Społeczeństwo

Służba Ochrony i Kontaktu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych

 Szaleństwa związane z nieprowadzeniem polityki zagranicznej oraz marnowanie publicznych pieniędzy w różnego rodzaju realizowanych przedsięwzięciach przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych to zbyt wiele, naprawdę zbyt wiele jak na cierpliwość polskiej opinii publicznej. W tej chwili słyszymy, że pan niestety minister spraw zagranicznych chce powołać swoją własną służbę para-specjalną, której zadaniem będzie filtrowanie osób w pierwszym kontakcie z placówkami dyplomatycznymi. Służba Ochrony i Kontaktu – twór nie tylko swoisty, ale po prostu niezrozumiały. W istocie bowiem nie da się określić po co ta służba ma powstać? Może chodzi o prywatną tajną policję dla pana niestety-ministra, coraz bardziej bojącego się narodu który płaci niestety jego rachunki?

W Internecie na stronach MSZ można znaleźć ogłoszenie o naborze na stanowisko: „eksperta – pracownika ochrony i pierwszego kontaktu w placówkach zagranicznych” [tutaj]. Nabór do tej nieistniejącej jeszcze służby, ale można założyć że jest to coś podobnego. Trudno określić, czy to jest już Jak czytamy tam: „Celem naboru jest zatrudnienie osób, których zadaniem będzie ochrona pracowników, obiektów i mienia placówki zagranicznej lub Ministerstwa Spraw Zagranicznych, przeciwdziałanie zagrożeniom dla bezpieczeństwa placówek zagranicznych lub Ministerstwa oraz zapewnienie pierwszego kontaktu w relacjach z osobami państwa przyjmującego wstępującymi na teren placówek zagranicznych.” Liczba etatów 73 – podstawa wynagrodzenia 4000 zł brutto. Wymagania to m.in.: „udokumentowane co najmniej 5-letnie doświadczenie zawodowe w obszarze bezpieczeństwa, ochrony osób i mienia lub służby

w formacjach mundurowych.” Za te pieniądze przewidziano następujący zakres zadań m.in.:

  1. „ochrona osób i mienia placówki zagranicznej, zgodnie z zatwierdzonymi planami ochrony placówki;
  2. przeciwdziałanie fizycznemu dostępowi osób nieuprawnionych do obiektów i pomieszczeń placówki;
  3. przeciwdziałanie zagrożeniom terrorystycznym i kryminalnym na terenie placówki zagranicznej;
  4. nawiązywanie i realizowanie pierwszego kontaktu z interesantami, osobami zaproszonymi oraz innymi osobami próbującymi skontaktować się z przedstawicielami służby zagranicznej;
  5. nadzór nad funkcjonowaniem systemów zabezpieczeń technicznych placówki;
  6. kontrola pirotechniczna osób, bagażu i przesyłek otrzymanych przez placówkę;
  7. kontrolowanie dokumentów osób wchodzących na teren placówki zagranicznej oraz ruchu osób i pojazdów na jej terenie;
  8. obserwowanie otoczenia placówki, wykrywanie sytuacji kryzysowych, alarmowych i awaryjnych, mogących zagrozić jej bezpieczeństwu;
  9. przestrzeganie przepisów o ochronie informacji niejawnych; (…).”

Powtórzmy – to przykładowy katalog, z przykładowej oferty zatrudnienia, nie wiemy czy to Służba Ochrony i Kontaktu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Możemy jednak domniemać, że chodzi o służbę ochroniarską? Na to wskazuje charakter zadań jak: pilnowanie, terroryzm, tajność, a zarazem zwykłe dozorstwo i przeglądanie rzeczy w plecakach? Do tego grzecznie i na poziomie, czyli nic nadzwyczajnego, raczej za mizerne pieniądze, tego typu ludzie – z kraju, mogą być bardzo przydatni zwłaszcza w tych państwach, które są do nas wrogo usposobione kulturowo i politycznie. W ten sposób mając własnych pracowników de facto ochrony – polskie MSZ będzie czuło się lepiej chronione za granicami kraju. Wymóg przeszłości mundurowej kwalifikuje natomiast tą służbę jednoznacznie.

Dziwne, że tworzy się strukturę równoległą do Biura Ochrony Rządu, którego funkcjonowanie jest oczywiście droższe niż 4000 zł brutto, jednakże standard ochrony oferowany przez funkcjonariuszy BOR to coś zupełnie innego. Być może jednak rzeczywiście pan niestety minister spraw zagranicznych potrzebuje takiej pośredniej służby, jednakże czy to nie jest rozmydlanie potencjału? Zresztą, jeżeli się tworzy taką służbę, której pracownicy w zasadzie mają mieć kompetencje ochroniarzy, to czy nie prościej byłoby wynająć profesjonalistów z agencji ochrony?

Nie będąc ekspertem nie można się jednoznacznie wypowiadać, w każdym bądź razie – jeżeli jest taka potrzeba naszych placówek dyplomatycznych, to trzeba zagryźć zęby, bo to 73 urzędników więcej utrzymywanych z naszych podatków i to przełknąć. Trudno.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.