Syria – czy ONZ jest już słabsze od Ligii Narodów?

Od dłuższego czasu cały świat, w tym ten cywilizowany obserwuje rzeź w Syrii. Rządzący tym krajem alawicki reżim doprowadził do upadku państwa rozrywanego obecnie przez wojnę domową już zupełnie na serio. Wcześniej bezbronni rebelianci obecnie mają po swojej stronie część naprawdę potężnej armii syryjskiej, policji i służb bezpieczeństwa, poza tym nie jest nawet tajemnicą, że otrzymują olbrzymie wsparcie materiałowo-wywiadowcze ze strony państw sąsiednich wspieranych przez potężne i nieskończenie bogate państwa Zatoki oraz w części Zachód.

Reżim ma nadal wsparcie z zewnątrz, najgorsze jest to, że dwa nie demokratyczne kraje mające stałe miejsca w Radzie bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych blokują przyjęcie rezolucji umożliwiającej legalne w sensie prawa międzynarodowego użycie sił zbrojnych i służb specjalnych. Nie ma także szans na embargo, przez co reżim nadal może zupełnie legalnie kupować broń, której tak się składa Rosja i Chiny mają nieograniczone możliwości dostawy.

W praktyce oznacza to, że za parawanem kordonu bezpieczeństwa ciągle silnych syryjskich służb bezpieczeństwa odbywa się regularna wojna domowa, której strony są uzbrajane i wspierane przez potencjalnych przeciwników w globalnej grze, która odbywa się i będzie się odbywać nie na ulicach syryjskich miast, ale wszędzie na świecie. Oto okazało się, że Rosja i Chiny potrafią współpracować globalnie, jeżeli tylko mogą w ten sposób doprowadzić do osłabienia, a raczej powstrzymania wzmacniania wpływów Zachodu na świecie. Nie należy tego aliansu traktować, jako tandemu na wieczność w strategicznej grze, albowiem w istocie interesy tych państw są skrajnie rozbieżne. No, ale nie od dzisiaj wiadomo, że nic tak nie jednoczy jak możliwość zaszkodzenia wspólnemu wrogowi.

Syria jest kluczem do bliskiego wschodu w tym znaczeniu, że obecnie, kiedy Zachód szykuje się do powstrzymywania Iranu, nie może sobie pozwolić na destabilizację w tym państwie. Warto pamiętać, że rozpad Syrii jest bardzo możliwy, albowiem poza reżimem w zasadzie nic tamtejszych społeczności nie spaja. Z pewnością po przegranej Alawitów np. chrześcijan czeka rzeź. Zresztą nie tylko ich. Ale z perspektywy Pekinu, Moskwy i Waszyngtonu nikt nie będzie słyszał krzyku mordowanych, dlatego to nikogo nie zainteresuje nawet w razie najbardziej dramatycznego rozwoju wypadków.

Z naszej perspektywy żałosne jest to, że nie występujemy w tej grze wspólnym frontem, jako Unia Europejska. Jak nie byłaby silna dyplomacja francuska, brytyjska, czy szwedzka – to zawsze będzie tylko i wyłącznie koncert kilku średnich państw. Jako Unia musimy wreszcie się na coś zdecydować, albowiem dalsze marnowanie wspólnotowego potencjału to tak naprawdę działanie na szkodę Unii jako całości i poszczególnych państw. Oczywiście Polska w sprawie Syrii powinna siedzieć po cichutku jak mysz w kąciku, żeby przypadkiem komuś nie wpadło do głowy inne zaangażowanie niż humanitarne. Nie stać nas na kolejną awanturę, poza tym, po co nam kolejne ofiary w zamian za poklepywanie po plecach…

Bez względu na dalszy rozwój sytuacji w Syrii wszyscy przegrywają na obecnym konflikcie, albowiem do póki trwa i nie ma rozstrzygnięcia koszty ewentualnej destabilizacji regionu (tj. atak na Izrael), mogą mieć globalne skutki. Nie chodzi tylko i wyłącznie o wzrost cen ropy naftowej, albowiem może się okazać, że w wyniku ogólnego kryzysu surowce znacznie potanieją, w efekcie ewentualny kryzys naftowy będzie miał przytłumione efekty dla świata.

Zagadnieniem, którego w ramach ogólnego zamieszania należy się obawiać jest los syryjskiego arsenału broni masowego rażenia, albowiem tak naprawdę nikt nie wie ile i czego Syryjczycy mają, a jakoś nie jest to powodem do inwazji dla Amerykanów jak w Iraku, być może brakuje globalnego efektu 11 września? Pewne jest jedno, Zachód stracił monopol na rację i słuszność, co więcej przez własną słabość nie ma inicjatywy!

Reasumując, w naszym interesie jest jak najszybsze wyjaśnienie syryjskiego problemu, albowiem skutki globalne mogą wzmocnić efekty kryzysu. Jakikolwiek udział militarny Polski w ewentualnych działaniach to skrajny idiotyzm, którego należy za wszelką cenę uniknąć. Pomoc humanitarna jest jak najbardziej wskazana, należy dopomóc narodowi syryjskiemu na tyle tylko na ile się da – oczywiście wszystkim stronom, albowiem skala szaleństwa, jaka się tam rozpętuje po prostu wymaga międzynarodowego wsparcia humanitarnego. Bez tego będzie nas czekać mniejsza lub większa fala uchodźców… Odrębną kwestią jest problem funkcjonowania ONZ, albowiem w obecnym układzie mamy do czynienia z klinczem na poziomie już zapomnianej niemocy Ligii Narodów. To wcześniej lub później skończy się problemami dla Zachodu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.