Historia

Stalinizm na wesoło

 Mieszkałam na podlaskiej wsi, kilka kilometrów przed Bugiem Za rzeką ziemie były ubogie, piaszczyste. Mówiło się o tych terenach: laski, piaski i karaski. Gospodarstwa karłowate, biedne. Na terenach przed bużańskich ziemia była dobra, gospodarstwa też były małe. Moja rodzina miała pięć hektarów ziemi rolnej II i III klasy i pięć hektarów łąk i lasów. Byliśmy uważani za średniorolnych.

Tylko kilku rolników miało około dwudziestu hektarów. W czasach stalinizmu to byli kułacy. Moi kuzyni mieli właśnie 20 hektarów ziemi.  Stale słyszeli, że są kułakami. Kiedyś wracali z pola ze swoją kilkuletnią córeczką. Krakały wrony. Ona odebrała to, jako „kułakułakuła”. Rozżalona rzuciła w ich stronę kamieniem i powiedziała: „nawet wrony krzyczą kułak na nas.”

W latach pięćdziesiątych były obowiązkowe dostawy dla państwa. Pamiętam, jak rolnicy próbowali się wymigać od tych dostaw i jakie były z tym związane perypetie.

To chyba był rok 1951. Ogłoszono, że przyjeżdża komisja partyjno-rolna z powiatu, aby ustalać wysokość dostaw obowiązkowych zboża od poszczególnych gospodarstw. Liczyła się nie tylko powierzchnia gospodarstwa, ale i ilość dobytku.

Moja mama wpadła na pomysł, aby ukryć dwie krowy i tylko jedną zaprezentować komisji. W domu była babcia, mama, najstarszy brat i dwie moje starsze siostry, więc ja nie byłam już wciągana w prace gospodarskie. Uczyłam się, czytałam sobie książeczki, bawiłam się z kotkami i pieskiem. Ale w tym dniu, nie pamiętam dlaczego, na mnie wypadło, że właśnie ja mam z dwiema krowami iść na łąkę. Szłam i płakałam, bo bałam się, że nie trafię, ale nie było takiego problemu, bo krowy mnie same zaprowadziły.

Powinnam je była spętać, ale zapomniałam. Położyłam się na trawie, zaczęłam czytać książeczki i po pewnym czasie zasnęłam. Krowy najadły się i poszły na inne pola. Rozpoznał je sąsiad i postanowił przyprowadzić do domu. Wkroczył z nimi na podwórko właśnie w momencie inspekcji. Nie tylko wydało się, że mamy trzy krowy, ale mama została posądzona, że zatrudnia też parobka tzn., że jest „podwójnym krwiopijcą”. Obowiązkowe dostawy zostały nam znacznie zwiększone.

Dla dostaw obowiązkowych były ustalone terminy. Niektórzy rolnicy ociągali się z dostawami. Władze uznały, że trzeba wobec miasta okazać postawę obywatelską i nie tylko dotrzymywać terminów, ale zademonstrować, że rolnicy wypełniają ten obowiązek bez przymusu – ochoczo.

I wymyślono, że najlepiej będzie uformować ze spóźnialskich orszak. W wyznaczonym dniu przez wieś do gminy przejechały furmanki ze zbożem a na czele był wóz konny z harmonistą. Grajek wygrywał różne skoczne melodie a przy drodze zebrali się mieszkańcy i turlali się ze śmiechu. W następnym roku każdy starał się wywiązać z dostaw w terminie, żeby nie być pośmiewiskiem.

Jeszcze tylko dodam, że kłamią dzisiaj ci ludowcy, którzy mówią, że wieś była zmuszona dostarczać miastu w ramach obowiązkowych dostaw wyznaczone produkty za darmo. Rolnicy otrzymywali zapłatę, tylko, że były to ceny stałe, ustalone przez państwo. One były niższe od takich cen, jakie można było uzyskać na targu tzn., cen spekulacyjnych (tak je oficjalnie określano).

Dzisiaj niektórzy rolnicy pewnie cieszyliby się, że mają taki pewny rynek zbytu. Nawet kilka lat temu „Samoobrona” głosiła, że te ceny były wyższe, niż uzyskiwane za jej czasów na wolnym rynku.

Co rok listonosz dostarczał każdej rodzinie kalendarz rolniczy. To była taka wielka „cegła”, pachnąca jeszcze farbą drukarską. W okresie największego stalinizmu tzn., 1950-1955 na okładce była zawsze taka bardzo uśmiechnięta traktorzystka radziecka. Moja babcia brała ten kalendarz, dreptała natychmiast do kuchni po nóż, siadała i wyskrobywała jej ten uśmiech. Mówiła przy tym: „ona nie ma tam tak, z czego się śmiać”.

Na akademii z okazji rocznicy Rewolucji Październikowej w powiecie Sokołów Podlaski siedziało na podium bardzo ważne grono wojewódzkich i powiatowych dostojników partyjnych. Jeden z nowo przyjętych członków partii ze wsi chciał podkreślić swój entuzjazm dla „ojca narodu”, wskoczył na mównicę i wrzasnął: „Stalin to był wielki EUGENIUSZ”.

4 komentarze

  1. youngcontrarian

    Dziekuje za bardzo ciekawy tekst dzis juz dokumentalny.
    Troche inne spojrzenie na stalinizm zaproponowano w artykule:

    http://www.eioba.pl/a/3xms/stowarzyszenie-rozstrzelanych-poetow-miedzy-noblem-a-nagroda-stalina

    ,ktory wszystkim polecam.

  2. Ewa Gąsowska

    Szanowna Autorko, “Stalin to był wielki EUGENIUSZ” świetne, ale jak czytam stare dokumenty, to widać tę nieporadność językową ludzi, którzy chociaż umieli czytać i pisać, ale nie potrafili się wysławiać, bo wiedza ich była na poziomie podstawowym, jakie obowiązywało, czy wcześniej w różnych zaborach, czy po I wojnie światowej, minimum 5 klas szkółki powszechnej, często parafialnej. Przed II wojną światową nie było powszechnego obowiązku nauczania wszystkich dzieci. Dlatego po wojnie było tak dużo analfabetów, które dopiero ta znienawidzona dzisiaj komuna zlikwidowała. Szkoda, że dzisiejsza elita polityczna czy intelektualna, wywodząca się z tej warstwy społecznej, o tym zapomniała. Ale tamto pokolenie miało odwagę wziąć na siebie trud odbudowy kraju po zniszczeniach wojennych i zrobić wielki krok cywilizacyjny w uprzemysłowieniu kraju i likwidacji powszechnego głodu. Dzisiaj nie zdajemy sobie z tego sprawy, że przed wojną dzieciom z głodu puchły brzuszki i umierały z niedożywienia. Te dzisiaj wyśmiewane dostawy obowiązkowe miały jeden cel – eliminację głodu – w okresie powojennym. I to zrobiła ta wredna komuna. Czasami myślę, że poprzedni ustrój wyrządził wielu krzywdę likwidując analfabetyzm, dając pracę, w miastach mieszkania, możliwość kształcenia i obejmowania ważnych stanowisk, a nawet wprowadzając reformę emerytalną czy wprowadzając powszechny system opieki zdrowotnej. Dlatego w 1989 r. postanowiliśmy wrócić do systemu przedwojennego, i od 23 lat mamy system powszechnej szczęśliwości, i takie zjawiska społeczne jak, dzieci na śmietnikach, zabójstwa niemowlaków, urtudniony dostęp lub też niemożliwość skorzystania ze służby zdrowia, płace czy emerytury, za które nie można przeżyć, i pomimo kształcenia wtórny analfabetyzm, a przede wszystkim brak jakiejkolwiek pracy, i wielkie bezrobocie. Bardzo powoli dojrzewamy do rzetelnej oceny poprzedniego systemu i bardzo powoli zaczynamy się budzić, i dostrzegać, że zostaliśmy oszukani i okradzeni. Pozdrawiam.

  3. Wierny_czytelnik

    Dobre, śmieszne, fajne z życia wzięte – unikat w swoim rodzaju

  4. Stach Głąbiński

    Okres stalinizmu w Polsce był i jest bardzo trudny do opisania. Taka mieszanina najokropniejszych zbrodni i najbardziej szczerego entuzjazmu. Oczywiście, jak zwykle, między tymi biegunami mieliśmy też dużą strefę zjawisk pośrednich: uczciwej pracy, złodziejstwa, karierowiczostwa i satysfakcji z osiągniętych sukcesów osobistych lub grupowych. To były bardzo dziwne czasy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.