Społeczeństwo

Spór o moralne prawo do nieposiadania dzieci

 Niedawno zaistniał w mediach spór kilku mniej i bardziej znanych pań o moralne prawo do bycia wolną od skazania na macierzyństwo – odwiecznego przeznaczenia kobiety.

Otwarte manifestowanie swojego zadowolenia z nieposiadania dzieci, stało się przedmiotem krytyki – nawet dość znanych z otwartych poglądów feministek.

Istota sporu jest zasadnicza, dotyczy zagadnień najwyższej wagi. Czy kobieta jest kobietą tylko i wyłącznie wówczas, gdy decyduje się na macierzyństwo? Czy można oderwać biologiczne zdeterminowanie roli kobiety przez jej ciało od jej prawa o decydowania o swoim indywidualnym losie? Innymi słowy czy kobiety mogą odmówić macierzyństwa w imieniu swojego prawa do wygody życia bez konieczności wychowywania dzieci?

Teoretycznie wszystko jest w porządku, każdy człowiek ma prawo do decydowania o własnym losie i dokonywaniu wyborów – wedle własnych preferencji. Posiadanie dzieci nie jest prawem wymagane, jednakże funkcjonujące w społeczeństwie wzorce cywilizacyjne uprawniają do oceny kobiety poprzez pryzmat jej macierzyństwa. Jeżeli jakaś kobieta w wieku uznawanym za biologiczną granicę bezpieczeństwa nie ma dzieci (30 – kilka lat), to nie jest oceniana, jako osoba, która odniosła sukces życiowy. Często można spotkać się z opinią, że taka kobieta (bezdzietna) nie jest kobietą spełnioną…

Tak, przynajmniej było do epoki wielkich przemian, – kiedy kobiety przepełnione dumą z własnych osiągnięć i autonomii, na jaką pozwala im samodzielne zarabianie pieniędzy dały się ponieść „w siną dal” na falach wojującego feminizmu. Efekt jest taki, że bycie matką, macierzyństwo – potomstwo, bywa traktowane przez coraz większą liczbę kobiet, jako „obowiązek”, który należy „odbyć” w stosownym czasie. W pewnym stopniu macierzyństwo bywa traktowane, jako konieczność – adekwatna do konieczności odbycia zasadniczej służby wojskowej przez mężczyzn. Z tą różnicą, że tutaj nie jest tylko jeden rok stracony, ale przewartościowaniu ulega całe życie kobiety, ponieważ z dnia na dzień przestaje żyć dla siebie a zaczyna żyć dla innej osoby, za którą ponosi pełną odpowiedzialność.

Trudno jest zrozumieć, czym jest macierzyństwo nie smakując tego stanu i nie ponosząc jego konsekwencji, jednakże problem polega na tym, – że ktoś może faktycznie nie chcieć mieć dzieci. I co z tego, że jest kobietą? Jeżeli się z prawdziwością tego zdania nie zgodzimy to oznacza, że co prawda uznając, że wszyscy jesteśmy równi, godzimy się z faktem, że niektórzy są mniej równi, a jeszcze inni równiejsi. Prawo do decydowania o własnym życiu jest podstawą wolności.

Źródeł problemu należy doszukiwać się w ewolucji archetypu wychowania, który zasadniczo zmienił biegunowość i stosunki społeczne. Emancypacja to jedno, a brak wzorców to drugie. Trudno jest od kogoś, kto wychowuje się już trzecie pokolenie w rozbitej rodzinie, żeby wykazywał się kośćcem moralnym i dążył do posiadania męża, dwójki dzieci i domku z ogródkiem.

Zepsucie społeczeństwa poprzez ośmieszenie jego tradycyjnych wzorców przekroczyło już rubikon. Świat wartości współczesnych nam młodych ludzi zasadniczo odbiega od wartości uznawanych dotychczas za kluczowe, najważniejsze i fundamentalne dla funkcjonowania jednostki w społeczeństwie i społeczeństwa, jako całości.

Nie chodzi tu o badanie, kto jest winny takiemu stanu rzeczy, na nic nie przyda się wykpiwanie kościoła za jego „przestarzałe” podejście i nieudolność. Prawdziwie winna jest szkoła i nasze domy. Szkoła, ponieważ nie potrafiła dostosować przekazu do zmieniającego się zapotrzebowania oraz domy, ponieważ nie potrafiły lepiej ukierunkować społeczeństwa – a obie te „instytucje”, ponieważ nie potrafiły dostarczyć wzorców.

Dlatego też uznajmy, że negatywnym jest zrezygnowanie z prawa do posiadania dzieci – dla kaprysu, w imię mody, poczucia wygody i komfortu życia itp. – nie jest to zgodne z interesami wspólnoty. Tak samo negatywnie należy postrzegać społeczny przymus do posiadania dzieci. Decyzje w tej mierze każdy ma prawo podejmować w zakresie własnej autonomii, przy czym wynik ogólnego bilansu, który zapewnia tzw. współczynnik dzietności musi być zawsze dodatni. W przeciwnym wypadku, jeżeli mielibyśmy do czynienia ze społeczeństwem indywidualistów, które świadomie pomimo spełnienia warunków biologicznych i materialnych – dla wygody życia dobrowolnie, dla mody itp. masowo rezygnowałoby z posiadania dzieci – wówczas mielibyśmy istotną dysfunkcję więzi społecznych i zakłócenie funkcjonowania społeczeństwa, jako nadrzędnego międzypokoleniowego filaru państwa.

Dlatego niezwykle ważne jest napiętnowanie wszelkich publicznych prób propagowania mody na nieposiadanie dzieci. W tym również tych, które poprzez wskazywanie „idealnych wzorców” – mimowolnie wskazują alternatywny sposób na życie, – jako równie dobry i pozytywny. Tylko i wyłącznie, dlatego, ponieważ ich posiadanie przez jednostki jest w interesie ogółu. W przeciwnym wypadku, jeżeli to nie jednostki decydowałyby się na posiadanie dzieci – wówczas państwo musiałoby – dla zapewnienia swojej trwałości – przejąć obowiązek „generowania” i wychowania przyszłych pokoleń. Jakkolwiek brzmi to utopijnie, jest to możliwe i należy się spodziewać, że już w najbliższej przyszłości w bogatych społeczeństwach zachodu – „hodowanie” młodych pokoleń będzie istotną składową odtwarzania stanu ilościowego społeczeństwa.

Posiadanie dzieci nie jest obowiązkiem jednostek, ale obowiązkiem państwa jest nakłanianie jednostek do posiadania ich jak największej ilości. Równolegle prawo do decydowania o własnym życiu jest podstawą wolności

3 komentarze

  1. momy@gazeta.pl

    Sugeruję uprzejmie poprawienie tytułu: powinno być “nieposiadania” – łącznie, tak jak w akapicie 2. zresztą.

  2. Źle im podzielił wordpress

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.