Stop dyskusji o aborcji! Stop tematom zastępczym!

Nie ma mowy żebyśmy milczeniem przyjęli ponowne narzucenie nam przez mainstream – głównego tematu zastępczego, jakim jest temat aborcji. Nie może być na to zgody, albowiem tak jak nie ma wątpliwości, co do tego, że aborcja jest złem, tak też nie można mieć wątpliwości, że brzuch należy do kobiety, której ciała jest częścią, a administracyjne ograniczanie możliwości przerywania ciąży dzieli społeczeństwo nie tylko etycznie.

Jest, o czym dyskutować, tu OFE, tam podatki, porażka programu wydobycia gazu niekonwencjonalnego, porażka budowy gazoportu, porażka programu budowy energetyki jądrowej, porażka rozwoju zielonej energetyki itd. Można wymieniać na kilku stronach porażki tego rządu, jak również porażki cywilizacyjne państwa – aborcja, będąca w istocie dramatycznym problemem społecznym, etycznym i prawnym – nie może ponownie przesłonić nam rzeczywistości.

Redakcje piszące o aborcji powinny być nagrodzone pomidorem – wcześniej Smoleńsk, zamach, teraz aborcja, a o sprawie polskiej w niemieckiej umowie koalicyjnej – ledwo ledwo! Po prostu dramat! Rozważanie, czy ojciec rodziny, który współżył z córką – może być oskarżony o pedofilię, czy ma uznać to dziecko we własnym domu? Ludzie – młotek gumowy blacharski 1000g z olbrzymią nasadką gumową i mocno tłuc się po głowach. Jeżeli młotek nie pomoże – wiadro lodowatej wody na balkonie i kąpać swoje rozpalone łby, nie ma innego sposobu na rozsądek w mediach!

Problem przerywania ciąży jest tak ważny i trudny, że wymaga osobnej dyskusji publicznej – dokładnego tłumaczenia, badań i opisów, a następnie referendum – niech Naród zdecyduje, żeby ta sprawa nie była nawet przedmiotem kampanii wyborczej. Jeżeli Kościół ma siłę oddziaływania na sumienia – to jest oczywiste jak zagłosuje 95% społeczeństwa będących Katolikami. Jeżeli wynik głosowania będzie inny – to znaczy, że trzeba uszanować wolę Narodu, który zarazem popełni grzech nieposłuszeństwa Kościołowi, ale tu i teraz musi być prymat władzy państwowej nad kościelną, nie ma dyskusji, to nie jest Królestwo Boże, to jest Polska.

Idą kampanie wyborcze – najpierw europejska, potem samorządowa, parlamentarna i prezydencka. Jeżeli pozwolilibyśmy, żeby problematyka aborcyjna zdominowała dyskusję polityczną W KTÓREJKOLWIEK Z TYCH KAMPANII to najlepiej dajmy już sobie spokój z tym państwem, ponieważ naprawdę mamy poważniejsze problemy niż dzielenie murem aborcyjnym – wąwozu po smoleńskiego, jaki powstał w tym Narodzie! Nie można, naprawdę nie można na to pozwolić, nawet jeżeli mielibyśmy się pokłócić o coś tak abstrakcyjnego jak podatki! Politycy rządzący prawdopodobnie powypadaliby z tego smutnego gmachu przy Alejach Ujazdowskich jakby usłyszeli postulat obniżenia i ujednolicenia VAT-u do 15% – niż się na to zgodzili, nawet stopniowo. Jednakże właśnie o tym trzeba dyskutować – niech przedmiotem dyskusji publicznej stanie się problematyka zmiany struktury uzysków podatkowych budżetu z obciążeń podatkowych społeczeństwa! Po prostu proszę opodatkować własność i bogatych – na to pan premier NIGDY SIĘ NIE ODWAŻY, ponieważ właśnie tej części społeczeństwa zawdzięcza swoją pozycję. Natomiast dyskusja o aborcji – jest budżetowo obojętna, ewentualnie kosztować będzie grosze. Natomiast postulat przywrócenia III progu, urealnienia kwoty wolnej od podatku, z jednoczesnym opodatkowaniem własności – nawet na zasadzie szacunkowej tj. poprzez strefowanie nieruchomości w gminach, – co można zrobić banalnie, szybko i w ciągu 2-3 miesięcy w całym kraju – nie ma najmniejszych szans. Dlatego i tylko dlatego, ponieważ ten rząd i ten premier wolą opodatkować wysokim podatkiem pośrednim konsumpcję nas maluczkich – niż źródła przychodów burżuazji. O unijnym podatku od transakcji finansowych zablokowanym przez poprzedniego niestety ministra finansów nie ma nawet, co wspominać, przecież akcje i opcje oraz inne instrumenty pochodne to coś innego niż jogurt lub opona i nie można ich opodatkować, bo się nasi ukochani inwestorzy z banksterskiego City i innych siedzib międzynarodowych spekulantów zbulwersują i wycofają z Polski pieniążki, a wtedy wszyscy będziemy mieli smutne minki. Nawet kastrowanie OFE – nie pomoże, będzie można oddać władzę PiS-owi, którego niektórzy posłowie wiadomo, co robią jak się „najebią” i dlaczego czepiają się mężów swoich przyjaciółek!

Więc pytajmy premiera, – kiedy ruszy budowa pierwszej elektrowni jądrowej – np. utopionego w błocie przez styropianowych idiotów Żarnowca (gdyby była kara śmierci to wiadomo…). No, ale mamy kodeks karny taki, jaki mamy, więc wiadomo, że nie tylko są na wolności, ale nawet obecny premier nie poniesie żadnych konsekwencji za puste obietnice dotyczące energetyki jądrowej.

Pytajmy premiera, – kogo i kiedy wywali na pysk za opóźnienia w budowie gazoportu? Chyba nikogo, bo by w końcu musiał ruszyć pana od zegarków, gdyż problemy z opóźnieniem mają tam charakter odbicia się czkawką problemów systemowych.

Pytajmy premiera, – co z zieloną energią? Dlaczego nie da zarobić polskim rolnikom na produkcji energii z biokomponentów? Czy naprawdę lepiej płacić euro-dotacje za nic?

Szkoda słów, naprawdę szkoda słów proszę państwa…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.