Paradygmat rozwoju

Strategia podwykonawstwa jest jedyną strategią przetrwania w naszych realiach

 Strategia podwykonawstwa gospodarczego, czyli szeroko zakrojonej kooperacji naszej gospodarki z gospodarką Unii Europejskiej, w tym w szczególności gospodarką Niemiec, jest jedyną strategią przetrwania w naszych uwarunkowaniach zewnętrznych i wewnętrznych.

Przyjęcie innej strategii gospodarczej np. nadążnej opartej na kopiowaniu wzorców i rozwiązań w celu oferowania ich w niższych cenach jest wykluczone przez prawo unijne, na które się zgodziliśmy, poza tym wiąże się już z większym ryzykiem, albowiem mimo wszystko zakłada konkurencję wypadkowej ceny, do jakości. Prawdopodobnie nie mamy w kraju wystarczających kapitałów, jak również sfinansowanie kapitałów spekulacyjnych z zewnątrz, byłoby nieefektywne w ostatecznym wyniku.

Ewentualnie można było się jeszcze zdecydować na strategię czystej konkurencji – technologiczno-cenowej, tutaj jednak na przeszkodzie stoi współczesny marketing, bez którego dzisiaj w globalnym świecie nie liczą się nawet dostawcy na rynku B2B, a co dopiero na wymagającym i ultra wrażliwym rynku detalicznym.

Obecny model gospodarczy, jaki wypracowaliśmy jest optymalny dla gospodarki w naszym stanie i przede wszystkim o posiadanym poziomie wiedzy i kapitałów, jak również, co jest jednym z kluczowych elementów – zdolności do absorpcji i generowania innowacji. Gdybyśmy chcieli kopiować zachód, nie tylko mielibyśmy problemy prawne w Unii, ale przede wszystkim konkurowalibyśmy z Dalekim Wschodem i innymi póki, co względnie tanimi producentami. Gdybyśmy chcieli z zachodem konkurować na płaszczyźnie technologicznej, to byłoby niemożliwe od razu, chyba że założylibyśmy autarkiczność gospodarki i godzili się z tym, że czterdziesty „tuning” znanego krajowego modelu samochodu nazywającego się tak samo jak pewien utwór muzyczny to postęp technologiczny. Wszyscy płaczący za „przemysłem”, który straciliśmy na transformacji powinni wziąć poprawkę na naszą zbrojeniówkę. Ten przemysł w znacznej części udało się zachować, co produkuje? Mniej więcej to, co produkował! Co wynalazł? No właśnie… Oczywiście szkoda jednej czy drugiej firmy, która miała kadrę, technologię i mogła się starać, jednakże w ujęciu globalnym – po prostu zdecydował rynek. O rynku zagranicznym decydują zagraniczne przepisy, przychylność władz i oczywiście marketing. O ile Unia załatwiła pierwszy problem, a drugi uczyniła cywilizowanym i przewidywalnym w istniejących realiach, to trzeci – się zglobalizował. Produkując dzisiaj cokolwiek – możemy konkurować z kimś, o kogo istnieniu nie dowiedzielibyśmy się nigdy, gdyby nie to, że potrafi zrobić to samo lub prawie to samo lepiej i taniej. No, a potęga marek robi swoje. Nie masz marki – nie sprzeda się, chociażby było najlepsze na świecie to i tak większość klientów wybierze markowe, ponieważ ludzie definiują swoją percepcję poprzez marki charakteryzujące klasy produktów, jakie znają – i nic się na to nie da poradzić!

Przykładem kontrastującym z umarłym polskim przemysłem są inwestycje wielkich koncernów, które eksportują produkowane/składane w Polsce dobra na cały świat. Przykładowo – posądzane o samo zło sieci europejskich supermarketów i sklepów dyskontowych masowo eksportują produkowane w Polsce produkty i artykuły żywnościowe do swoich sieci w całej Europie. Nie ma znaczenia dla producentów gdzie się coś sprzedaje, towar jest odbierany a następnie kolportowany po gigantycznych sieciach dystrybucyjnych w takich tylko ilościach, jakie wchłonie rynek. Łańcuchy dostaw nie kłamią, zawsze potrzebują dokładnie tyle ile się sprzedało plus prognoza!

Z powyższego banalny wniosek – lepiej jest produkować lizaki, jeżeli tylko się sprzedają, a sprzedają się tylko wtedy, kiedy są to, co najmniej prawie najlepsze lizaki na świecie. Innych nie da się sprzedać! Uwaga – oczywiście można produkować mikroprocesory lub reaktory atomowe, jeżeli tylko się potrafi! Póki, co jednak jesteśmy w kraju na etapie produkowania doskonałych lizaków, no może nawet robimy już świetne patyczki z PCV, jednakże na zachodnich maszynach!

Problem przebicia się przez barierę niskich dochodów w gospodarce jest, zatem problemem systemowym. Niskie płace są składową naszej produktywności, czy to się nam podoba czy nie. Nie dokonamy wielkiego skoku, nie ma, co marzyć. Zamiast tego chyba o wiele lepiej będzie spróbować zmaksymalizować efektywność obecnej strategii i dodawać do niej te elementy naśladownictwa oraz konkurencji, w których wpasujemy się w nisze lub rzeczywiście coś się uda wymyślić, WDROŻYĆ i sprzedać! Za wszelką cenę jednak musimy unikać konfrontacji – tutaj kłania się nieszczęsna polityka energetyczna, z którą nie możemy iść w przeciwną stronę niż pozostałe kraje Unii, naprawdę nikt nie uwierzy nam w bajki o „zielonej przyszłości” w kolorze węgla brunatnego.

Najpierw przetrwajmy na tyle, żeby być w stanie akumulować, potem będzie można myśleć na poważnie o rozwoju, ale do tego potrzeba, co najmniej 50 lat spokoju.

One Comment

  1. inicjator_wzrostu

    Jak się nie ma co się lubi – to się lubi to, co się ma lub róbmy DOBRĄ MINĘ do ZŁEJ GRY.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

6 + eleven =