Czy ze strony Federacji Rosyjskiej grożą nam sankcje za zaangażowanie na Ukrainie?

Od mniej więcej trzech tygodni przez mainstream polskiej publicystyki zaczyna przeciskać się słowo „sankcje” wzmocnione przymiotnikiem „rosyjskie”, adresowane wobec Polski za postawę znacznej części jej elity politycznej i przede wszystkim władz w kontekście kryzysu na Ukrainie.

Faktem jest, że Pan Władimir Putin – Prezydent Federacji Rosyjskiej wymienił nas z nazwy jako państwo w kontekście może mało chwalebnym jeżeli chodzi o utrwalanie pokoju międzynarodowego. Podobna retoryka przebijała się przez wypowiedzi kilku innych polityków rosyjskich, jak również przedstawicieli urzędującej rosyjskiej administracji, w tym Pana Alexandra Alekseeva Ambasadora Federacji Rosyjskiej w Rzeczypospolitej Polskiej. Jeżeli ukoronowaniem tych oskarżeń będzie przedstawienie powiązań pomiędzy rzekomymi uczestnikami Majdanu z szeregów „Prawego Sektora” – podobno – koordynującymi w jakiejś mierze działania snajperów, którzy mordowali ludzi a polską placówką dyplomatyczną w Kijowie to będzie oznaczało nową sytuację.

Trudno jest sobie wyobrazić dla nas gorszą sytuację niż bycie państwem oskarżanym o współorganizację i zabezpieczenie logistyczne ukraińskiej rewolucji. Jeżeli będą na to dowody, możemy mieć problemy z wiarygodnością, albowiem przez wielu ludzi – zwłaszcza na zachodzie, możemy być uznani za narzędzie w międzynarodowej polityce podpalania i niszczenia jako koń trojański wiadomo którego imperium. W lewicowej Europie jeszcze nam pamiętają wyprawę iracką, to nie jest tak, że ktoś zapomniał na co wydawaliśmy pieniądze z lewej kieszeni zarazem wyciągając przed ich nosy prawą rękę o fundusze pomocowe. Niestety czy to się komuś podoba czy nie, ale jako państwo na stypendium ekonomicznym powinniśmy się zachowywać w taki sposób, żeby dawać żadnych pretekstów do podważania tej pomocy.

Abstrahując jednak od obrazu Polski na Zachodzie, trzeba się jednak na poważnie zastanowić, czy nie grożą nam jakieś wysublimowane konsekwencje ze strony naszych rosyjskich partnerów. Przecież – proszę nie mieć złudzeń – jesteśmy na pierwszej linii propagandowego sporu, a przez bezpośrednie zaangażowanie naszych najwyższych przedstawicieli politycznych – niestety ponosimy odpowiedzialność za wynik ogólny całości procesów, które naprawdę nie muszą się wszystkim podobać, a zwłaszcza już sąsiedniemu Imperium, które rozumie swoje interesy w sposób autonomiczny i niepodlegający wpływom.

Patrząc na nasze działania z perspektywy Rosji – niestety z przyczyn dla Rosjan niezrozumiałych – stawiamy się nie tylko w opozycji do ich sposobu myślenia, co jest jak najbardziej zrozumiałe, ale od razu pozwalamy sobie być recenzentami ich myślenia, działania i rozumienia ich własnych interesów. Tak, jakbyśmy wiedzieli lepiej od nich co jest dla nich i ich państwa lepsze. To jest niezrozumiałe w zakresie naszych intencji, które trudno uznać za przyjazne w kontekście pełnej negacji polityki i wszelkich przejawów aktywności strony rosyjskiej. Poza tym – już odnosząc się bezpośrednio do kwestii ukraińskiej, to nie da się zaprzeczyć faktowi, że w konflikcie wewnątrz ukraińskim – jednoznacznie i bezdyskusyjnie poparliśmy głównie jedną stronę, decydując się prawie „iść za nią w ogień” – a już na pewno obnosząc sprawę jednej z ukraińskich frakcji politycznych po europejskich salonach. Czy ktoś pomyślał w Polsce o tym, że na Ukrainie mogą być Ukraińcy oraz obywatele tego kraju innej narodowości, którzy mogą nie zgadzać się z rewolucją Majdanu, jak również po prostu traktować polskie działania jako mieszanie się w wewnętrzne sprawy Ukrainy?

Tutaj wychodzi hipokryzja i zakłamanie części naszych elit, ponieważ nie widzimy nic złego w tym, że nasi politycy zaangażowali się po jednej ze stron konfliktu politycznego na Ukrainie a nawet, że został tam poświęcony autorytet państwa polskiego. Natomiast jeżeli podobnie postąpili politycy rosyjscy w interesie mieszkańców autonomicznego Krymu – to już jest źle i niedobrze. Nie tylko nie chcemy tego uznać, ale nawet odmawiamy prawa komuś innemu do „mieszania się w wewnętrzne sprawy na Ukrainie”, gdy tymczasem sami to robimy.

Jak taki kraj można traktować po partnersku? Przecież w istocie obłożenie nas sankcjami byłoby nobilitacją dla tej części naszych elit, zdolnych do „poświęcenia” się w interesie cudzego państwa, którego nie do końca rozumiemy i które jakoś szczególnie wobec nas przyjazne instytucjonalnie i mentalnie nie było.

Poza tym, tak na poważnie co to znaczy nałożyć na Polskę sankcje? Przestać sprzedawać nam gaz i ropę? Zakazać wjazdu do Federacji Rosyjskiej wybranym polskim politykom – jednoznacznie zaangażowanym na Ukrainie oraz także tym, którzy swoimi rusofobicznymi wypowiedziami okryli się hańbą? Wszelkie dywagacje na tan temat, jakoby to władze w Moskwie miały utrudniać wwóz jabłek lub mięsa – są wyssane z palca – nie można mieszać kwestii sanitarnych i epidemiologicznych jak również rosyjskiego systemu norm państwowych i certyfikacji z polityką. Wprowadzenie klasycznych sankcji raczej byłyby nobilitacją polskiej ksenofobii jawnie obecnej w retoryce niektórych polityków i liderów opinii.

W praktyce najgorsze co się może po tych nieszczęsnych wydarzeniach zdarzyć w naszych realiach to ugruntowanie ksenofobicznego obrazu Polski i Polaków w rosyjskich mediach. Prawdopodobnie tak się stanie, jednakże nie jest to żaden wymysł „kremlowskiej propagandy” a jedynie naturalny bieg wydarzeń, bo wielu polskich polityków zapomina o tym, że w Rosji też są ludzie umiejący czytać, w tym także czytać po Polsku. Niestety kontakty pomiędzy naszymi społeczeństwami od dawna leżą pod ciężarem oficjalnej retoryki polskich mediów, jak również ciągłych polskich pretensji politycznych o wszystko…

W powyższym kontekście wycofanie się z organizacji polskiego roku w Rosji a rosyjskiego w Polsce będzie stratą szansy nie tylko na wymianę bogatej oferty kulturalnej z obu stron, ale przede wszystkim – niepotrzebnym samoograniczeniem się i sprowadzeniem naszych stosunków do piwnicy.

Rosyjskie tłumaczenie tekstu [tutaj]

9 komentarzy do “Czy ze strony Federacji Rosyjskiej grożą nam sankcje za zaangażowanie na Ukrainie?

  • 1 kwietnia 2014 o 11:21
    Permalink

    Tak wyglada, ze nasi politycy to nagle anglo-saksoni! Popieramy mama-mama albo tata-tata rodzicow, jestesmy “wolni” (pytanie w jakim sensie?), gaz bedziemy kupowac z Ameryki i UE decyduje co, ile i komu Polska moze sprzedawac. Rosja to wrog, najlepsze co mozemy, to dalej sluzyc Europie, ktora ma coraz wiecej skeptykow.

    Odpowiedz
  • 1 kwietnia 2014 o 11:30
    Permalink

    To żadne sankcje, Polska jest zrujnowana gospodarczo i politycznie, sankcje to Okrągły Stół wprowadził 25 lat temu na Polskę. Co niby można od Polski kupić, co niby Polska może sprzedać ?, nawet polska wieprzowina nie może iść do Rosji bo Duńczycy wybudowali w Rosji potężna masarnię i przerabiają swoją wieprzowinę na miejscu we współpracy z Wielka Brytanią, Niemcami i Austrią, Rosja zwyczajnie nie potrzebuje polskiej wieprzowiny a nie sankcje. Nikt poważny nie bedzie z bankrutem, nieodpowiedzialnym przed własnym narodem prowadził żadnych rozmów. To ze Makrela rozmawia czasem z Tuskiem to na zasadzie pan karze sługa musi. Polski MSZ i talib Sxxxxxxi zamiast zajmować sie polskimi możliwościami eksportowymi to zajął sie awanturnictwem politycznym.

    Odpowiedz
  • 1 kwietnia 2014 o 14:54
    Permalink

    Sankcje nie są potrzebne, kiedy Rosja chce nam dać pstryczka wystarczy jak skrupulatnie sprawdza papiery… okazuje się że polska sałata jest holenderska a mięso nie ma wszystkich atestów i po temacie… I za machanie szabelką rządzących dostają po tyłku firmy, które liczą, że jakoś to będzie…

    Nawet dzieciak na podwórku wie, że jak chce się podskakiwać większemu koledze warto mieć przygotowany plan awaryjny, u nas o planach awaryjnych myśli się już po awarii…

    Odpowiedz
  • 1 kwietnia 2014 o 17:07
    Permalink

    Sankcje może i będą, ale niewielkie i subtelne.
    To wystarczy na pożywkę dla naszych rozhisteryzowanych mediów i ulegającym im politykom.

    Odpowiedz
  • 1 kwietnia 2014 o 18:05
    Permalink

    Napiszę że Polacy nie są rusofobami, tylko ci “zarządzający”…w Warszawie. Gdyby nie ONI , my Polacy
    dogadalibyśmy się z Rosjanami.
    Dlaczego piszę w “tym klimacie”???
    Otóż”oni”, w Warszawie uważają, ze “dogadalibyśmy się”
    z “Rosjanami” (z “okolic” Placu Bołotnego i Echa Moskwy),
    – na przeszkodzie stoi Kreml, który nieczuły na “umizgi”
    Zachodu, uparcie trwa przy swoich racjach…(ach, ten
    Putin). I TAKA ROSJA NIECH TRWA…WIECZNIE…

    Odpowiedz
  • 2 kwietnia 2014 o 12:55
    Permalink

    Zwrocmy uwage, ze dochodzi do coraz mocniejszych “ostrzezen” z obu stron konfliktu ukrainskiego. Nie wiemy, czy skonczy sie to na sankcjach.Nasi politycy histerycznie nawoluja do sciagniecia NATO w granice Polski, co wzbudziloby calkiem zrozumiala irytacje Federacji Rosyjskiej.Czy “szary” Polak wie, o co w tym wszystkim chodzi? Obawiam sie, ze 90% Polakow opiera swoje opinie na wiadomosciach z mediow, glownie TV-bo to taniej niz papierowe publikacje,a polscy dziennikarze mowia dokladnie glosami politykow.Putina przedstawia sie jako agresora, Obame zas jako wyzwoliciela ucisnionych narodow.A podobno dziennikarz powinien byc obiektywny.

    Odpowiedz
  • 2 kwietnia 2014 o 18:02
    Permalink

    @Morgan: rozśmieszyłeś mnie do łez sformułowaniem: “dziennikarz powinien być obiektywny.”

    Odpowiedz
  • 3 kwietnia 2014 o 12:14
    Permalink

    Hej, śmierdzące pachołki Rosji i Niemiec! Brakło wam odwagi na opublikowanie mojego pierwszego komentarza, gdzie zalecałem rosyjskiemu misiowi pocałowanie polskiego orzełka w dupę?

    Odpowiedz
    • 3 kwietnia 2014 o 13:49
      Permalink

      @observer48
      Nie musisz ciągle udowadniać, że masz problemy
      natury psychicznej…my “to” wiemy (i rozumiemy).

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.