Subsydiarność i koronawirus w Polsce

graf. red.

Ze względu na spore zainteresowanie tematem, pragnę po raz kolejny wyjaśnić problematykę zasady subsydiarności w Polsce. Abstrahując od łacińskiej nazwy, chodzi tu po prostu o zasadę pomocniczości.

Pomocniczość oznacza, że państwo nie powinno być celem samym w sobie, ale powinno służyć swoim obywatelom i jednostkom terytorialnym. Państwo nie może zatem podejmować się zadań, które organy samorządowe (np. gminy), stowarzyszenia społeczne (np. spółdzielnie) lub sami obywatele mogą wykonywać równie dobrze lub nawet lepiej niż wszechmocne struktury państwowe. Jeśli jednak podległe jednostki nie są w stanie wykonać określonych zadań, organizacja wyższego szczebla powinna przejąć te zadania lub wspierać podległe jednostki w ich wykonaniu.

Krótko mówiąc, zasada pomocniczości oznacza, że  mniejsze jednostki administracyjne mają pierwszeństwo w działaniu, a organizacje wyższego szczebla mają obowiązek wspierać je w tych działaniach. Obowiązek ten odzwierciedla również łaciński rdzeń zawarty w słowie subsydiarność.

Ta zasada nie jest wyłączną domena i przywilejem systemu opartego na demokracji bezpośredniej, jak niektórzy niesłusznie uważają i głoszą to wszem i wobec. Na przykład fenomen systemu politycznego Szwajcarii polega na połączeniu dwóch zasad: z jednej strony subsydiarnego federalizmu, a z drugiej strony demokracji bezpośredniej.

USA, Niemcy, Austria, Wielka Brytania i parę innych państw są państwami subsydiarno-federacyjnymi, ale nie stosują instrumentów bezpośrednio-demokratycznych. Nawet Unia Europejska ma ambicje federacyjne i subsydiarne, choć daleko jej do demokracji bezpośredniej.

Krótko mówiąc: zasada subsydiarności wspomaga demokracje bezpośrednią, nie jest jednak jej wyłączną podstawą.

W Polsce, jak już wielokrotnie pisałem, wprowadzenie Konstytucji z 2 kwietnia 1997 roku nie wpłynęło «rewolucyjnie» na stosowanie i odwoływanie się do zasady pomocniczości.

Konstytucja zawiera jedynie hasłowy zapis dotyczący tej zasady: «(…) ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej jako prawa podstawowe dla państwa oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz, dialogu społecznym oraz na zasadzie pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot”.

Zapis ten wskazuje na niekonsekwencję polskiej ustawy zasadniczej.

Po pierwsze konstytucja nie zawiera normatywnych treści dotyczących pomocniczości, po drugie nie koresponduje z innymi konstytucyjnymi zapisami.

Problem polega na tym, że siła i wartość zasady subsydiarności w porządkach prawnych państw europejskich związana jest zasadniczo z ich charakterem federalnym. Polskie państwo charakteryzuje się natomiast unitaryzmem, na co z kolei wskazuje art. 3 Konstytucji: «Rzeczpospolita Polska jest państwem jednolitym.”

Stąd zasada pomocniczości w Polsce ma charakter otwarty, co z kolei wiąże się z jej bardzo szeroką interpretacją. Zasadniczo służy ona umacnianiu wspólnot obywateli (samorządów). Niektórzy politycy interpretują ją jednak błędnie, uważając, że zasada ta jest instrumentem ochrony praw obywateli i ich wspólnot. Większość polityków nie ma jednak najmniejszego pojęcia o jej istnieniu.

Zasada subsydiarności/pomocniczości powinna regulować porządek społeczny i polityczny, przyczyniając się do optymalnego podziału kompetencji wg reguły: «tyle państwa, na ile to konieczne i tyle społeczeństwa, na ile to możliwe». To z kolei wiąże się w Polsce z nieingerowaniem państwa w sprawy samorządu terytorialnego.

W Polsce, jak wiadomo, istnieją trzy szczeble, które powinny być podmiotami subsydiarnego podziału kompetencji władczych: gmina, powiat i administracja państwowa (w tym województwo).

Paradoksem jest jednak to, że powiaty i województwa nie są ukonstytuowane w ustawie zasadniczej z 1997 r. I tu pojawia się kolejna trudność w realizacji idei pomocniczości w naszym kraju. Pośrednie szczeble znajdują się niejako „poza konstytucją”.

Weźmy przykład związany z sytuacją pandemiczną COVID-19 w Polsce.

Zarówno obywatele, jak i gminy, powiaty i województwa czekają prawie na kolanach na wytyczne z Warszawy. Jest to «normalne», bowiem nie mają własnych kompetencji władczych w tym zakresie. Wojewodowie, radni, burmistrze itp. mają związane ręce i praktycznie zero możliwości decyzyjnych w tym okresie kryzysowym.

Wszelkie decyzje (noszenie masek, nakazy, zakazy) rodzą się w rządzie lub parlamencie w stolicy i przekazywane następnie zgodnie z polską tradycją decyzyjną z góry na dół. To z subsydiarnością nie ma absolutnie nic wspólnego.

Tak więc, polityka zwalczania korona wirusa w Polsce prowadzona jest odgórnie, na zasadzie nakazowo-zakazowej, co jeszcze raz potwierdza unitarny charakter polskiego państwa.

Wszyscy ci, którzy chcą wprowadzić zasadę subsydiarności w Polsce jako «złoty środek» na wszystkie problemy, powinni się najpierw zastanowić nad budowa struktur federalnych, które niejako automatycznie winny «zezwolić» na subsydiarny charakter polskiego państwa.

A wtedy droga do demokracji bezpośredniej będzie może nie wolna, ale na pewno dużo łatwiejsza.

Prof. Mirosław Matyja

9 thoughts on “Subsydiarność i koronawirus w Polsce

  • 21 października 2020 o 07:05
    Permalink

    …czyli przejeżdżając przez województwa autem mam raz ściągać maseczkę a raz zakładać? ten system jest w USA, a oni upadają.

    Odpowiedz
    • 21 października 2020 o 07:41
      Permalink

      Grzegorz z Kotliny Kłodzkiej “przejeżdżając przez województwa autem mam raz ściągać maseczkę a raz zakładać? ”

      Pan woli robić to na komendę z centrum. Jednego dnia ściągać, drugiego zakładać.

      Lepiej niech jeden organ władzy wydaje polecenia, bez żadnych głupich trójpodziałów, a najlepiej jedna osoba. Taka co nigdy nie śpi i wszystko ogarnia, od stolicy do małego przysiółka.

      Odpowiedz
      • 22 października 2020 o 06:01
        Permalink

        @Bible Freak

        Centralne sterowanie jest całkiem w porządku o ile w centrum zasiadają mądrzy

        Odpowiedz
  • 21 października 2020 o 09:29
    Permalink

    Po pierwsze to brak pieniędzy w samorządach.
    Dziękuję, wystarczy…

    Odpowiedz
  • 21 października 2020 o 10:14
    Permalink

    Profesor po raz kolejny bezkrytycznie chce przenieść ustrój federalny ze Szwajcarii – do nadwiślańskiego Macondo.

    Zapomina, że mamy inne korzenie kulturowe.

    Oni, poprzez Reformację – nauczyli się przez kilkaset lat – szanować INNE zdanie.

    U nas nawet w JEDNEJ PARTII, gminie czy powiecie – będą zawsze inne zdania i to wykluczające zgodę!

    Tu jest postszlachecka ZGODA, blokowana przez liberum veto.

    Nie dopuszczano odrębności i życia z osobami o innych poglądach, jeśli się nie podporządkowały WIĘKSZOŚCI.

    Taki terror albo ówczesna POPRAWNOŚĆ POLITYCZNA.

    Potem w PRL-u była lansowana JEDNOŚĆ MORALNO-POLITYCZNA …

    Jesteśmy na etapie zauważania różnorodności i inności.

    Trzeba kilku pokoleń, żeby tę tolerancję na inność ubrać w normy prawne, bo u nas DOMNIEMANA ZGODA – nie zaistnieje wobec naszego indywidualizmu.

    Stąd unitarność naszego Państwa.

    Dochodzenie do stosowania istoty pomocniczości, co czynią samorządy – musi być oparte na aktywności obywatelskiej, a tej coraz mniej.

    Liczę na młode pokolenia i Internet.

    Wniosek: sugerowana przez Autora idea federacyjna może u nas przybrać inną postać i to dopiero po latach.

    Na razie musimy oswajać istnienie Gmin, wykluczających LGBT i technologie 5G.

    Amen.

    Odpowiedz
    • 21 października 2020 o 13:40
      Permalink

      Inicjator “u nas DOMNIEMANA ZGODA – nie zaistnieje wobec naszego indywidualizmu. Stąd unitarność naszego Państwa.”

      Być może. Ale subsydiarność wcale nie musi kłócić się unitarnością państwa.

      Subsydiarność polega na delegowaniu prawa do decyzji jak najniżej. To znaczy, że decyzje odnoszące się do danej gminy są podejmowane nie przez większość partyjną w Sejmie, czy przez ministerstwo w odległej Warszawie, ale przez lokalny samorząd. Decyzje odnoszące się do całego kraju w unitarnym państwie są podejmowane w stolicy, odnoszące się do rejonów w rejonach.

      Nawet dyktatorzy upadają, gdy próbują mikrozarządzać wszystkim. Dobry wódz armii zachęca generałów i oficerów do samodzielności w wyznaczonym im zakresie. Inaczej armia popada w paraliż czekając na decyzje z góry i gdy wódz zachoruje lub umiera, taka armia rzuca się do ucieczki.

      Odpowiedz
    • 21 października 2020 o 13:54
      Permalink

      To prawda, że my nie mamy tradycji federalizmu, my w genach mamy tradycję XVII – XVIII wiecznej anarchii. To było doskonale widać po tym, co się w 1981 roku działo w kraju. Może gdyby i u nas Reformacja wygrała, a nie Jezuici…

      Odpowiedz
  • 21 października 2020 o 10:27
    Permalink

    Kolejna błędna analiza i interpretacja naszego systemu prawa. Profesorze proszę dokładnie sobie przeanalizować kompetencje samorządów na podstawie ustawy o klęskach żywiołowych, chorobach zakaźnych i zarządzaniu kryzysowym. Konstytucja jest dobra i wszystkiego nie musi regulować, już o tym pisałem. Natomiast sposób zwalczania akurat COVID-19 w Polsce jest wymuszony skalą światową tej zarazy i polityką dominującej obecnie partii w rządzie, bo tak jest im wygodniej ustanawiać nowe przepisy niż operować ustawami obowiązującymi do takich klęsk żywiołowych. To sprawa czysto polityczna a nie prawna. Nic nie poradzimy, że politycy nie stosują się do zapisów Konstytucji i prawa ustanowionego na jej podstawie tylko manipulują tym prawem dla własnych politycznych korzyści.
    Przykro mi, ale taki mamy klimat styropianowy i wynikającą z tego świadomość społeczną.

    A tak w ogóle to proszę sobie odkurzyć Konstytucję PRL i tam poczytać jak system subsydiarności w gospodarce państwa powinien wyglądać.

    Odpowiedz
  • 25 października 2020 o 18:23
    Permalink

    Śmiało. otwarcie i madrze! Zawsze niechaj tak będzie ale i wszedzie, bo sam Pan Miecław , -to za mało , za mało, by ruszyc z posad te ocieżała bryłe .

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.