Srebrny koniec złotego interesu, czyli legalne oszustwo

Afera, jaka pojawiła się wokoło pewnej gdańskiej firmy oferującej społeczeństwu rzekome lokaty w złoto zatacza coraz szersze kręgi. Obecnie jedno z mainstreamowych mediów rozpoczęło “ujawnianie” czegoś, co możemy uznać za próbę medialnego wykreowania “afery srebrnej”. Skojarzenie biznesowych powiązań właścicieli biurowca przy pewnej warszawskiej ulicy z miejscem zamieszkania znanego polityka i wykreowanie na tej podstawie atmosfery spisku jest wspaniałym sposobem zasłonięcia przez mainstreamowe media – afery złotej, aferą srebrną. Będzie jak zawsze, po komunikatach informacyjnych dotyczących piramidy finansowej, które z czasem będą wyciszane, nastąpi rozmywanie przekazu o aferze przez przekaz o innej, z pozoru równorzędnej – ale rozgrywającej się na drugim biegunie politycznego sporu. Coś trzeba było odpalić, tu nie ma żartów, więc zaprzyjaźniona gazeta odpaliła to, co akurat było na podorędziu. Trudno jest jednak uznawać takie afery za autentyczne, gdyż nie można nie ulec wrażeniu, że to sztuczne wyciskanie pasty z tubki. Jeżeli komuś na górze wydawało się, że społeczeństwo – a przynajmniej jego myśląca część w banalny sposób nabierze się na zrównoważenie a następnie zastąpienie “afery złotej”, “aferą srebrną” to jest ten ktoś w błędzie.

Można się spodziewać, że “srebrna afera”, będzie zataczać coraz szersze kręgi, zastępując z czasem nawet “aferę taśmową”, ewentualnie pojawi się problem kota pewnego znanego polityka, rzekomo stojącego rano na jego wycieraczce wraz z rzecznikiem jego partii. Alternatywnie odpowiednie służby ujawnią opinii publicznej kolejne wielkie afery, żeby tylko nakryć i przykryć temat bulwersujący opinię publiczną. Media będą mówić o wszystkim, żeby tylko ze wszelkich sił oderwać uwagę w porze największej oglądalności od ujawnienia ogólnego kryzysu państwa przez Marcina P. i jego działalność, co, do której wychodzi coraz więcej prawdopodobnych szczegółów. Prawdopodobnie informacja o osobistym sukcesie pana Michała Tuska, który miał się przyczynić do aresztowania jedynego samolotu będącego własnością upadłej firmy lotniczej, w której pracował to właśnie tego typu kaczka dziennikarska, zapychacz, pozorny news, kreacja fikcji. Kierowane pod adresem Marcina P. oskarżenia o związki z mafią tj. w zasadzie bycie “słupem”, czyli osobą figurującą formalnie na czele przestępczej inwestycji to bardzo poważne oskarżenie. Dziwi brak reakcji drugiej strony, albowiem tu już nie chodzi o kilka wyroków zatartych czy też w zawiasach, ale o możliwość wytoczenia bardzo poważnych dział przez wymiar sprawiedliwości. Problem polega, bowiem na tym, że tenże człowiek może być oskarżony w zasadzie o każde przestępstwo i znaleźć się w sytuacji klasycznej dla dramatu wielbłąda próbującego udowodnić, że nim nie jest. Absolutnie nie sugerujemy, że ktoś mógłby próbować sfabrykować przeciwko niemu dowody i go fałszywie na ich podstawie oskarżyć. Tak prymitywnymi metodami nie trzeba się posługiwać, jeżeli ma się “moc” po swojej stronie. Ryzyko jest o wiele poważniejsze, a ujawniło się przy walce rządu pana Donalda Tuska z dopalaczami, mianowicie czy nasze państwo zrobi coś wbrew sobie? Wbrew własnym regulacjom? Przecież oskarżanie Marcina P. po trzech latach działalności o popełnienie kilku w istocie banalnych przestępstw po tym jak wcześniej umarzało się lub nie podejmowało śledztwa pachnie na kilometr działaniem z inspiracji politycznej. Być może naprawdę tak jest w państwie polskim, jak powiedział niedawno w jednym z programów telewizyjnych pewien znany polityk, że procesy osądzone przez opinie publiczną są z góry przegrane.

W poniedziałek wieczorem w jednym z programów publicystycznych Minister Jarosław Gowin został rozwalcowany prostymi, niewymagającymi gimnastykowania języka pytaniami. Prowadząca redaktor, to jeden z filarów błękitnego mainstreamu w polskim dziennikarstwie, stąd też możliwe podejrzenie, że “salon” zaczyna odwracać się od Platformy Obywatelskiej, lub co jest o wiele bardziej prawdopodobne – głównie gracze na naszym politycznym firmamencie dokonują przetasowania za pomocą strzelania z medialnej armaty. Ten dzień, stacja i program oraz oczywiście osoba pięknej redaktor prowadzącej powinny przejść do historii, albowiem po raz pierwszy w naszej telewizji – realizowanej na żywo dziennikarz nie bał się powiedzieć o mafii wprost do urzędującego Ministra Sprawiedliwości! A tenże – co jest arcyważne – nie zaprzeczył jak również nie strywializował tegoż wątku wypowiedzi. To wydarzenie jak na naszą skalę bez precedensu. Oczywiście mało, kto to zauważył, aczkolwiek na robienie zarzutów politykowi opozycji, że “zniknął z mediów” na czas urlopu zajęło czasu antenowego za kilka ładnych milionów złotych. Naprawdę media zrobią wszystko, żeby do ludzi docierało jak najmniej w sprawie pozorności i atrapy, jaką tworzą w naszej państwie organa wymiaru sprawiedliwości, albowiem nic tak skutecznie w ostatnich latach jak afera z gdańską spółką oferującą rzekome lokaty w złoto nie ujawniło słabości systemu.

Reasumując, obserwujemy usilne działania organów państwa, które nie mogą udawać, że nic się nie stało, a same ze swojej istoty są nieomylne i nie podlegają żadnej krytyce. Czas świętych krów się skończył, zwłaszcza, jeżeli te krowy nie dają mleka, lub jest ono kwaśne. Państwo nie potrzebuje organów, które systemowo powołane do dbania o przestrzeganie prawa, w jego majestacie umożliwiają – jak powiedział pan premier “legalne oszustwo”. To już jest poważna sprawa, zwłaszcza, jeżeli przy okazji tej sprawy zostanie udowodniona teza o funkcjonowaniu zorganizowanej przestępczości w Polsce, która rzekomo miała wpływ na biznes gdański. Przy tym wszystkim, jeżeli uświadomimy sobie skalę niemocy i niedziałania państwa, to trudno jest ulec wrażeniu, że ktoś powinien ponieść za to odpowiedzialność – polityczną. Nie chodzi tu tylko o głowę jednego czy drugiego ministra, lub wysłanie w stan spoczynku kilku sędziów i prokuratorów z Gdańska i okolic. Gra stopniowo zaczyna toczyć się wokoło osoby samego premiera i jego legitymacji do rządzenia, albowiem najdelikatniej mówiąc państwo nie spełnia oczekiwań, a rodzina premiera, czyli de facto on sam nie jest bez rysy.  Dlatego należy oczekiwać, że premier zmusi aparat państwa do zmiany dotychczasowego paradygmatu funkcjonowania, albo… aparat wymusi jego… dowody na to, że nawet salon się buntuje już są.

3 komentarze do “Srebrny koniec złotego interesu, czyli legalne oszustwo

  • 21 sierpnia 2012 o 17:33
    Permalink

    Groch się jakoś kiepsko łuska – wina Tuska.
    Pociąg spóźnił się do Buska – wina Tuska.
    Poplamiła mi się bluzka – wina Tuska.
    Połamała nóżki kózka – wina Tuska.
    Na Sybir będzie wywózka – wina Tuska.
    Amber złotem coś nie bluzga – wina Tuska.
    Gdzieś mi się zgubiła chustka – wina Tuska.
    Rzuciła robotę Ruska – wina Tuska.
    Rybka już jakoś nie pluska – wina Tuska.
    Za zakrętem Rawa Ruska – wina Tuska.
    W gardle mi stanęła kluska – wina Tuska.
    (…)

    Odpowiedz
  • 22 sierpnia 2012 o 10:37
    Permalink

    Tak, to zadziwiające jak szybko media próbują ukryć główny wątek…

    Odpowiedz
  • 28 sierpnia 2012 o 07:38
    Permalink

    Wszyscy czepiają się ministra Gowina a chłop ma problem z odmrażaniem zarodków, jak odmrozi to weźmie się za prawo

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.