Polityka

Smutne ACTA porażki polskiego rządu

 No i niestety znowu się nie udało, nie udało się jak zwykle – a już było tak blisko celu, już byliśmy w ogródku, już łapaliśmy króliczka. Niestety społeczeństwo dowiedziało się z mediów, że rząd i przedstawiciele znacznej części polskiej elity chcą zobowiązać się do przestrzegania przez nasz kraj rzekomo groźnego porozumienia globalnego pod skrótową nazwą ACTA.
Abstrahując od celu tego porozumienia, który w swojej istocie jest słuszny – albowiem kradzieży praw intelektualnych nie można popierać – interesuje nas mechanizm działania polskiego rządu i jego totalna niemoc oraz towarzyszące jej zdziwienie na masową reakcję i wyrazy niezadowolenia. Można nawet postawić tezę, że ACTA okazało się niezapowiedzianym strzałem PRowskim w poparcie dla aktualnego rządu i to tylko i wyłącznie z winy tego rządu.
Zawsze tak było, jest i będzie, że elitom a w szczególności elitom władzy wolno więcej i korzystają one z licznych przywilejów, jednym z nich jest przywilej załatwiania całego szeregu spraw zgodnie z własnym osądem – korzystając z mandatu społecznego zaufania przekazanego w wyborach. W wyniku, czego nasi rządzący podejmują liczne decyzje kierując się swoimi opiniami, ewentualnie pozwalają na poinformowanie się przez szczególne kategorie podmiotów doradczych. W wyniku tych procesów – wiele rzeczy w naszym kraju (i nie tylko w naszym kraju) dzieje się „samo”, lub realizuje się jakimiś tajemniczymi ścieżkami.
Zaskakują wypowiedzi naszych oficjeli, od słów pana Grasia, nad którymi nie ma co się rozwodzić poprzez o wiele ciekawsze wypowiedzi pana premiera oraz dwie bardzo ciekawe Ministrów Sikorskiego i Boniego, pana posła Grzegorza Schetyny oraz posła Niesiołowskiego. Premier w oficjalnym komunikacie zamieszczonym na swojej oficjalnej i wreszcie odblokowanej stronie powiedział, że: „naszą intencją jest ochrona wolności w Internecie”. Przez co pan premier rozumie: „Chcemy, aby Polska skutecznie chroniła prawa własności i prawa autorskie i równocześnie, żeby była w Europie państwem liberalnym jeżeli chodzi o wolności w Internecie (…) Warunkiem skierowania wniosku o ratyfikację, będzie zatem przyjęcie przy zgodzie społecznej takiego pakietu rozwiązań w krajowym prawie, które zagwarantują bezpieczeństwo i wolność, a równocześnie ograniczą piractwo i przestępczość internetową (…)”. Dodatkowo powiedział, że należy postawić wyraźną „linię między agresją, przestępstwem w Internecie a swobodą Internetu i Internautów.” Wszystko to oznacza, że pomimo pełnej porażki rządu w konsultacji społecznej potencjalnych ograniczeń praw i wolności, jakie może zrodzić implementacja uregulowań ACTA do prawa unijnego i krajowego – premier ma zamiar połączyć dwie wykluczające się zasady. Zasadę restrykcji w Internecie i zasadę swobody w Internecie. Problem ma rozwiązać kolejny pakiet regulacji, (których sposób przygotowywania znamy np. z niedawnej ustawy refundacyjnej), który rzekomo zagwarantuje bezpieczeństwo i wolność a równocześnie ograniczy piractwo i przestępczość internetową. Można od razu panu premierowi powiedzieć, że już chociażby z samych przesłanek ontologicznych spełnienie powyższych warunków poprzez kolejną, zapewne prześwietną i szczytną regulację jest niemożliwe. Przede wszystkim każda regulacja sfery wolności jaką jest Internet będzie tylko i wyłącznie ograniczeniem prawa do tej wolności i swobody! Poza tym, po co gwarantować bezpieczeństwo i wolność? – Jeżeli one są i sobie istnieją i świetnie się sprawdzają w praktyce codziennego funkcjonowania milionów ludzi w Internecie. Jeżeli się na to decydujemy, to musimy mieć świadomość, że ceną za zwalczanie piractwa będzie np. stałe blokowanie usług w stylu p2p przez dostawców Internetu. A możliwą ceną za zlikwidowanie przestępczości internetowej dotychczasowego typu inne daleko idące zmiany i rozwiązania np. skończenie z anonimowością w Internecie poprzez obowiązek rejestrowania jego punktów dostępowych i narzędzi umożliwiających wymianę informacji (modemów, kont mailowych itp.). W efekcie – nie powstrzymamy rozwoju technologii, ona pójdzie dalej – piraci będą mieli jeszcze bardziej wyrafinowane i ukryte przed światem zewnętrznym sposoby wymiany danych w sieci, a prawdziwi przestępcy będą mogli zrobić nam prawdziwą krzywdę mając o nas prawdziwe i zweryfikowane informacje. Kij ma dwa końce. Nawet, jeżeli premier tego nie rozumie, to ktoś musi mu to powiedzieć. Naprawdę brak regulacji niektórych sfer aktywności publicznej – zwłaszcza w tym państwie wychodzi mu na dobre. Trudno będzie ludziom uwierzyć, że rząd zamierza wprowadzić nowe prawo (ograniczenia) dla ich dobra. Nie po tylu porażkach, zwłaszcza przywołanej tej ostatniej.
Bardzo odpowiedzialnie zachował się pan Michał Boni, nie owijał w bawełnę – przeprosił!!! Co jest w naszej praktyce kontaktów władzy z „ogółem” w zasadzie niespotykane, co więcej przyznał się, że „(…) dostaliśmy burę w ostatnich dniach (…)”. Naprawdę zachowanie pana Ministra to rzadkość i ewenement w kategoriach naszej polityki. Pomimo faktycznej odpowiedzialności pana Ministra, trudno nie mieć sympatii ze względu na  j a s n e  i  k o n k r e t n e przyznanie się że coś jest nie tak.
Politycznie podsumował sytuację i wypunktował premiera pan Grzegorz Schetyna, który stwierdził, że „To problem niewiedzy i braku zaufania.” W efekcie widać, że premier Tusk nie jest omnipotentny, co więcej nie panuje nad wszystkimi procesami na samej górze – a nad którymi powinien panować, zwłaszcza w tak newralgicznych sprawach jak wolności i prawa obywatelskie! Ciekawi sam kontekst wypowiedzi, otóż odepchnięty od „góry” były przyjaciel – znalazł doskonały sposób, żeby uderzyć w niekompetencje pana premiera tam gdzie go to zaboli najbardziej – albowiem sprawa rozegrała się w ludzkich emocjach. Schetyna to mistrzowsko wykorzystał, osiągając swoje cele – a przy okazji służąc społeczeństwu. Natomiast nie można zgodzić się z jego tezą, że premier ma urzędników – w tym ministrów i on a zarazem rząd nie odpowiada za wąskie i specyficzne zakresy ich kompetencji. Takie rozumienie jest szkodliwe dla państwa, albowiem premier ponosi odpowiedzialność polityczną za wszelkie działania lub zaniechania swoich urzędników, – którzy działają w jego imieniu i na jego rachunek. Niestety resortowe postrzeganie polskiej rzeczywistości w administracji musi się skończyć, ministerstwo to „narzędzie”, za którego funkcjonowanie ponosi odpowiedzialność minister – najpierw przed swoim szefem – premierem.
Zadziwił natomiast brakiem wyczucia zagadnienia minister Radosław Sikorski, który stwierdził w programie u redaktor Olejnik, że „Jak powstał samochód, nie było kodeksu drogowego. Po 20 latach ludzkość odkryła, że jest to potrzebne.” Czym udowodnił, że nie wie, czym jest Internet i jakie ma znaczenie dla rozwoju naszej cywilizacji. Tego typu erystyczne porównania jak zaprezentowane samochodu do Internetu, ma taką samą wartość jak porównanie ceny jaj kurzych pod Halą Mirowską a wahaniami cen akcji spółek technologicznych w NYSE. Można wszystko upraszczać i doszukiwać się paraleli, – ale skazuje to człowieka na obśmianie, zwłaszcza w środowiskach ekspertów. W skrócie – nie jest to trafione porównanie, ponieważ w przypadku samochodu – było wiadomo, że uregulowanie prawne sposobu jego używania ułatwi i poprawi efektywność tego procesu oraz zmniejszy ryzyko i obniży generalne koszta całości systemu komunikowania się za pomocą pojazdów w ruchu drogowym. Unormowania regulujące kwestie bezpieczeństwa i porządkowania ruchu wprowadzono do prawodawstwa w wyniku konieczności, jaką zrodziło szereg wypadków, kłopotów, narastająca kongestia i inne niedogodności – a przede wszystkim skargi ludzi (UWAGA, BO TO SŁOWO KLUCZ) – na uciążliwość dowolności w sposobach korzystania ze zmechanizowanych środków transportu na drogach publicznych. W przypadku Internetu tak nie jest, potrzebę jego regulacji podnoszą właściciele praw autorskich i organizacje zarządzające prawami do szeroko rozumianych treści. Dodatkowo kwestię regulacji podnoszą wszelkiego rodzaju wrogowie wolności i praw człowieka do swobodnego wyrażania siebie i komunikowania tego innym ludziom. Nie czynią tego ludzie – przynajmniej nie czynią tego masowo – jak widać na ulicach nie demonstrowały setki lub tysiące zwolenników ACTA, tylko przeciwnicy! Co oczywiście nie oznacza, że o pewne zakazy nie upominają się np. środowiska pokrzywdzone w wyniku przemocy seksualnej powodowanej za pomocą kontaktów z sieci itp. Generalnie ludzie, co ciekawe na całym świecie!!! Nie upominają się do swoich rządów o wprowadzenie regulacji i obostrzeń. Jeżeli ktoś z państwa zwracał Siudo rządu RP lub zamierza się zwrócić z prośbą o wprowadzenie regulacji dotyczących wolności w Internecie – prosimy o kontakt z redakcją w zakładce kontakt – opiszemy dokładnie taki przypadek! To rządzący chcą wprowadzić ograniczenia tej wirtualnej sfery aktywności ludzkiej, dającej kolosalne możliwości w sterowaniu sferą realną. O co chodzi i dlaczego się to dzieje – można łatwo zrozumieć analizując doświadczenia z „facebookowych” rewolucji w krajach arabskich. Tej lekcji pokory nie odpuści żadna rządząca elita, nic dziwnego, że jej przedstawiciel – tak bardzo się boi obecnego stanu praw i wolności. Trzeba pamiętać, że to wolność i nieskrepowanie Internetu napędza jego rozwój i postęp.

Zadziwia wypowiedź pana Niesiołowskiego, który powiedział, że „W Internecie jest dżungla”. Jest to poseł znany z kontrowersyjnych i jednoznacznych poglądów, tylko trudno nie ulec wrażeniu, że ten pan formułuje te poglądy ad hoc – zgodnie z potrzebą chwili. Problem posła Niesiołowskiego polega na tym, że on ma rację – tylko myli się w ocenie kwalifikującej fakty, które potrafi prawidłowo rozpoznać i ocenić. Otóż faktycznie w Internecie jest dżungla, ferment twórczy, wylewa się hektolitry fekaliów, obrzuca inwektywami, przeklina, szarga świętości, co więcej – kradnie się! Narusza się cześć, szarga świętości, kłamie, deprawuje (ojej i jak bardzo), udostępnia nielegalne treści, a nawet nawołuje do zmiany paradygmatu funkcjonowania państwa (szczególnie groźnie celuje w tym Obserwatorpolityczny.pl). Jednakże pan poseł zapomina o jednym – mianowicie o bardzo prostej okoliczności – otóż to wszystko robią ludzie, dla ludzi i przez ludzi. A zatem nie jest to nic innego niż odwzorowanie ich pragnień i wzorców zachowań, – które chcieliby lub o zgrozo wyrażają w przestrzeni realnej. Dlatego lepiej jest, że Internet, jako dżungla – spełnia w wielu zakresach funkcję dżungli lub jak kto woli psychiatryka 24… Albowiem, co jeżeli to całe zło miałoby się wylać na ulice? Co wtedy zaaplikuje pan Niesiołowski? Szwadrony śmierci? Łapanki? „czopowanie” społeczeństwa? WOLNOŚCI DLA WROGÓW WOLNOŚCI!  Zwłaszcza tych sytych – broniących swojego stanu posiadania – wbrew logice!

Reasumując, cała sprawa ACTA to porażka i kompromitacja polskiego rządu. Rzekomo – stanowiąca dla rządu zaskoczenie, a jeżeli tak było naprawdę to należy natychmiast i bezapelacyjnie odwołać z funkcji szefów cywilnych służb specjalnych, albowiem to że premier nie miał na 14 dni przed wydarzeniami raportu z możliwymi scenariuszami reakcji społeczeństwa – to dowód na słabość naszych służb specjalnych lub – nieumiejętność korzystania z nich. Jeżeli natomiast nie było tu zaskoczenia, tylko cała sprawa ACTA to kolejny lub ad hoc rozdmuchany temat zastępczy w ofensywie medialnej „sraczki” tematów zastępczych mediów meinstramowych – to nie można być głupcem i pozwolić się łatwo zbałamucić. Na tej samej stronie z cytowaną powyżej wypowiedzią pana premiera zatytułowaną zresztą „Premier Donald Tusk o Acta i umowie fiskalnej” znajdujemy wypowiedź pana premiera: „Poinformowałem szefa Rady Europejskiej Hermana Van Rompuy’a, że jeśli Polska nie uzyska odpowiedniego statusu uczestnika spotkań strefy euro, który da nam poczucie, że uczestniczymy w procesie podejmowania decyzji, to trudno nam będzie podpisać umowę fiskalną (…) Nasze stanowisko w tej kwestii będzie stanowiskiem życzliwym, ale twardym.” Zważywszy na okoliczności – czyli spadek Polski do II giej Ligii spraw europejskich jest to prawdopodobnie najważniejsza wypowiedź polityczna pana premiera od początku tego roku. Czy dlatego zamieszczono ją niczym amerykańskie „subprimes” w „dwupaku” z wiadomością zupełnie innej rangi – o ACTA? I to jeszcze na miejscu drugim? Czy premier Rzeczpospolitej Polskiej – przepraszam, – ale faktycznie uznaje tą sprawę za równoważną – mniej ważną od pozycji Polski w UE? Nawet, jeżeli mówił „ot tak” … w ciągu, – co jest dopuszczalne, albowiem świadczy o mówieniu prawdy – „od serca” czyli tego co pan premier myśli za co należy mu się chwała) to ktoś kreatywny w KPRM – a konkretnie w dziale prasowym powinien wiedzieć co i jak podkreślić – lub ukryć. Ale jeżeli już ukryć to na pewno nie w taki sposób! W tak widocznie nieumiejętny sposób. Co czeka nas w dalszym ciągu zestawianie budżetu kraju z opadem liści z drzew? Już widać te tytuły np. „Minister Rostowski o liściach spadających z drzew jesienią i planie zmian w budżecie państwa 2012”.

3 komentarze

  1. Stach Głąbiński

    Gdy przed tygodniem natrafiłem w Internecie na informację o problemie ACTA w USA, komunikat zwięźle i przekonująco wyjaśniał, o które zdanie chodziło i jakie zdanie to zawiera zagrożenie. Obecnie, gdy rzecz rozgrywa się u nas, zalewa mnie masa bardzo emocjonalnie ubarwionych i pozbawionych konkretu tekstów. Pierwsze wrażenie jest, że krakauer i protestujący nie wiedzą, o co im chodzi: czy o to, by zrezygnować z jakiejkolwiek regulacji, czy o zmianę treści któregoś (którego?) paragrafu, czy jedynie o obowiązek konsultowania ustaw (jednak chyba nie wszystkich?) ze społeczeństwem? Uważam, iż zbyt często zdarza się nam stawiać zarzut błędu, bez wskazania, na czym błąd polega i jak go należy naprawić? Przecież ogólnikowe stwierdzenie, że grozi nam ocenzurowanie sieci, nic nie wyjaśnia. Błagam: mniej emocji i ubarwień, więcej konkretu!

    • he he, tak – kontekst braku konkretu jest kluczowy a “zamieszanie” w temacie – pomijając już kwestie np. różnic w polskim tłumaczeniu ACTA a oryginale angielskim to inna kwestia … Przeraża mnie, że nie zauważył pan że ten artykuł nie jest w ogóle o ACTA – jedynie używa tego “problemu” jako podstawy do ilustracji szerszego problemu… Pozdrawiam

    • No wlasnie tez zadaje sobie pytanie czy Pan Stach czytal to samo co ja, czy niekoniecznie.
      Niestety premier zaladowal sobie kule w oba kolana i to na wlasne zyczenie. Nie wiem czy to z glupoty, czy z arogancji. I najwyrazniej nie odrobil lekcji z “Arabskiej Wiosny”, to teraz bedzie odrabial praktyke. 🙂
      Jestem bardzo ciekaw jak z tego wybrnie, bo jak na razie coraz bardziej dostrzegam w protestach efekt kuli snieznej, pytanie tylko czy juz osiagnela mase krytyczna, a jesli nie to czy da sie zatrzymac zanim takowa osiagnie (za jakies dwie godziny w Warszawie bedzie pierwszy test).
      To nie ma nic wspolnego z meritum samego ACTA, natomiast ma jak najbardziej z faktem iz tak zwany “wyborca” (dodam, ze chyba dosyc czesto glosujacy na tegoz premiera) poczul sie przez niego olany i teraz to tenze premier bedzie musial poradzic sobie z jak najbardziej emocjonalna reakcja tlumu.
      Albo premier z tego wybrnie, wtedy sam chetnie bede zglebial tajniki socjotechniki jakiej do tego uzyje (bo zawsze warto sie uczyc), albo nie wybrnie i wtedy tez bede zglebial tajniki jak stracic poparcie jednym podpisem. Tak czy inaczej dla mnie bedzie to lekcja bardzo pouczajaca, bo zawsze taniej uczyc sie na bledach cudzych, niz swoich. 🙂

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.