Społeczeństwo

Słowa, które (nie) znaczą…

 Większość słów jakie krążą dziś w obiegu publicznym nie znaczą prawie nic. Dyskurs publiczny, bez względu na to jakie kryteria ocen przyjmiemy, zawsze odbywa się w przestrzeni wyobrażonej, która tylko jakiś stopniu odpowiada rzeczywistości. Im bardziej dyskurs społeczny odrywa się od realnych problemów tym mniejsza szansa na to by mógł on doprowadzić to wypracowania jakikolwiek, możliwych do zastosowania rozwiązań realnych problemów. Stworzenie wroga wyobrażonego nie rozwiązuje oczywiście żadnego z realnych problemów, ale daje ujście społecznej frustracji. Choć jak wiemy z historii fizyczne zniszczenie grupy, z której uczyniono wyobrażonego wroga, czasem przynosi chwilową poprawę życia tym, którzy przeżyli. Zawsze jednak przynosi katastrofę.

Pomiędzy obozami politycznymi nie toczy się żaden dyskurs. O dłuższego czasu nie widać by zależało im też na przekonaniu niezdecydowanych. Wszystkie komunikaty kierowane są tak naprawdę do wewnątrz. Mają na celu utrzymania zwolenników w przeświadczeniu, że stoją bądź leżą, po właściwej stronie. Wszystkie przekazy są nacechowane emocjonalnie a w zasadzie niosą wyłącznie przekaz emocjonalny. Mają utrzymywać oba obozy w stanie wrzenia co utrudnia zarówno formułowanie jak i rozumienie racjonalnych przekazów.

Ludzie stając więźniami słów, stają się więźniami obozów. Słowa, myśli które wyrażają, emocje to najskuteczniejsze ze wszystkich więzień. To wpływa również na wzrost społecznej alienacji, która staje się tym większa im świat społeczny wyobrażeń, oddala się od świata doświadczanego przez jednostki.

Walka z mową nienawiści to walka z wiatrakami, wrogiem wyobrażonym, wcale nie najbardziej istotnym. To, co nazywa się mową nienawiści, bierze się z frustracji, alienacji, gniewu. Te emocje często mają obiektywne przyczyny. Ich źródłem są realne problemy i realne deficyty. Alienacja i frustracja mogą zniknąć lub zmaleć do dającego się znieść poziomu, o ile zacznie się te realne problemy rozwiązywać. Aby je rozwiązywać, musi się zacząć o nich mówić. Wtedy też mają szanse ujawnić się prawdziwe sprzeczności i prawdziwe konflikty. W innym wypadku walka z mową nienawiści to syzyfowa praca.

W społecznym dyskursie zawsze lepiej, jak mawiano w staropolszczyźnie, politycznie jest oddzielić poglądy od człowieka. Jednak nie zawsze to się idą, bo często takie a nie inne poglądy są podstawą auto definicji jednostki. Jeśli powiemy o kimś, że jest całkowicie odklejony o rzeczywistości, to będzie to często adekwatny opis jego relacji z rzeczywistości a nie rodzaj epitetu czy mowa nienawiści. Jeśli jesteśmy przeświadczeni, że ktoś chce realizować swoje interesy kosztem innych, lub jest świadomym lub nie całkiem, propagatorem takich idei, to kategoryczny werbalny sprzeciw wobec nich, nie jest mową nienawiści a raczej dopuszczalną samoobroną. Koncepcja walki z „mowa nienawiści” ma meta założenie, że wszystkie poglądy i opinie są równoprawne, powinny mieć swobodny dostęp do przestrzeni publicznej o ile wyrażane są we właściwy sposób. Otóż wiele poglądów nie jest możliwe do zwerbalizowania we właściwy sposób, bo wyrażają wole fizycznej elimanacji innych jednostek. I nie ma znaczenia, czy przeznaczonych do eliminacji przy okazji się nienawidzi czy też szanuje. Wielu oficerów amerykańskiej armii szanowało i podziwiało naród Dakotów. Niektórzy właśnie z tych powodów dużych do jak najszybszej ich eliminacji. Na zimno, bez nienawiści.

Z piramidami nienawiści jest podobny problem co z negatywnym wpływem przemowy w filmach i grach komputerowych na młodzież. Brzmi nie źle ale nie ma jednoznacznych dowodów.

Najważniejszym problemem społecznego dyskursu nie jest „mowa nienawiści” ale jego nieracjonalność i oderwanie od rzeczywistych problemów. To oczywiście powoduje skupianie się na emocjach i eskalację agresji. Nie chodzi też o przekonanie kogokolwiek a jedynie o utrzymanie spójności i mobilizacji w grupie. Tak rodzą się quasi religijne sekty, w których wyznawanie wspólnej wiary jest najważniejszym i jedynym celem.

A po za tym uważam, że konkordat należy wypowiedzieć.

Również na www.artistoskr.worpress.com

5 komentarzy

  1. Słuszny tekst.

    Ostatnie zdanie – też.

  2. Słowa to tylko znaki, pomoc, narzędzie potrzebne do komunikacji. W istocie mają takie znaczenie, jakie mu nadadzą ludzie między sobą, a w różnych językach takie same słowa mogą znaczyć co innego. Na przykład polskie wulgarne słowo na ch… ma w polsce znaczenie wulgarne, ale już w Holandii oznacza “dobrze”, “dobry” i jest używane np. do konstrukcji dzień dobry. Możecie sobie wyobrazić reakcje Polaków, gdy słyszą jak Holendrzy się ze sobą witają albo jak w audycji radiowej słyszysz to ich słowo.

    Kolejne przykłady:

    Słowo na k… w języku włoskim oznacza “zakręt”.

    Słowo określające tylną, dolną część ciała w języku rumuńskim oznacza “po”.

    “Tak” w polskim znaczy tak, ale już holenderskim jest to… gałąź.

    Takich kwiatków można z pewnością znaleźć więcej.

    A ludzie doszli w swej ignorancji i głupocie do takich absurdów, że uczynili słowa wręcz świętymi i gotowi są się pozabijać, jeśli ktoś powie takie a takie słowo w kontekście, który im nie odpowiada. Ba, nawet stworzyli takie kuriozum jak “Pismo Święte”, w których najważniejsze jest słowo boże boga, który rzekomo kreuje wszystkie za pomocą słów.

    Jak na razie za pomocą słów człowiek kreuje ogłupiające ideologie i doktryny.

    A poza tym uważam, że to wszystko należy wyśmiać 🙂

  3. W czasach “realnego socjalizmu”na granicy Polski i ZSRR dwaj żołnierze prowadzą dialog.” Jak po polsku chlieb, chleb, a wodka ,wódka a kałbasa,kiełbasa, miaso, mięso, a bliat, kurwa. Ty pasmatri przez tą różnice wybudowano granicę!Pozdrawiam językoznawców!

  4. Świetnie, właśnie tak to wygląda w praktyce, a za pomocą prawa karnego politycy osiągną odwrotny efekt, bo ta nienawiść będzie jeszcze bardziej rosła, tak “pod skórą”, jak to się mówi. Wybuch może być jeszcze gorszy niż wyładowywanie frustracji na forach, nad czym przynajmniej można mieć względną kontrolę poprzez choćby odpowiednią polemikę na poziomie, a takie tworzenie anomii społecznej kiedyś może doprowadzić do tragedii. No ale politycy musieliby zacząć myśleć zamiast się modlić.

    Dlatego poniższy fragment tego świetnego felietonu powinien każdy polityk i parlamentarzysta powtarzać sobie przed snem jak sentencję zamiast pacierza, ze szczególnym naciskiem na ostatnie zdanie, które powinni powtórzyć sobie x 10:

    “Walka z mową nienawiści to walka z wiatrakami, wrogiem wyobrażonym, wcale nie najbardziej istotnym. To, co nazywa się mową nienawiści, bierze się z frustracji, alienacji, gniewu. Te emocje często mają obiektywne przyczyny. Ich źródłem są realne problemy i realne deficyty. Alienacja i frustracja mogą zniknąć lub zmaleć do dającego się znieść poziomu, o ile zacznie się te realne problemy rozwiązywać. Aby je rozwiązywać, musi się zacząć o nich mówić. Wtedy też mają szanse ujawnić się prawdziwe sprzeczności i prawdziwe konflikty. W innym wypadku walka z mową nienawiści to syzyfowa praca.”

    A konkordat należy unieważnić lege artis. Jedna uchwała sejmu poparta analizami prawnymi o bezprawności jego ratyfikacji i sprawa załatwiona.

    To samo ze skutkami kościelnej komisji majątkowej, unieważnić i zwrócić mienie Skarbowi Państwa, samorządom. Bez trudu da się udowodnić logicznie bezprawność działań komisji, od której decyzji nie przysługiwały środki odwoławcze. To nie jest praktyka właściwa demokratycznemu państwu prawa i narusza szereg przepisów Konstytucji, w tym najważniejszy art. 2, bo narusza także zasady sprawiedliwości społecznej. Kościół za znacjonalizowane mienie po wojnie otrzymał specjalny fundusz kościelny w ramach rekompensaty, więc żadne mienie mu się nie należało. Nie może być tak, że na krzywdzie Polaków eksterminowanych w czasie tzw. transformacji ustrojowej bezrobociem i pozbawieniem szans na godne życie, kasta wybrańców żyje sobie zasilana dotacjami z funduszu i jeszcze pobiera korzyści z mienia bezprawnie otrzymanego.

    Jeżeli linkować do tego portalu nie można, to polecam wyguglać na TOKFM:
    “Czy prezes TK zasłużył na kościelny medal? Oto trzy głośne orzeczenia Trybunału na korzyść Kościoła” z 26.01.2015.

    I z tego artykułu bardzo znaczący cytat:
    “W czerwcu 2011 roku Trybunał zajmował się sprawą Komisji Majątkowej, która zwracała majątek Kościołowi katolickiemu i innym związkom wyznaniowym majątki bezprawnie odebrane w PRL. Według SLD Komisja przekazała Kościołowi więcej, niż wcześniej mu odebrano, a jej działalność wiązała się ze stratami dla państwa. Oczekiwano, że TK swym wyrokiem umożliwi samorządom domaganie się zwrotu majątków od Kościoła i krytycznie oceni działalność Komisji. Nic takiego się nie stało.

    Trybunał uznał za sprzeczny z konstytucją jeden przepis ustawy, co umożliwiało samorządom co najwyżej ubieganie się o odszkodowania od państwa. Pozostałe skargi sędziowie odrzucili. Argumentowali, że skarżone przepisy zostały już uchylone. Prawo pozwala jednak Trybunałowi zajmowanie się już uchylonymi przepisami, sędziowie robili to zresztą w przeszłości, choćby w sprawie stanu wojennego. Podobne orzeczenie ws. Komisji Majątkowej zapadło dwa lata później.

    Prof. Łętowska: Komentarz? Byłoby nie w porządku

    Sprawa odznaczenia dla prof. Rzeplińskiego wzbudziła konsternację w środowisku prawniczym. – To szokujące. Dziwię się, że prezes przyjął to odznaczenie – powiedział “Gazecie Wyborczej” dr Paweł Borecki z UW. Prof. Wiktor Osiatyński poszedł jeszcze dalej, mówiąc że oczekuje dymisji prezesa TK.

    Jednak większość pytanych przez “Gazetę Wyborczą” prawników nie chciała komentować sprawy prof. Rzeplińskiego. Podobnie reagowali nasi rozmówcy. O to, czy w zachowaniu prezesa jest coś nie w porządku, zapytaliśmy m.in. byłą sędzię Trybunału, prof. Ewę Łętowską. – Tak samo nie w porządku jest, by sędzia w stanie spoczynku zabierał głos na taki temat – odparła konstytucjonalistka.”

    A pod artykułem w komentarzach był wiersz, bardzo obrazowo pokazujący stan rzeczy:

    “Rzecz to raczej niepojęta
    Strzelać sobie w stopę
    Ujawnił swego agenta
    Oddział na Europę

    Watykański wywiad sprawnie
    Miękczy wszelki opór
    Dawniej skrycie, teraz jawnie
    Wznosi święty topór

    To możliwe tylko w kraju
    Klęczącym przed klerem
    Gdzie ludziska biedę mają
    Są dla kleru zerem

    Szczytem hucpy honorować
    I wręczać medale
    Tym, co mają sąd sprawować
    W ważnym Trybunale

    „Za zasługi dla Kościoła”
    Cóż to za zasługi?
    Od wyroków się odwołać
    Ma jeden i drugi?

    Czyś prezesie wyrokował
    Na gardle z Jezusem
    Gdzieś swą niezawisłość schował
    Czyś kleru sługusem?

    Czy ojczysta Konstytucja
    Świstkiem jest papieru
    Czy jest celem nowych krucjat
    Zachłannego kleru?

    Mają swoich w parlamencie
    W rządzie jest ich nawał
    Teraz w trybunałach będzie
    Czart karty rozdawał…”

    Dlatego wszelkie inicjatywy Nowackiej o ustawowym rozdzieleniu kościoła od państwa i ostatecznym uregulowaniu jego statusu jako korporacji religijnej w państwie – należy popierać, bo dotychczas sfalandyzowano prawo na korzyść tej korporacji kosztem społeczeństwa.

  5. @wlodek. 25 stycznia 2019 at 08:47

    Dobre. 🙂
    Pozdr.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.