Świat butelek IV

Nie nabijaj, sam do butelki ci wlezę…

Żyjemy w świecie butelczanym. Nikt nas w butelkę nie musi nabijać. Sami się do butelki łasimy. Błagamy wręcz oto, by móc do niej na czworakach wpełznąć. By się zamroczyć. By się zeszmacić. By się odczłowieczyć.

Ale co tam. Niech piją. Niech piją, byle jak żyją, byleby nie myśleli. Byleby nie zastanawiali się. Pijących łatwiej kupić. Łatwiej przekupić. Łatwiej na manowce. łatwiej omamić. Łatwiej takim motłochem rządzić. Łatwiej taki motłoch nabić w butelkę i wycyckać do cna. Bo naszemu państwu motłoch bezmózgi potrzebny. Inaczej by się nam rządzące elity przy korytku nie utrzymały. A tak mamy na własne życzenie jeden wielki chlew narodowy.

Nic tylko sięgnąć po butelkę i się upić. Albo zacząć myśleć. Zacząć kojarzyć wnioski i zrobić w końcu użytek z rozumu i praw obywatelskich. Tylko kto ma tego dokonać? Jedni są zbyt leniwi. Drudzy zbyt pijani. A trzeci świadomi przykładają do tego swoje dwa grosze. I swą oszustną łapą na siłę wciskają nam kolejną butelczynę ogłupiacza i namawiają do jej opróżnienia.

Nie takiego szklanego świata chciał Żeromski. Oj, nie takiego, rodacy. Rodzi się pytanie: czy zdążymy się obudzić, nim cały świat zapaskudzimy sobie opróżnionym szkłem? Czy zdążymy nabrać wody w usta miast alkoholu i orzeźwieć na czas? Czy w końcu przestaniemy się migać przed ludźmi i Bogiem od własnej odpowiedzialności za naszą Ojczyznę? Więc: albo kolejna butelka zaćmiewacza umysłu, albo trudniejsza droga po własny rozum do głowy. Wybór należy do ciebie. A wybór to ważki. Wybór decydujący o dalszych losach Polski. O życiu każdego z nas. Także o życiu wiecznym. Powiedzmy bowiem sobie szczerze: alkohol to nie tylko śmiertelna trucizna, a alkoholizm to nie tylko ciężko zniewalająca i wyniszczająca organizm i psychikę choroba. To także poważny grzech potrafiący pozbawić nas życia wiecznego. Trzeba wybrać. Wybrać mądrze. Wybrać nim wybiorą za nas. Nim za późno na cokolwiek. Nim nas zniewolą. Nim nas odczłowieczą. Nim nas odpolszczą.

Tylko kochaj

1995-06-27 Skorzeszyce

nie trzeba niczego więcej miłość sama wystarczy w pokusach osłoni do Boga poprowadzi choć słabyś i nieświęty bo miłość z Ciebie dziecko czyni Boga kochaj jeno nie trzeba niczego temu światu tak bardzo jak miłość co poprzez krzyż zwycięstwo niesie kochaj i się pospiesz tylu ludzi ginie przez nikogo niekochanych czekają – na kogo – na Ciebie głodni miłości Twej dzięki Tobie pełnią życia dzięki Tobie Boga odnajdą

Adam Gabriel Grzelązka

Zamień butelkę na wierszy tomik!

A może by tak taka akcja na rzecz poezji? Alkohola masz ochotę? Czytaj pierwej wiersze, piwko odłóż na potem. Pomyśl. Gdybyś jedno piwko miesięcznie sobie odpuścił, a pieniądze przeznaczył na szczytny cel, mógłbym wydawać kolejne książki nie co kilka lat, lecz co kilka miesięcy. Nie nadążyłbym ich pisać. Drukowałbym swe poezje na bieżąco. Tak jak powstają. Nie musiałyby zalegać latami na dnie szuflady tracąc nadzieję, ze jeszcze kiedykolwiek uda się owo marzenie zrealizować.

No tak, ale tekstu tego nie przeczytają ci, którzy najaktywniej zaśmiecają nasze otoczenie butelkami a swe organizmy wysączonym z nich alkoholem. Walka trwa. Wróg walczy butelkami. My możemy na jego zmasowany atak odpowiedzieć zmasowaną abstynencją. Wówczas by się wykrwawił. Zadławił własnymi wyrobami, na które nie znajdowały popytu. Walka to jednak nierówna. Wróg ma na reklamę. I reklamuje się po mistrzowsku. A nas abstynentów z wyboru społeczeństwo labo nie zna i nie słyszy, a jeśli jednak, to co najwyżej wyśmieje, miast naśladować. Nadzieja nasza jednak nie w ludzkich ułomnościach, lecz w zwycięskim Bogu. Trzeba być mądrym. Trzeba myśleć. Trzeba stawiać pytania i szukać odpowiedzi. Wiara wpisana jest w serce każdego człowieka. Nie blokujmy jej w sobie. Pozwólmy Bogu się odnaleźć. Tylko On może odmienić nasze serca i poprowadzić nas w walce o lepsze jutro Polski. O jutro wolne od butelek i alkoholowego zniewolenia.

Potrzebujemy zmiany myślenia. Potrzebujemy zmiany naszej mentalności. Dokąd nas zaprowadzi to alkoholowe przyzwolenie? Reklama to potężna machina. Ilu ludzi ma na sumieniu? Ilu dało się zwieść? Ilu przez nią zostało zniewolonych? Ilu utraciło kontrolę nad swoim życiem? Ilu przegrało nierówną walkę z swą wolną wola?

Jaki świat jutra nas czeka? Co do tego wszystkiego ma poezja? Cóż, ma… Poeta sam może przecież być do kieliszka zaglądający. I sam może jak Wojaczek marnie skończyć. Albo może przejąć się problemem i swą poezją walczyć o jutro wolne od tego zniewolenia. Jeśli istnieć ma poezja społecznie zaangażowana, to z pewnością jest to dobre uzasadnienie jej istnienia. Poeta winien walczyć. Walczyć w imieniu. Winien mówić za bezbronnych. Za milczących. Za pokrzywdzonych. Mówić do sumienia narodu. Mówić w porę i nie w porę. Mówić głośno i wyraźnie. Mówić szczerze. Niczego nie ukrywać. Niczego nie przemilczać. Niczego nie zatajać. W niczym nie kłamać.

Tylko jak ten głos mają posłyszeć inni? Któż słucha poetów? Któż ich czyta? Któż ich chce wydawać? Promować? Kto chce ich wspierać? Znasz kogoś takiego?

Poznań, 2013.05.03 Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.