Sprawy rangi państwowej a banały

Rząd tym się różni od kolektywu spod budki z piwem, że jest sformalizowany, omnipotentny i ma zawsze pieniądze na piwo. Kolektyw spod budki z piwem najwcześniej opiera się na autorytecie nieformalnym, wynikającym z siły jego poszczególnych członków i pozycji zawdzięczanej dzięki knajactwu i umiejętności przegadania współbiesiadnika. Największym problemem kolektywu spod budki z piwem jest zgromadzenie środków umożliwiających konsumowanie piwa.

Rząd bardzo daleko zawierza się w swojej omnipotencji rządząc w sposób jak najbardziej umiejętny, tak żeby wszystkim na to piwo, – jeżeli go chcą pić – starczało. Natomiast nasz kolektyw po prostu zabiera słabszym, babciom, żonom, czasami dzieciom, często cudzym.

Są to różne poziomy odmiennie legitymizowanych organów władzy i o ile w przypadku szefa kolektywu piwnego nie zdziwilibyśmy się, że ze zdziwieniem odkrywa, że jeden z jego podkomendnych od piwa jeździ luksusowym samochodem, to w przypadku premiera rządu państwa – taka informacja jest czymś zastanawiającym, albowiem to jest coś, żeby premier polskiego rządu zainteresował się sprawą indywidualną, w istocie błahą i banalną, ale jakże społecznie bulwersującą.

W wyniku dziennikarskiego śledztwa okazało się, że jeden z urzędników państwowych używa dla własnej wygody pojazdu specjalistycznego zakupionego w celu wysublimowanym. Wiadomość ta zbulwersowała pana premiera do tego stopnia, że postanowił rozważyć jej konsekwencje na gruncie personalnym.

To dobrze, że nasz przywódca ma tak podzielną uwagę, że jest w stanie samodzielnie lub za pomocą swoich służb medialnych wyłapać tak niezwykle bulwersujące opinię publiczną komunikaty. To zdecydowanie ważna sprawa, żeby sprzęt służbowy powierzony urzędnikom był przez nich wykorzystywany zgodnie z przeznaczeniem, celem i wszelkimi regulaminami. Jednakże, czy aby to nie jest kwestia zbytnio błaha dla pana premiera? Czy on naprawdę ma badać, kto jeździ, jakim samochodem i czy może nim jeździć?

Prawdopodobnie tego typu nonsensów, jawnego szkodnictwa, a nawet złodziejstwa jest w naszej administracji codziennie jeszcze kilkaset. Dzieją się one, a ponieważ czujne oko premiera ich nie ma możliwości wychwycić, to się dzieją. Dlaczego? Bo nie są medialnymi tematami. Oto właśnie dochodzimy do sedna problemu – to media są najwyższą władzą w naszym państwie, zdolną do skłonienia premiera polskiego rządu do podejmowania natychmiastowych decyzji – w tym personalnych. To coś niesamowitego! To sytuacja niemająca precedensu.

Są dwie możliwości wyjaśnienia tego fenomenu, pierwsza – prawdopodobnie premierowi puszczają nerwy i ma dość bycia obiektem ciągłych ataków opozycji i sprzężonych z nimi mediów, dlatego na siłę wyszukiwane są tematy, gdzie można pokazać jego natychmiastową skuteczność – zgodnie z poczuciem sprawiedliwości społecznej. Jest też możliwość druga, mianowicie – faktycznie premier może takie g. jak to, jakim złomem jeździ, który z jego mniej lub bardziej rozgarniętych urzędników dostawać codziennie w raporcie medialnym dotyczącym PR-owskich zagrożeń dla swojej osoby – i na te zagrożenia może reagować. Niestety tylko na te, zwłaszcza te, które są bezpieczne, bo nie mają żadnych realnych konsekwencji. O dziwo dzień wcześniej jak Niemcy i Rosjanie świętowali oddanie drugiej nitki bałtyckiej gazrurki nie usłyszeliśmy z usta pana premiera, ani jego godnego zastępcy od zresztą niestety gospodarki – ani słowa w jakikolwiek sposób podsumowującego to wydarzenie! Nie o nie ma szans! Tam gdzie przegraliśmy, daliśmy d. na całego i to nawet nie z winy obecnej ekipy – tam milczymy! Zwłaszcza, jeżeli sprawa dotyczy czegoś tak śliskiego jak zatopiona w Bałtyku rura!

Przecież nie może tak być, że w jeden dzień premier 38 milionowego kraju milczy na temat prawdopodobnie jednego z najważniejszych wydarzeń, które jego kraj w końcu zaczną dotyczyć a dzień później pastwi się nad jakimś tam urzędnikiem, bo ten używał nieprawidłowo samochodu! W jakim kraju my żyjemy? No chyba, że to celowa taktyka polskiego rządu, aczkolwiek na to już dałoby się nabrać chyba tylko nienarodzone dziecko, bo na pewno nie załoganci spod pobliskiej budki z piwem – oni mają rachunki za gaz i wiedzą, dlaczego są tak wysokie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.