Ekonomia

Słów kilka o wolności politycznej a ekonomicznej jednostki

 Prawda nie leży po środku, tylko tam gdzie się znajduje, dlatego nie może być zgody na relatywizm i pragmatyzm w sferze moralnej, w sferze wolności i w procesie dochodzenia do prawdy. W szczególności dotyczy to regulacji sfer wolności i praw politycznych i ekonomicznych, z których te pierwsze usiłują stanowić atrapy dla tych drugich, jednakże nie ma żadnych gwarancji ich wcielania w życie. Prawda jest kategorią obiektywną, każdy kto zna logikę może tego dowieść. Nie można pozwolić na relatywizację prawdy w szczególności w sferach dotyczących spraw zasadniczych. Prawda obiektywna zakłada, że coś jest prawdziwe bez względu na to czy w to wierzymy, czy to potrafimy udowodnić i sprawdzić. Prawda subiektywna natomiast to coś prawdziwego w ramach naszego systemu wartości i uznawanego przez nas układu odniesienia, ale niekoniecznie musi być ona prawdą dla kogoś innego. Badaniem tych różnic zajmował się duński filozof Søren Kierkegaard, który doszedł do wniosku, że prawda obiektywna pochodzi od zbiorowości, a więc w wielkim uproszczeniu można uznać, że ma charakter konsensualny. Natomiast prawdę subiektywną ustala jednostka sama dla siebie, patrząc własną optyką na rzeczywistość. Więc obiektywnie możemy sobie ustalać porządek polityczny, który determinuje ekonomię, jednakże ta w odczuciu i w relacji z pojedynczymi członkami społeczeństwa może wykraczać poza ten utrwalony porządek. Wówczas człowiek jest bezradny i przegrywa, a państwo udaje że nie ma problemu – ot kapitalizm, ot wolny rynek.

Niestety obecny paradygmat funkcjonalny cywilizacji do której aspirujemy już nie tylko przewiduje zgodę na relatywizm i pragmatyzm w sferze moralnej, ale przede wszystkim zachęca nas do podejścia relatywnego i pragmatycznego na każdym kroku zmagań ze zbiorowością. Wszystko to dokonuje się rzekomo w imię wolności oraz w monopolu naprawdę obiektywną, który posiada władza polityczna reprezentująca społeczeństwo, już tylko dzięki temu, że została wybrana w sposób nazywany demokratycznym.

Nie ma tutaj praktycznie żadnego znaczenia, że cała władza ekonomiczna nad jednostką w społeczeństwie zachodnim została przeniesiona poza sferę władztwa politycznego i w ogóle nie podlega ocenie żadnych społecznych kategorii moralnych, nie ma w niej miejsca na wolność jednostki nie mówiąc już o prawdzie w przypadku zaistnienia konfliktu. Biznes rządzi się swoimi prawami, a dla świętego spokoju i możliwości spławiania upominających się o przysłowiowe drzewa frajerów – ten większy wymyślił „społeczną odpowiedzialność biznesu”. W przypadku biznesu mniejszego, a w szczególności tego mającego bezpośrednią relację z poddanym jego władzy pracownikiem mamy do czynienia raczej z pragmatyczną filozofią ustalenia prawdy subiektywnej poprzez przysłowiowy kopniak w d..ę – jeżeli pracownikowi coś się nie podoba. Gdzie tu demokracja? Gdzie tu wolność? Gdzie tu prawda? Parszywi neoliberałowie odpowiedzią, że przecież nie ma przymusu pracy, nie ma obowiązku świadczenia niewolniczego samo upokarzania się – można przecież odejść. Owszem można, mając oszczędności umożliwiające funkcjonowanie przez rok, jednakże kto ma takie oszczędności w istniejących realiach? Łatwo jest filozofować i pouczać innych będąc twardo zapartym w miękkim skórzanym fotelu, którego chłód zapewnia klimatyzacja wnętrza gabinetu. Jeżeli trzeba zginać kark, żeby przetrwać z dnia na dzień – nie myśli się o prawdzie, moralności, demokracji, słuszności. Zawsze dominuje poczucie krzywdy i chęć zemsty, jednakże poczucie słabości i niemożność przeciwstawienia się – zwyciężają, liczy się bowiem włożenie do garnka a nie walka o ideały i wolności.

Tutaj jest właśnie rola państwa – powinno ustalić takie ramy funkcjonowania w których każdy będzie miał równe prawa, w tym także jednostka – wobec korporacji, jak również jednostka wobec zbiorowości w ogóle. Jeżeli to nie funkcjonuje, nie ma się czym w ogóle przejmować – wszelka fasada humanizmu, praw człowieka, gwarancji wolności nie ma sensu. Powróćmy wprost do norm feudalnych, całowania w pierścień, pańszczyzny i innych formacji ekonomicznych, które gwarantowały stabilizację i spokój społeczny przez setki lat. Ten zapoczątkowany przez Marksa eksperyment wolnościowy w sferze ekonomicznej do niczego dobrego nas nie doprowadzi – skończy się ponownym kolektywizmem, ale rolę państwa zastąpią niekontrolowane przez nikogo korporacje.

Jeżeli powyższe przyłożymy do sporu klasowego, widać że klasa posiadająca zawsze będzie bronić swojej prawdy i wszystkich tych instytucji życia społecznego, które jej służą. Klasa pracująca natomiast ma we współczesnych czasach problem, ponieważ w przypadku podniesienia czoła jest skazana w przypadku odważnych jednostek na wyniszczenie, ponieważ blokada systemowa jaką można nałożyć na jednostkę we współczesnym społeczeństwie jest niewyobrażalna. Z powyższych względów nie dojdzie do zmiany, to znaczy uwzględnienie indywidualnych racji w ramach konsensualnych ustaleń ogółu, rządzonego przez kierującą się swoimi interesami elitę jest niemożliwe. Ochronie jej praw służy właśnie relatywizm moralny, pragmatyzm społeczno-gospodarczy i prawda w rozumieniu kategorii politycznych. Całość składa się na systemową koncepcję wolności, w której jednostka – owszem może odejść poza system, ale w praktyce wówczas jest na walkę o przetrwanie na poziomie podstawowym. Czy o to chodziło greckim filozofom? Może o to chodziło w chrześcijaństwie Chrystusa? Odpowiedzcie sobie państwo sami…

3 komentarze

  1. Nie wiem, czy autor na serio, ale ja tak, od dawna konserwatyści (ale i taki Hoppe) wskazują, że JEDYNA alternatywa dla kolektywizmu to KONSERWATYZM (ten prawdziwy, jak kto nie wie, o czym mowa niechaj Bartyzela Jacka artykuły odnajdzie w net i przeczyta). pozdr.

  2. No i nie mam nic przeciwko całowaniu w pierścień hierarchów Kościoła, choć dobrze, by tam powróciło dawne, a przed państwowymi klękać na jedno kolano (jak dawniej) nie będę, dopóki hierarchia tam nie wróci. Egalitaryzm – nasz wróg!

  3. PK: “No i nie mam nic przeciwko całowaniu w pierścień hierarchów Kościoła…”

    A całujże i nie tylko w pierścień… Głodzia, Hosera, Paetza Juliusza i legion innych “hierarchów”, pańska sprawa.

    Tylko wara od porządku życia państwowego wolnego od teokratycznych halucynacji…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.