka

Syria: hipokryzja muzułmanów

 Wojna domowa w Syrii sięga zenitu. Kraj jest wykrwawiony, mniej więcej jedna trzecia ludności opuściła swoje domy udając się na uchodźstwo. Główne miasta stoją w ruinie, gospodarka przestaje funkcjonować. Po kraju grasują bandy najemników, milicje islamistów pragnące nowego porządku, zwykli bandyci, własne wojsko zachowuje się w sposób niegodny, mordy, zniszczenie, terror – to codzienność. Kraj upada, społeczeństwo syryjskie cierpi strasznie w uścisku walk pomiędzy wojskami rządowymi i sojusznikami rządu z libańskich organizacji islamistycznych oraz z Iranu a sponsorowanymi przez kraje Zatoki Perskiej milicjami. Stopniowo armia rządowa dozbrajana przez Rosję i Iran zdobywa przewagę strategiczną, jednakże do przełamania i formalnego zwycięstwa jeszcze bardzo daleko.

Na świecie słychać liczne głosy głównie z krajów muzułmańskich wzywające do międzynarodowej interwencji w Syrii. Wezwania te są kierowane głównie do krajów zachodnich, w tym przede wszystkim do USA, które unikają tematu Syrii jak jeża. Wystarczy włączyć popularną anglojęzyczną telewizję arabską, żeby natknąć się na jakiś komentarz lub wypowiedź eksperta, nawołującą do interwencji ONZ w Syrii, otwarcia strefy zakazu lotów itp. Muzułmanie z innych krajów niż Iran coraz głośniej nawołują do interwencji, a Syryjczycy wołają o pomstę do nieba, bo raczej już przestali liczyć na wsparcie społeczności międzynarodowej. W poczuciu bezsilności pozostała im tylko męczeńska walka do końca.

Z zachodniego punktu widzenia taka postawa świata muzułmańskiego nie jest niczym innym jak wybitnym aktem hipokryzji, skrajnie bezczelnej w dodatku, gdyż czyniącej zachodowi zarzut ze względu na jego bierność, gdyż jak słyszymy nieraz – zachód powinien interweniować.

Nikt już jednak z muzułmanów nie chce pamiętać, że w momencie jak zachód interweniował w celu usunięcia jeszcze bardziej krwawego dyktatora niż Baszar Al-Asad w sąsiednim Iraku – Saddama Husajna, to w całym świecie muzułmańsko-arabskim podniosły się głosy świętego oburzenia, a tam gdzie wyznawcy Allaha nie mogli protestować ze względu na lokalne reżimy zaprzyjaźnione z zachodem, a nawet udzielające mu zbrojnego, logistycznego i finansowego wsparcia – pojawił się terroryzm islamski w najbardziej fanatycznej odmianie jaką dotychczas poznał świat. W efekcie po wyzwoleniu Iraku – na wojska zachodnie posypał się grad bomb i rakiet, czyniąc misję iracką jednym z najbardziej niebezpiecznych frontów wojny z terroryzmem. W europejskich miastach zaczęły wybuchać bomby – Hiszpania, Wielka Brytania zapłaciły najwyższą cenę za tolerancję i gościnność dla muzułmanów, którzy w proteście przeciwko wojnie w Iraku i Afganistanie – rozrywali się w metrze, autobusie, na przystanku kolejki. Strach padł na cały zachód, było skrajnie niebezpiecznie – zwłaszcza w zakresie połączeń lotniczych panowała panika. Odnośnie przywołanego Afganistanu, sytuacja miała wydźwięk podobny – zachód dokonał interwencji w miejscu, gdzie szkolono zamachowców, którzy dokonali ataku pamiętnego 11 września w USA. W konsekwencji zostaliśmy uwikłani w wojnę, która znowu ma finansowanie wśród wierzących wyznawców Allaha, którzy – patrząc ich miarą mają jak najlepsze intencje, bo pomagają swoim współwyznawcom toczyć wojnę z „krzyżowcami”.

Gdyby było tego jeszcze mało, to wystarczy wziąć jakiś portal arabski, prasę lub literaturę i jest bardzo duża szansa, że przeczytamy o tym jak to niesprawiedliwe wojny w Iraku i Afganistanie toczył zachód. Jak to brutalnie napadł na Libię (w zależności od interpretacji). Ich retoryka prowadzi do konstatacji, że zachód prowadzi swoje brudne wojny dlatego, żeby zabrać muzułmanom ich ropę. Po nieco głębszym wczytaniu się, dowiadujemy się jeszcze że oprócz głównego celu jakim jest ropa – na pewno nam chodziło oczywiście o wzmocnienie Izraela, co można osiągnąć głównie przez to, że osłabiliśmy państwa muzułmańskie.

Powyższe to oczywiście uproszczenie, ale niestety takie są fakty. W momencie gdy muzułmanie sami sobie wywołali wojnę i widzą, że nie da się jej wygrać prostymi metodami, do jakich zalicza się taki lokalny koloryt jak zarzynanie przeciwnika, wyrywanie mu serca i zjadanie go na żywo z transmisją na popularny portal służący do przechowywania plików wideo – to są bezsilni. Głównie dlatego ponieważ druga strona to ich bracia, którzy są również analogicznie okrutni i niehumanitarni. Rzeź postępuje, obie strony są zbrojone, a muzułmanie po tym czego się dopuścili – ciesząc się na ulicach swoich miast z ataku na Nowy Jork – bezczelnie śmią oskarżać zachód o brak pomocy dla walczących z reżimem powstańców syryjskich.

Niestety takie są konsekwencje muzułmańskiej hipokryzji i agresywności. Jak było im wygodnie, to krytykowali zachodnie interwencje przeciwko krwawym reżimom w krajach muzułmańskich a potem zrzucali się masowo na działalność terrorystyczną w krajach zachodu! Dlatego dzisiaj trzeba im tą hipokryzję uświadomić. Zachód już ma dość walki o czyjąś wolność. Nie ma na zachodzie przyzwolenia do rozpoczynania kolejnej wojny przeciwko muzułmanom w imię ich wolności do wprowadzenia prawa Szariatu i wyrzynania sobie serc!

To co się dzieje w Syrii to ich problem, światu nic o tego po doświadczeniach niesprawiedliwie ocenianych wojen w Iraku i Afganistanie oraz całych seriach krwawych zamachów terrorystycznych na kobiety i dzieci – mieszkańców zachodnich miast.

Niech teraz muzułmanie sami się wykażą solidarnością i chęcią do nadstawiania głowy w imię własnej wolności do czego tam chcą. Zachód jedynie ograniczy się do wykonania obowiązków sojuszniczych wobec Turcji i prawdopodobnie Jordanii. Muzułmanie mają nauczkę, że nie wszystko co robi zachód jest złe.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.