Paradygmat rozwoju

Społeczno-gospodarcze efekty członkostwa Polski w Unii Europejskiej

 Na stronach internetowych Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczpospolitej Polskiej pojawił się bardzo ciekawy dokument – „Społeczno-gospodarcze efekty członkostwa Polski w Unii Europejskiej (1 maja 2004 – 1 maja 2013) Główne wnioski w związku z dziewiątą rocznicą przystąpienia Polski do UE”; możliwy do pobrania [tutaj] – ponieważ liczy tylko 16 stron naprawdę warto poświęcić mu potrzebny czas, to bardzo duża pigułka wiedzy.

Nie ma co komentować tego dokumentu, pokazuje on bardzo rzetelnie i w przystępny sposób główne wniosku wynikające z analizy danych przyjętych do prezentacji. Jest to klasyczna analityczna „przekrojówka”, oczywiście można wybrać inne dane, jednakże to co tutaj zaprezentowano jest absolutnie poprawne i absolutnie prawdziwe. Oddaje w sposób stosunkowo obiektywny rzeczywistość, jednakże należy pamiętać że nie ma tu wniosków strategicznych a jedynie statystyczne.

Gratulując ministerstwu takiego dokumentu, który naprawdę jest sukcesem – należy się zastanowić po co nam ministerstwo gospodarki? Jeżeli ministerstwo spraw zagranicznych w zasadzie samowystarczalnie opracowuje takie dokumenty – i nawet pozwala sobie na przedstawienie w istocie politycznych wniosków dotyczących kluczowych paradygmatów z różnych dziedzin właściwości państwa – to po co nam resort pana Piechocińskiego?

Przyjrzyjmy się tym wnioskom, ponieważ są warte powtórzenia – nawet jako synteza:

  • Catching-up, teza o przyśpieszaniu procesu wyrównywania poziomu gospodarczego do średniej unijnej podczas kryzysu. Rząd tutaj chwali się, że w 2012 w porównaniu do 2007 roku nasz PKB był większy o 18,2%, nieco mniej się chwali spadkiem tempa wzrostu gospodarczego ze średniorocznego 5,5% w latach 2004-2007 na 3,4% w latach 2008-2012 – to tak, rzeczywiście możemy mówić o sukcesie, a skumulowany wzrost PKB w latach 2004-2012 wyniósł 46,3% PKB! Można się tylko dziwić, że nie odczuwają tego przeciętne polskie rodziny.
  • Eksport – jako filar polskiej gospodarki o najwyższym poziomie w historii – 141,9 mld Euro w 2012 roku! Z czego aż 75,8% tj., 107,5 mld Euro wyeksportowaliśmy do krajów UE a jedynie 24,2% tj. 34,4 mld Euro do krajów trzecich. Pominięto tutaj fakt totalnego uzależnienia od rynków zbytu i wplecenia Polski w system naczyń połączonych i łańcuchów logistycznych – wielka szkoda, że nie eksportujemy drugie tyle poza Unię!
  • Transfery unijne – tutaj podawana jest teza o ich wysokim poziomie, z czym nie można się nie zgodzić, ponieważ ze statystyką się nie dyskutuje, jednakże otrzymywanie zapomogi nie powinno być żadnym powodem do dumy.
  • Nastroje i postawy społeczne względem Unii Europejskiej – Polacy są dalej za członkostwem w UE.

W 2012 roku – wedle danych z ww. dokumentu Polska osiągnęła 66,2% PKB per capita w odniesieniu do UE 27. To teoretycznie oznacza wyższy poziom życia niż na Węgrzech. Niby można się z tego cieszyć, ale zatrważają też inne dane np. do Federacji Rosyjskiej eksportujemy 5,4% całego naszego eksportu a importujemy 14,3% całego naszego importu. Jest to olbrzymia dziura w wymianie handlowej, którą co prawda nadrabiamy na innych kierunkach, ale skala różnicy tj. 8,9% pokazuje jak dużą część naszej wymiany handlowej kosztuje nas głupia polityka wschodnia, w szczególności „obrażanie się’ na wschodniego sąsiada. Tak nie może być! Te 8,9% przewagi w imporcie z Federacji Rosyjskiej ma strukturę, którą trudno będzie nadrobić, ponieważ importujemy głównie surowce. Może gazoport zmieni nieco tą strukturę, jednakże trzeba koniecznie zmienić ten trend, doprowadzając do zrównoważenia wymiany handlowej z rosyjskim partnerem. Widać na tym przykładzie jak wiele tracimy! Prawie 9% poziomu całej zagranicznej wymiany handlowej!

Dalej rząd podaje, że saldo transferów finansowych z budżetu UE po 107 miesiącach członkostwa wynosiło 50.030,07 mln Euro! To olbrzymia góra pieniędzy! Jednakże według szacunków NBP od II kwartału 2004 roku do końca 2012 łączna wielkość transferów prywatnych z Unii Europejskiej wyniosła 32.250 mln Euro! Co to oznacza, chyba nie trzeba nikomu komunikować! Tutaj naprawdę niewiele brakuje, żeby przekazy pieniężne od rodzin – zrównały się z oficjalnymi korzyściami z funduszy unijnych! Wielka szkoda, że tak niesłychanie interesujące dana rząd podaje w tak rzadko i okazjonalnie udostępnianych dokumentach.

W cytowanym dokumencie jest o wiele więcej ciekawych danych, których umiejętne zestawienie może nam pokazać prawdziwy obraz korzyści naszego kraju i kosztów z uczestnictwa w Unii Europejskiej. Z pewnością na obecnym etapie – należy uznać, że bilans członkostwa jest dla nas jak najbardziej korzystny i pomimo różnych afer i bycia generalnie pół-kolonią gospodarczą jak najbardziej korzystny. Pokazuje to przede wszystkim jak dramatycznie biednym społeczeństwem i zacofanym krajem byliśmy przez lata i jak wielki dystans mamy nadal do nadrabiania. W naszym interesie jest silna Unia Europejska – gwarantująca wszystkie zdobycze podstawowych europejskich wolności. Europa z pewnością jest wartością, za którą warto nawet się poświęcić! Nigdy jeszcze bowiem od okresu „Złotego Wieku”, kiedy to byliśmy jednym z najzamożniejszych państw ówczesnej Europy – nie działo się z nami tak dobrze. Dlatego szanujmy to i doceniajmy Unię Europejską jako wartość – to było ważne 9 lat!

3 komentarze

  1. Jesteśmy półkolonią i zmierzamy do pełnej.
    Nic nie wskazuje n a odwrócenie tego trendu.

    • Stach Głąbiński

      Należałoby uzasadnić podane twierdzenia. A więc: objaśnić, co to jest półkolonia, to samo dla słowa kolonia, wskazać fakty, które Polskę kwalifikują jako półkolonię, oraz fakty dowodzące istnienia wspomnianej w postcie tendencji.

  2. Stach Głąbiński

    W pierwszej kolejności dziękuję Autorowi za informację o dokumencie uzupełnioną (b. istotne!) podaniem linku. Jeśli chodzi o braki omawianego opracowania MSZ-tu, to głównie chodzi mi o wspomniane przez krakauera zawężenie tematyki do spraw gospodarczych. Szczególnie oczekiwałbym oceny wpływu uczestnictwa w Unii na nasze prawo i administrację (stale powtarzane w prasie uwagi o dostosowywaniu przepisów do prawa unijnego). Interesujące jest m. in. jak nasi specjaliści od prawa oceniają efekty związane z coraz częstszym odwoływaniem się obywateli do trybunału europejskiego (czy jak on się zwie?). Z kolei sprawy dotyczące kultury zawężone zostały do niezaprzeczalnie interesujących danych o wyższych uczelniach. Z drugorzędnych pretensji wymmienię brak należytego objaśnienia skrótów (chodzi o nazwy instytucji i dokumentów). Za słuszną uważam decyzję zstąpienia niedostępnego w większości prywatnych komputerów obowiązującego symbolu waluty EURO zestawem liter. Należało jednak podać wyjaśnienie, że ta zmiana jest podyktowana względami praktycznymi.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.