Społeczeństwo

Śmieciowa rewolucja czyli nasze osiedla stoją w śmieciach

 Pierwszego lipca 2013 roku wszystko co związane ze śmieciami miało się zmienić, czy się zmieniło? Trudno powiedzieć. Z punktu widzenia „śmieciodawcy” w zasadzie poza cenami usług nie zmieniło się nic. Niestety są gminy a w zasadzie firmy wybrane przez gminy, które pokpiły sprawę i przez kilka tygodni które mijają od wejścia w życie ustawy „śmieciowej” nadal nie opanowały logistyki wywożenia odpadów. Niczym nadzwyczajnym nie są braki pojemników w boksach, czy tez śmieci nie odbierane regularnie.

Czy dzięki presji różnic w cenie ludzie będą segregować śmieci? Mało prawdopodobne, zwłaszcza w budynkach wielorodzinnych, gdzie na jeden śmietnik przypada 100 i więcej mieszkań, odpowiedzialność za segregację odpadów jest zbiorowa czyli wystarczy jedna osoba, która nie segreguje a stawki będą pełne. Nawet segregujący śmieci, którzy robią to z przekonania będą stopniowo rezygnować z uciążliwego procederu. Oczywiście po części winne są same firmy zajmujące się odbiorem odpadów, absurd z myciem brudnych opakować, wielość reguł, oraz co by tu mówić ciasnota w mieszkaniach skutecznie zniechęca do segregowania odpadów. Co więcej wszyscy mają świadomościowy tego jak będzie wyglądało segregowanie. Realnie patrząc w dzisiejszych gospodarstwach domowych większość kubatury śmieci to materiały nadające się do recyklingu, wyrzucamy wiele butelek PET, kartonów, papieru a na każde 5 kontenerów na odpady „mokre” znajduje się jeden na materiały recyklingowe. Co więcej na jednym z osiedli umieszczono 10 szt. pojemników na odpady szklane na jakieś 20 000 mieszkańców.

Zastanawiającym są ceny, które wzrastają. Większość śmieci nadaje się do recyklingu czyli z ich sprzedaży można uzyskać przychody. Firmy które odbiorą nawet nie segregowane śmieci dokonają segregowania i na części odpadów zarobią. Nie można oczywiście powiedzieć, że wszędzie segregowanie odpadów będzie porażką. Z pewnością mieszkańcy mniejszych wspólnot mieszkańców kilku – kilkunastu mieszkańców będą w stanie dopilnować tego czy członkowie segregują odpady, dla nich selektywna zbiórka będzie też miała największe przełożenie finansowe bo oni są w stanie utrzymać niskie stawki. Największe szanse na bycie pro-eco maja mieszkańcy domów jednorodzinnych, oni mogą w 100% skontrolować to co i jak wrzucają do śmieci. Jednak w wielu przypadkach istnieje tez obawa, że „uciekając” przed stosunkowo wysokimi cenami, będzie dochodziło do amatorskiej „utylizacji”.

Jasne, że przydomowe kompostowniki są wskazane ale przydomowe spalarnie w beczkach powodują gigantyczne zagrożenie dla zdrowia spalającego jak i jego sąsiadów. Prawdopodobnie po raz kolejny skończy się na tym, że z założenia dobra inicjatywa spełznie na niczym a większość kosztów poniosą Ci którzy nie mają żadnego wpływu na to co się dzieje z ich śmieciami po wyrzuceniu.

A wystarczyło zmienić podejście do segregowania, w budownictwie wielorodzinnym wystarczyło zaproponować rozwiązanie pośrednie, polegające na stworzeniu trzeciej, najrealniejszej stawki która z czasem mogłaby doprowadzić do pełnej segregacji odpadów. Rozwiązanie to pozostające cenowo pomiędzy śmieciami niesegregowanymi a segregowanymi częściowo z płynną stawką rozliczane rokrocznie na podstawie tego co firma odbierająca śmieci „pozyska” z naszych odpadów i w kontekście tego jakie koszty poniosła przy segregowaniu naszych częściowo nieposegregowanych odpadów.

I jeszcze jedna uwaga ogólna, tak długo jak w mentalności naszych rodaków, pozostawienie worka pod śmietnikiem nie będzie sprawą za która wypada się spalić ze wstydu, tak długo jak przywożenie samochodami osobowymi worów ze śmieciami nie wiadomo skąd aby podrzucić je do obcego śmietnika nie będzie stanowiło podstawy do stygmatyzacji takiego osobnika tak długo, żadna reform się nie uda… Wszak Polak często uważa, że im bardziej cwany tym bardziej szanowany, jednakże lepiej już jeżeli przywozi do śmietnika niż wyrzuca do lasu…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.