Spadek cen ropy jest faktem, to już trwała tendencja – cicha strategia osłabienia Rosji

Wall Street Sign (1-9); Autor: Vlad Lazarenko Lic. CC-3.0 Źródło en.wikipedia.orgW USA cena ropy naftowej spadła już prawdopodobnie trwale poniżej 99 USD za baryłkę, to bardzo duża zmiana sięgająca kilkunastu procent w porównaniu z początkiem kryzysu na Ukrainie, za co można przyjąć koniec Olimpiady w Sochi. Wówczas ropa była bliższa raczej około 120 USD za baryłkę, to znaczy takie były perspektywy – wojna w Syrii i Libii swoje robiła.

Co ciekawe nie ma jednak zauważalnego ruchu w dół cen akcji koncernów naftowych z wyjątkiem notowanych na zachodnich giełdach koncernów rosyjskich. To bardzo interesujące, można powiedzieć że to jakiś nowy rodzaj gry na giełdzie poprzez spekulację windowaną czynnikami innego typu. Nie ma tutaj nadzwyczajnych ruchów finansowych, a nawet widoki kolejnych wyrwanych żywcem serc lub odciętych ludzkich głów w tzw. Kalifacie islamskim nie robią na inwestorach wrażenia. Co więcej magazyny na zachodzie są pełne, nie ma strachu przed zakupem paliwa do ogrzewania zimą domów – co jest szczególnie popularne w USA i Kanadzie. Nie ma ani paniki, ani żadnych nerwowości. Rynek wygląda w taki sposób jakby najwięksi gracze realizowali jakiś – narzucony z zewnątrz scenariusz – sterując na spadek cen. Jest to tym ciekawsze, że podobnie dzieje się w Europie z cenami ropy na naszym rynku.

Proszę zwrócić uwagę, że nawet inwazja Izraela na Strefę Gazy – nie spowodowała żadnych ruchów z cenami ropy, a przecież wystarczyłaby tylko jak kiedyś groźna wypowiedź ministra do spraw zasobów naftowych i od razu mielibyśmy lekką panikę przeradzającą się z tendencją w wyścig po ropę. Nic takiego nie nastąpiło, Arabowie tym razem solidarnie oskarżyli Hamas o niesprowokowaną napaść na Izrael (po brutalnym zabójstwie trójki młodych Izraelczyków) – o jakichkolwiek aktach solidarności w ogóle nie było mowy. Można nawet powiedzieć, że w państwach zachodnich podniósł się większy krzyk na widok przypadkowych ofiar cywilnych w tym także niestety dzieci. Jeżeli więc nawet takie wydarzenie nie ruszyło cen ropy – to co się dzieje?

Przecież Azja kupuje! Chiny kupują jak zawsze, Indie kupują, Japonia zwiększa stale import – tamtejszy rząd uparł się że zmusi własne społeczeństwo do wydawania pieniędzy (Japończycy mają GIGANTYCZNE oszczędności) i konsumpcji. Nie ma żadnych spadków popytu, wręcz przeciwnie deficyt handlowy Japonii rośnie (oszczędności Japończyków ciągle też).

Co więcej nawet Iran w sposób cywilizowany jak na swoje możliwości – rozmawia z Zachodem, a to już jest zupełnie nowa jakość na Bliskim Wschodzie. Z Libii niedawno udało się odprawić tankowiec i sytuacja powoli, ale naprawdę bardzo powoli – zmierza w kierunku jakiejś formuły normalizacji. Wenezuela pompuje ile się tylko da, ponieważ potrzebuje pieniędzy na finansowanie swojej ścieżki rozwoju. W USA rośnie stopniowo wydobycie ropy ze źródeł niekonwencjonalnych. Z zakupem ropy naftowej nie ma problemów na świecie, nawet jeżeli jakiś kraj ma możliwość zrobienia zapasów.

Wszystko wygląda jak bajka – planeta ropą i oczywiście gazem w dostatku płynąca, bez problemów, bez zagrożeń, nikt nawet kawałka rurociągu w Turcji nie wysadzi, od czasu kiedy Kurdowie mają sojusz z Ankarą, która przestała się upierać w nazywaniu ich „Turkami górskimi”. Naprawdę jak na możliwość zagrożeń i elementów scenariusza, które mogą nagle „nie pójść” – mamy do czynienia z jakimś fenomenem, albo – no właśnie…

Po prostu zawsze tak było, tylko manipulujące światową opinią publiczną media zachodnie robiły wszystko, żeby nadać wydarzeniom wymowę godzącą w wydobycie ropy naftowej, a przez to podkręcić atmosferę na rynkach. Tak się akurat składa, że właścicielami największych mediów są przeważnie te same fundusze inwestycyjne (w szerokim rozumieniu tego słowa), co największych firm naftowych. Nie będziemy nikogo oskarżać o „lobbing”, jednakże fakty widać jak na dłoni – Ukraina krwawi, w Iraku obcina się ludziom głowy, albo zasypuje ich w ziemi żywcem, w Libii po pustyni ganiają się zwaśnione plemiona strzelając do siebie ze wszystkiego z czego tylko są w stanie – a tu nic. Ropa stopniowo, z tygodnia na tydzień – z miesiąca na miesiąc – tanieje.

Nie ma proszę państwa przypadków, do tej pory spekulanci zarabiali na manipulowaniu cenami ropy, głównie grając na zwyżkę. Wystarczyło kupić kontrakt, poczekać na zdjęcia z placu Tahrir, postarać się, żeby przesłanie dżihadystów było przetłumaczone z pasztuńskiego lub innego na angielski – efekt w notowaniach ciągłych murowany. Może niewielka zmiana, ale przy dużej ilości kontraktów – zawsze robiła znaczne pieniądze, a to nigdy nie pozostawało bez wpływu na cenę ropy w dostawach – może poza długoterminowymi kontraktami, czyli takimi rozwiązaniami jakie ma np. Polska. Generalnie nie było powodów do spadku cen ropy, bo przecież POPYT ROŚNIE!

Naprawdę nie ma przypadków na rynku, zwłaszcza na rynku ropy, zwłaszcza w USA, które dominują w handlu tym surowcem. To co obserwujemy, to muszą być rzeczywiste działania Zachodu zmierzające do obłożenia – najbardziej bolesnymi sankcjami jakimi tylko można obłożyć rosyjskiej gospodarki. To cicha strategia osłabienia Rosji. Jeżeli ta tendencja będzie trwała, to Federacja Rosyjska (i inne kraje eksporterzy ropy naftowej) będą zmuszone do weryfikacji swoich średnioterminowych planów finansowych, a to zaboli i to już na pewno zaboli. Proszę sobie bowiem wyobrazić cenę baryłki ropy w wysokości np. 50 USD? Czy to jest niemożliwe? Przecież Arabowie nie zbiednieją – pompując po takich cenach nawet przez kilka lat! Mają odłożone gigantyczne nadwyżki, zresztą dla zaprzyjaźnionego królestwa można obniżyć ceny – bo obniżka cen ropy, w tym w szczególności znaczna obniżka cen tego surowca – spowodowałaby silny impuls rozwojowy na globalnych rynkach. Nagle energia stałaby się tania, przynajmniej na tyle, zanim znowu nie dotarłaby do nowego poziomu równowagi. Jednakże tutaj uwaga – będzie on i tak niższy od bieżącego, ponieważ kraje z różnych przyczyn zdesperowane w poszukiwaniu gotówki – jak Wenezuela, Irak, w końcu także Rosja – zasypią rynek wszelką możliwą nadprodukcją, żeby tylko pokryć straty związane ze spadkiem cen. Będziemy w takiej dziwnej sytuacji, że tania ropa – spowoduje wzrost jej konsumpcji, który będzie pokrywany przez wykrwawiające się kraje eksportujące ropę, ale jej cena nie będzie rosła – nie wróci do poprzedniego poziomu, ponieważ nie pozwoli na to „niewidzialna ręka rynku”. Istota jej działań będzie wypompowanie z Rosji jak najwięcej ropy, za jak najmniejsze pieniądze.

W efekcie na świecie będzie więcej taniej ropy, ale główne kraje eksportujące będą miały mniej pieniędzy, przy czym najbardziej stracą kraje obłożone embargiem lub używające embarga w swojej polityce handlowej, gdyż nie podłączą się do kolejnej fali efektów globalizacji.

Śmiało można szacować, że jeżeli np. w Polsce cena paliwa spadłaby o połowę (a rząd nie zachował się jak pijawka), to odnotowalibyśmy dwucyfrowy wzrost gospodarczy! Może nawet przez trzy lub cztery lata z rzędu!

Reasumując – zachód ma przewagę ekonomiczną nad resztą świata i z tej przewagi nie zrezygnuje. Co więcej – nie ma najmniejszego powodu dla którego miałby z niej rezygnować, a nawet dopuszczać kolejnych graczy – w tym zwłaszcza beneficjentów. To co obserwujemy od mniej więcej pół roku na rynku cen ropy naftowej jest bardzo interesujące i raczej nietypowe dla zasad funkcjonowania tego rynku. Tu oczywiście nie ma przypadków! Nie można niczego udowodnić, ale taka jest uroda tego typu działań, że prowadzi się je w sposób wykluczający jakiekolwiek ujawnienie faktów. Jednakże naprawdę widać tutaj „niewidzialną rękę rynku”, zresztą nie tylko rynku. Nie ma przypadków! Po prostu nie ma! Jaki będzie tego efekt? Trudno ocenić, ponieważ wszelkiego rodzaju inżynierie spekulacyjne – wcześniej czy później kończą się paniką na giełdzie. Oczywiście winny kolejnego światowego kryzysu jest już znany, media zrobią swoje i zwalą winę na prezydenta wiadomo jakiego kraju.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.