Strach się bać, czyli panika USA

Kilka dni temu, światowe agencje obiegła informacja o zamknięciu placówek dyplomatycznych Stanów Zjednoczonych w większości północnoafrykańskich państw oraz krajach Półwyspu Arabskiego. Uzasadnieniem jest domniemane zagrożenie terrorystyczne, które to, czego oczywiście nie powiedziano a ukryto między wierszami zostało wykryte dzięki ujawnionemu programowi inwigilacji przepływu informacji w sieci internetowej, przez Snowdena zamieszkującego do niedawna moskiewskie lotnisko Szeremietiewo.

Jeśli faktycznie akurat teraz wykryto to zagrożenie to trudno sobie wyobrazić lepszy moment aby przykryć kompromitację amerykańskich służb specjalnych. Dziwnym są również, następujące po sobie kolejno ucieczki z kilku więzień domniemanych członków organizacji terrorystycznych w kilku krajach. Czy naprawdę doszło do ucieczki bardzo groźnych przestępców? Czy ma to przełożenie na bezpieczeństwo w regionie? Prawdopodobnie wśród uwolnionych nie było, żadnych naprawdę istotnych osób, albo przetrzymujący nie wiedzieli kogo mieli w więzieniach. Najgroźniejsi terroryści są przetrzymywani w takich więzieniach do których dostęp jest niemal niemożliwy przez osoby postronne.

Czyli z jednej strony mamy alarm antyterrorystyczny, poprzedzony ucieczkami z więzień kilkuset „terrorystów” z drugiej „zdrajcę”, rozbrajającego system, który w zamyśle może chronić świat przed zagrożeniami. Będąc dalekim od spiskowych teorii należy zauważyć, że wprowadzanie w ostatnich latach demokracji w krajach, które nie są gotowe na jej przyjęcie nie bardzo wychodzi naszemu sojusznikowi zza oceanu. Porażki bo inaczej nie można tego nazwać związane z Irakiem, Afganistanem, Libią, Syria czy ostatnio z Egiptem dobitnie pokazują, że demokracja w krajach na nią nieprzygotowanych kulturowo może doprowadzić do solidnej destabilizacji. Obecnie w Egipcie rządzi tak naprawdę coś na kształt „junty wojskowej” która odsunęła od władzy demokratycznie (!) wybranego prezydenta, który można powiedzieć to otwarcie wywodzi się z antydemokratycznego bractwa Muzułmańskiego.

Oczywiście nie da się zrzucić pełnej odpowiedzialności na destabilizację w regionie na Stany Zjednoczone, ale warto pamiętać, że generalnie równowaga sił i wzajemne zastraszanie pozwalało na utrzymanie status quo w tej cześć świata, teraz niestety musimy z rozrzewnieniem wspominać status quo ante, do którego niestety nie ma już powrotu. Obecna sytuacja przypomina nawet nie tyle bombę z opóźnionym zapłonem a tygiel w którym się gotuje potrawa do której każdy z kucharzy wrzuca losowe składniki i to takie które w żaden rozsądny sposób nie mają szans połączyć się w coś zjadliwego. Najgorszym jest to, ze nawet zastosowanie opcji zerowej, nie ma szans powodzenia, kraje tego regionu czeka jeden z kilku wariantów, wszystkie złe ale niektóre bezpieczniejsze dla społeczności międzynarodowej co więcej na wszystkich korzystają główne mocarstwa no i Izrael.

Wariant pierwszy: poszerzające się zamieszki, destabilizacja oraz wojny domowe w Tunezji, Egipcie, Libii i Syrii. Korzystają głownie państwa dostarczające oficjalnie i nieoficjalnie broń oraz ugrupowania terrorystyczne. Dodatkowym zagrożenie dla społeczności międzynarodowej jest fakt bliskości Europy, która od potencjalnie jednej z większych wojen dzieliłoby tylko Morze Śródziemne. Priorytetem wtedy powinno być możliwe silne wsparcie stabilnych państw północnoafrykańskich (Algieria, Maroko). Wariant drugi: powolne próby niemrawej stabilizacji przy cichym udziale państw trzecich w tym państw arabskich, które przynajmniej w oficjalnej retoryce wspierają „pokojowy” rozwój (Arabia Saudyjska, ZEA, Kuwejt i inne z Zatoki). Tak naprawdę w tym wariancie nikt nie zyskuje wprost, jest to odwlekanie i kumulowanie zagrożeń w czasie. Wariant trzeci ma na celu doprowadzanie do eskalacji działań i wprowadzenie lub utrzymanie w niestabilnych krajach formy dyktatury, rządów autokratycznych takich które będą w stanie otrzymać w ryzach społeczeństwo oraz zabezpieczyć interesy antyterrorystyczne w regionie. Rozwiązanie to nie ma i nie może mieć nic wspólnego z demokracją ale realnie byłoby korzystne dla społeczności międzynarodowej, dla stabilizacji w regionie no i co bardzo istotne dla głównych graczy aktywnie korzystających na handlu bronią (może i Polsce by udało się coś sprzedać).

W przypadku 3 wariantu jest szansa na utrzymanie sytuacji stabilnych, skierowanych pro islamsko ale nie radykalnych religijnie państw w Afryce północnej, można liczyć na zachowanie statusu Izraela jako rodzynka w tamtej okolicy wraz z możliwie mocno autonomiczną ale nie niezależną Palestyną. Ustabilizowany Egipt, cicho współpracujący z Izraelem. Stabilną Syrię, w okresie odbudowy po wojnie domowej. Umiarkowanie islamska Tunezję. Nie bez znaczenia jest również fakt, pozbawienia ugrupowań terrorystycznych wygodnych poligonów doświadczalnych gdyż większość ruchów, które walczyły o demokrację już nie panuje nad sytuacja. Realna władze w ruchach „wyzwoleńczych” przejmują „fachowcy” z Al Kaidy i innych ugrupowań terrorystycznych.

Wracając do alertu warto zauważyć, że tak naprawdę dwa słowa „zróbcie coś” które doprowadziły do tej paniki której datą graniczną jest 31 sierpnia 2013 nie mogą być prawdziwym powodem. Dlategom bo to było coś więcej niż dwa słowa albo chodzi o czysty PR. Przerażającym bowiem by było gdyby Amerykanie faktycznie wiedząc o zagrożeniu, przy całym posiadanym arsenale szpiegowsko/inwigilacyjno/wojskowym nie byli w stanie zneutralizować, bez względu na koszty – wszystkich potencjalnych zamachowców. Zwłaszcza, że dotychczas decydowali się na ataki dronami nawet celów tak „podejrzanych” jak wesele czy tez fotoreporterzy jednej ze światowych agencji prasowych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.