Świat butelek I

Butelczana plaga

Walające się wszędzie butelki to plaga nie tylko parków. Byłem dziś po południu na krótkim spacerze. Trwa właśnie majowy weekend. Długi weekend, wiec do poniedziałku park, po którym tak lubię spacerować zdąży się zamienić w niezłe śmietnisko. Bynajmniej nie dlatego, że jest tu za mało koszy na śmieci. Jest ich zasadniczo wystarczająco. Zasadniczo bywa. Bywa, bowiem zdarza się, że ten czy ów zostaje urwany i przez jakiś czas – póki nie zamontują nowego – jest ich mniej. Same się oczywiście nie urywają. Podobnie jak klosze parkowych latarń same się nie tłuką. Czynią to bywalcy parku. Czynią to wandale. Różnego autoramentu gnojki, którzy przychodzą do parku i rozrabiają ile wlezie. Patrole policji i straży miejskiej nie zawsze pomagają. Musiałyby zresztą krążyć non stop, aby pilnować porządku. A i tak tych pajaców upilnować się nie da. Jak zechcą, to nabroją. A potem ciemno. A potem nie ma gdzie śmiecia rzucić, bo kosz urwany. Ani gdzie usiąść, bo ławka połamana.

I tak od lat. Mieszkam tu dziewiąty rok i widzę jak się ów park zmienia. Ostatnie dwa lata były całkiem całkiem. Parkiem opiekowała się solidna firma. Owe latarnie, wcześniej potłuczone, poniszczone i przede wszystkim nie dające światła, zaniedbane i porzucone, obecnie stoją naprawione i świecą. Pięknie to wygląda po zmroku. Bardzo uroczo. Aż jest miło wejść do parku. Po zmroku. W świetle dnia również. Przystrzyżone, wymiecione, żadnych śmieci, psich kup. Chyba że w weekend, kiedy to nikt nie sprzątał. Ale w poniedziałek z samego rana zaraz pojawiała się ekipa i pilnie nadrabiała zaległości.

Zimą jednak pogorszyło się. Spóźniająca się wiosna zastałą park niezbyt czystym. Co prawda się poprawiło, ale nie jest jak kiedyś. Za to pojawiły się wysadzone nowe rośliny. Coś będzie rosło, coś będzie kwitło. Pojawiły się tabliczki coś tam reklamujące. I tak spaskudzono na nowy sposób cały park, bo można je napotkać co kawałek. Oficjalnie wstawione, więc nie do ruszenia. Tyle że to wygląda brzydko. To park. Ma być zielono. Tu się przychodzi odpocząć. Także od reklam. Już lepiej by założyli darmowe WiFi. Wtedy co innego – na każdej latarni można by zamieścić tabliczkę z logiem darczyńcy neta. Ale te wbijane na palikach tabliczki z reklamami całkiem nie na miejscu. Czy i przestrzeń parku zostanie skomercjalizowana i zasypana reklamami? Oby nie… I to jeszcze kuszenie naiwnych lichwiarskimi kredytami. Dojenie klienta przez finansowych cwaniaczków, którym bynajmniej nie o pomoc chodzi, ale o wycyckanie naiwniaka, o zdarcie z niego lichwą ostatniego łacha. Ważne, żeby wziął. Oddać nie musi. Tym się zajmie komornik, windykator, sąd. Obedrą biedaka do naga. Ogołocą naiwniaka. Najpierw omamić, zamydlić oczy, potem wydoić i porzucić.

Ale miało być o butelkach. O walających się butelkach. O butelkach wyławianych podczas czyszczenia stawów. Butelkach zalegających na trawnikach. Butelkach porzuconych w krzakach. Butelkach porozbijanych przy ławeczkach.

Miłości oblicze prawdziwe

1993-08-23
Łódź

miłość to nie tylko
cudowne chwile
piękne długie spacery
słowa czułe gorące
pocałunki uściski pieszczotliwe

miłość to życie twarde
smutku nierzadkie chwile
cierpienie i ból
dzielone na dwoje

miłość – kłótnie burzliwe
po których dni ciche
serca bliższe sobie
spokojnieje tafla szczęścia jeziora

w miłości bywają upadki
nieudane wzloty
życia codzienne krzywdy
cudze i własne
Krzyż Chrystusa
droga kolcami usłana
miłość to nie tylko
droga różami usłana

miłość – wielka radość
małych rzeczy
przykrości wielkich niepamiętanie

miłość to śmiech
pokój przebaczanie
serca dobrocią napełnione

miłość – życia niełatwe wybory
między i pomiędzy

bez miłości to już
lepiej tylko śmierć

Adam Gabriel Grzelązka

Z butelczyną do parku

Ano jest to tak. Są tacy, co nie przychodzą na spacer do parku. Nie przychodzą tu delektować się wiosną, ptasimi trelami świeżym powietrzem. Nie, oni przychodzą się tu napić. czasem policja czy straż miejska takich dziabnie i poczęstuje mandatem. Częściej jednak im się upiecze i nikt ich nie przyłapie.

Na jednym z rogów owego parku mieści się przystanek tramwajowy. Tramwaj przez jakiś czas jedzie wzdłuż owego parku, by następnie skręcić i odeń się oddalić. Otóż niedaleko owego wspomnianego przystanku, przy parkowej alei stoi sobie ławeczka-alkoholiczka. Ławeczka ulubiona przez amatorów napojów różnorakich.

Czasem są to dzieciaki popijające puszkowe piwko. Czasem studenciaki z pobliskiej Akademii Rolniczej. A niekiedy żule. Miejscowi fioleciarze. Nadzwyczaj pomysłowi. Aby nie zostać posądzonym wprost o miłość do denaturki, preferują dwie metody zmylające. Metoda pierwsza polega na opakowaniu flaszeczki papierową tytką. Druga metoda wykorzystuje butelki plastykowe po napojach gazowanych. I tak zamiast czarnej coli do spragnionego gardziołka z takiej butelczyny płynie wcześniej tam przelany fiolecik. A jak się butelka opróżni i nie ma jej już czym dopełnić, ląduje pod ławką, w pobliskim potoku lub w krzaczorach.

Gorzej ze szkłem. Temu najczęściej trafia się stłuczka. Pół biedy, jak na asfaltowej alejce. Łatwo zauważyć, łatwo ominąć. Trzeba tylko pilnować dzieciaki, aby w nic nie wdepnęły. Gorzej w trawie, gdzie odłamków nie widać i niemal na pewno nie da się ich do końca wyzbierać. A o nieszczęście nie trudno, wiele bowiem mam i ojców tu ze swymi pociechami zachodzi.

Przytrafia się to zresztą nie tylko tej ławeczce, ale i innym w innych częściach tego parku. Nie tylko butelki się walają po alko-imprezach. Pełno niedopałków, papiery. Zdarza się i refleksja nad spożytym niedawno posiłkiem. Się widać komuś zapomniało, co jadł i najwyraźniej postanowił sobie przypomnieć przeglądając ów posiłek ponownie. A przejrzawszy pozostawił tam, gdzie go do wglądu zrzucił.

Tak trudno

1993-09-21
Łódź

tak trudno jest czasem
siebie Dawać drugiemu Człowiekowi
bywają chwile takie
ze ochotę Wszystko dla Siebie
i Nic nie Dać

niekiedy ciężko
pozwolić Dawać drugiemu Człowiekowi
i niełatwo tak
Przyjąć odeń dar
co ma w sobie Najlepszego – tak trudno

i wtedy to właśnie
miłość co w nas na ciężką Próbę
bezbronna się zdaje
ale Ona walczy
choć bitwę przegra czasem
to przecie Miłość znaczy we Dwoje
więc walczmy Razem
o Zwycięstwo toczmy boje
przegram Ja
Zwyciężysz choć Ty
Zwyciężymy wespół
gdy ulegać zaczniesz
– podam mężne ramię moje

Bo Miłości w tym jest Siła
że zawsze jest nas Dwoje

Adam Gabriel Grzelązka

Alkohol po parkach leje się strumieniami. A butelki pozostają. A butelki walają się to tu, to tam. Wszędzie ich pełno. Czasem tych pijanych w parku też. Pijani żule raczej nie rozrabiają. Rozrabia najczęściej pijana młodzież. To ona rozbija klosze parkowych latarń. To pijane dzieciaki urywają kosze. To pijani gówniarze łamią i rozwalają parkowe ławki.

Także swoje życie. Także życie swoich najbliższych. Alkohol leje się szerokim strumieniem w naszym społeczeństwie. W tej rzece utopiło się niejedno ludzie życie. Ta rzeka pochłonęła niejedno małżeństwo.

Poznań, 2013.05.03
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Jedna myśl na temat “Świat butelek I

  • 17 maja 2013 o 20:49
    Permalink

    Brakuje mi słów aby pisać na temat porzuconych opakowań, też boleję z tego powodu. Zaśmiecanie dotyczy już nie tylko parków ale i lasów.
    Dziękuję natomiast autorowi za strofy o miłości, czyli coś o czym każdy marzy.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.