Stopy w górę i wszyscy będziemy (nie)szczęśliwi w naszym raju!

fot. red.

Stopy w górę i wszyscy będziemy (nie)szczęśliwi w naszym kraju! Nie chodzi bynajmniej o położenie nóg na konsoli przedniej samochodu przez współpasażerkę, co więcej nie chodzi niestety o wygodne rozciągnięcie się na kanapie z nogami do góry! Sytuacja jest o wiele ciekawsza i o wiele bardziej bogata dla nas poznawczo. Chodzi o stopy procentowe jakie ustala nasz umiłowany Narodowy Bank, czy raczej jego cudowna i znana ze wszelkich cnót Rada Polityki Pieniężnej! Mamy nadzieję, że już na wstępie okazujemy nabożny szacunek tym czcigodnym instytucjom jak również i samemu panu prezesowi, zdaje się nawet profesorowi, który jest znany z tego, że ma nieprzebrane zasoby gotówki – zapewne gdzieś w skarbcu? Mniej więcej coś podobnego sugerował z wysokości swojego niesłychanie wygodnego urzędu. Nie czepiamy się, nie wyciągamy zdań z kontekstu, jednak lepiej byłoby dla nas wszystkich, jakby ten pan chociaż milczał. A zdaje się ma efektowne asystentki, w randze nawet dyrektorek od jakichś tam relacji i ogólnie rozumianego PR i może powinny mu pomagać – przynajmniej czymś zająć, żeby się nie wypowiadał?

Oto już wiadomo, tanie pożyczanie się skończyło. Nie będzie już kreowania pieniądza, bez obaw o koszty, bo jak wiadomo przez ostatni czas oprocentowanie kredytów zaciąganych przez państwo było prawie żadne, a przez społeczeństwo było generalnie jedynie wysokie. Nie tak bardzo jak na początku naszej przygody z kapitalizmem! Pamiętamy te słynne 40% to były czasy! Można było oscylatorem na depozytach przez noc, przez weekend zarobić olbrzymie pieniądze – byli od tego specjaliści – ludzie sukcesu, helikopterami latali! Ale to były „cudowne lata”.

Wchodzimy w okres drogiego pieniądza, to znaczy skłonność ludzi do pożyczania będzie ograniczona przez to, że kredyty podrożeją. Dzięki temu będzie mniej pieniądza na rynku, a w konsekwencji presja inflacyjna, czyli nadmiar pieniądza fiducjarnego, w stosunku do masy towarów i usług, które można za niego kupić, będzie ograniczany. Oczywiście zmniejszenie ciśnienia „w zrzucie” pieniądza bez pokrycia – wpuszczanego do gospodarki przez nasze czcigodne instytucje to jeszcze nie jest sukces. To ćwierć sukcesu, ponieważ to jest impuls, którego skutki będziemy odczuwali dopiero po jakimś czasie, mniej więcej za kilka miesięcy – jak się wszystko dobrze ułoży.

Żeby tłumienie inflacji miało sens – czyli generalnie relacja koszt/efekt była warta poświęceń potrzebne są dwa dodatkowe bardzo ważne czynniki – po pierwsze ograniczenie presji płacowej pracowników, a po drugie ograniczenie strumienia pieniądza wydawanego przez państwo. Firmy powinny pożyczać, bo pożyczają głównie na inwestycje. Natomiast państwo powinno ograniczyć wydatki, w tym także socjalne – chociażby poprzez ich nieindeksowanie inflacyjne. To samo w sobie jest istotnym bodźcem, pokazującym rynkowi, że będzie mniej pieniądza i należy oczekiwać mniej przychodów. Wówczas jest szansa na to, że spirala oczekiwań inflacyjnych przestanie być intensywnie antycypowana przez ludzi, jednak to jest bardzo trudne. Wchodzimy bowiem na skrzyżowanie psychologii i ludzkich emocji oraz naturalnej ochrony własnego stanu posiadania. Ludzie nie są głupi, po prostu z natury wiadomo, że pieniądz gorszy, wypiera pieniądz lepszy – tego nie da się oszukać, to nie jest możliwe (z wyjątkiem przypadków osób chorych).

Inflacja ma tą wspaniałą cechę, że jeżeli jest pod kontrolą, to jej nie widać. Wówczas ma nawet pewne pozytywne skutki, ponieważ w ogóle pozwala nam uratować się przed deflacją, a mała inflacja, jest lepsza niż jakakolwiek deflacja. Deflacja to zło, chyba że ma się kopalnie złota! Jeżeli jednak inflacja przekroczy granicę rozsądku, tj. wartości, którą ludzie odczuwają już bezpośrednio, to staje się problemem politycznym, społecznym, co ciekawe w sensie ekonomicznym to ona jest zjawiskiem, po prostu tak działa ekonomia. Upraszczając – jeżeli na rynku jest za dużo orzechów, ale ilość zboża i rzodkiewki jest mniej więcej taka sama, to sprzedawcy zboża i rzodkiewki, będą chcieli więcej orzechów za taką samą ilość swoich produktów (lub mniejszą). Właśnie dlatego inflacja jest szokująco niebezpieczna, gdyż jej stłumienie oznacza zawsze ograniczenie konsumpcji w gospodarce. A ograniczać konsumpcji to Szanowni Państwo – tego możemy być pewni – nikt nie lubi, a na pewno nie lubią tego smutnego procesu politycy rządzącej koalicji. Ponieważ to tłumienie-ograniczanie ma zawsze koszt społeczny, a koszt społeczny przekłada się na koszt polityczny.

Starsi i średnio starsi doskonale pamiętają szok inflacyjny z końcówki PRL-u i początku, naszej transformacji. Szok i terapia szokowa jakiej byliśmy wówczas poddani, była czymś niesamowitym w skali świata. Nie ma po co wspominać, ponieważ te wspomnienia rodzą agresję, a to nie jest nam już potrzebne. Musimy mieć jednak świadomość, że trzeba przyciąć wydatki publiczne. Zwłaszcza te, z których jakże dumny jest nasz pięćsetplusowy rząd! Właśnie to, na co są wydawane pieniądze ludzi najuboższych – żywność – drożeje najszybciej i jest odczuwane najboleśniej. Jeżeli ograniczono by wydatki socjalne, to właśnie ten ruch natychmiast uderzyłby w ludzi, którzy są największymi beneficjentami 500+ a zarazem, te środki pomocowe w istocie są najważniejszą częścią ich budżetów domowych. Ponieważ, to jest czysty dochód rozporządzalny. Żywność drożeje, a siła nabywcza tych gospodarstw domowych spada. Zwłaszcza jakby im zabrać świadczenia lub chociaż ograniczyć indeksowanie inflacyjne.

Wszyscy będziemy szczęśliwsi w naszym raju! Naprawdę stopy w górę! Będzie lepiej! Proszę zapamiętać, nie da się ograniczyć poziomu inflacji, bez ograniczenia ilości pieniądza pompowanego do gospodarki. To nie jest możliwe w normalnym stanie rzeczy, nikt nie jest frajerem, żeby przecież stracić majątek. Osoby interesujące się ekonomią prosimy o zainteresowanie się inflacją w Szwajcarii, dlaczego jest niska (około 1,5%)? Prawda, że to bardzo ciekawe? Otóż, Szwajcarzy „nie drukowali” ponad miarę, tylko tyle ile rynek wchłonął.

11 komentarzy do “Stopy w górę i wszyscy będziemy (nie)szczęśliwi w naszym raju!

  • 12 grudnia 2021 o 07:25
    Permalink

    Są ludzie naprawdę znający się na ekonomii.
    No ale jak my nie wytwarzamy to z czego mamy czerpać zyski? No bo montaż na taśmie to ciągle ubytek z portfela. I można pisać rozprawki o stopach, inflacjach, presji płacowej, druku pieniądza…mam wrażenie że to zabawa w piaskownicy.

    Skoro nie mamy złóż jak w Kuwejcie to trzeba nauczyć społeczeństwo produkcji. A montaż na taśmach jest niczym przedszkole i klocki, no zaje**cie te dzieci układają klocki, naprawdę można być pod wrażeniem i być z nich dumnym. Ale obok przedszkola niech sobie stoi fabryka, już prawdziwa.

    SILNY SEKTOR PAŃSTWOWY – to gwarant pokrycia kosztów w skali makro. Inaczej się nie da.

    I pomyśleć, że posiadaliśmy 7443 zakłady przemysłowe w Polsce a każdy z nich zatrudniał ponad 100 osób. I takie to państwo było było nieudolne w tym PRL-u że z łajdaki wiedzieli że z zysku można pokryć koszty budownictwa, ochrony zdrowia, a przy tym łajdaki nas zmuszali do edukacji, systemu uczeń-mistrz, do kultury (bezczelność wysokich lotów z ich strony), sztuki. No jak trzeba być podłym by taki los zgotować ludziom. Dobrze żeśmy się zbuntowali.

    Odpowiedz
    • 12 grudnia 2021 o 10:10
      Permalink

      @Grzegorz …

      W sedno. 🙂
      “No jak trzeba być podłym by taki los zgotować ludziom. Dobrze żeśmy się zbuntowali.” – zapisuję do kanonu światłych myśli, których owieczki prowadzone przez baranów nigdy nie zrozumieją.:-)
      Pozdrawiam

      Odpowiedz
      • 12 grudnia 2021 o 18:11
        Permalink

        Panie @Miecławie

        do usług 🙂

        Odpowiedz
  • 12 grudnia 2021 o 10:06
    Permalink

    A więc czeka nas bieda w części społeczeństwa, gdy stopy pójdą w górę a wydatki socjalne państwa zostaną ograniczone. Nawet rozwój klasy średniej zostanie zastopowany, zwłaszcza w Nowym Ładzie. Ci co uwierzyli, że 500+ da im łatwe utrzymanie mogą mieć problemy z utrzymaniem swoich dzieci, o które się postarali na rzecz 500+. No ale jest tyle fundacji pomocowych szlachetnych paczek itd. że jakoś zbiorą pieniądze na wychowanie przyszłych prekariuszy – niewolników dla potrzeb biznesu. Bo tylko o to chodziło rządzącemu post-sanacyjnemu “jaśnie państwu”, aby utrzymać władzę i system kapitalistyczny dzięki respiratorowi ekonomicznemu.

    Czy kapitaliści coś stracą na wysokich stopach procentowych? Nic, właśnie tego oczekiwali, bo przecież będą mogli na tym zarobić. System jest tak dopięty, żeby kapitał w zasadzie nic nie tracił, a wręcz z pewnymi fluktuacjami na rynku cały czas zyskiwał.
    Gratulacje dla owieczek prowadzonych przez baranów, że taki los sobie wybrały 4 czerwca 1989 roku.

    Odpowiedz
    • 12 grudnia 2021 o 16:35
      Permalink

      Opowiem: w roku 1989, kiedy obok rzeczowego partyjnego aktywisty,który przedstawiał minusy grożącego przewrotu dla klasy robotniczej, na zebraniu jakiejś załogi, stanęłaby osoba o wyglądzie małpy ze świńskim ryjem, to ta osoba za tylko jeden okrzyk “niech żyje solidarność” otrzymałaby wspaniałe brawa. I tak było, zwierzęce pojmowanie bytu określało świadomość tych ludzi i spojrzenie (a właściwie brak spojrzenia) w przyszłość.
      Gomułka miał rację mówiąc o warcholstwie klasy robotniczej. Efekt: niewolnicy z prawem głosu na swojego pana. To jedyne ich prawo.

      Odpowiedz
  • 12 grudnia 2021 o 10:53
    Permalink

    Bogaci nie stracą.

    Biedni – będą bardziej biedni.

    Wydatki państwa – nie domkną się, mimo inżynierii finansowej.

    Cenna jest uwaga Autora, żeby Prezes NBP raczej nie wypowiadał się publicznie.

    Odpowiedz
  • 12 grudnia 2021 o 22:36
    Permalink

    Kilka uwag do artykułu.
    #1
    Jako remedium antyinflacyjne, Autor wymienił:
    – “ograniczenie presji płacowej pracowników”,
    – “ograniczenie strumienia pieniądza wydawanego przez państwo”.
    Pierwsze ograniczenie w gospodarce kapitalistycznej (w teorii) działa tak, że albo obniżki płac, albo bankructwo firmy. W gospodarce pseudo-kapitalistycznej to tak już nie jest, bo duży udział monopoli (w tym państwowych) w gospodarce, zrujnował tę prostą zależność. Teraz mamy podtrzymywanie na siłę egzystencji potencjalnych bankrutów, co tylko wspiera powolne staczanie się ich w niebyt. Konkurencja zewnętrzna nie działa, bo same firmy mają często charakter międzynarodowych pseudo-monopoli.
    W tej sytuacji, jedynie to drugie remedium ma szansę zadziałać. Do tego potrzebne jest jednak zdecydowanie rządzących, a o nie tym trudniej im bliżej terminu kolejnych wyborów. W końcu to własna synekura jest “bliższa ciału”, niż ogólnikowe dobro ogółu.
    #2
    Rozumiem potrzebę “dodruku”, ale jedynie w celu “utrzymania na powierzchni” bazy wytwórczej gospodarki. Wówczas pieniądze z dodruku trafiają (na ogół nie bezpośrednio) do firm, które powinny wykorzystać ten czas na stosowną modernizację. Gdyby z braku pomocy firma padła, to skutki tego wcale nie byłyby korzystne dla państwa. Dopóki firma funkcjonuje na “drukowanej kroplówce”, jest zawsze szansa, że przy mądrym zarządzaniu się podniesie.
    #3
    Na ogół bezsensowne jest natomiast kierowanie pieniędzy wprost do obywateli, z nadzieją że napędzi to własną gospodarkę. Wcale nie musi się tak stać, bo równie dobrze może to napędzać import lub wzrost cen, a następnie wywoływać oczekiwanie wiecznej pomocy finansowej w oderwaniu od stanu państwa. Po spowodowania oderwania płac od stanu gospodarki, niezwykle trudno wrócić jest to normalności, a jeśli już to dużym kosztem (schyłek PRL).
    #4
    Cytat: “Można było oscylatorem na depozytach przez noc, przez weekend zarobić olbrzymie pieniądz…”.
    Oscylator wynikał stąd, że ówczesne przepisy powodowały na naliczanie odsetek od depozytów jednocześnie w dwóch bankach w dniu przeniesienia swojego “kapitału”. To powodowało codzienne przenoszenie pieniędzy, a więc jakby podwójne ich oprocentowanie. Przy obecnych przepisach oscylator nie działa (byłby tylko kłopotem).
    Zresztą wielkość tych korzyści została przez media (na zamówienie) sporo przeszacowana. Ale dzięki temu skupiono się nie na rzeczywistych przyczynach i ukaraniu winnych, lecz na spryciarzach, którzy to wykorzystywali. Takie odwrócenie uwagi – samo życie.
    #5
    Jak na “straży” finansów stoją zideologizowani teoretycy czerpiący swoją wiedzę z podręczników opisujących minione epoki, to nie można się spodziewać niczego dobrego. Stosowanie jakiejś teorii ekonomicznej w oderwaniu od rzeczywistości, z nadzieją że zadziała, bo przed kilkudziesięciu laty (w innej rzeczywistości) tak było, to zwykły brak rozumienia tego, co się wokół dzieje. To choroba wszelkich ideologii, które na siłę próbują nawrócić teraźniejszość do opisanej (wyidealizowanej) przeszłości.
    #6
    W dobie zwiększonej inflacji (np. 7%) bardzo łatwo jest chwalić się wzrostem gospodarczym (np. o 5%). Obie wielkości (inflacja i wzrost) wyznaczane są z proporcji pewnych wartości (wyrażanych np. w PLN), w odniesieniu do wcześniejszego okresu (zwykle rocznego). W takiej sytuacji (jak przykładowa) powstaje wątpliwość, czy przy inflacji 7% i wzroście 5%, mamy faktycznie do czynienia ze wzrostem.

    Odpowiedz
    • 13 grudnia 2021 o 09:14
      Permalink

      Właśnie zauważyłem, że w moim wpisie zabrakło ostatniego punktu (zapewne przez dodatkowy pusty wiersz w kopiowanym pliku), więc uzupełniam tę zaległość.
      #7
      Formalnie wzrost PKB powinien być podawany w cenach stałych, tj. po uwzględnieniu inflacji.
      Jeśli tak byłoby, to w cenach bieżących wzrost (dla danych przykładowych) wynosiłby 12% (7+5). Naprawdę trudno to zauważyć, a już na pewno wzrost płac w ujęciu wartościowym (w cenach bieżących) nie jest taki. Niemniej efekt propagandowy jest: płace rosną, więc rząd dobry – zawsze się da znaleźć i uwypuklić jakieś niby plusy.

      Odpowiedz
      • 13 grudnia 2021 o 11:21
        Permalink

        @Ali

        Ostatnie dwie tezy w punkt. Ale nawet ekonomiści tego nie kumają albo są na usługach wielkiego kapitału i to pomijają. Prawda jest taka, że rzekomy wzrost gospodarczy jest fikcją, a większość ludzi i tak biednieje nawet po podwyżkach płac. Budzą się po jakimś czasie zdziwieni, że siła nabywcza ich wypłaty mimo podwyżki zmalała, a jak mają jeszcze kredyty to już tracą podwójnie, bo na odsetkach, które pójdą w górę i na inflacji.
        W ten sposób rządzący tylko przedłużają agonię systemu kapitalistycznego i utrzymują się przy korycie, ale kosztem narodu.

        Odpowiedz
  • 13 grudnia 2021 o 00:16
    Permalink

    Gerry 12 grudnia 2021 · o 16:52 EST / EDT

    Oto coś niesamowitego do przeżucia szczególnie w drugim akapicie!?!?!?!?! A niewiarygodną zmianę, jaką nauka o rozszczepieniu jądrowym dała światowej arystokracji? Resztę zdumiewającego eseju można znaleźć tutaj… https://www.theoccidentalobserver.net/2021/12/12/houston-stewart-chamberlains-england-translated-and-with-an-introduction-by-alexander-jacob/

    Doktryna marksistowska, będąca wytworem żydowskiego umysłu, który charakteryzuje się „niechęcią”, opiera się na zazdrości wobec tych, którzy mają bogactwo i przywileje bez pracy, a więc opowiada się za buntem przeciwko tym, którzy posiadają te korzyści. Jest to zatem zasadniczo negatywna odmiana etosu angielskiego. Nic więc dziwnego, że robotnik w doktrynie marksistowskiej jest zachęcany do gromadzenia własnych zysków poprzez prywatny biznes, tak że, jak to ujmuje Spengler, „marksizm” jest rzeczywiście „kapitalizmem klasy robotniczej”. Marksowskie rozwiązanie nieograniczonej własności prywatnej jest również negatywne: „wywłaszczenie wywłaszczycieli, rabunek rabusiów”[8]. Opiera się to na „angielskim” poglądzie na kapitał, w którym

    miliarder domaga się absolutnej swobody w aranżowaniu spraw światowych poprzez swoje prywatne decyzje, nie mając na uwadze żadnego innego standardu etycznego niż sukces. Bije swoich przeciwników kredytem i spekulacjami jako swoją bronią.

    System marksistowski jest zatem „ostatnim rozdziałem filozofii wywodzącej się z rewolucji angielskiej, której biblijne nastroje pozostały dominujące w myśli angielskiej”[9]. kontakty mogą uspokoić sumienie i znacznie zwiększyć ambicję i inicjatywę.”[10] Podczas gdy przemysłowcy angażują się w handel z „pieniędzmi” jako towarem, robotnicy robią to samo z „pracą”.

    Natomiast w państwie pruskim praca nie jest towarem, ale „obowiązkiem wobec wspólnego interesu i nie ma stopniowania — to jest demokratyzacja w stylu pruskim — wartości etycznych między różnymi rodzajami pracy”. Prusacy postrzegają majątek nie jako prywatny łup, ale jako część wspólnego dobra, „nie jako środek wyrazu osobistej władzy, ale jako dobro powierzone, za zarządzanie którym jako właściciel jest odpowiedzialny przed Państwo.”
    ==============

    Ciekawe spojrzenie na różnice celów gospodarczo- ekonomicznych.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.