Społeczeństwo nie dostrzega związku między wydatkami na wojsko a bezpieczeństwem

Warszawa, defilada 2014 fot. WK

Budżet Ministerstwa Obrony Narodowej jest spory, na wojsko będzie jeszcze więcej pieniędzy w najbliższym czasie. Nikt nie mówi społeczeństwu o tym, że pieniądze jakie oszczędzamy na wydatkach bieżących i inwestycyjnych dzięki pompowaniu funduszy unijnych wydamy na broń. Zresztą to przecież nie ma znaczenia, ponieważ liczą się strumienie pieniądza, a te póki co się będą zgadzać, obywatele nie odczują presji wydatków militarnych.

Przy czym mała dygresja – planowane 130 mld złotych na uzbrojenie wojskowe to kwota, za którą można zbudować w całości i uruchomić dużej mocy super nowoczesną elektrownie atomową, realizując inwestycję pod klucz. Przy mądrym zarządzaniu można zbudować jedną dużą i jedną małą, może trzeba byłoby odrobinę dopłacić jednakże dwa obiekty byłyby osiągalne w kwocie około 160 mld złotych na pewno. Przy czym mówimy o bezpiecznej technologii europejskiej. Taka inwestycja mogłaby zabezpieczyć nasze potrzeby w zakresie energii elektrycznej na poziomie około 30% potrzeb.

Obecnie pieniądze na wojsko zawierają także wydatki na emerytów wojskowych, przez co realnie środki wydawane na armię zawsze są niższe od środków przekazywanych na obronność. Jest to wynik błędów w reformie emerytalnej, w tym konkretnie lewicowego sposobu rozumienia równości społeczeństwa wobec prawa. Im szybciej to ulegnie zmianie i albo wojskowi będą włączeni do powszechnego systemu ubezpieczeń, albo w zamian za otrzymywane wynagrodzenie do 67 roku życia będą świadczyć państwu nadal usługi np.np zakresie organizacji służby w Obronie Cywilnej i Obronie Terytorialnej, tym lepiej.

Dotychczasowe działania bojowe Wojska Polskiego miały ograniczony charakter, zwłaszcza w kontekście kluczowym dla jakiegokolwiek wojowania, od lat wiadomo że logistyka nie jest naszą mocną stroną. Niestety to właśnie logistyka wojskowa decyduje o możliwości prowadzenia wojny w jakimkolwiek stopniu w ogóle. Tajemnicą niedomówienia jest to, że dominująca cześć amerykańskiej pomocy dla naszej armii, szła właśnie na sfinansowanie logistyki naszych oddziałów na zagranicznych misjach, w tym głównie w Afganistanie. Bez względu jednak na ocenę działań w Iraku, Afganistanie czy też na innych „antypodach”, społeczeństwo ma świadomość olbrzymich kosztów i odczuwalnych ofiar. To nie były walki na rzecz chwały, nikogo nie ratowaliśmy, nie nieśliśmy demokracji, nie wyzwalaliśmy. Nie ma w kraju dyskusji podsumowującej oba zagraniczne zaangażowania, a szkoda ponieważ być może udałoby się uniknąć takiego skandalu jak kręcenie filmów afirmujących epizody wojenne z Iraku. Ludzie zamiast prawdy o tym dramacie, prawdy o kosztach i skutkach – mają dostać jak zawsze papkę i fikcję.

Jak w powyższym kontekście uzasadnić ewentualne nowe uganianie się po irackiej pustyni za kolejnymi „złymi ludźmi”? Wszystko można zrozumieć, wszystko można uzasadnić, – jeżeli jest potrzeba, należy się zastanowić nad tym jak możemy pomóc sojusznikom. Jednakże to wszystko powinno być na tyle transparentne, żeby chociaż posłowie mieli świadomość ile dzień takiej zabawy kosztuje. Nie jest chyba dla nikogo tajemnicą, że współczesna wojna z użyciem armii typu zachodniego JEST SZOKUJĄCO DROGA. Przy czym nie można żałować pieniędzy, ponieważ one umożliwiają wykorzystywanie nowoczesnych technologii, a te dają totalną przewagę i w konsekwencji efektywność. Chodzi o to, żeby społeczeństwo rozumiało, że wysokie wydatki na wojsko procentują ograniczeniem ilości ofiar po naszej stronie. Lepiej jest mówić prawdę niż udawać, że zagadnienie nie istnieje, albo że finansowanie wojska jest neutralne dla gospodarki. Jeżeli do tego uda się jeszcze wyjaśnić, dlaczego musimy ponosić te ofiary, wówczas można liczyć nie tylko na zrozumienie, ale i na wyłączenie zagadnienia ze sporu politycznego, a to byłby stan, który dla wydatków na wojsko byłby najbardziej pożądany.

Docelowo nie unikniemy zwiększenia wydatków na obronność z poziomu obecnych 2% PKB do około 4% może nawet i 6% – co byłoby dla nas wręcz wskazanym poziomem, biorąc pod uwagę skalę zagrożeń. Jednakże, żeby to znalazło społeczną akceptację i naprawdę miało sens, to znaczy umożliwiało nam obronę terytorium i ludzi to musiałoby oznaczać wejście w posiadanie broni masowego rażenia i środków jej przenoszenia. Inaczej to wszystko nie miałoby sensu, gdyż jak udowodniły nam obecne wydarzenia – na wsparcie sojuszników możemy liczyć w sposób ograniczony, a sami w sposób konwencjonalny się nie obronimy.

5 myśli na temat “Społeczeństwo nie dostrzega związku między wydatkami na wojsko a bezpieczeństwem

  • 14 września 2014 o 07:23
    Permalink

    Autor ma wiele racji.

    Ale …

    Istotą rozwoju potencjału obronnego jest powrót do DUŻEJ ARMII, bo te 90 000 to za mało, jak na potencjalne zagrożenie i 37 mln kraj.
    Z tej liczby 90 0000 żołnierzy można wygenerować ok. 30 000 walczących – jeśli jesteśmy przy standardach zachodnich.

    Zatem policzmy: jeśli potrzeba 100 000 “wojowników”, tzn. potrzeba ok. 200 000 – 250 000 etatów mundurowych w Wojsku Polskim i ok. 50 000 dla pracowników wojska (obsługa, itp.)

    Jeden etat “mundurowy” to ok. 100 000 zł rocznie brutto – bez kosztów szkolenia żołnierza.
    Czyli 150 000 etatów razy 0,1 mln daje 15 mld zł wyższy budżet niż obecnie.
    Jeśli dodamy wyższe koszty szkolenia zwiększonej armii – to musimy obecny budżet przemnożyć przez 2!

    Zwiększone ilości uzbrojenia i wyposażenia – to kolejne pieniądze.

    Zatem bliższe jest wydawanie 5% PKB na obronność Polski – przy posiadaniu 250 000 Sił Zbrojnych na poziomie
    wyszkolenia i życia – jak np. w Niemczech.

    Inaczej się nie da.

    Dziś nikt do wojska za małe pieniądze nie przyjdzie.

    To samo z emeryturami wojskowymi.

    One są w PAKIECIE i są silnym bodźcem przyciągającym do służby.

    Ja bym tu żadnej komunistycznej URAWNIŁOWKI nie wprowadzał, bo to jak na razie działa i to to od lat.

    Mając sporo INDIAN, można myśleć o coraz lepszych technologiach – nie wcześniej.

    I tak samo posiadanie jakiejś minimalnej broni jądrowej (30 – 50 głowic) generuje potrzebę posiadania 15 000 dodatkowych żołnierzy do jej ochrony i obrony oraz przeciwdziałania wobec przeciwnika, który na nią głównie będzie POLOWAŁ …

    I to by było na tyle.

    Odpowiedz
  • 18 września 2014 o 19:43
    Permalink

    Chwała Bogu że wydają te pieniądze na wojsko a nie na elektrownie jądrowe. Wojsko nam nie zaszkodzi, a jak pokazały przypadki Czarnobyla, Fukushimy, Iranu, Wielkiej Brytanii i USA elektrownie atomowe są śmiertelnie niebezpieczne.

    Odpowiedz
    • 5 października 2014 o 12:05
      Permalink

      Elektrownie jądrowe są czynnikiem postępu, w związku z technologią. Poza tym jest to czysta energia. We Francji jest ich sporo i nikomu nie zagrażają. Oczywiście, dla społeczeństw prymitywnych lub nastawionych na maksymalny zysk i to natychmiast, nawet zwykły nóż kuchenny jest niebezpieczny.
      Fukushima to przypadek braku wyobraźni projektantów.
      Reszta to prymitywizm.
      Dlatego elektrownie jądrowe ze 3 powinny w Polsce powstać.
      Rozumiem autora wypowiedzi, że reprezentuje lobby węglowe.
      Ale to ślepy zaułek.
      Przyszłość to elektrownie jądrowe.

      Odpowiedz
  • 5 października 2014 o 10:38
    Permalink

    Jeżeli nie będziemy inwestować we własną armię to będziemy utrzymywać obce wojska, nikt się nie zapyta społeczeństwa czy chcą i nie jest to pytanie czy tylko kiedy.
    to jest pewnik.
    Ostatnie 200 lat naszej historii to potwierdza.
    Historia nie kłamie i nie wybacza zdrajcą.

    Odpowiedz
    • 5 października 2014 o 17:56
      Permalink

      Jak narazie to nasza armia składa się w przeważającej większości z generałów. Pisał już o tym krakauer parę miesięcy temu. Czynnego wojska jest niewiele, ponieważ wysyłamy kontyngenty na nie nasze wojny

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.