Soft Power

Słitfocia pana premiera, czyli triumf formy nad treścią

 Niestety, jest taka strona w Internecie, której przeglądanie grozi natychmiastową potrzebą skorzystania z toalety celem wykonania potrzeby fizjologicznej większej. Jest to oczywiście strona jak najbardziej publiczna i oficjalna – to strona rządu Rzeczpospolitej Polskiej funkcjonująca w Internecie pod adresem premier.gov.pl lub kprm.gov.pl. W obu przypadkach mamy do czynienia z rządowym PR-em nastawionym na kult sukcesu i jednostki przeplatany bzdurnymi wstawkami na media społecznościowe.

Możemy się dowiedzieć m.in. ilu pan premier ma „followersów” (22800), ile wygenerowano tweetów (73), oraz oczywiste informacje na temat twarzo-książki tj. ilość fanów (18031) no i nasza ulubiona słitfocia premiera z jego ukochanym psem „Szeryfem”. Miło widzieć, że szef rządu – najpotężniejszy człowiek w naszym kraju żywi tak ludzkie uczucia do psa. To bardzo dobrze o nim świadczy.

Niestety nie można tego samego powiedzieć o polityce informacyjnej rządu, albowiem informacje w rodzaju „Kancelaria Premiera w Social Media” Podsumowanie 2012 roku lub „Czy wiesz, że… Siedziba Kancelarii Premiera jest wpisana do rejestru zabytków województwa mazowieckiego jako przykład reprezentacyjnej architektury Warszawy.” To z pewnością ciekawe informację, ale raczej nie nawet dla przeciętnie intelektualnego odbiorcy. Swoją drogą ciekawe, kto wymyśla tego typu „newsy” i zatwierdza je do opublikowania.

Jest to doskonałe potwierdzenie, że ten rząd nie robi naprawdę nic, jeżeli bowiem nie ma nic ciekawszego do powiedzenia, to w ogóle nie ma, o czym mówić, bo z informacjami o liczbie tweetów mogą się po prostu schować a nie wychodzić do ludzi.

Trudno wymagać, żeby rząd informował na swojej stronie o przyroście długu publicznego, jak również o ilości bezrobotnych, śmierci głodowych, samobójstw itp., jednakże tego typu informacje prawdopodobnie byłyby ciekawsze od ilości tweetów i słitfoci pana premiera, którymi naprawdę nie da się nakarmić głodnych ludzi.

Jeżeli nawet wysililibyśmy się i sięgnęli na zakładkę „Co robimy”, to naszym oczom ukaże się cały przegląd sukcesów ułożonych w prawdziwie troglodyckim układzie – uproszczonym do maksimum, w zasadzie wywołującym ból głowy, albowiem dowiadujemy się, że „gonimy Europę, bo średnią unijną osiągniemy już po 2020 roku”; „Wzrost gospodarczy = Nowe miejsca pracy”, bo od 2008 roku skumulowany wzrost PKB przekroczył 18,7%; kolejnym sukcesem jest „Tania i własna energia”, bo „przemysłowe wydobycie gazu łupkowego ruszy w 2015 roku”; a na mniej biurokracji podobno ma się przekładać 2 mln PIT-ów złożonych w 2012 przez Internet.

Slogany, banały, pustosłowie, naciąganie faktów, mylenie środków z efektami – to wszystko, co do powiedzenia o swojej działalności przeciętnemu Polakowi ma rząd. Po prostu się płakać chce, na samą myśl o tym, że nasz rząd ma nam tylko tyle do zakomunikowania. Może fajnie wygląda to na rządowych tabletach, jednakże w realnym świecie szukających informacji użytkowników – to nie ma żadnego znaczenia, to zwykła zabawa. Szkoda, zmarnowano szansę na istotny kanał komunikacji.

Na marginesie warto zauważyć, że jak na stronę rządową ilość kliknięć na stronach społecznościowych nie jest zachwycająca, jednakże jest to na pewno i tak jakiś krok do przodu. Warto nadmienić, że strona angielska jest kopią polskiej – co się chwali, albowiem informowanie 1:1 jest bardzo ważne.

Natomiast bardzo uroczo wyglądają główki ministrów i innych najważniejszych urzędników. Poza premierem i wicepremierem cała reszta jest w kolejności alfabetycznej! Nie można wszystkiego ciągle krytykować, więc właśnie, dlatego się zachwyćmy – nie jest to strona naszych marzeń, widać że ktoś bardzo by chciał, ale nie do końca ma pomysł – szczególnie ciekawe są blogi ministrów! Sam pomysł na wykorzystanie takiego kanału komunikacji nie jest zły, jednakże czy do końca przemyślany? Mamy bowiem oto rząd bloggerów – bawiących się tabletami w godzinach pracy a nie rzeczywisty centralny organ administracji państwowej – przekładający wizję polityczną rządu na rzeczywistość. Zresztą, jaką wizję polityczną…

Liczy się słitfocia, czysty PR, fajnie przemieniające się slajdy na błyszczących ekranach tabletów wiodącego producenta, forma to podstawa – ma być ładnie, błyszczeć i nie wieszać się! Natomiast treści? Treści są z zasady ryzykowne! Po co więc je publikować? To tylko ryzyko, a ryzyko to kłopot. Dla ludności tubylczej mają wystarczyć ładne obrazki, poza tym kto by się nie wzruszył na widok tak ślicznej słitfoci!

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.