Sposoby definiowania wroga publicznego – grupy pozorne: „Kibice”, „Lekarze”, „Internauci” w strategii zarządzania sferą publiczną rządu

Konflikt wokół „ACTA” oraz wcześniejsze dyskusje z rządem w sprawie praw autorskich i kampania wyborcza – udowodniły, że obecna władza potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania identyfikować co jakiś czas nowego wroga. Wróg to „oni” ci „obcy”, wyodrębnieni na podstawie negatywnego wyróżnika, głównie reprezentujący „coś więcej” niż przeciętno-polskie zjadanie chleba i popijanie go rosołkiem lub barszczykiem przed porażającą mózg medialną sraczką z jedynie słusznego kanału telewizyjnego…

Podczas kampanii wyborczej rząd „zaatakował” środowisko ludzi, dla których piłka nożna jest pasją a czerpanie z niej radości bywa czymś na kształt świeckiej religii. Kibice oberwali porządnie od rządu i sądowo-policyjnego aparatu represji. Mało brakowało, a zmieniono by prawo dotyczące zgromadzeń, rząd okazał się bardzo wrażliwy na krytykę – nawet stosunkowo prymitywną, ale zawsze wolność słowa obowiązuje – a osoby publiczne powinny wykazywać się grubszą skórą.

Łatwo przylepić komuś łatkę – „kibic” to tak o krok od dorozumianego „bandyta stadionowy” lub po prostu „przestępca”. Publiczna stygmatyzacja środowisk fascynujących się piłką nożną znalazła swój upust w wydarzeniach związanych z „Marszem Niepodległości” w Warszawie. Wówczas środowiska młodzieży odrzuconej przez system, dały wyraz swojemu stosunkowi do najwyższych wartości uznawanych przez system. Było chwile głośno, sprawę jeszcze bardziej negatywnie naświetlano – w końcu wyciszono. Ludzie nie lubią niepokoju na święta, władza lubi jak jest spokój. To chyba najważniejsze dla Polaków.

W konflikcie wokół „ustawy refundacyjnej”, rząd i związane z nim ideowo opiniotwórcze elity przyjęły inne nastawienie do zdefiniowania wroga. Ze względu na niesłychanie istotny problem sporu – prawdopodobnie bano się nazwać oficjalnie większość społeczeństwa np. osobami nadużywającymi prawa do refundacji, oszustami lub złodziejami. Co więcej bano się powiedzieć, że nie stać państwa na dalsze leczenie społeczeństwa na tym poziomie dostępności do leków, jaki – jest do tej pory. W efekcie – nie zdecydowano się na wywołanie wroga publicznego „pacjentów” i ich stygmatyzację, a jedynie wyciszono sprawę, wcześniej pohukując groźnie na lekarzy i farmaceutów, a na odchodnym krzyżując i spopielając „znienawidzone”, bo „krwiopijcze” koncerny i hurtownie farmaceutyczne, ponieważ nie może tak być, że nie ma winnego – władza – zawsze musi komuś dokopać i to w interesie publicznym, żeby nie było jej winy, żeby nie wyszło na jaw nieprzygotowanie i zepsucie, cała porażka procesu legislacyjnego… Ale to trzeba przyznać – zrobienie z pacjentów wrogów systemu, skończyłoby się dla każdego rządu w Polsce tragicznie w ciągu 72 godzin, na taki wyraz arogancji nawet porażająca mózg medialna sraczką z jedynie słusznego kanału telewizyjnego nie pomoże. Tego naród by nie wytrzymał i nie dał się okłamać.

No, ale nie trwało długo, aż kolejne środowisko oburzonych – oburzyło się na rząd, ze względu na to, w jaki sposób ten rząd próbuje wprowadzić do krajowego systemu prawa ważne restrykcje wynikające z przyjmowanych bezkrytycznie zobowiązań międzynarodowych. Kłamstwo i arogancja władzy w sprawie ACTA wykazała jak bardzo jej oczekiwania rozmijają się z odczuciami społecznymi, i jak bardzo ludzie nie dadzą się zgnoić – zwłaszcza ci mający dostęp do Internetu.

I ponownie mieliśmy do czynienia z medialną strategią segmentowania społeczeństwa – mającą na celu wydzielenie grupy pozornej na podstawie ad hoc dobranego wyróżnika, która ma konotacje, co najwyżej neutralne – na skali negatywne – neutralne – pozytywne. Następnie zgodnie z utartym i realizowanym przez lata schematem postępuje ten sam algorytm zachowania, jeżeli dana „grupa pozorna” nadaje się do uznania za „winnych” a zarazem jest na tyle słaba, że stworzenie z niej „wroga” nie spowoduje żadnych liczących się konsekwencji – to następuje atak. Jedynie słuszne media dokonują prawdziwej inwazji na daną grupę pozorną męcząc i tropiąc jej przedstawicieli. Ponieważ społeczeństwo jest rozmiękczone intelektualnie dzięki porażającej mózg medialnej sraczce z jedynie słusznego kanału telewizyjnego – bardzo łatwo przechodzą najprostsze manipulacje z „podręczników agitatora”; w rodzaju przedstawienia wybranych przykładów jednostkowych, jako reprezentatywnych dla całej grupy, nadanie kilku opinii tzw. ekspertów – wypowiadających się o negatywnym znaczeniu danego zachowania, zjawiska – lub nazywających rzeczy jednoznacznie negatywnie w wprost i po imieniu…

Próbowano w ten sposób potraktować, jako kolejną grupę pozorną – Internautów. Jest to prawdopodobnie najbardziej idiotyczne sformułowanie, jakim można określić stratyfikację społeczną, albowiem uznaje, jako wyróżnik sposób komunikowania się. Równie konsekwentnie można wydzielić ze społeczeństwa użytkowników telefonów komórkowych lub osobników i osobniczki noszące skórzaną bieliznę! Jakiekolwiek odnoszenie się do „środowiska internautów”, „potrzeb internautów” lub „problemów – postulatów internautów” jest jednym z najbardziej skrajnych idiotyzmów, jakie próbowano sferze publicznej w ostatnich latach zaaplikować. Dlaczego? Warto zadać sobie pytanie, – kim są ci mityczni „internauci”? Czym takim się wyróżniają, że warto ich oznaczać łatką danego typu – w tym przypadku sposobem komunikowania się, – jako swojego rodzaju mniejszym lub większym – w dorozumieniu – sposobie bycia. Przecież to kompletna głupota, ponieważ każdy może być internautą, jeżeli tylko dotknie myszki od komputera! I nie ma znaczenia czy robi to z wyuczonym od małego wyczuciem, czy też najpierw bierze myszkę w dwie dłonie i zaczyna kciukami naciskać przyciski a palcami kręcić kulką!!!

Naprawdę, jeżeli godzimy się na to, żeby poprzez oznaczenie jednej cechy naszego codziennego życia – niebędącą powodem do stygmatyzacji ze względów obyczajowych lub prawnych – wydzielać dobrane w ten sposób osoby ze społeczeństwa i przypinać im łatki – to nasze społeczeństwo upadło.

NIE MA w sferze pytań publicznych INTERNAUTÓW! NIE MA PACJENTÓW! NIE MA KIBICÓW! Nie ma żadnych innych grup pozornych (np. katolicy).Ponieważ to wszystko stanowią Polacy! Wyborcy! Naród! Suweren! Podatnicy! Z takiej perspektywy rząd – a szerzej elita powinna patrzeć na partnerów w dialogu społecznym, albowiem ma do czynienia z wyjątkowo wrażliwym na poniżenia zbiorem jednostek! Oto w tym właśnie chodzi, żeby przez patrzenie ogólne i adresowanie obowiązków i praw erga omnes – dostrzec człowieka – jednostkę, – która ma względem państwa obowiązki a państwo wobec niego!

Wszelkie sztuczne stratyfikacje prowadzą do prób rozmycia istoty problemów i spowodowania, że istotne publicznie sprawy – są zamaskowywane przed szerokimi kręgami adresatów, – których pośrednio lub bezpośrednio dotyczą – w imię szybkiego załatwienia na podstawie fikcji i pozorności dialogu społecznego z jakąś sztucznie wydzieloną grupą pozorną – wygodną rządzącym do dowolnego użytku, albowiem legitymizującą dany problem przed ogółem.

Dalsze funkcjonowanie naszego państwa w ten sposób grozi wybuchem buntu na zasadzie „nie, bo nie” albo „mamy k…a dosyć”, wówczas już nic nie pomoże, ani policja, ani wojsko – no może obce – strzelające do tłumów.

Reasumując, trudno ulec wrażeniu, że rządzący mają na celu swoich działań dobro państwa. No chyba, że jesteśmy już tak daleko posuniętą „idiokracją”, że nie da się nami w inny sposób zarządzać niż traktując jak niewolników na galerze lub baranów niemających prawa do informacji o prawdzie – a w konsekwencji podjęcia świadomego wyboru.

5 myśli na temat “Sposoby definiowania wroga publicznego – grupy pozorne: „Kibice”, „Lekarze”, „Internauci” w strategii zarządzania sferą publiczną rządu

  • 9 lutego 2012 o 19:34
    Permalink

    Powiedzonko “Pora­za­jaca mozg medialna sraczka z jedy­nie slusz­nego kanalu telewizyjnego” to juz kolejne po “Patrzmy real­nie, myslmy glo­bal­nie a zara­biajmy lokalnie!” nadajace sie do objecia prawami autorskimi przez Krakauera. Bardzo gustowne.
    Bedzie jak znalazl gdyby w razie Premier jednak zdecydowal sie ACTA ratyfikowac. 🙂

    Odpowiedz
  • 10 lutego 2012 o 09:00
    Permalink

    Dobra obserwacja. Widać, że autor zna się na PR…

    Odpowiedz
    • 10 lutego 2012 o 13:27
      Permalink

      Ale tu nie trzeba się znać… to widać gołym “nieuzbrojonym okiem” wystarczy tylko nie przyswajać porażającej mózg medialnej sraczki z jedynie słusznego kanału telewizyjnego – strasznie mnie się to sformułowanie podoba …

      Odpowiedz
  • 10 lutego 2012 o 12:25
    Permalink

    W tym artykule krakauer przesadził. Już samo formowanie się grup na podstawie wspólnego zainteresowania widowiskiem sportowym budzi wątpliwości ze względu niewielką wartość intelektualną i stosunkowo niską jakość generowanych emocji. Jednak w konkretnym przypadku mowa była nie o tym środowisku, które odgrywa w naszej cywilizacji aczkolwiek niewielką to jednak pozytywną rolę, lecz o grupach, dla których nie popisy zawodników, lecz wywoływane przy tym awantury, są celem. Oczywiście ta uwaga nie dotyczy protestów zwolenników anarchii w Internecie. Przecież już sam przebieg tych protestów korzystnie odbija od chuligańskich wybryków kiboli. Ale też nie można porównywać tego, jak władza reaguje w obu tych wypadkach. Opowiadanie, że zwolennicy swobody w sieci są represjonowani, co z kolei w stosunku do kiboli jest zrozumiałe, to kompletna bzdura, a szacowanie tych dwu spraw na jednym poziomie, wygląda na histerię.

    Odpowiedz
    • 10 lutego 2012 o 18:39
      Permalink

      Szanowny Panie

      … specjalisto od przesadzania i histeryzowania, o Sadzie najwyższy nad krakauerem pospolitym… o świątynio mądrości oceniająca wartość intelektualną inszych … już o niskiej jakości generowanych emocji nie wspominając …

      Nie wiem czy byś pan chciał posiedzieć pod celą za kilka głupich słów o premierze na jakimś transparencie na stadionie… zwłaszcza jakby władza odwołała panu mecz (centrum pana życia).
      Władza musi się pochylać nawet nad najohydniejszym przestępcą ! nawet nad kimś “bez wartości intelektualnej”. nie może nikomu odbierać prawa do wolności słowa – nawet jeżeli to jest kibic – kibol, przestępca, “pedał”, gwałciciel, pedofil, czy seryjny morderca !!!! Bo tylko i aż o WOLNOŚĆ SŁOWA W SRPAWIE KIBICÓW PODCZAS KAMPANII WYBORCZEJ CHODZIŁO ! na szczęście rząd się zreflektował.
      Więc polecam więcej refleksji na temat praw i wartości – zwłaszcza zanim popełni pan kolejny paszkwilowaty i nieprawdziwie obraźliwo lada co komentarz …. Proszę trzymać poziom pod moimi artykułami …

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.